<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="en-GB">
		<id>http://www.sapijaszko.net/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Admin</id>
		<title>sapijaszko.net - User contributions [en-gb]</title>
		<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.sapijaszko.net/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Admin"/>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php/Special:Contributions/Admin"/>
		<updated>2026-05-15T21:53:12Z</updated>
		<subtitle>User contributions</subtitle>
		<generator>MediaWiki 1.28.0</generator>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=:Autor&amp;diff=157</id>
		<title>:Autor</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=:Autor&amp;diff=157"/>
				<updated>2011-06-23T12:28:46Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Atrybut służący do opisu autora utworu, jest typu [[Has type::page| ]] linku do strony.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=:Autor&amp;diff=156</id>
		<title>:Autor</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=:Autor&amp;diff=156"/>
				<updated>2011-06-23T12:26:54Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: Utworzył nową stronę „Atrybut służący do opisu autora utworu, jest typu linku do strony.”&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Atrybut służący do opisu autora utworu, jest typu [[Has type::page|linku do strony]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Znik%C5%82_czar_polnych_r%C3%B3%C5%BC!&amp;diff=151</id>
		<title>Anda Kitschmann - Znikł czar polnych róż!</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Znik%C5%82_czar_polnych_r%C3%B3%C5%BC!&amp;diff=151"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:34Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Słowa pols.: Andy Kitschmann. Muzyka: Bela Zerkowitz. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
   W parku, gdzie cień chłodny gości, &lt;br /&gt;
   Siedzieliśmy: ty i ja... &lt;br /&gt;
   Snując przędziwo miłości, &lt;br /&gt;
   Marząc, co przyszłość nam da?... &lt;br /&gt;
   Słońce świeciło tak jasno!&lt;br /&gt;
   W kwiecie przystrajał się świat. &lt;br /&gt;
   Lecz szczęścia skry szybko gasną!... &lt;br /&gt;
   Na kwiaty szron biały padł!... ---&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Przyszła jesień już ... ---&lt;br /&gt;
      Znikł czar polnych róż! ---&lt;br /&gt;
      Złocą się czerwienią drzewa, &lt;br /&gt;
      A wicher liście rozwiewa!... &lt;br /&gt;
      Skończył się świetlany sen... &lt;br /&gt;
      Jeno łka pusty park &lt;br /&gt;
      Echem cichych skarg.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Tyś moje szczęście radosne, &lt;br /&gt;
   Treścią mych snów byłaś mi, ---&lt;br /&gt;
   W oczach twych widziałem wiosnę&lt;br /&gt;
   I miłość, co blaskiem lśni!&lt;br /&gt;
   Lecz zimny chłód tak nie ziębi, &lt;br /&gt;
   Jak oczu twych pieśń bez słów, &lt;br /&gt;
   Kiedym wyczytał w ich głębi... &lt;br /&gt;
   Zgon mych nadziei i snów.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Przyszła jesień już... i t. d.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Samotny w parku dziś błądzę, &lt;br /&gt;
   Gdzie wspomnień tyle co krok... --- &lt;br /&gt;
   Milczą bram ciche wrzeciądze...&lt;br /&gt;
   Daremnie wytężam wzrok!... &lt;br /&gt;
   Szczęście zniknęło na zawsze,&lt;br /&gt;
   Odkąd rzuciłaś ty mnie! &lt;br /&gt;
   Losy dla innych łaskawsze,&lt;br /&gt;
   Czemuż są dla mnie tak złe?!...&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Przyszła jesień już ... i t. d. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Anda Kitschmann&lt;br /&gt;
|Tytul = Znikł czar polnych róż!&lt;br /&gt;
|Published = Estrada&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 4.03.1918&lt;br /&gt;
|Strona = 25-26&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Utwory kabaretowe|Kitchmann Anda Znikł czar polnych róż]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Template:MetaUtwor&amp;diff=153</id>
		<title>Template:MetaUtwor</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Template:MetaUtwor&amp;diff=153"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:34Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;----&lt;br /&gt;
Pierwodruk w: {{{Published}}}, {{#ifeq: {{{Nr}}} | brak | | nr {{{Nr}}}, }} &lt;br /&gt;
{{#ifeq: {{{Data}}} | brak | | &lt;br /&gt;
  {{#ifeq: {{#len:{{{Data}}}}} | 4 | [[data::{{{Data}}}]] | [[data::{{{Data}}}|{{#time: Y|{{{Data}}}}}]] }}&lt;br /&gt;
}}{{#ifeq: {{{Strona}}} | brak ||, str. [[strona::{{{Strona}}}]]}};&lt;br /&gt;
Przedruk: {{{Przedruk}}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwagi: {{{Uwagi}}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Źródło tekstu: {{{Źródło}}}&lt;br /&gt;
{{#ifeq: {{{Autor}}} | brak | | [[Kategoria:{{{Autor}}}|{{{Tytul}}}]] }}{{#ifeq: {{{Autor}}} | brak | | [[autor::{{{Autor}}}| ]] }}[[tytuł::{{{Tytul}}}| ]][[publikowane::{{{Published}}}| ]]{{#ifeq: {{{Nr}}} | brak | | [[numer::{{{Nr}}}| ]] }}{{#ifeq: {{{Data}}} | brak | | {{#ifeq: {{#len:{{{Data}}}}} | 4 | [[rok publikacji::{{{Data}}}| ]] | [[rok publikacji::{{#time: Y|{{{Data}}}}}| ]] }} }}&lt;br /&gt;
&amp;lt;noinclude&lt;br /&gt;
&amp;lt;!-- popatrzeć na formatowanie daty: http://www.mediawiki.org/wiki/Help:Extension:ParserFunctions#.23time --&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/noinclude&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Template:Prze%C5%82o%C5%BCy%C5%82&amp;diff=155</id>
		<title>Template:Przełożył</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Template:Prze%C5%82o%C5%BCy%C5%82&amp;diff=155"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:34Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;[[rodzaj::przekład|Przełożył]] [[przekład::{{{1}}}]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Moi_wielbiciele&amp;diff=143</id>
		<title>Anda Kitschmann - Moi wielbiciele</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Moi_wielbiciele&amp;diff=143"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Słowa i muzyka Andy Kitschmann&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Wielbicieli całą masę mam,&lt;br /&gt;
   Ledwo sobie radę z nimi dam...&lt;br /&gt;
   Coraz inny koło mnie się kręci,&lt;br /&gt;
   Wszystko do mej ręki pretendenci,&lt;br /&gt;
   Zimno mam w mieszkaniu, że aż drżę,&lt;br /&gt;
   Bo drzwi ciągle otwierają się:&lt;br /&gt;
   Ten wyleci,&lt;br /&gt;
   Tamten wleci,&lt;br /&gt;
   Ten wychodzi,&lt;br /&gt;
   Tamten wchodzi,&lt;br /&gt;
   Bez ustanku ciągle męczą mnie! I tak:&lt;br /&gt;
   Więc brunecik Władzio,&lt;br /&gt;
   I blondynek Tadzio,&lt;br /&gt;
   I szatynek Piotruś kocha mnie.&lt;br /&gt;
   Czarnowąsy Bolek,&lt;br /&gt;
   Pięknooki Lolek,&lt;br /&gt;
   I Marcelek też zaleca się.&lt;br /&gt;
   Mały, gruby Romek,&lt;br /&gt;
   I wysoki Tomek,&lt;br /&gt;
   I Albinek łasi się jak kot...&lt;br /&gt;
   Dziunio, Munio, Funio, Renio, Benio...&lt;br /&gt;
   Cesio, Lesio, Grzesio, no i Henio...&lt;br /&gt;
   Roześmiany Fredek&lt;br /&gt;
   I poważny Edek,&lt;br /&gt;
   Wreszcie pan Izajasz i pan Prot!&lt;br /&gt;
   Lecz gdy przyjdzie mych imienin dzień,&lt;br /&gt;
   Chłopców wtedy pełna cała sień!&lt;br /&gt;
   Do pokoju, kuchni i spiżarki,&lt;br /&gt;
   Za &amp;quot;ogonkiem&amp;quot; znoszą mi podarki,&lt;br /&gt;
   Wszystko wtedy mam, co tylko chcę,&lt;br /&gt;
   Znane są im już zachcianki me:&lt;br /&gt;
   Dziwne, dzikie, egzotyczne,&lt;br /&gt;
   Niezwyczajne, ekscentryczne,&lt;br /&gt;
   Jeden nad drugiego sadzi się! I tak:&lt;br /&gt;
   Suknie daje Władzio,&lt;br /&gt;
   A kapelusz Tadzio,&lt;br /&gt;
   Parasolka dar Piotrusia to,&lt;br /&gt;
   Halkę daje Bolek,&lt;br /&gt;
   A woalkę Lolek,&lt;br /&gt;
   A Marcelek... oj! nie powiem co...&lt;br /&gt;
   Znów pończoszki Romek,&lt;br /&gt;
   A trzewiczki Tomek,&lt;br /&gt;
   Albin bluzkę &amp;quot;de la dernière mode&amp;quot;.&lt;br /&gt;
   Pan Izajasz brylant zaś (od Borgoina),&lt;br /&gt;
   Na którym jest z karteczką jeszcze cena...&lt;br /&gt;
   Flaszkę wina Fredek,&lt;br /&gt;
   Czekoladki Edek,&lt;br /&gt;
   Funt winogron zaś przynosi Prot!&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Wszyscy mi zarówno mili są,&lt;br /&gt;
   Wszyscy cieszą się sympatią mą,&lt;br /&gt;
   Lecz zazdrośni wszyscy są szalenie,&lt;br /&gt;
   I dlatego właśnie mam zmartwienie!&lt;br /&gt;
   Dobre serca, dobra dusza ma&lt;br /&gt;
   O każdego równie czule dba:&lt;br /&gt;
   Więc o tego, o tamtego,&lt;br /&gt;
   O drugiego, o trzeciego,&lt;br /&gt;
   Tak, że wkońcu wszystkich zdradzam ja! I tak:&lt;br /&gt;
   A więc Romka z Władziem,&lt;br /&gt;
   A Władziunia z Tadziem,&lt;br /&gt;
   Tadzia miejsce Piotruś zajmie znów,&lt;br /&gt;
   A Piotrusia z Bolkiem,&lt;br /&gt;
   Bolka znowu z Lolkiem,&lt;br /&gt;
   A po Lolku, Fredek nie traci słów...&lt;br /&gt;
   Lecz gdy Izajasza&lt;br /&gt;
   Znów pan Prot wyprasza,&lt;br /&gt;
   Ten mówi: &amp;quot;Poco pan się rzucić ma?&lt;br /&gt;
   Wszak kobieta, to jest kapitał:&lt;br /&gt;
   Z rąk do rąk przechodzi,&lt;br /&gt;
   Zwiększa się, rozchodzi...&lt;br /&gt;
   I obracać też nim czasem trza!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Published = [[publikowane::Estrada]]&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 4.03.1918&lt;br /&gt;
|Strona = 60-62&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Anda Kitschmann|Moi wielbiciele]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Panieneczka&amp;diff=145</id>
		<title>Anda Kitschmann - Panieneczka</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Panieneczka&amp;diff=145"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;''(Kleine Mädel müssen schlafen gehen)''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowa polskie Andy Kitschmann. Muzyka Harry Waldau.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Panieneczka kiedy była mała&lt;br /&gt;
   Miała latek ledwie pięć&lt;br /&gt;
   O dziewiątej spać już iść musiała,&lt;br /&gt;
   Choć się bawić miała chęć.&lt;br /&gt;
   Krzywi się i dąsa małą dama,&lt;br /&gt;
   Lecz to nie pomoże jej,&lt;br /&gt;
   Na dobranoc ją całuje mama,&lt;br /&gt;
   I do córki rzecze swej:&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      &amp;quot;Panieneczka niechaj grzeczną będzie!&lt;br /&gt;
      Robi to, co starsi chcą!&lt;br /&gt;
      Panieneczka ma być zawsze, wszędzie&lt;br /&gt;
      Dobrą, miłą, nigdy złą!...&lt;br /&gt;
      Panieneczka niech nie odpowiada,&lt;br /&gt;
      Lecz we wszystkiem słucha mnie!&lt;br /&gt;
      Panieneczce w nocy spać wypada,&lt;br /&gt;
      A w dzień grzecznie bawić się!&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Kiedy wreszcie lat szesnaście miała,&lt;br /&gt;
   Poszła pierwszy raz na bal,&lt;br /&gt;
   Cudna jak marzenie, zajaśniała&lt;br /&gt;
   Krasą wśród balowych sal,&lt;br /&gt;
   O północy jednak już na dole&lt;br /&gt;
   Powóz czeka: Koniec grze!...&lt;br /&gt;
   Kiedy rzecze: mamo! zostać wolę!...&lt;br /&gt;
   Wnet odpowiedź słyszy tę:&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Panieneczka niechaj itd.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   W rok niespełna potem, u ołtarza&lt;br /&gt;
   Stała strojna w mirt i biel,&lt;br /&gt;
   Młodą główkę szczęście to rozmarza,&lt;br /&gt;
   W miłości widzi życia cel.&lt;br /&gt;
   Kiedy wreszcie młodzi roześmiani&lt;br /&gt;
   Już w sypialni razem są,&lt;br /&gt;
   Mąż uroczej, swojej małej pani&lt;br /&gt;
   Mówi tak całując ją:&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Panieneczka niechaj itd.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Anda Kitschmann&lt;br /&gt;
|Tytul = Panieneczka&lt;br /&gt;
|Published = Estrada&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 4.03.1918&lt;br /&gt;
|Strona = 48-49&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Utwory kabaretowe|Kitschmann Anda Panieneczka]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Sen_o_ch%C5%82opcach&amp;diff=147</id>
		<title>Anda Kitschmann - Sen o chłopcach</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Sen_o_ch%C5%82opcach&amp;diff=147"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Słowa i muzyka Andy Kitschmann&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   O wierzcie! jam jest bardzo nieszczęśliwa,&lt;br /&gt;
   Westchnienie skargi z ust mych się wyrywa;&lt;br /&gt;
   Zaiste wielki dla mnie to ambaras,&lt;br /&gt;
   Bo ja bym chciała z wszystkimi naraz.&lt;br /&gt;
   To nie jest żaden moralności załam,&lt;br /&gt;
   Ja o niewinnym flircie tu myślałam.&lt;br /&gt;
   Posłuchać raczcie mnie przez chwilkę małą,&lt;br /&gt;
   A rację każdy mi przyzna śmiało,&lt;br /&gt;
   Wnet chłopców tu pokażę wam sylwety,&lt;br /&gt;
   Z których każdy mą sympatję ma.&lt;br /&gt;
   Lecz cóż, sprowadzić ich, niestety,&lt;br /&gt;
   Niewiem, czy się kiedy da.&lt;br /&gt;
   Doprawdy nikt wiary nie da,&lt;br /&gt;
   Jak bierze mnie taniec Reda.&lt;br /&gt;
   Szyk i zgrabność Grabowskiego,&lt;br /&gt;
   Elegancja Stępowskiego.&lt;br /&gt;
   Niespokojnych snów przyczyna,&lt;br /&gt;
   Są to oczy J. Węgrzyna.&lt;br /&gt;
   Ileż znów wyrazu chowa&lt;br /&gt;
   Jurka Leszczyńskiego głowa;&lt;br /&gt;
   A choć jest w kolejach przerwa,&lt;br /&gt;
   Sądzę, że wróci Osterwa.&lt;br /&gt;
   I Szczawiński też tu spadnie,&lt;br /&gt;
   Co kobiece serca kradnie;&lt;br /&gt;
   Lubię też bo rzadko to ma&lt;br /&gt;
   Nonszalancję zimną Toma,&lt;br /&gt;
   A już drży poprostu dusza,&lt;br /&gt;
   Kiedy ujrzę K. Hanusza.&lt;br /&gt;
   I powiadam Wam,&lt;br /&gt;
   Że zmartwienie mam.&lt;br /&gt;
   Bo choć pali mnie doprawdy chęć,&lt;br /&gt;
   Nigdy jak na złość,&lt;br /&gt;
   Nie mam czasu dość&lt;br /&gt;
   By pomówić z każdym minut pięć!&lt;br /&gt;
   Powiedzcie szczerze, tak bez komentarzy,&lt;br /&gt;
   Kto z was sympatją dziś ich nie darzy,&lt;br /&gt;
   Więc mnie zrozumieć chyba potraficie,&lt;br /&gt;
   Czemu mnie męczy ta zmora skrycie.&lt;br /&gt;
   Zaś wczoraj znowu miałam sen niezwykły,&lt;br /&gt;
   Że już kłopoty wszystkie moje znikły,&lt;br /&gt;
   Bo na herbatę do mnie, cóż powiecie,&lt;br /&gt;
   Wszyscy się zbiegli jak raz w komplecie.&lt;br /&gt;
   I wyobrazić sobie tylko proszę,&lt;br /&gt;
   Jak dalece to cieszyło mnie,&lt;br /&gt;
   Że naraz, ach, cóż za rozkosze,&lt;br /&gt;
   Mam dziś tu sympatje me.&lt;br /&gt;
   Doprawdy nikt wiary nie da:&lt;br /&gt;
   Ujrzałam więc taniec Reda,&lt;br /&gt;
   Szyk i zgrabność Grabowskiego,&lt;br /&gt;
   Elegancję Stępowskiego;&lt;br /&gt;
   To znów przy kieliszku wina&lt;br /&gt;
   Cudne oczy J. Węgrzyna.&lt;br /&gt;
   Zobaczyłam też do tego&lt;br /&gt;
   Rysy Jurka Leszczyńskiego;&lt;br /&gt;
   I choć jest w kolejach przerwa,&lt;br /&gt;
   Był też u mnie i Osterwa,&lt;br /&gt;
   I Szczawiński, co nieładnie&lt;br /&gt;
   Wciąż kobiece serca kradnie,&lt;br /&gt;
   Była też, co rzadko kto ma,&lt;br /&gt;
   Nonszalancja zimna Toma.&lt;br /&gt;
   Tylko dziwnie mnie porusza,&lt;br /&gt;
   Że nie było tam Hanusza.&lt;br /&gt;
   Aż wtem budzę się,&lt;br /&gt;
   Ktoś potrąca mnie:&lt;br /&gt;
   Nie śpij! czas zakończyć spokój ten;&lt;br /&gt;
   No i powiem wam,&lt;br /&gt;
   Że życzenie mam,&lt;br /&gt;
   By się w rzeczywistość zmienił sen!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Published = [[Estrada]]&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 1918&lt;br /&gt;
|Strona = 42-44&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Anda Kitschmann|Sen o chłopcach]]&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Utwory kabaretowe|Kitschmann Anda Sen o chłopcach]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Warszawa&amp;diff=149</id>
		<title>Anda Kitschmann - Warszawa</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Warszawa&amp;diff=149"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Słowa i muzyka Andy Kitschmann.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Kto zwiedził i widział prawie cały świat,&lt;br /&gt;
   Jednakże przyzna rad, ze mimo swoich wad,&lt;br /&gt;
   Dziś w całym przeróżnych miast szeregu tym,&lt;br /&gt;
   Warszawa bezsprzecznie trzyma prym!&lt;br /&gt;
   Bo gdzież osobliwości tyle znajdzie się co tu?&lt;br /&gt;
   By tego dowieść wam, nie trzeba mi przykładów stu!&lt;br /&gt;
   Uważnie tylko proszę słuchać mnie!&lt;br /&gt;
   A wnet przekonacie się,&lt;br /&gt;
   Że zanuci piosnkę tę&lt;br /&gt;
   Dziś każdy z was&lt;br /&gt;
   Tu ze mną wraz!&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Warszawo! Warszawo! Warszawo ty!&lt;br /&gt;
      Ty budzisz w nas rozkoszne sny!&lt;br /&gt;
      Warszawa! Warszawa! Warszawa ta!&lt;br /&gt;
      Nam wrażeń bez liku da!&lt;br /&gt;
      Warszawo! Warszawo! Ty cudzie nasz!&lt;br /&gt;
      Powabów tysiące ty w sobie masz!&lt;br /&gt;
      Warszawa! Warszawa to zachwyca mnie,&lt;br /&gt;
      Że aż do śmierci żyć w Warszawie chcę!&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Gdy chcesz kawy lub herbaty napić się,&lt;br /&gt;
   &amp;quot;Semadeni&amp;quot; czeka cię w przemiłej dymu mgle,&lt;br /&gt;
   Lub gdy w &amp;quot;Udziałowej&amp;quot; spocząć miałbyś chęć,&lt;br /&gt;
   Na stolik poczekasz godzin pięć...&lt;br /&gt;
   A jeśli znowu cię do &amp;quot;Loursa&amp;quot; popchnie co,&lt;br /&gt;
   Do ciastek weź lornetkę lub powiększające szkło...&lt;br /&gt;
   I prędko chwytaj co przed tobą tkwi,&lt;br /&gt;
   Bo z talerza zniknie ci...&lt;br /&gt;
   Głodny będziesz no i zły&lt;br /&gt;
   I wtedy tam&lt;br /&gt;
   Zawołasz sam:&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Warszawo! Warszawo! itd.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   A gdy do teatru się wybierasz gdzie,&lt;br /&gt;
   Raj boski według mnie w &amp;quot;Nowościach&amp;quot; czeka cię...&lt;br /&gt;
   &amp;quot;Najnowszy&amp;quot; repertoir tam ze wszystkich scen:&lt;br /&gt;
   Graf Luxemburg et la belle Helene...&lt;br /&gt;
   Z osobistości znanych w mieście spotkasz kogo chcesz,&lt;br /&gt;
   Birnbauma, C. Jelentę, Kazia i Ludwisia też...&lt;br /&gt;
   A kiedy do &amp;quot;Mirage&amp;quot; wdepniesz już&lt;br /&gt;
   No i cóż? Kiczmanka tuż...&lt;br /&gt;
   Co przemawia wam do dusz.&lt;br /&gt;
   Jest, wierz mi, wierz&lt;br /&gt;
   I Hanusz też...&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
      Warszawo! Warszawo! itd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Published = [[Estrada]]&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 4.03.1918&lt;br /&gt;
|Strona = 55-56&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Anda Kitschmann|Warszawa]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Poeta&amp;diff=133</id>
		<title>Aleksander Puszkin - Poeta</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Poeta&amp;diff=133"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Póki poety nie przywoła&lt;br /&gt;
  Apollo ku ofierze świętej,&lt;br /&gt;
  W powszednich troskach i mozołach&lt;br /&gt;
  Trwa marnościami pochłonięty.&lt;br /&gt;
  Nie dźwięczy struny zamilkłemi,&lt;br /&gt;
  W bezładzie chłodnym dusza śni,&lt;br /&gt;
  I pośród nędznych synów ziemi&lt;br /&gt;
  Najnędzniej może spędza dni.&lt;br /&gt;
  Lecz ledwo dźwięk boskiego słowa&lt;br /&gt;
  Dotykiem muśnie czujny słuch,&lt;br /&gt;
  Wnet zrywa się poety duch&lt;br /&gt;
  I jako orzełby szybował.&lt;br /&gt;
  Od uciech świata myśli biegą,&lt;br /&gt;
  Nuży go rozgwar rzeszy tłumnej,&lt;br /&gt;
  Do stóp bożyszcza ulicznego&lt;br /&gt;
  Już nie pochyli głowy dumnej.&lt;br /&gt;
  Zmieszany, dziki i surowy,&lt;br /&gt;
  Pełen melodji biegnie w dal,&lt;br /&gt;
  Nad morze, nad pustkowie fal,&lt;br /&gt;
  W szerokoszumny gąszcz dąbrowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Aleksander Puszkin&lt;br /&gt;
|Tytul=Poeta&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr = 14 (541)&lt;br /&gt;
|Data = 1934&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = {{Przełożył|Julian Tuwim}}.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Prorok&amp;diff=135</id>
		<title>Aleksander Puszkin - Prorok</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Prorok&amp;diff=135"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Pragnieniem ducha i tęsknotą&lt;br /&gt;
  Dręczyłem się w pustyni srogiej,&lt;br /&gt;
  I sześcioskrzydły seraf oto&lt;br /&gt;
  Ukazał mi się pośród drogi.&lt;br /&gt;
  Palcami lekko, jako snem,&lt;br /&gt;
  Musnął źrenice me --- i wtem&lt;br /&gt;
  Przeźrzały wieszczo chwili onej&lt;br /&gt;
  Jak u orlicy przelęknionej.&lt;br /&gt;
  A potem uszu moich tknął,&lt;br /&gt;
  I gwar i dźwięk w nich szumieć jął:&lt;br /&gt;
  I zrozumiałem nieba gromy&lt;br /&gt;
  I lot aniołów przez wyżyny&lt;br /&gt;
  I w głębi morskiej chód gadziny&lt;br /&gt;
  I ziół padolnych wzrost widomy.&lt;br /&gt;
  I usta do ust przywarł mych&lt;br /&gt;
  I grzeszny język wyrwał z nich&lt;br /&gt;
  I wielomówny i zdradliwy,&lt;br /&gt;
  W usta zamarłe i bez sił&lt;br /&gt;
  Przemądrej żmije żądło wbił&lt;br /&gt;
  Wolą prawicy swej straszliwej.&lt;br /&gt;
  Przez pierś mnie ostrym mieczem ciął&lt;br /&gt;
  I drżące serce wyjął z rany,&lt;br /&gt;
  Żarzący węgiel ręką swą&lt;br /&gt;
  Do piersi wraził rozpłatanej.&lt;br /&gt;
  W pustyni-m leżał w martwym śnie,&lt;br /&gt;
  I boga głos przywołał mnie:&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Prorocze! wstań i źrzyj! i twórz!&lt;br /&gt;
  Niech wola ma się w tobie zbudzi!&lt;br /&gt;
  I na obszarach ziem i mórz&lt;br /&gt;
  Przepalaj słowem serca ludzi&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Aleksander Puszkin&lt;br /&gt;
|Tytul=Prorok&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr = 14 (541)&lt;br /&gt;
|Data = 1934&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = {{Przełożył|Julian Tuwim}}.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Bez_m%C4%99%C5%BCczyzn&amp;diff=137</id>
		<title>Anda Kitschmann - Bez mężczyzn</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Bez_m%C4%99%C5%BCczyzn&amp;diff=137"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Walc. Słowa i muzyka Andy Kitschmann&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Pamiętam: niedawno mówiłam wciąż&lt;br /&gt;
   W naszym sufrażystek klubie:&lt;br /&gt;
   &amp;quot;Niewiasto! ty do wyzwolenia dąż,&lt;br /&gt;
   I nie myśl o mężu, o ślubie!&amp;quot;&lt;br /&gt;
   Ach, jakby to cudownie było przecie&lt;br /&gt;
   Bez mężczyzn potworów na świecie!&lt;br /&gt;
   Idealne byłyby z nas żony,&lt;br /&gt;
   Kochanki, matrony,&lt;br /&gt;
   Lecz mężczyzn nie trzeba nam, nie!&lt;br /&gt;
   I powtarzam dewizę tę:&lt;br /&gt;
   Ja was nienawidzę, potwory!&lt;br /&gt;
   Od straszydła gorzej, od zmory!&lt;br /&gt;
   I będę powtarzać w każdy czas:&lt;br /&gt;
   Nie znam was!&lt;br /&gt;
   Nie chcę was!&lt;br /&gt;
   Och! wstrętne istoty, poczwary!&lt;br /&gt;
   Z was każdy młody czy stary,&lt;br /&gt;
   To potwór, straszydło i gad!&lt;br /&gt;
   Ja nienawidzę was nad świat!&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Lecz nie minęły miesiące dwa,&lt;br /&gt;
   Spotykam nagle cud potwora&lt;br /&gt;
   I nigdybym nie pomyślała ja,&lt;br /&gt;
   Że tak szybko się ze mną upora.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Ach! bo ten potwór zły, szkaradny,&lt;br /&gt;
   Tak w sposób podstępny i zdradny&lt;br /&gt;
   Skorzystał, gdy zdjęła mnie pokusa&lt;br /&gt;
   I skradł mi całusa.&lt;br /&gt;
   I dziwnego coś stało się,&lt;br /&gt;
   Żem ja zmieniła dewizę tę:&lt;br /&gt;
   Ach! wszyscyście gady! potwory!&lt;br /&gt;
   Od widziadła gorsi, od zmory!&lt;br /&gt;
   Lecz ten co całował usta me,&lt;br /&gt;
   Przyznam się, nęci mnie!&lt;br /&gt;
   Ach! przy nim drżę cała jak listek,&lt;br /&gt;
   Dlań rzucę i klub sufrażystek.&lt;br /&gt;
   Bo choćby mnie zjeść, połknąć rad,&lt;br /&gt;
   Ja kocham go nad świat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Anda Kitschmann&lt;br /&gt;
|Tytul = Bez mężczyzn&lt;br /&gt;
|Published = Estrada&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 4.03.1918&lt;br /&gt;
|Strona = 58-59&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Anda Kitschmann|Bez mężczyzn]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Ca%C5%82y_dzie%C5%84&amp;diff=139</id>
		<title>Anda Kitschmann - Cały dzień</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_Ca%C5%82y_dzie%C5%84&amp;diff=139"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Słowa Andy Kitschmann&lt;br /&gt;
Muzyka na motywie ang. ukł A. Kitschmann&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Proszę, niech mi który z was odpowiedź tutaj da:&lt;br /&gt;
   Czemu rzecz, co miłą jest, tak krótko zwykle trwa?...&lt;br /&gt;
   Rano dziś przysłano mi przecudnych kwiatów kosz,&lt;br /&gt;
   Potem znowu za piosenkę wpadł mi ładny grosz,&lt;br /&gt;
   Cóż? kiedy to, niestety, tylko&lt;br /&gt;
   Było wszystko małą chwilką!&lt;br /&gt;
   A jabym chciała tak,&lt;br /&gt;
   Jabym chciała tak,&lt;br /&gt;
   Cały dzień!&lt;br /&gt;
   Cały dzień!&lt;br /&gt;
   Cały dzień!&lt;br /&gt;
   Ach ciągle, ciągle bez przerwy,&lt;br /&gt;
   Aż po nocy dzień!&lt;br /&gt;
   Wtedy rzeczy te&lt;br /&gt;
   Mogą cieszyć mnie,&lt;br /&gt;
   A inaczej nie!&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Jeszcze jedną tajemnicę wam dziś zdradzić chcę:&lt;br /&gt;
   Kokieterja, flirt niewinny, strasznie nęcą mnie...&lt;br /&gt;
   Choć się mego serca jeszcze nie rozpalił lont,&lt;br /&gt;
   Lecz przepadam za całusem... czyż to wielki błąd?&lt;br /&gt;
   Cóż? chociaż rzecz ta nie jest zdrożna,&lt;br /&gt;
   Lecz całować się wciąż nie można!&lt;br /&gt;
   A jabym chciała tak,&lt;br /&gt;
   Jabym chciała tak,&lt;br /&gt;
   Cały dzień!&lt;br /&gt;
   Cały dzień!&lt;br /&gt;
   Cały dzień.&lt;br /&gt;
   Ciągle, ciągle bez przemocy,&lt;br /&gt;
   Aż po nocy cień!&lt;br /&gt;
   Kto się na tym zna&lt;br /&gt;
   I odwagę ma,&lt;br /&gt;
   Tego poznać chcę ja!&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Mówię serjo, bez przesady: dziwny ze mnie gość,&lt;br /&gt;
   Mnie wszystkiego jest za mało, ja nigdy nie mam dość.&lt;br /&gt;
   Ot... naprzykład: tu, na sali, śpiewam piosnki wam,&lt;br /&gt;
   Lecz zapałem niedorówna mi nawet Hanusz sam!&lt;br /&gt;
   Z całym zasobem mojej werwy,&lt;br /&gt;
   Pięć godzin śpiewam już bez przerwy!&lt;br /&gt;
   A jabym chciała tak,&lt;br /&gt;
   Jabym chciała tak,&lt;br /&gt;
   Cały dzień!&lt;br /&gt;
   Cały dzień!&lt;br /&gt;
   Cały dzień.&lt;br /&gt;
   Ach ciągle, ach ciągle bez przerwy,&lt;br /&gt;
   Aż po nocy dzień!&lt;br /&gt;
   Wtedy rzeczy te&lt;br /&gt;
   Mogą cieszyć mnie.&lt;br /&gt;
   A inaczej nie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Published = [[Estrada]]&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 4.03.1918&lt;br /&gt;
|Strona = 57-58&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Anda Kitschmann|Cały dzień]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_La_belle_Nini&amp;diff=141</id>
		<title>Anda Kitschmann - La belle Nini</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Anda_Kitschmann_-_La_belle_Nini&amp;diff=141"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:33Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Słowa i muzyka Andy Kitschmann.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   W Reichenhalu raz ujrzałem istny cud, &lt;br /&gt;
   Piękną jak marzenie kobietę, &lt;br /&gt;
   Ta rączka, nóżka, gest i ten gazeli chód &lt;br /&gt;
   Zachwyciły największego by estetę! &lt;br /&gt;
   Więc choć nieznany jednak biegnę, za nią: &lt;br /&gt;
   &amp;quot;Przepraszam! czy też mógłbym mówić z panią?&lt;br /&gt;
   Racz odpowiedzieć chociaż jak na imię ci?&amp;quot;&lt;br /&gt;
   &amp;quot;Ach z chęcią! zowią mnie Nini!&amp;quot; &lt;br /&gt;
   La belle Nini! &lt;br /&gt;
   Jak cudnie brzmi &lt;br /&gt;
   To imię jakby z powieści!&lt;br /&gt;
   A postać jej, &lt;br /&gt;
   Bogini tej &lt;br /&gt;
   Demona czar w sobie mieści! &lt;br /&gt;
   La belle Nini &lt;br /&gt;
   Przyrzekła mi &lt;br /&gt;
   Dać chwilę, co zmysły pieści, &lt;br /&gt;
   Lecz przysięgam! Jam zwiedzał idealnie &lt;br /&gt;
   Różową jej sypialnię.&amp;lt;br&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Ale dziwna rzecz, choć jako donżuan&lt;br /&gt;
   Wszędzie w święcie byłem znany, &lt;br /&gt;
   A tu na łaskę i niełaskę tylko zdan, &lt;br /&gt;
   Próżnom upór zgiąć chciał niezachwiany. &lt;br /&gt;
   Nie przekonasz niczem mnie, mój luby!&lt;br /&gt;
   Niech małżeńskie nas połączą śluby! &lt;br /&gt;
   A wtedy już dowodów nie zbraknie ci &lt;br /&gt;
   Miłości małej twej Nini! &lt;br /&gt;
   La belle Nini &lt;br /&gt;
   Zajęła mi &lt;br /&gt;
   Serce, duszę i zmysły, &lt;br /&gt;
   Uległem jej, &lt;br /&gt;
   Wbrew woli mej, &lt;br /&gt;
   Wszystkie wahania me prysły! &lt;br /&gt;
   W niedługi czas &lt;br /&gt;
   Ślub złączył nas,&lt;br /&gt;
   Wargi jej na moich zawisły... &lt;br /&gt;
   Jak Cezar, jam zajął triumfalnie &lt;br /&gt;
   Różową jej sypialnię!&amp;lt;br&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Czar miłosny ten niedługo wszakże trwał, &lt;br /&gt;
   Chociaż więzy jeszcze ją trzymały, &lt;br /&gt;
   Lecz jednak wkrótce ostygł już zupełnie szał &lt;br /&gt;
   Gdym jej zapisał kapitały... &lt;br /&gt;
   Od tej chwili stałem się już zerem... &lt;br /&gt;
   Pani ma zaczęła flirt z szoferem... &lt;br /&gt;
   I w nie długim czasie doczekałem się, &lt;br /&gt;
   Że opuściła dom i mnie... &lt;br /&gt;
   La belle Nini! &lt;br /&gt;
   O! wierzcie mi &lt;br /&gt;
   Nie od parady ma główkę... &lt;br /&gt;
   W dogodny czas &lt;br /&gt;
   Z szoferem wraz &lt;br /&gt;
   Drapła, zabrawszy gotówkę... &lt;br /&gt;
   La belle Nini &lt;br /&gt;
   Przysłała mi &lt;br /&gt;
   Z napisem z Monte pocztówkę: &lt;br /&gt;
   &amp;quot;Odwiedzaj i nadal punktualnie &lt;br /&gt;
   Różową sypialnię!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Anda Kitschmann&lt;br /&gt;
|Tytul = La belle Nini&lt;br /&gt;
|Published = Estrada&lt;br /&gt;
|Nr = 2&lt;br /&gt;
|Data = 4.03.1918&lt;br /&gt;
|Strona = 28-30&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = &lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Utwory kabaretowe|Kitchmann Anda La belle Nini]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Przestroga_dla_idjot%C3%B3w&amp;diff=113</id>
		<title>Julian Tuwim - Przestroga dla idjotów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Przestroga_dla_idjot%C3%B3w&amp;diff=113"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;   Ażem ze szczęścia dygotał,&lt;br /&gt;
   Kiwając się nad szynkwasem!&lt;br /&gt;
   I przyszedł Wielki Idjota&lt;br /&gt;
   I zaczął mówić basem.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Mówił grubo i cicho&lt;br /&gt;
   Samą prawdę cedzoną.&lt;br /&gt;
   Aż zmrowiło mnie licho,&lt;br /&gt;
   Gdy powiedział: &amp;quot;Stwierdzono&amp;quot;.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Zapłakałem samotnie&lt;br /&gt;
   Nad karczemnym szynkwasem!&lt;br /&gt;
   Bo stwierdzono istotnie,&lt;br /&gt;
   Bo przekonał mnie basem!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   W uznaniu i adoracji&lt;br /&gt;
   Dla jego prawdy wielkiej&lt;br /&gt;
   Wykrzyknikami racji&lt;br /&gt;
   Na głowach stanęły butelki.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   -- Mesdames, jak można? szepnąłem,&lt;br /&gt;
   Zgorszony patrząc na nie.&lt;br /&gt;
   Idjota spytał: &amp;quot;Co, proszę?&amp;quot;&lt;br /&gt;
   -- Nic. Ja do butelek, panie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   -- &amp;quot;Jakże to: do butelek?&lt;br /&gt;
   Z butelki to się pije,&lt;br /&gt;
   Ale butelka nie słyszy,&lt;br /&gt;
   Albowiem ona nie żyje&amp;quot;.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   ...Pięknie wyglądał w trumnie!&lt;br /&gt;
   Poważny był, okazały.&lt;br /&gt;
   W czaszce, w czole i skroniach&lt;br /&gt;
   Sterczały szkła kawały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Przestroga dla idjotów&lt;br /&gt;
|Published=Szpilki&lt;br /&gt;
|Nr=19&lt;br /&gt;
|Data=1936&lt;br /&gt;
|Strona=4&lt;br /&gt;
|Przedruk=''Piórem piórkiem'', Czytelnik, Warszawa 1951, w którym podano błędną datę wydania --- 1937 r.&lt;br /&gt;
|Uwagi=Wiersz ilustrowany przez Eryka Lipińskiego.&lt;br /&gt;
|Źródło=&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wiersz_wielce_uczony&amp;diff=115</id>
		<title>Julian Tuwim - Wiersz wielce uczony</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wiersz_wielce_uczony&amp;diff=115"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;   Na insułach, za Japonami,&lt;br /&gt;
   Kokosz-pstrokosz czubata, gdy jej&lt;br /&gt;
   Sprowadzono kura z Indyiey,&lt;br /&gt;
   Zniosła jaje z karakterami.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   A pisało na onem jaju:&lt;br /&gt;
   Panim + Echad + Eloim + Hubem,&lt;br /&gt;
   I przyfrunął z kraju Nogajów&lt;br /&gt;
   Gryphus -- skrzekot z czarnym Cherubem.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   A siedziała na onem jaju&lt;br /&gt;
   Kokosz-pstrokosz lat siedemdziesiąt&lt;br /&gt;
   U pygmejów, w mieście Bombaju,&lt;br /&gt;
   Dokąd drogi sto lat i miesiąc.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   A ów Cherub miał złote szpony,&lt;br /&gt;
   A ów Gryphus po chińsku świstał&lt;br /&gt;
   (Jako pisze wielce uczony&lt;br /&gt;
   Lycosthenes, naturalista).&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Aż z onego jaja się wykluł&lt;br /&gt;
   Kynocephal z ognistą szyją,&lt;br /&gt;
   (&amp;quot;U czarownic na konwetyklu&lt;br /&gt;
   Przedni przysmak&amp;quot;, pisze Delrio).&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   By zaś zgubić tego niewida.&lt;br /&gt;
   Czytaj traktat Horsta z Frankonji.&lt;br /&gt;
   (&amp;quot;Misceatur assa foetida&lt;br /&gt;
   Cum oleo hypericoni&amp;quot;)&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Za morzami, w dziwnych narodziech,&lt;br /&gt;
   Ukazali się auripedzi,&lt;br /&gt;
   Item Człekoń albo Mężodziew&lt;br /&gt;
   Na brandańskiej insule siedzi...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Item czytaj księgi Merlina,&lt;br /&gt;
   Aldrovanda i Montigrada,&lt;br /&gt;
   Item słuchaj radja z Berlina,&lt;br /&gt;
   Gdy uczony Adolfus gada -- &amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Vir et miles gloriosus, castus,&lt;br /&gt;
   Mystagogus magnae experientie,&lt;br /&gt;
   Theofrastus Paracelsus Bombastus,&lt;br /&gt;
   Który posiadł one wszystkie scyencye.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Wiersz wielce uczony&lt;br /&gt;
|Published = Szpilki&lt;br /&gt;
|Nr = 38&lt;br /&gt;
|Data = 1936&lt;br /&gt;
|Strona = 4&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Piórem i piórkiem'', Czytelnik, Warszawa 1951 (tam też mylna data powstania: 1938).&lt;br /&gt;
|Uwagi = Wiersz wykpiwający nonsensowną pseudouczoność autorów średniowiecznych książek o czarach i współczesnych (Tuwimowi) przemówień politycznych Adolfa Hitlera. Treść wiąże się ze studiami Tuwima nad demonologią i dziejami zabobonu. Zobacz też: [[Julian Tuwim - Czary i czarty polskie|Czary i czarty polskie]].&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Dentysta_a_ciep%C5%82a_woda_do_golenia&amp;diff=117</id>
		<title>Julian Tuwim - Dentysta a ciepła woda do golenia</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Dentysta_a_ciep%C5%82a_woda_do_golenia&amp;diff=117"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;W nr. 10 &amp;quot;Prosto z Mostu&amp;quot; opublikował p. Władysław Wolert artykuł p. t. &amp;quot;Słowem: nic, tylko dentysta (O tłumaczeniach Tuwima słów kilkoro)&amp;quot;, w którym to 450-wierszowym (petitem) artykule dowodzi (od słowa: woda), że mój przekład &amp;quot;Opowieści o kapitanie Kopiejkinie&amp;quot;, zamieszczony w nr. 745 &amp;quot;Wiadomości Literackich&amp;quot;, świadczy o zupełnej mojej nieznajomości języka rosyjskiego, o całkowitej mojej kompromitacji jako tłumacza, tudzież o innych bardzo przykrych dla mnie, pisarza, sprawach; choćby o tem, że się tak niezdarnie i nieporadnie po polsku wyrażam. Przekładowi temu przeciwstawia p. Wolert przekłąd, dokonany przez p. Zofję Wolertową, wydrukowany w r. 1935 w &amp;quot;Naokoło Świata&amp;quot; (nr. 11). Po bardzo dokładniej analizie artykułu p. Wolerta i tłumaczenia p. Wolertowej, mam zaszczyt niniejszym najuprzejmiej i najdobitniej zawiadomić p. Wolerta, że '''ani jeden''' z wytoczonych przez Niego zarzutów nie wytrzymuje krytyki, albowiem ---&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1) Nieprawdą jest, jakoby Gogol owinął ostrze satyry w żartobliwe fraszki słowne '''&amp;quot;jedynie dlatego, aby przemycić rzecz samą&amp;quot;''' i że tę &amp;quot;arcyważną prawdę&amp;quot; zupełnie zignorowałem, natomiast prawdą jest, że owe &amp;quot;żartobliwe fraszki&amp;quot; to poprostu sposób wyrażania się pana naczelnika poczty, w którego usta włożył Gogol &amp;quot;Opowieść o kapitanie Kopiejkinie&amp;quot;. Czytamy o tem w rozdziale VIII &amp;quot;Martwych dusz&amp;quot;: &amp;quot;Był to dowcipniś, wyrażał się kwieciście i lubił, jak sam twierdził, &amp;quot;okrasić&amp;quot; mowę mnóstwem rozmaitych słóweczek, jak np. &amp;quot;proszę pana, takiś jakiś czy owaki, wie pan, uważa pan, można sobie przedstawić, do pewnego stopnia, w pewnym rodzaju&amp;quot; i in., któremi jak z worka sypał&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2) Nieprawdą jest, że użyte przeze mnie słowa: &amp;quot;obok restorantu&amp;quot;, &amp;quot;jamszczyk&amp;quot;, &amp;quot;niebieściaszka&amp;quot;, &amp;quot;nos czuje, że pachnie tysiącami&amp;quot; są rusycyzmami, natomiast prawdą jest, że &amp;quot;obok restorantu&amp;quot;, jest słowem typu &amp;quot;preszpekt&amp;quot;, &amp;quot;fenzerw&amp;quot;, &amp;quot;razsupe delikatess&amp;quot;, któremi się pan pocztmistrz posługuje (a które p. Wolertowa przepuszcza, bo nie wie, co z niemi zrobić), więc całkowicie w stylu opowiadającego. Po rosyjsku (czyli &amp;quot;rusycyzmem&amp;quot;) byłoby &amp;quot;obok restorantu&amp;quot;. Prawdą jest dalej, że jamszczyk jest jamszczykiem, nie furmanem, stangretem lub woźnicą; tak samo jak blin jest blinem, nie plackiem lub naleśnikiem, ochrana ochraną, nie defensywą, a bolszewik bolszewikiem, nie większościowcem lub maksymalistą. Takie słowa, mające &amp;quot;couleur locale&amp;quot;, zostawia się bez przekładu. Ale się ich nie przepuszcza, jak to uczyniła p. Wolertowa. Prawdą jest dalej, że &amp;quot;dziesięć niebieściaszek&amp;quot; odpowiada dziesięciu &amp;quot;siniugom&amp;quot; oryginału (t. j. banknotom niebieskiego koloru: o ile pamiętam, pięciorublowym). &amp;quot;Nos czuje że pachnie tysiącami&amp;quot; --- to także nie &amp;quot;rusycyzm&amp;quot;, lecz poprostu przekład zdania &amp;quot;nos słyszit, czto pachniet tysiaczami&amp;quot;. Pan Wolert nazywa to &amp;quot;niewolniczem trzymaniem się oryginału&amp;quot;, a ja powiadam, że to solidny przekład.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4) Nieprawdą jest, że zdaniem &amp;quot;czego tknąć, gryzie strasznie: portjety, sztory&amp;quot; dowiodłem '''&amp;quot;nieporadności w stosunku do polszczyzny&amp;quot;''', natomiast prawdą jest, że w ten najprostszy i najlepszy sposób przełożyłem słowa &amp;quot;wsio eto kusajetsia straszno: gardiny, sztory&amp;quot;. I prawdą jest, że p. Wolterowa przetłumaczyła to jak następuje: &amp;quot;Wszędzie ceny takie, że nie da rady, ani mowy: sztory, djabli wiedzą co&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5) Nieprawdą jest, że nazwę ryby &amp;quot;siomga&amp;quot; należy spolszczyć na &amp;quot;łososia&amp;quot;, natomiast prawdą jest, że '''można.''' Zapraszam niniejszem p. Wolerta do Braci Pakulskich, aby na mój koszt poprosił 5 deka siomgi. Zobaczymy, czy mu zapakują łososia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6) Nieprawdą jest, że towarzystwo, w którem się obraca naczelnik poczty, to '''&amp;quot;rosyjski typ sceptycznych dyletantów&amp;quot;''', natomiast prawdą jest, że zdanie to pozbawione jest sensu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7) Nieprawdą jest, że ów pocztmistrz mówi w mojem tłumaczeniu nieodpowiednim językiem, natomiast prawdą jest, że mówi odpowiednim: &amp;quot;psjakrew&amp;quot; (raz tylko!) zamiast &amp;quot;czort pobieri&amp;quot;; &amp;quot;zachowancja&amp;quot; --- zamiast &amp;quot;powiedenc&amp;quot; (zmyślone przez Gogola wspaniałe słóweczko, opuszczone dla pewności przez p. Wolertową), &amp;quot;traktjer&amp;quot; zamiast rosyjskiego &amp;quot;traktiru&amp;quot;; &amp;quot;wytuczony mops&amp;quot; zamiast Gogolowego &amp;quot;otkormlennyj żirnyj mops&amp;quot; i &amp;quot;mosty tam czortem jakimś wiszą&amp;quot; jako odpowiednik słów &amp;quot;mosty tam wisiat etakim czortom&amp;quot;, co p. Wolertowa przekłada: &amp;quot;mosty zwieszają się w jakiś czarci sposób&amp;quot;. I po tych wszystkich &amp;quot;powiedencach&amp;quot;, &amp;quot;preszpektach&amp;quot; i t. p. p. Wolert zarzuca mi, że w mojem tłumaczeniu naczelnik poczty &amp;quot;mówi niepoprawnie&amp;quot;. Oczywiście, że niepoprawnie, bo i po rosyjsku tak mówi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8) Nieprawdą jest, że kładąc w usta naczelnika poczty około szesnastu razy powiedzonko &amp;quot;uwaasz pan&amp;quot;, zastosowałem '''&amp;quot;pewnego rodzaju efekt kabaretowy&amp;quot;''', natomist prawdą jest, że na przestrzeni krótkiego opowiadania pocztmistrz nasz powtarza (w oryginale) pewno z sześćdziesiąt razy takie zdanka, jak &amp;quot;ponimajetie&amp;quot;, &amp;quot;możetie predstawit'&amp;quot;, &amp;quot;możetie woobrazit'&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9) Prawdą jest (!), że przekład mój jest '''&amp;quot;suchy i niepoetycki&amp;quot;''', albowiem taki właśnie powinien być przekład tego utworu: suchy i niepoetycki. Prozaiczny, codzienny, zwykły, bez damskich robótek i ozdóbek; bez &amp;quot;finterlejów&amp;quot;, z któremi Kopiekinowi podano pulardę a które p. Wolertowa ze wzruszającą pomysłowością oddała wyrazem &amp;quot;przystawki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10) Nieprawdą jest, że naczelnik poczty w mojej interpretacji jest &amp;quot;rozwlekłym, nudnym gadułą&amp;quot; i że &amp;quot;arcydziełko rozpłynęło się pod piórem p. Tuwima w nużącem gadulstwie&amp;quot;, natomiast prawdą jest, że w czterech na chybił trafił wybranych przeze mnie fragmentach gadulstwo przedstawia się jak następuje:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10 słów Gogola = 10 słowom Tuwima = 26 słowom p. Wolertowej;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8 słów Gogola = 9 słowom Tuwima = 27 słowom p. Wolertowej;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
24 słowa Gogola = 25 słowom Tuwima = 47 słowom p. Wolertowej;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
28 słów Gogola = 36 słowom Tuwima = 48 słowom p. Wolertowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystko to jest bardzo skrupulatnie obliczone, w każdej chwili p. Wolertowi do okazania. Czytelnikom zaprezentuję jeden tylko przykładzik:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Gogol:''' Metalliczeskaja ruczka kakaja-nibud' u dwieri --- konfort pierwiejszawo swojstwa (8 słów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Tuwim:''' Jakaś byle jaka klamka u drzwi --- komfort najpierwszego rodzaju (9 słów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Pani Wolertowa:''' Bierzesz za klamkę, myślisz, że to zwykła, taka sobie klamka, no, klamka, wielka rzecz --- a to komfort nie klamka, komfort pierwsza klasa, paniedzieju. Co tu gadać! Komfort! (27 słów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dlatego z mojej winy jest pocztmistrz &amp;quot;rozwlekłym, nudnym gadułą&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
11) Nieprawdą jest, że '''&amp;quot;tłumacz nie bardzo sobie radzi z językiem rosyjskim, a jeszcze gorzej z polskim&amp;quot;''', co poparte jest &amp;quot;dowodem&amp;quot;, że wyrażenie &amp;quot;zażiwatsia nieczewo&amp;quot; przełożyłem: &amp;quot;długo tak nie potrafi&amp;quot;. Słownik Dala (rosyjski Linde) przy słowie &amp;quot;zażiwatsia&amp;quot; podaje: &amp;quot;prożiwat' dołgo, dolieje czem dumałoś&amp;quot;&amp;lt;ref&amp;gt;Tak samo zinterpretowała to słowo pisarka rosyjska p. Eugenja Weber-Hirjakowa, do której zwróciłem się z prośbą o opinię&amp;lt;/ref&amp;gt;; natomiast prawdą jest, że absolutnie i bezapelacyjnie błędny jest przekład tego zwrotu: &amp;quot;człek się nie przeje, poprostu nie ma czem&amp;quot;. A tak właśnie napisała p. Wolertowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
12) Nieprawdą jest, że oddanie rosyjskiego &amp;quot;w us nie dujet&amp;quot; przez polskie &amp;quot;żadnej na to nie zwraca uwagi&amp;quot; jest nietrafne, natomiast prawdą jest, że można było znaleźć barwniejszy odpowiednik. Pani Wolertowa użyła zwrotu: &amp;quot;i w kij nie dmuchał&amp;quot;, a w innem miejscu&amp;lt;ref&amp;gt;W dalszej części opowiadania, przeze mnie nie przetłumaczonej. Przetłumaczyłem tylko to co Gogol włączył do &amp;quot;Martwych dusz&amp;quot; w ostatecznej redakcji. Pani Wolertowa uwzględniła też warjanty.&amp;lt;/ref&amp;gt; --- &amp;quot;gwiżdże na to&amp;quot;, czyli... nie zwraca uwagi. Słownik Dala podaje: &amp;quot;i znat' nie choczet&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
13) Nieprawdą jest, że przetłumaczenie frazesu &amp;quot;słowom --- dantist etakoj&amp;quot; na &amp;quot;słowem: nic, tylko dentysta&amp;quot; '''&amp;quot;grzebie''' (Tuwima) '''najzupełniej jako tłumacza, ba, jako pisarza polskiego&amp;quot;,''' oraz że '''&amp;quot;lapsus p. Tuwima jest nadzwyczajny&amp;quot;,''' tudzież że '''&amp;quot;ten dentysta p. Tuwima przejdzie do historji i powinien się stać mianem ogólnem złego tłumaczenia&amp;quot;,'''natomiast prawdą jest, że nie grzebie, że nie powinien i że wogóle nie jest żadnym lapsusem&amp;lt;ref&amp;gt;I w tej sprawie, choć nie miałem co do niej żadnych wątpliwości, zasiągnąłem opinji u świetnej znawczyni języka rosyjskiego, p. Weber-Hirjakowej.&amp;lt;/ref&amp;gt;. Pan Wolert wypisuje na ten temat zadziwiające brednie: &amp;quot;ów sławetny '''dantist''', to zgoła nie dentysta, lecz właśnie '''dryblas'''. Bo '''dantist''' po rosyjsku to m. in. w znaczeniu pogardliwie-żartobliwem '''wyszybajło, policejskij dzierżymorda&amp;quot;'''. Uprzejmie proszę p. Wolerta, aby zechciał łaskawie wskazać mi choćby jeden jedyny przekład z piśmiennictwa rosyjskiego (ale przed Gogolem!) lub taki słownik rosyjski, gdzie '''dantist''' oznacza '''dryblasa.''' Owszem, oznacza: lecz w tym tekście Gogola! '''Później,''' jak wiele innych gogolizmów, mogło to przejść i do mowy potocznej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytowany przez p. Wolerta &amp;quot;Słowar cerkowno-sławianskawo i russkawo jazyka&amp;quot; (1847) objaśnia: &amp;quot;Dantist --- zubnoj wracz&amp;quot;, i nic więcej. Słownik zaś, wydany w r. 1895 '''(tysiąc osiemset dziewięćdziesiąty piąty!)''' podaje i drugie znaczenie: człowiek, który chętnie stosuje &amp;quot;zubotycziny&amp;quot; (uderzenie w zęby), '''a jako przykład''' (i tutaj p. Wolert rozkłada się ostatecznie) '''przytacza: &amp;quot;Dantist etakij&amp;quot;,''' więc --- powołuje się, jak widzimy, na Gogola! Tak w świetle faktów i prawdy wyglądają dęte argumenty i sumienność znawcy z nieprawdziwego zdarzenia, p. Wolerta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pan Wolert, ogarnięty widocznie jakimś nagłym chaosem w myśleniu i operowaniu najprostszą logiką, zapomniał o istnieniu t. zw. przenośni. Proszę go więc najpokorniej, aby na chwilę skupił myśli i zastanowił się, że autor &amp;quot;Kopiejkina&amp;quot;, pragnąc określić potęgę cielesną owego feldjegra, pisze: &amp;quot;trzy arszyny wzrostu... drągal (lub dryblas)... łapska przez samą naturę przyrządzone do jamszczyków...&amp;quot;, a następnie, chcąc w najdobitniejszy sposób przypieczętować ogrom fizyczny chłopa i siłę tych jego łapsk, dodaje: &amp;quot;słowom --- dantist etakoj&amp;quot;. Czy p. Wolert doprawdy nie rozumie, że nazwanie olbrzymiego feldjegra dentystą jest chwytem humorystycznym? Zapatrzony bałwochwalczo w przekład p. Wolertowej, oświadcza, że po polsku rzecz wygląda tak: &amp;quot;Feldjeger (ordynans, kurjer) stoi już za drzwiami. Chłop naschwał, trzy arszyny paniedzieju w górę, łapska takie, że widać odrazu: sama natura go paniedzieju... dryblas, panie tego wyjątkowy&amp;quot;. Te trzy kropeczki między &amp;quot;panie dziejem&amp;quot; i &amp;quot;dryblasem&amp;quot; figurują właśnie w przekładzie p. Wolertowej, która (co jej się chwali) woli przepuścić parę słów, niż je źle przetłumaczyć --- ale szkoda, że p. Wolertowa nie postawiła więcej tych kropeczek, aż do końca zdania, bo jeżeli ktoś jest &amp;quot;chłopem naschwał&amp;quot;, mierzy &amp;quot;trzy arszyny&amp;quot; i ma potężne łapska, no to wiadomo, że dryblas. Niewiadomo tylko (czytelnikom przekładu p. Wolertowej), że &amp;quot;dentysta&amp;quot;. A jeżeli to system, w takim razie dlaczego p. Wolertowa pisze: &amp;quot;Arbuz, nie arbuz, cały --- uważasz --- omnibus&amp;quot;?&amp;lt;ref&amp;gt;U Gogola: dyliżans. Omnibusów jeszcze wtedy nie znano.&amp;lt;/ref&amp;gt; Przecież i tutaj mamy do czynienia z humorystyczną metaforą! Możebyśmy tedy złe przykłady określali od dzisiaj słowem omnibus, nie dentysta?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
14) A wobec tego --- nieprawdą jest, ze &amp;quot;w tem jednem zdaniu wykazał p. Tuwim gruntowną '''(sik!)''' nieznajomość języka rosyjskiego, brak orientacji w synonimice (stopniowanej) Gogola, no i '''(sik!)''' niezmiernie daleki dystans w stosunku do polszczyzny&amp;quot; --- no i prawdą jest, że ten sąd p. Woltera da się całkowicie zastosować do przekładu p. Wolertowej. Pomijam absolutne niewyczucie ducha i stylu Gogola, bo o tem drugie napisaćby można, jak również nonszalanckie traktowanie tekstu, co p. Wolert nazywa &amp;quot;kilkoma drobnemi opuszczeniami, czego można się było ustrzec&amp;quot;. Widzieliśmy, że opuszczone są niemal wszystkie &amp;quot;rodzynki&amp;quot; utworu, nadające mu niezapomniany smak, jak np. &amp;quot;dentysta&amp;quot;, &amp;quot;razsupé-delikatess&amp;quot;, &amp;quot;suplety&amp;quot;, &amp;quot;fenzerw&amp;quot;, &amp;quot;Semiramida&amp;quot; i t.p., stanowiące wraz z &amp;quot;przygaduszkami&amp;quot; sedno stylu &amp;quot;Kopiejkina&amp;quot;. Ale p. Wolertowa gorsze rzeczy robi. --- Oto jeden tylko przykład: w oryginale czytamy, że Kopiejkin &amp;quot;priszoł jeszczo w takoje wremia, kogda naczalnik, w niekotorom rodie, jedwa podniałsia z postieli, i kamerdiner podnios jemu kakuju-nibud' serebriannuju łachanku dlia raznych, ponimajetie, umywanij etakich&amp;quot;. Któżby uwierzył, że w niezrozumieniu języka i ducha opowieści można dojść do takiej głuchoty i nieudolności, jak przetłumaczenie tego arcywyśmienitego zdania w sposób następujący: &amp;quot;Przyszedł nieborak w chwili, gdy naczelnik dopiero co przecierał oczy, a kamerdyner wnosił ciepłą wodę do golenia&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Więc możebyśmy od dziś zwali marne przekłady ciepłą wodą do golenia?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej. Pani Wolertowa wulgaryzuje śliczne subtelności Gogolowego humoru. W oryginale czytamy: &amp;quot;Naszczot etowo jest', tak skazat', w niekotorom rodie tierpienje&amp;quot; --- p. Wolertowa psuje to i niszczy karygodnem: &amp;quot;Co do tych przyjemności, to pan musi wziąć na wstrzymanie&amp;quot;. I tak na każdym kroku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani Wolertowa nie zna języka, z którego tłumaczy. &amp;quot;Szpic&amp;quot; (słynna petersburska &amp;quot;admirałtiejskaja igła&amp;quot;!) --- to dla niej... wieża, &amp;quot;żar-ptica&amp;quot; --- struś!; z generała robi urzędnika, &amp;quot;kapitan-isprawnik&amp;quot; (komendant policji powiatowej) staje się jakimś &amp;quot;kapitanem od podatków&amp;quot;, &amp;quot;najan&amp;quot; --- to &amp;quot;zuch bestja&amp;quot; i t.d. i t.d. Pani Wolertowa w bardzo problematyczny i nieprzyjęty naogół sposób używa języka polskiego, więc: &amp;quot;Tylko wytkniesz nos na ulicę&amp;quot; (powinno być: ledwo), &amp;quot;rozpytał co i jak&amp;quot;, &amp;quot;wyższa zwierzchność&amp;quot;, &amp;quot;zjeść kotleta&amp;quot;, &amp;quot;co pan sobie życzy&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
15) A przeto nieprawdą jest, że przekład mój &amp;quot;nie dorównywa&amp;quot; przekładowi p. Wolertowej, natomiast prawdą jest, że go pod każdym względem przewyższa. &amp;quot;Samochwała w kącie stała&amp;quot;, ale trudno... Obiektywnym należy być tak samo w stosunku do siebie samego jak do innych. Są wprawdzie i w moim przekładzie grzeszki, ale ich p. Wolert nie zauważył (powinno być np. &amp;quot;zmysłów zamroczenie&amp;quot;, nie &amp;quot;pomieszanie&amp;quot;; &amp;quot;wołowina&amp;quot;, nie &amp;quot;polędwica&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16) Quae cum ita sint, jak mówił C. I. Caesar, nieprawdą jest, jakobym miał tupet, a nie posiadał sumienności i znajomości rzeczy, natomiast prawdą jest, że p. Wolert pobił wszelkie rekordy tupetu, występując z artykułem, w którym niema '''ani jednego''' poważnego zarzutu, opartego na sumienności i znajomości rzeczy. I dlatego ---&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
17) Nieprawdą jest, że &amp;quot;tłumacz nawarzył tego piwa&amp;quot;, natomiast prawdą jest, że piwowarem w tym przypadku był p. Wolert. Niech je teraz wypije razem z p. Piaseckim, dolawszy dla lepszego smaku... ciepłej wody do golenia. Smacznego!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;references/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Dentysta a ciepła woda do golenia&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr=10 (749)&lt;br /&gt;
|Data = 1938&lt;br /&gt;
|Strona = 11&lt;br /&gt;
|Przedruk =&lt;br /&gt;
|Uwagi = jest to [[rodzaj::polemika|odpowiedź]] J. Tuwima na krytykę W. Wolerta &amp;quot;[[Władysław Wolert - Słowem: nic, tylko dentysta (O tłumaczeniach Tuwima słów kilkoro)|Słowem: nic, tylko dentysta]]&amp;quot;. Patrz też: Władysław Wolert: [[Władysław Wolert - Dentysta na Olimpie, czyli: za pozwoleniem, proszę ja pana!|Dentysta na Olimpie, czyli: za pozwoleniem, proszę ja pana!]]&lt;br /&gt;
|Źródło = wg &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-dentysta-1938&amp;lt;/bibref&amp;gt;&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibreferences/&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Burza_i_bzy&amp;diff=119</id>
		<title>Julian Tuwim - Burza i bzy</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Burza_i_bzy&amp;diff=119"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Burza chrabąszczów w błyszczących bzach!&lt;br /&gt;
  Kto wylągł chrabąszcze? Burza.&lt;br /&gt;
  Piorun, jak sztylet zaryty w piach,&lt;br /&gt;
  Stygnie i syczy: &amp;quot;Użas!&amp;quot;...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Ktoś widać niebu ogień chciał skraść,&lt;br /&gt;
  Lecz, oślepiony srebrzyście,&lt;br /&gt;
  Prądem rażoną otworzył garść&lt;br /&gt;
  I rtęcią opryskał liście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = Burza i bzy&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr=2 (741)&lt;br /&gt;
|Data = 9.01.1938&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1942&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1947&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1949&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-nowy-1953&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-dziela-t1-1955&amp;lt;/bibref&amp;gt;.&lt;br /&gt;
|Uwagi = W związku z użyciem  w [[rodzaj::wiersz]]u słowa &amp;quot;użas&amp;quot; zaatakowano Tuwima w artykule [[Piorun mówi po rosyjsku]], IKC nr 14, Kraków, 1938. Tuwim odpowiedział [[Julian Tuwim - Użas!|listem do redakcji]] Wiadomości Literackich, w którym wyjaśnił pochodzenie tego słowa.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-burza-1938&amp;lt;/bibref&amp;gt;&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibreferences/&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Jele%C5%84&amp;diff=121</id>
		<title>Julian Tuwim - Jeleń</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Jele%C5%84&amp;diff=121"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Stuk po lesie, a nie dzięcioła,&lt;br /&gt;
  I nie siekier, a stuk po lesie:&lt;br /&gt;
  Mglisty jeleń na tacy czoła&lt;br /&gt;
  Stukające gałęzie niesie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Są świecące i są harfiane,&lt;br /&gt;
  Są o drzewa potrącające.&lt;br /&gt;
  Chodźcie, leśni parafianie,&lt;br /&gt;
  Za jeleniem do kościoła.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Wystukani z sennych oparów,&lt;br /&gt;
  Budzą się starzy drzewodzieje:&lt;br /&gt;
  Szaromary, widma konarów,&lt;br /&gt;
  Nieistoty płyną przez knieje.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Wielki ołtarz za wodą błyska,&lt;br /&gt;
  Poklękały dymiące mgliska.&lt;br /&gt;
  I już trzepot i zgiełk się pieni&lt;br /&gt;
  Na kwitnącej harfie jeleniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = Jeleń&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr=2 (741)&lt;br /&gt;
|Data = 9.01.1938&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1942&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1947&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1949&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-nowy-1953&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-dziela-t1-1955&amp;lt;/bibref&amp;gt;.&lt;br /&gt;
|Uwagi = [[rodzaj::wiersz| ]]&lt;br /&gt;
|Źródło = wg &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-jelen-1938&amp;lt;/bibref&amp;gt;&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibreferences/&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Szcz%C4%99%C5%9Bcie&amp;diff=123</id>
		<title>Julian Tuwim - Szczęście</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Szcz%C4%99%C5%9Bcie&amp;diff=123"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;:::Kazimierze Iłłakowiczównie&lt;br /&gt;
  Ukąszonemu w serce najłaskawszym żądłem:&lt;br /&gt;
  Szczęściem! --- posłuchaj jakiem: prawdziwem! prawdziwem!&lt;br /&gt;
  Więc: legendą na codzień, więc: poezji dziwem,&lt;br /&gt;
  Tak pewnym, jak kalendarz, a jak tętno ciągłym.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Dalej: owocem światła, po ziemsku okrągłym,&lt;br /&gt;
  Wypełniającym żywot, jak płód miłościwy,&lt;br /&gt;
  A jeszcze dodaj uśmiech --- ukryty a tkliwy ---&lt;br /&gt;
  Z jakim absurd istnienia chłonę ciałem żądnem;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Więc cóż ukąszonemu pocałunkiem bożym&lt;br /&gt;
  Więcej szczęścia przysporzy, dalszą dal otworzy,&lt;br /&gt;
  Gdy już wszystko wymodlił i we wszystkiem wytrwał?&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Gwiazdy? Codzień w nich brodzi jak w wysokim śniegu.&lt;br /&gt;
  Spokój? Jest czas na spokój w wieczystym noclegu.&lt;br /&gt;
  Więc co? Modlitwa. O co? Nie wiem. Lecz modlitwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = Szczęście&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr=2 (741)&lt;br /&gt;
|Data = 9.01.1938&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1942&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1947&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-wybor-1949&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-nowy-1953&amp;lt;/bibref&amp;gt;, &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-dziela-t1-1955&amp;lt;/bibref&amp;gt;.&lt;br /&gt;
|Uwagi = [[rodzaj::wiersz| ]]&lt;br /&gt;
|Źródło = wg &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;tuwim-szczescie-1938&amp;lt;/bibref&amp;gt;&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibreferences/&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Adolf_Doleczek_Olpi%C5%84ski_-_Nagrobek_kamienicznika&amp;diff=125</id>
		<title>Adolf Doleczek Olpiński - Nagrobek kamienicznika</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Adolf_Doleczek_Olpi%C5%84ski_-_Nagrobek_kamienicznika&amp;diff=125"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Tu leży Leinwand ze Zamarstynowa,&lt;br /&gt;
  Wdzięczną po nim pamięć okolica chowa,&lt;br /&gt;
  Był właścicielem wielkiej realności,&lt;br /&gt;
  Na bruk wyrzucał ludzi bez litości!&lt;br /&gt;
  Gdy w domu swoim miejsca miał za mało,&lt;br /&gt;
  Losy zrządziły, że go już wyrwało.&lt;br /&gt;
  Zostawił tutaj swe doczesne mienie,&lt;br /&gt;
  Naród mu rzucił na trumnę kamienie.&lt;br /&gt;
  Pod ziemią duma nad losu afrontem.&lt;br /&gt;
  Radby dziś mieszkać na świecie choć kątem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Adolf Doleczek Olpiński&lt;br /&gt;
|Tytul=Nagrobek kamienicznika&lt;br /&gt;
|Published=Kabaret&lt;br /&gt;
|Nr=13&lt;br /&gt;
|Data=R.12&lt;br /&gt;
|Strona=2&lt;br /&gt;
|Przedruk=&lt;br /&gt;
|Uwagi=&lt;br /&gt;
|Źródło=wg Kabaretu&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Czer%C5%84&amp;diff=127</id>
		<title>Aleksander Puszkin - Czerń</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Czer%C5%84&amp;diff=127"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;:::Procul este, profani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Poeta po natchnionej lutni &lt;br /&gt;
   Niedbałą ręką lekko wiódł,&lt;br /&gt;
   Poeta śpiewał -- a okrutny, &lt;br /&gt;
   Wzgardliwie zimny, bałamutny &lt;br /&gt;
   Bezmyślnie słuchał ciemny lud.&lt;br /&gt;
   I jął rozważać motłoch tępy:&lt;br /&gt;
   &amp;quot;Poco te dźwięki śpiewnych gam? &lt;br /&gt;
   Uszy nam tylko drze na strzępy, &lt;br /&gt;
   A jaki cel wskazuje nam?&lt;br /&gt;
   Czego nas uczy? o czem brzęczy? &lt;br /&gt;
   Jak sztukmistrz płochy serca męczy &lt;br /&gt;
   I niepokojem na nich gra. &lt;br /&gt;
   Pieśń jego jest jak wiatr swobodna, &lt;br /&gt;
   Ale też jako wiatr bezpłodna: &lt;br /&gt;
   Jaką nam ona korzyść da?&amp;quot;.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
         POETA&lt;br /&gt;
   Milcz, niewolniku nędzy złej, &lt;br /&gt;
   Najmito trosk, szarzyzny mdłej! &lt;br /&gt;
   Tobieby wciąż korzyści, żeru! &lt;br /&gt;
   Jam niebios syn, tyś ziemny czerw; &lt;br /&gt;
   Ty -- chcąc ocenić -- ważysz wpierw &lt;br /&gt;
   Cudowny posąg z Belwederu. &lt;br /&gt;
   Korzyści, zysku z niego chcesz! &lt;br /&gt;
   Lecz marmur ten -- to bóg! Cóż? ty się &lt;br /&gt;
   W glinianej bardziej kochasz misie, &lt;br /&gt;
   Bo jadło, jadło z misy żresz.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
         CZERŃ&lt;br /&gt;
   Nie, wieszczu! Jeśli los cię obrał &lt;br /&gt;
   Za posła niebios, ty swój dar &lt;br /&gt;
   Zużytkuj dla naszego dobra, &lt;br /&gt;
   Byś z naszych serc ohydę starł. &lt;br /&gt;
   Myśmy podstępni, źli, nikczemni, &lt;br /&gt;
   Niewdzięczni, małoduszni, ciemni, &lt;br /&gt;
   Sercem -- rzezańcy zimnokrwiści, &lt;br /&gt;
   Oszczercy, pełni nienawiści, &lt;br /&gt;
   Stugłowy żre nas grzechów gad: &lt;br /&gt;
   Ty, jeśli bliźnich swoich kochasz, &lt;br /&gt;
   Ucz nas i drogi cnoty pokaż, &lt;br /&gt;
   A posłuchamy twoich rad.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
         POETA&lt;br /&gt;
   Precz! Cóż poetę natchnionego &lt;br /&gt;
   Obchodzi wasz plugawy los? &lt;br /&gt;
   Gińcie w bezwstydzie grzechu swego! &lt;br /&gt;
   Was nie ożywi lutni głos. &lt;br /&gt;
   Mierzicie duszę, jak dech trupi. &lt;br /&gt;
   Dla nikczemności waszej głupiej &lt;br /&gt;
   Miała dotychczas ciemna dzicz &lt;br /&gt;
   Więzienie, topór, nóż i bicz;&lt;br /&gt;
   Starczy, jak na was, niewolnicy! &lt;br /&gt;
   W miastach -- brud zmiata się z ulicy, &lt;br /&gt;
   Nie przeczę -- pożyteczna rzecz! &lt;br /&gt;
   Lecz zaniechawszy służby swojej, &lt;br /&gt;
   Czy kapłan u was z miotłą stoi, &lt;br /&gt;
   Ołtarz i mszę rzucając precz? &lt;br /&gt;
   Nie dla powszednich trosk brzemienia, &lt;br /&gt;
   Nie dla kramarstwa, nie dla bitwy, &lt;br /&gt;
   Myśmy stworzeni dla natchnienia, &lt;br /&gt;
   Dla dźwięków słodkich i modlitwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Aleksander Puszkin&lt;br /&gt;
|Tytul=Czerń&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr = 6&lt;br /&gt;
|Data = 1934&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = {{Przełożył|Julian Tuwim}}.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Do_poety&amp;diff=129</id>
		<title>Aleksander Puszkin - Do poety</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Do_poety&amp;diff=129"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Poeto! za nic miej pospólstwa wzgląd i łaski,&lt;br /&gt;
  Zachwytów minie krzyk i chwały jednodniowej,&lt;br /&gt;
  Usłyszysz głupca sąd, śmiech tłumu albo wrzaski,&lt;br /&gt;
  Lecz ty, jak kamień, bądź spokojny i surowy.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Tyś król --- pozostań sam. Nie chyląc dumnej głowy,&lt;br /&gt;
  Wolności drogą idź za wolnej myśli blaskiem,&lt;br /&gt;
  Owoce lubych dum w kształt doskonaląc nowy ---&lt;br /&gt;
  I wzniosły pełniąc trud, wzgardź laurem i oklaskiem.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Tyś sam nagrodą swą i dzieł najwyższym sądem,&lt;br /&gt;
  Ty najsurowszym sam ocenisz je poglądem.&lt;br /&gt;
  Czyś swoim dziełom rad, twórco z wejrzeniem srogiem?&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Rad jesteś? Niech więc tłum znieważa je zawzięty,&lt;br /&gt;
  Niech pluje w ołtarz twój, gdzie ogień płonie święty,&lt;br /&gt;
  I niech uciechę ma, kołysząc twym trójnogiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Aleksander Puszkin&lt;br /&gt;
|Tytul=Do poety&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr = 14 (541)&lt;br /&gt;
|Data = 1934&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = {{Przełożył|Julian Tuwim}}.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Do_%C5%BBukowskiego&amp;diff=131</id>
		<title>Aleksander Puszkin - Do Żukowskiego</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Aleksander_Puszkin_-_Do_%C5%BBukowskiego&amp;diff=131"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:32Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Gdy wzniosłą duszą w świat marzenia&lt;br /&gt;
  W twórczym unosisz się porywie&lt;br /&gt;
  I na kolanach niecierpliwie&lt;br /&gt;
  Trzymasz swą lutnię, pełen drżenia.&lt;br /&gt;
  Gdy w czarodziejskiej mgle, jak w kole,&lt;br /&gt;
  Zjawy przed tobą krążą wieszcze&lt;br /&gt;
  I ziąb natchnienia przejmie dreszczem,&lt;br /&gt;
  Podnosząc włosy na twym czole ---&lt;br /&gt;
  --- Tak! prawda! tworzysz d l a   w y b r a n y c h&lt;br /&gt;
  Nie dla zawiścią opętanych,&lt;br /&gt;
  Nie dla nędzarzy, co w pokorze&lt;br /&gt;
  Odpadki cudzych zdań podjęli,&lt;br /&gt;
  Lecz dla czcicieli iskry bożej,&lt;br /&gt;
  Dla objawionych prawd czcicieli.&lt;br /&gt;
  Nie wszystkich losu dłoń przyjazna&lt;br /&gt;
  Laurami wieńczy. Ten szczęśliwy,&lt;br /&gt;
  Kto szczytu upojenia zaznał&lt;br /&gt;
  W wierszach i wzlotach myśli żywej;&lt;br /&gt;
  Komu Poezji skarb bezcenny&lt;br /&gt;
  Rozkoszą stał się i podnietą,&lt;br /&gt;
  Kto pojął zachwyt twój, poeto,&lt;br /&gt;
  Zachwytem jasnym i płomiennym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Aleksander Puszkin&lt;br /&gt;
|Tytul=Do Żukowskiego&lt;br /&gt;
|Published = Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr = 14 (541)&lt;br /&gt;
|Data = 1934&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = {{Przełożył|Julian Tuwim}}.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Kto%C5%9B&amp;diff=97</id>
		<title>Julian Tuwim - Ktoś</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Kto%C5%9B&amp;diff=97"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Z cyklu ''Anno Domini MCMXV''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
  Gdzieś na rozstaju, u brzozy stóp,&lt;br /&gt;
  Grób wykopano, przesmutny grób.&lt;br /&gt;
  Ktoś tam w nim leży, bez desek, płyt:&lt;br /&gt;
  Piotr Jefimienko lub Johan Schmidt.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Ktoś tam w nim leży, a kto --- wie Bóg...&lt;br /&gt;
  Ot --- pochowano śród trojga dróg...&lt;br /&gt;
  Padł pod huk armat, pod broni zgrzyt,&lt;br /&gt;
  Piotr Jefimienko lub Johan Schmidt.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Leż biedny bracie... A tam, gdzieś padł,&lt;br /&gt;
  Niech kwitnie żalu serdeczny kwiat...&lt;br /&gt;
  Ktokolwiek leży --- kwiat będzie kwitł:&lt;br /&gt;
  Czy Jefimienko, czy Johan Schmidt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Ktoś&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 181&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 3&lt;br /&gt;
|Przedruk = brak&lt;br /&gt;
|Uwagi = Pierwodruk pod pseudonimem: Roch Pekiński. Dedykacja rękopisu &amp;quot;Edwardowi Słońskiemu&amp;quot;. Data powstania: 24. czerwca 1915, na podstawie rękopisu w archiwum.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Skr%C3%B3t_Wesela_St._Wyspia%C5%84skiego_dla_u%C5%BCytku_m%C5%82odzie%C5%BCy_szkolnej,_w_jednym_zapytaniu_i_17_odpowiedziach&amp;diff=99</id>
		<title>Julian Tuwim - Skrót Wesela St. Wyspiańskiego dla użytku młodzieży szkolnej, w jednym zapytaniu i 17 odpowiedziach</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Skr%C3%B3t_Wesela_St._Wyspia%C5%84skiego_dla_u%C5%BCytku_m%C5%82odzie%C5%BCy_szkolnej,_w_jednym_zapytaniu_i_17_odpowiedziach&amp;diff=99"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;''Zapytanie:''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''CÓŻ TAM, PANIE, W POLITYCE?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Odpowiedzi:''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Pan się boją we wsi ruchu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Koncept narodowy gaśnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Sami swoi, polska szopa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Bałamuctwa w wielkim stylu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Ensemble, jak feerji, z bajki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Ciewy, ciewy z kiepskim rządem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Ktoby zadarł z tą bestyją? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Wojewoda, wojewoda, &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja pan, ćwierć kraju mam w ręku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- A wie pan: ojczyzna to chemja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Odbywa się wielkie darcie, &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
grunwaldzkie duchowe starcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Sam w stolicy, ten nas zbawi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Cóż takiego? Kto ten stary? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Tyla się naciskoł, szumiał, &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwymyślał het dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Ja muzykę zacznę sam. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- Wszystko jest prowizoryczne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- A umie pan kopnąć nogą? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
--- W powietrzu atmosferyczna zmiana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = Skrót Wesela St. Wyspiańskiego&lt;br /&gt;
|Published = Cyrulik Warszawski&lt;br /&gt;
|Nr = 3 (3)&lt;br /&gt;
|Data = 1926&lt;br /&gt;
|Strona = 4&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Jarmark rymów'', J. Przeworski, Warszawa 1934;&lt;br /&gt;
|Uwagi = w Cyruliku Warszawskim anonimowo. W ''Jarmarku rymów'' (1934) tytuł: ''Skrót &amp;quot;Wesela&amp;quot; St. Wyspiańskiego w jednym zapytaniu i siedemnastu odpowiedziach''. Tamże --- błędna data powstania: 1927;&lt;br /&gt;
|Źródło = wg Cyrulika&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_C%C3%B3rka_kata&amp;diff=101</id>
		<title>Julian Tuwim - Córka kata</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_C%C3%B3rka_kata&amp;diff=101"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Jeszcze godzina straszna nie wybiła,&lt;br /&gt;
  I nieświadomy tego co się stanie,&lt;br /&gt;
  W lochu piwnicznym, głuchym jak mogiła,&lt;br /&gt;
  Śpisz jeszcze, więźniu, na twardym tapczanie.&lt;br /&gt;
  Śnisz tak spokojnie. W serce twe kamienne&lt;br /&gt;
  Wsączyłam słodką trującą nadzieję,&lt;br /&gt;
  Rzuciłam kartkę za kraty więzienne,&lt;br /&gt;
  Że będziesz wolny, nim jeszcze zadnieje.&lt;br /&gt;
  Ponoś ty straszny... ponoś dom podpalił,&lt;br /&gt;
  Matkę-ś uderzył w skroń żelazną kłódką,&lt;br /&gt;
  Ojca starego ponoś ciosem zwalił&lt;br /&gt;
  I zamordował siostrzyczkę malutką.&lt;br /&gt;
  Ale dostrzegłam, że masz w oczach stepy&lt;br /&gt;
  Dzikiego smutku i dzikiej tęsknoty&lt;br /&gt;
  I szał miłości, rozpaczliwy, ślepy,&lt;br /&gt;
  W duszy mej pożar rozpłomienił złoty.&lt;br /&gt;
  Czemuś tak spojrzał z szyderczym uśmiechem,&lt;br /&gt;
  Czemuś tak zęby ze zgrzytem zacisnął,&lt;br /&gt;
  Czemuś odwrócił się z takim pośpiechem,&lt;br /&gt;
  Czemuś oczyma tak złowieszczo błysnął?&lt;br /&gt;
  Gdym ja spojrzała w oczy twe kochane,&lt;br /&gt;
  Przechodząc zmierzchem przed celą więzienia,&lt;br /&gt;
  Te usta moje, te nie całowane,&lt;br /&gt;
  Szepnęły tobie słowa przebaczenia.&lt;br /&gt;
  Nie wiem, co życie jest i nie znam ludzi,&lt;br /&gt;
  Mieszkam na wieży z rudym ojcem-katem,&lt;br /&gt;
  Codzień mnie ze snu dzwon ponury budzi,&lt;br /&gt;
  Dzwon, który dzwoni śmierci majestatem.&lt;br /&gt;
  I przez to okno patrzę obojętnie,&lt;br /&gt;
  Jak ojciec w płachtę odziany czerwoną,&lt;br /&gt;
  Ostrym toporem łby obcina skrzętnie,&lt;br /&gt;
  A w każdej głowie oczy gniewem płoną.&lt;br /&gt;
  I ciebie wezmą, zanim świt nastanie,&lt;br /&gt;
  I głowę złożą na pniu rosochatym,&lt;br /&gt;
  I będą dzwony biły na skonanie,&lt;br /&gt;
  A rudy ojciec, odziany szkarłatem,&lt;br /&gt;
  Kielich gorzały palnie po robocie&lt;br /&gt;
  I przyjdzie pijany do mojej świetlicy,&lt;br /&gt;
  I ucałuje usta, co w tęsknocie&lt;br /&gt;
  Ku tobie, smutny więźniu bladolicy,&lt;br /&gt;
  Ślą słodkie słowa pierwszego kochania,&lt;br /&gt;
  Bo pokochałam smęt twej bladej twarzy.&lt;br /&gt;
  Wiem: jesteś zbirem, godnym ćwiartowania,&lt;br /&gt;
  Lecz ja nikogo nie znam prócz zbrodniarzy.&lt;br /&gt;
  Lecz ja nikogo, prócz krwawych złoczyńców,&lt;br /&gt;
  Nie mogłam kochać śród murów przeklętych&lt;br /&gt;
  I nie widziałam ja oczu bez sińców,&lt;br /&gt;
  I nie widziałam ust niezaciśniętych,&lt;br /&gt;
  Ni dłoni w ciężkie kajdany nie skutych,&lt;br /&gt;
  Ni ciał w więzienne giezła nie odzianych,&lt;br /&gt;
  Ni stóp w katorżne trepy nie obutych,&lt;br /&gt;
  Ni lic radością życia roześmianych. ---&lt;br /&gt;
  Nic. Jeno rozpacz i śmierć i szaleństwo&lt;br /&gt;
  Ostatniej chwili oczy me widziały.&lt;br /&gt;
  Słyszałam modły, ale jak przekleństwo,&lt;br /&gt;
  Jak krzyk bluźnierczy te modlitwy brzmiały.&lt;br /&gt;
  Słuchaj: Błagałam o łaskę dla ciebie,&lt;br /&gt;
  O, nie dla ciebie, dla twych oczu smutnych&lt;br /&gt;
  Jak pies tarzałam się... a krzyk mój w niebie&lt;br /&gt;
  Słyszano chyba, krzyk błagań okrutnych,&lt;br /&gt;
  Krzyk mej miłości pierwszej i utraty,&lt;br /&gt;
  Krzyk mej rozpaczy, co jak zwierzę wyła,&lt;br /&gt;
  Jabym się cała przywarła do kraty,&lt;br /&gt;
  Jabym twe wargi zapiekle pieściła,&lt;br /&gt;
  Jabym twe ręce całowała krwawe,&lt;br /&gt;
  Serce wydarła z piersi rozszlochanej,&lt;br /&gt;
  Wszystko za oczy twe, za oczy mgławe,&lt;br /&gt;
  Za smutek twojej źrenicy kochanej.&lt;br /&gt;
  Lecz na błagania, na łzy me gorące&lt;br /&gt;
  Wskazano jeno papier podpisany:&lt;br /&gt;
  Jutro bezwzględnie, zanim wzejdzie słońce,&lt;br /&gt;
  Wyrok nad więźniem ma być wykonany.&lt;br /&gt;
  Więc do twej celi list wrzuciłam skrycie,&lt;br /&gt;
  Pisząc, że będziesz wolny, by ostatnia,&lt;br /&gt;
  Noc twoja była dłuższa niźli życie&lt;br /&gt;
  I taka słodka, jak pociecha bratnia.&lt;br /&gt;
  Co to... Dzwon bije... ''(spogląda przez okno)'' A tak, już cię wiodą,&lt;br /&gt;
  Oczy twe błyszczą ufnością, pogodą.&lt;br /&gt;
      ''(Krzyczy przez okno)''&lt;br /&gt;
  Hej, chodź, już wolny jesteś! chodź tu do mnie!&lt;br /&gt;
  Tak... Do mnie wiedzie cię ten pan w czerwieni.&lt;br /&gt;
  Kto to?... To sługa... Chodź! Tęsknię ogromnie.&lt;br /&gt;
  Już jesteś wolny! A my narzeczeni.&lt;br /&gt;
  Nie bój się, nie bój... co? Każą ci głowę&lt;br /&gt;
  Schylić? Schyl głowę. To nic, to, mój miły,&lt;br /&gt;
  Każą ci witać tak mnie, twą królowę,&lt;br /&gt;
  No tak... schyl niżej, no, niżej schyl głowę.&lt;br /&gt;
  Hej, teraz ojcze, rąb a z całej siły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = Córka kata&lt;br /&gt;
|Published = Estrada&lt;br /&gt;
|Nr = 4&lt;br /&gt;
|Data = 1918&lt;br /&gt;
|Strona = 27-31&lt;br /&gt;
|Przedruk =&lt;br /&gt;
|Uwagi = Piosenka śpiewana w 1918 r. przez [[repertuar::Maria Strońska|Marię Strońską]] w kabaretach warszawskich. W 1926 r wykonywała ją [[repertuar::Hanka Ordonówna]] w [[Qui Pro Quo]]. Informacje na ten temat patrz: Kajo: Moje trzy grosze o Qui Pro Quo. (list do redakcji), ''Kulisy'', Warszawa 1957, nr 42, s. 8.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Atuli_miroh%C5%82ady&amp;diff=103</id>
		<title>Julian Tuwim - Atuli mirohłady</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Atuli_miroh%C5%82ady&amp;diff=103"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Śród znaków, po których według dysertacyj demonologicznych poznać było można opętanych (&amp;quot;jeźliby koźlęciny przez dni 30 jeść nie chciał; jeźli ma oczy straszne, członki słabe; jeźli nie chce mówić psalmu &amp;quot;Misereri mei Deus&amp;quot;; jeźli zębami zgrzyta, jak psy wściekłe zapieni się&amp;quot; i t. d.), figurował i ten znak nieomylny że przez djabła nawiedzony osobnik &amp;quot;mówi językiem cudzoziemskim nienauczonym&amp;quot;. Dostateczny to był dla księdza egzorcysty powód, aby z nieszczęsnej istoty zacząć łaciną złego ducha wypędzać. Nie dziwmy się zbytnio. Bo czyż to zaprawdę nie podejrzana sprawa, gdy prosta baba, co poza własną wieś nosa nigdy nie wysadziła, przy tem niepiśmienna, ni stąd ni zowąd najdziwaczniejszą przemówiła mową: może indyjską? może tatarską? kto ją wie. A wiadomo przecież, choćby z &amp;quot;Pogromu błędów czarnoksięskich&amp;quot; Poklateckiego (1595), że djabeł tylko po egipsku i tatarsku rozumiał; akademicy krakowscy twierdzili wprawdzie, że on i łacinnik zawołany, o czem Adrjan Krzyżanowski w &amp;quot;Dawnej Polsce&amp;quot; (II 602) wspomina, ale łacina to zawsze mowa kościelna, mogła się z nią baba otrzaskać na nabożeństwach, nie taki to więc grzech, nie takie dziwowisko, jak inne obce języki, któremi nagle gadać zaczynała. Mógł się uczony ksiądz dobrodziej z zakazanego &amp;quot;Skarbca magicznego&amp;quot; (&amp;quot;Thesaurus magicus domesticus&amp;quot;, 1637) dowiedzieć, że księcia ciemności przywołuje się słowami: &amp;quot;Sicclosin Panim Bescialus Hakodose Huben Vernah Veloim Echad&amp;quot;; może, jeśli z zagranicy książki sprowadzał, trafił mu się jaki francuski &amp;quot;grimoir&amp;quot;, niemiecki &amp;quot;Höllenzwang&amp;quot; lub inna &amp;quot;clavicula Salomonis&amp;quot;, a tam przecież aż się roiło od rozmaitych formuł, w rodzaju &amp;quot;Omogiel tramoedy mimona turmilo pandi&amp;quot;... A niedawno, w starym rękopisie, co potem do Akademji krakowskiej poszedł na przechowanie, czytał zaklęcie &amp;quot;contra morsum rabidi canis alias wsczyeklego psa: iran liran kyrian oferan cepharan cakapharan stolidon&amp;quot;... Słucha ksiądz wijącej się w konwulsjach baby i słyszy, że podobne wykrzykuje słowa. Więc niema wątpliwości: opętana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fakt to dobrze psychjatrom znany, że konwulsjoniści, sekciarze, manjacy religijni mają jakiś swój wewnętrzny język, który z nich w czasie napadu wybucha. Czytamy o tem m. in. w &amp;quot;Jasnowidzącej z Prevorst&amp;quot; Justyna Kernera (Warszawa 1832, I 285):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;W stanie lekkiego snu magnetycznego mówiła pani H. bardzo często jakowymś językiem, który do oryentalnego zdawał się bydź podobnym. Twierdziła ona w lekkim śnie magnetycznym, że ta mowa spoczywa w niej z natury i że to jest język podobny temu, którym mówiono za czasów Jakóba, że oraz każdego człowieka podobny język jest udziałem ... Język ten wydawał się głośnobrzmiennym, chociaż często z tonami gardłowemi, jak np. z słowem '''dalmachan był''' połączony. Jey wyrazy w tem, co do zrozumienia dać chciała, były tak konsekwentnie wymawiane, że ludzie, z któremi dłuższy czas obcowała, potrosze rozumieć ją przyzwyczajali się. Często mawiała, że językiem tym naywewnętrznieysze uczucia swoje może wyrazić, a gdy co chce po niemiecku powiedzieć, to musi dopiero z tey mowy tłomaczyć. '''Nie pamięta ona tey mowy głową, wznosi się ona z jey wnętrza;''' jest to tedy język wewnętrznego życia, który z dołka pod sercem, nie zaś z mózgu pochodzi... Filologowie znaydowali w tym wewnętrznym języku wyrazy do słów języka koptskiego, arabskiego i hebrayskiego podobne. I tak: rękę nazywała '''bjat; bi,''' a raczej '''pi,''' w koptskim staroegyptskim języku znaczy '''ten, ta, to. Jat''' jest słowo hebrayskie i znaczy ręka. Taki sam przypadek zdaje się zachodzić z wyrazem '''pi jogi''', owca. Dodaję ja tu jeszcze następujące słowa i wyrazy z jey wewnętrzney mowy: '''handacadi''' znaczy lekarza, '''alentana''' -- niewiastę, '''ehlan''' -- szklankę, '''szmado''' -- księżyc, '''o mia eriss''' -- ja jestem, '''o mia da''' -- ja mam, '''bona finta girro''' -- potrzeba odejść, '''optini poga''' -- ty musisz spać it.d.&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Takie dowolnie tworzone zespoły dźwiękowe, nie mające dla słuchacza żadnego znaczenia, nazwała nauka glossolallją, od greckich słów '''glossa''' (język) i '''laleo''' (bełkotać). Mogą się one zjawić w chwili silnego podniecenia lub ekstazy. Najbardziej charakterystyczne są opętańcze glossolalje sekt prawosławnych: chłystów, skopców, malewańców i in. Jeden z tych gorliwców bożych tłumaczył, że to Duch św., więc już nie djabeł, schodzi na człowieka i udziela mu daru przemawiania rozmaitemi językami, i taksamo było z apostołami, kiedy ich Duch św., nawiedził. Gdy prof. Sikorski, autor dzieła o epidemjach psychopatycznych (Kijów 1892) zapytał takiego osobnika, po jakiemu mówi co te dziwne słowa jego znaczą, otrzymał odpowiedź, że sam nie wie, co to za mowa i jaka jej treść, nawet tego co przed. chwilą krzyczał powtórzyć nie potrafi, ale że gdzieś na ziemi istnieje zapewne taki język i że są ludzie, którzy go rozumieją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A zrozumieć nie łatwo. Bo proszę posłuchać tych glossolalicznych tekstów (cytuję według rozprawy Konowałowa &amp;quot;Religjoznyj ekstaz w russkom misticzeskom sektantstwie&amp;quot;, Sergijew Posad 1908): &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   nasontos lesontos furt lis &lt;br /&gt;
   natrufuntru natrisinfur, &lt;br /&gt;
   kreserefire, kresentrefert, &lt;br /&gt;
   czeresantro, ulmiri umilisintru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Albo: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   sawiszrai samo &lt;br /&gt;
   kapilasta gandria, &lt;br /&gt;
   daranata szantra, &lt;br /&gt;
   sunkara purusza, &lt;br /&gt;
   majja diwa łucza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest rzeczą znamienną, że śród tych bredzeń znajdujemy słowa brzmiące całkiem po sanskrycku -- ''' purusza: ''' człowiek, mężczyzna; '''diva: ''' ablativus od słowa ''' div ''' (niebo, dzień); ''' maya; samo: ''' od samà (równy, jednakowy), inne zaś, jak '''daranata, sawiszrai, sunkara, ''' bardzo sanskryt przypominają. I kto wie, czy rzeczywiście nie są one szczątkowem echem jakichś prainduskich modłów. Bo dźwięki wędrują, jak kulty. Rosyjska pieśń ludowa, której nas zresztą w szkole uczono jako &amp;quot;obraziec narodnoj słowiesnosti&amp;quot;, ma refren &amp;quot;oj koliodka, oj koliodka&amp;quot;. Sądząc z treści, pochodzi ona z Grecji i związana jest z obrzędem na cześć Dionizosa (mowa tam o zarznięciu ofiarnego kozła, czego u Słowian nie było; por. &amp;quot;Litieraturnaja encikłopiedja&amp;quot; (Leningrad 1925, I 172). Więc &amp;quot;oj koliodka&amp;quot; znaczyłoby poprostu: dobra pieśń. Potem o sensie tych słów zapomniano, i przyśpiew stał się glossolalją. Taksamo ''' luli-luli ''' może pochodzić od '''alleluja''', a '''hokus pokus''' od '''hoc est corpus''', podczas mszy św. przez lud słyszanego. Domysły to oczywiście, jak to często z wywodami etymologicznemi bywa, ale domysły zastanawiające. Konowałow przypuszcza, że rosyjskie '''kurolesit' ''' (dziwy stroić, szaleć, żartować) pochodzi od '''kyrje elejson''', ale temu uwierzyć już trudniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod wpływem bezpośrednich badań nad glossolalją w Norwegji pastor niemiecki Paul poczuł nagle nieprzepartą chęć opanowania darem obcych języków. To marzenie ziściło się nagle w nocy z dn. 15 na 16 marca r. 1907. Poczciwy pastor zaczął nagle &amp;quot;śpiewać w językach&amp;quot;. Z początku sądził, że to chińszczyzna, ale mu to znawcy języka chińskiego wyperswadowali. Śpiewał zaś tak: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Szua ea, szua ea &lt;br /&gt;
   o czi biro ti ra pea &lt;br /&gt;
   akki lungo ta ri fungo &lt;br /&gt;
   u li bara ti ra tungo &lt;br /&gt;
   laczi bungo ti tu ta. &lt;br /&gt;
        (Konowałow, 186). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczka swego religijnego argotu pastor nam nie pozostawił, zaznaczył tylko, że '''ea''' i '''tu''' to Jezus i Bóg. Wierzmy mu na słowo!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjawiskiem typowo glossolalicznem są niezliczone przyśpiewy pieśni ludowych, te wszystkie: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Pójdę ja z toprem do lasa, &lt;br /&gt;
   Bajer topór, konder honder &lt;br /&gt;
   -------------------------- &lt;br /&gt;
   Fitasom bałabasom&lt;br /&gt;
   Bałabinka opinka &lt;br /&gt;
   -------------------------- &lt;br /&gt;
   Syli sektum rektum doktum &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
aż, do tak skomplikowanych, jak &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Hop sztynder Madaliński &lt;br /&gt;
   Fika, z góry ta, &lt;br /&gt;
   Zbara ciup ciup pinderyndum hura &lt;br /&gt;
   Barabasza mazura &lt;br /&gt;
          (Kolberg, &amp;quot;Kujawy&amp;quot;, II 64). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
albo ten w dzieciństwie przeze mnie nad Pilicą słyszany: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Kołotàj mama ciuciu &lt;br /&gt;
   Mazuràj da madziary&lt;br /&gt;
   Hopsasa wykrętasa &lt;br /&gt;
   Świńduryndu dana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłoby sprawą dla dziejów języka (a może i starodawnych wierzeń) pożyteczną rozpatrzyć te przyśpiewy, poszukać w nich historji narodu: czy się tam czasem nie błąkają pozostałości kultu, obrzędów, wydarzeń historycznych? Czy te bezsensowne dziś dźwięki nie są tu i owdzie resztkami słów coś znaczących? Czy to nie naśladownictwo mowy tatarskiej, węgierskiej, szwedzkiej, niemieckiej i innych narodów, co albo do nas w celach &amp;quot;mocarstwowych&amp;quot; wędrowały, albo do których żołnierz lub tułacz polski zaglądał? W słowach więcej bywa historji narodu, niż w woluminach kronik -- i mowa Kaszubów najbardziej ważkim była i będzie argumentem, jeżeli o polskość Pomorza chodzi. Rekonstrukcja takich &amp;quot;fitasom bałabasom&amp;quot; i &amp;quot;mazuraj da madziary&amp;quot; nie przywróci nam zapewne tych i owych, do dziś spornych skrawków pogranicza, gdyby ją jako argument przed Ligę Narodów wytoczyć, ale może rzucić światło na niejeden odcinek dawnego życia i obyczaju. Nawiasem dodam, że z tą rekonstrukcją trzeba bardzo ostrożnie, żeby takich o pomstę do Brücknera wołających bredni nie wykoncypować, jak to uczony skądinąd Jocher w rozprawie &amp;quot;Harmonia mów&amp;quot; (Warszawa 1859) zrobił. W szlachetnym rozpędzie do &amp;quot;prasławiańskich&amp;quot; źródeł wszystkich języków (więc sub auspiciis ks. Dębołęckiego z Konojad, któremu oddzielny poświęcę artykuł) sprowadził Jocher punicki monolog z komedji Plauta &amp;quot;Poenulus&amp;quot; (&amp;quot;Italonim walonuth si corathissima comsyth&amp;quot;, też glossolalicznej pewno natury) do... polszczyzny, co oczywiście najdowolniejszą jest fantazją. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracając do przyśpiewów, jeżeli domysł mój jest choćby częściowo słuszny, jeżeli brzmienie ich, dźwiękowość, pochodzi nie tylko od przypadkowych zrymowań lub figlów onomatopeicznych, lecz jest echem obcych języków, przekręconych, zniekształconych, nic już dziś nie znaczących, to fakt ten dowodziłby, że sam dźwięk słowa upaja w pewien sposób i dlatego stał się w pieśni ludowej tak częstym dodatkiem ornamentacyjnym. Zjawisko to jest w twórczości poetyckiej powszechne. Boileau mówi w &amp;quot;Sztuce rymotwórczej&amp;quot;: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   La fable offre à l'esprit mille agrémens divers, &lt;br /&gt;
   Là tous les noms heureux semblent nés pour les vers: &lt;br /&gt;
   Ulysses, Agamemnon, Oreste, Idoménée,&lt;br /&gt;
   Hélène, Ménélas, Pâris, Hector, Enée ... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najwyraźniej bezprzedmiotowy, z samych dźwięków płynący zachwyt! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Longfellow wylicza w &amp;quot;Hiawacie&amp;quot; nazwy narodów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Szli Czoktosi i Komancze, &lt;br /&gt;
   Szli Szoszoni i Omogi, &lt;br /&gt;
   Szli Huroni i Mendeni, &lt;br /&gt;
   Delawery i Moczoki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełno tych wyliczeń w &amp;quot;Gargantua i Pantagruelu&amp;quot; (cytuję według przekładu Boya): &amp;quot;W orszaku jego nie było ani jednego mężczyzny; cała straż i całe wojsko składało się z Bassaryd, Ewantek, Eutryad, Edonid, Trieteryd, Oggijek, Minalonek, Menad, Thyad i Bachantek&amp;quot; (V 163). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W innem miejscu - nazwy fantastycznych zwierząt: &amp;quot;cynamolgi, argantyle, kaprymulgi, tymunkule, onokrotale, stymfalidy, dorkady, cemady, kartarony, monopy, cerkopiteki, bitury, muzymony&amp;quot; (V 135). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdzieindziej znów zjawiają się jacyś &amp;quot;spodyzatorzy, massyterowie, preguści, tabachinowie, chacheniny, neemaniny, rabrebany, nercyni, rozuini, nedybiny, nearyny, segamiony, perazony, cheryniny, saryny, sotryny, archadasperyny, mebyny, giboryny i inni nadworni officyjerowie królowej Kwint Essencji&amp;quot; (V 81). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejrzewam, że i stary Homer z lubością przymykał oczy (co mu zresztą jako niewidomemu nie robiło zbytniej różnicy) gdy opiewał królów, wodzów i okręty, które ruszyły na zdobycie Troi: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Mężny Penelos, Leitos i Arkezylaos bojownik, &lt;br /&gt;
   Wódz Protoneor i Klonios Beocyjczyków przywiedli, &lt;br /&gt;
   Którzy mieszkali w Aulidzie skalistej, w Skolonie i w Grei, &lt;br /&gt;
   Którzy w Schojnie mieszkali i którzy lesisto-parowny &lt;br /&gt;
   Cały zasiedli Eteon, Mikalez rozległy i Tespion, &lt;br /&gt;
   Których w Grei domostwa, w Erytryi, w Elezie i w Harmie, &lt;br /&gt;
   Którzy Eleon dzierżyli, Heleon a także Peteon &lt;br /&gt;
   I Okaleon i którzy Medeon wysokobudowny, &lt;br /&gt;
   Którzy Eutrezyą i Kopaz i Tyzbę obfitą w gołębie &lt;br /&gt;
   Zamieszkiwali i t. d. &lt;br /&gt;
                       (&amp;quot;Iljada&amp;quot;, przekład Mleczki, pieśń II). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A żadnych już w tym względzie nie mam wątpliwości, gdy czytam &amp;quot;Inwentarz podgórskich majętności&amp;quot; Wacława Potockiego: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   ...jest Jamna z Widaczem, &lt;br /&gt;
   Zbęk, Pogwizdów, Wiskidna, Żebraczka Wygodna,&lt;br /&gt;
   Poświst, Bieśnik, Biedowa, Skrętła, Gwoździec, Głodna, &lt;br /&gt;
   Pobiednik za Wytrzeszczką; tymże idą szykiem &lt;br /&gt;
   Smrokowiec z Pogorzynem, Kiprzna z Sikornikiem, &lt;br /&gt;
   Polichta z Miciakami, a Kanina z Nowem&lt;br /&gt;
   Wielką w górze derewnią świecą Berdechowem. &lt;br /&gt;
   Wesoły Opłakaniec, Litacz i Kołkówka &lt;br /&gt;
   Zalecą się, choć o nich nie napiszę słówka. &lt;br /&gt;
   Sławny Obzdów statutem, gdzie nim pójdziesz w górę,&lt;br /&gt;
   Samo pojźrenie radzi wylekczyć naturę,&lt;br /&gt;
   Tudzież Skwiertne z Wierzchowcem, Golesz i Ptaszkowa, &lt;br /&gt;
   Oderny z Derepczynem, Kudbrzyn, Zyndramowa&amp;quot;,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I mój wierszyk &amp;quot;Protest&amp;quot; (&amp;quot;Jarmark rymów&amp;quot;) podpisali za podszeptem lubodźwięcznych powodów &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Ładwinowicz z Czerbichawa, &lt;br /&gt;
   Kłyś z Padwadzisk, Szurguń z Wierpska,&lt;br /&gt;
   Z Białych Magił Hacelkawa: &lt;br /&gt;
   I z Czerwiny Kwasisierpska. &lt;br /&gt;
   Antałkawski z Dabragajców, &lt;br /&gt;
   Cudak z Żółczki, Płańtas z Wierzbian, &lt;br /&gt;
   Dymba z Rykwi, Frynd z Murajców &lt;br /&gt;
   I Kardulec z Górnych Świerzbian.&lt;br /&gt;
   Dułdujewicz z Małgacina, &lt;br /&gt;
   Rańcuchawski z Księżych Skałek, &lt;br /&gt;
   Ksiądz Kapucha z Węgorzyna &lt;br /&gt;
   I Buchajska z Odrzygałek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz dopiero - &amp;quot;Atulli mirohłady&amp;quot;... Nauczył mnie tego dziwnego wierszyka Lechoń, jego zaś, jeżeli mnie pamięć nie myli, Marjusz Maszyński. Autorem &amp;quot;mirohładów&amp;quot; był podobno jakiś lokaj czy stangret we dworze. Pisał wiersze. Właśnie takie: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Atulli mirohłady, grobowe ucichy, &lt;br /&gt;
   Mój młodniu, moje mulle i moje pupichy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zapomnę, z jakiem przejęciem, z jakim patosem, niepozbawionym czułości, deklamował mi Lechoń ten dwuwiersz. Nie wątpię, kochany Leszku, że nieraz, gdy się w Paryżu nałykać chcesz polszczyzny, powtarzasz sobie te słowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Posłuchajmy jeszcze raz: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Atulli mirohłady, grobowe ucichy, &lt;br /&gt;
   Mój młodniu, moje mulle i moje pupichy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I jeszcze raz..., i jeszcze... i znowu... Bo to wciąga, urzeka, oczarowuje - właśnie dlatego, że pozbawione balastu &amp;quot;znaczenia&amp;quot;: sensu czy bezsensu, to wszystko jedno, bo przecież i absurd, wywołując w nas sprzeciw logiki, coś &amp;quot;znaczy&amp;quot;, tyle tylko że w nieprzyjętych ogólnie kategorjach myślenia. Weźmy słynne czterowiersze Słonimskiego: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Hipon wyjął z szuflady glansowaną bródkę, &lt;br /&gt;
   Zmarłym żonom w notesie stawia same pałki,&lt;br /&gt;
   Głowę o mur pociera, jak główkę zapałki, &lt;br /&gt;
   Przed najbliższą rodziną zamyka wygódkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Albo: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Rano banda wyjeżdża na Hipka &lt;br /&gt;
   Pewien ksiądz, znany z kroju zielonej sutanny. &lt;br /&gt;
   Wieczorem spływa cicho wychudły jak rybka &lt;br /&gt;
   Dawny kolega szkolny wypuszczony z wanny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście: brednia, kpiny ze zdrowego rozsądku, gdy go od strony &amp;quot;życia codziennego&amp;quot; ująć. Ale już o krok za rogatką tego życia wszystko może być w całkowitym porządku: słowa układają się w obrazy i wyrażają pewne realne (po tamtej stronie) zdarzenia. Inaczej w &amp;quot;mirohładach&amp;quot;. Tutaj słowa są wyzwalane z wszelkiego związku z rzeczywistą czy nierzeczywistą rzeczywistością. Słowa istnieją same przez się i dla siebie samych, a nam pod ich dźwięki, jak pod nuty, wpisywać wolno teksty uczuć i obrazowań, albo też chłonąć samą eufonję, której składniki alliteracyjne narastają na przebiegu rytmicznym wiersza, dając w rezultacie dwuwymiarowe zdarzenie estetyczne. &amp;quot;Sens&amp;quot;, &amp;quot;treść&amp;quot; - te czynniki byłyby wymiarem trzecim. Naszą dźwiękową apercepcję każdego utworu poetyckiego dałoby się tedy przedstawić w trzech etapach. Pierwszy, to sama '''linja''' rytmiczna jakiegoś faktu poetyckiego: przeskandujmy sobie za pomocą prymitywnego &amp;quot;ta-ta-ta-ta&amp;quot; i t. d. pierwszy wiersz &amp;quot;Odyssei&amp;quot;. Drugi, to ''' płaszczyzna, ''' która powstaje przez ruch linji. Uruchamia ją zjawienie się grup dźwiękowych, obrastających ją niejako zestrojem samogłoskowych i spółgłoskowych pierwiastków. Dajmy na to, że realny tekst grecki skanduje osobnik nie rozumiejący co mówi (t. j. nie znający greckiego): &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Andra mojénne pemuza polytropon hósma lapólla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie etap trzeci, gdy dwuwymiarową płaszczyznę glossolaliczną wprawia w ruch czynnik treści: urytmizowane słowa greckie, wygłoszone lub słuchane przez osobę rozumiejącą język, stają się skończonem dziełem. Ruch płaszczyzny w przestrzeni tworzy '''bryłę. '''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja greckiego nie znam (język ten w szkole nie był przedmiotem obowiązującym, więc komuby się wówczas chciało?, dziś odżałować nie mogę!), ale niepojętą, wysoką rozkosz sprawia mi słuchanie Homera w oryginale - czasem większą niż czytanie przekładu. Ten czysto zmysłowy dreszcz zachwytu przy wchłanianiu obcej mowy przetwarza się w poecie w pożądanie tworzenia pewnych zestrojów dźwiękowych, które, oderwane od treści, dają bezmiar wolności w wyrażaniu stanów i uczuć niewyrażalnych. Jak powstała Ilajali w &amp;quot;Głodzie&amp;quot; Hamsuna? Tak właśnie: &amp;quot;Stoję i patrzę jej prosto w oczy – i nagle przez mój mózg przebiega imię, którego nigdy dotąd nie słyszałem, imię, brzmiące jakimś prześlizgującym się dźwiękiem: Ilajali&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A w &amp;quot;Dawidzie Cooperfieldzie&amp;quot; czytamy: &amp;quot;Micawber znowu upoił swój słuch stekiem słów, śmiesznych naturalnie i niepotrzebnych, lecz właściwych nietylko jemu. Zauważyłem u wielu ludzi tę skłonność do niepotrzebnych słów. Jest to coś w rodzaju ogólnego prawa we wszystkich uroczystych okolicznościach, i na niem to właśnie polega treść wszystkich formalnych i sądowych papierów i temu podobnych przemówień. Czytając je lub wygłaszając, ludzie specjalnie jakoś upajają się, gdy trafi się im szereg dźwięcznych słów, wyrażających tę samą treść, jak np. &amp;quot;chcę, żądam i pragnę&amp;quot; albo &amp;quot;pozostawiam, przekazuję i odmawiam&amp;quot; i t. d, Cytując ten urywek, Wiktor Szkłowskij (&amp;quot;Sborniki po teorji poeticzeskawo jazyka&amp;quot;, Pietrograd 1916) zrobił słuszną uwagę, że interesuje nas tutaj samo spostrzeżenie Dickensa, nie zaś jego stosunek do tego zjawiska - powszechnego w dziejach krasomówstwa. Słyszałem gadułów, wpadających w ekstazę zasłuchania we własne słowa. Ale i słowik sam się własnym śpiewem upaja. Artysta scen polskich p. Wł. Gr. słynie z upodobania do niezwykłych, często samodzielnie tworzonych słów, które z nieopisanym wdziękiem i patosem powtarza; książę Wiaziemskij rozkoszował się naszem '''umizgać się: ''' &amp;quot;Za eto słowo, chotia uszam ono surowo, ja rad wies' nasz słowar' otdat'&amp;quot;, w dzieciństwie zaś z lubością czytał... karty win, dla samych dźwięcznych nazw, śród których największy zachwyt księcia poety budziło wino ''' Lacrima Christi. ''' Satin w sztuce Gorkiego &amp;quot;Na dnie&amp;quot; używa jakiegoś dziwacznego słowa ''' sikambr, ''' bo mu normalny język ludzki obrzydł, inny zaś bohater tegoż autora nagle rąbie nieistniejące: ''' umbrakul!  '''&lt;br /&gt;
W moim wierszu prozą &amp;quot;Zdrada&amp;quot; dziewczyna przemawia do księżyca &amp;quot;jakąś obcą mową, którą zrozumiałyby może muchomory lub znachorki: ''' àrgile, àrgile, tivio-tila, tia, tia! ''' Tutaj ''' àrgile, ''' to niewątpliwie księżycu! ściślej: srebrny! -- a ''' tivio-tila ''' -- czy ja wiem -- pewno jakieś: kocham, pragnę, tęsknię, -- a  ''' tia, tia, ''' to: twoja! twoja! Wymyśliłem ten księżycowy dialekt dla tych samych powodów, dla których z ust bohatera &amp;quot;Głodu&amp;quot; wyślizgnęło się imię Ilajali. Taksamo powstały &amp;quot;słopiewnie&amp;quot; - wiersze pełne treści w jej istotnem, pierwszem, etymologicznem znaczeniu t.j. trzonu, rdzenia (&amp;quot;rdzeń drzewa drudzy trześcią nazywają&amp;quot;, 1610). Z innych prób wierszy &amp;quot;pozarozumowych&amp;quot; przypomnę urywek z pięknego &amp;quot;Namopaniku barwistanu&amp;quot; Aleksandra Wata: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   &amp;quot;O gorale gorawele - w grodlach myczoki-goremyki gwiazdowory wewrykali śmierćawry i gwiaźdź &lt;br /&gt;
                                        śmierćostry babiał na liśćoczu drzewobanu niebiatuszek. &lt;br /&gt;
   O barwy a baruwy - a raby barbaruw, barany herubuw &lt;br /&gt;
   o barwicze o czabary - babuwczary, o bicze rabuw!&lt;br /&gt;
   o barwiasy, o syrawy, o basy wiary, o bary ras! &lt;br /&gt;
   o barwigje, o barwalje, o barwiecze, o barwiole&amp;quot; i t. d. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobny rozdział należałoby poświęcić poezji glossolalicznej futurystów rosyjskich z lat 1913 - 1918, od jaskiniowego mruczenia Kruczonycha, autora słynnego &amp;quot;dyr buł szył ubieszczur&amp;quot; do wspaniałej twórczości nieznanego u nas zupełnie Chlebnikowa, którego słowo ukazuje się nam jak &amp;quot;znajomy z nieznaną nagle twarzą lub jak ktoś całkiem nieznajomy ale z dziwnie bliskiem, jakby przeczuwanem obliczem&amp;quot;. Tutaj tylko próbka:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Sijajuszczaja wolza &lt;br /&gt;
   Żełajuszczich riesnic &lt;br /&gt;
   I łaskowaja dolza&lt;br /&gt;
   Łaskajuszczich diesnic&lt;br /&gt;
   Czezori gołubyje &lt;br /&gt;
   I nrowi swojenrawja &lt;br /&gt;
   O mrawo. Maja morolewa &lt;br /&gt;
   Na ozierie siniem - morol... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie agituję bynajmniej za tą poezją, która pod piórem grafomanów stałaby się najpotworniejszym bełkotem. Chodziło mi tylko o ukazanie na kilku przykładach pewnego genre'u poetyckiego, który na warsztacie uczciwego poety dać może ciekawe i piękne wyniki. Bo grafoman bredzi nawet wtedy gdy &amp;quot;tworzy&amp;quot; w pełni sensu i rozsądku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Atulli mirohłady&lt;br /&gt;
|Published=Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr=31 (558)&lt;br /&gt;
|Data=1934&lt;br /&gt;
|Strona=3&lt;br /&gt;
|Przedruk=&lt;br /&gt;
|Uwagi=&lt;br /&gt;
|Źródło= wg WL&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wspomnienia_o_%C5%81odzi&amp;diff=105</id>
		<title>Julian Tuwim - Wspomnienia o Łodzi</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wspomnienia_o_%C5%81odzi&amp;diff=105"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Miałem skrupuły i objekcje, gdy mi redaktor &amp;quot;Wiadomaści Literackich&amp;quot; zaproponował napisanie artykułu o Łodzi. Oczywiście: miasto rodzinne, laureat, sentyment, przywiązanie... Tak. Ale jednak od piętnastu zgórą lat mieszkam stale w Warszawie, do Łodzi przyjeżdżam rzadko na kilka gadzin, jako &amp;quot;gość&amp;quot;, straciłem więc kontakt bezpośredni z miastem i jego ludnością. Łódź stała się tylko wspomnieniem. Ta już &amp;quot;duchami napełniana łódź&amp;quot; . Smutno mi, gdy to stwierdzam, ale tak jest. Więc garstka wspomnień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas spaceru sylabizuję szyldy. &amp;quot;Mamusiu, co to jest zahnarzt?&amp;quot; (wymawiam tak jak się pisze). Dowiaduję się, że &amp;quot;zahnarzt&amp;quot; to po niemiecku dentysta. Szyldy były nietylko rosyjskie, ale i niemieckie. Wogóle napół niemieckie miasto. Sklepikarz: Anders. Stolarz: Lauke. Tapicer: Otto. Sklepy: Zielke, Liessner, Postleb. Fabrykanci: Scheibler, Grohmann, Geyer, Kindermann, Steigert. 0gród w śródmieściu: Meisterhaus. Dzieci, z któremi się bawię na podwórzu, nawet rdzennie polskie, mówią płynnie po niemiecku. Piosenka jakiegoś pętaka: &amp;quot;Hopsasa, kiełbasa, leberwurszta szmekt gut&amp;quot;. Królewną mego serca jest przez kilka miesięcy prześliczna blondyneczka: Frieda. W mieście jest stały niemiecki teatr; spektakl dla dzieci: &amp;quot;Schneewittchen&amp;quot;. A na liście królów kurkowych m. Łodzi od r. 1826 do r. 1852 figurują tylko cztery polskie nazwiska. Reszta, to pp. Heinemann, Teuchert, Trautmann, Fritsche, Lamprecht, Kopisch, Schulz, Richter i in. (Oskar Flatt: &amp;quot;Opis miasta Łodzi&amp;quot;, Warszawa 1853; str. 144). W r. zaś 1534 &amp;quot;Lodzia miasteczko&amp;quot; miała na liście czynszowników następujące m. in. nazwiska: Klimarz, Rożek, Prokop, Kozieoczko, Zieleźnik, Piturzyńskie, Rzeczucka, Jałocka, Kula, Dybisz i Dupka (ks. St. Musnerowski: &amp;quot;Przyczynki do monagrafji Łodzi&amp;quot;, Łódź 1922; str. 18).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;!--&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
--&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{|align=&amp;quot;center&amp;quot;&lt;br /&gt;
|[[Grafika:Lodz_kosciol_ewangelicki_i_ratusz_1853.png]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|align=&amp;quot;center&amp;quot;|Kościół ewangelicki i ratusz w r 1853.&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I straszne mnóstwa czarnych &amp;quot;uniformów&amp;quot; żydowskich. Ich nosiciele używają poczwarnej, charczącej mowy, znowu napół niemieckiej. Daleki oczywiście od antysemityzmu, zawsze byłem, jestem i będę przeciwnikiem umundurowanych brodaczy i ich hebrejsko-niemieckiego bigosu oraz tradycyjnego kaleczenia mowy polskiej. Najwyższy czas, panowie, obciąć długopołe kaftany i kręcone pejsy, a także nauczyć się szacunku dla języka narodu, śród którego mieszkacie. Czarna hałastra chasydzka została we wspomnieniu o dawnej Łodzi jak koszmar. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo niewiele było spolszczonych i z kulturą polską zrośniętych rodzin żydowskiej progenitury: Barcińscy, Silbersteinowie, Kernbaumowie, Heymanowie, mecenas Piotr Kon, mój wuj Bernard Krukowski, Maybaumowie, Hertzowie, ten i ów z Poznańskich i jeszcze kilkanaście nazwisk. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asymilowały się niekiedy i patrycjuszowskie rody niemieckie a nawet (znam kilka takich wypadków) potomkowie rosyjskich urzędników lub oficerów. Rdzennie polską ludnością Łodzi była garstka inteligencji (lekarzy, inżynierów, adwokatów) i olbrzymia masa proletarjatu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miasto było przypadkowe, nagle wyrosłe, obliczane na kokosy &amp;quot;wyższych dziesięciu tysięcy&amp;quot;. Przy czerwono-brunatnych fabrykach - pałacyki miljonerów. Obok wielkich nowoczesnych domów pozostały w centrum miasta jakieś przedpotopowe chałupki. Proszę spojrzeć na domek nr. 75 przy ul. Piotrkowskiej alba na inny stojący za hotelem &amp;quot;Savoy&amp;quot; na ul. Traugutta (dawniej: Krótka). Budowano tę Łódź bezładnie, bezplanowo, szybko i tandetnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miasto ma w r. 1820 zaledwie 112 &amp;quot;dymów&amp;quot; i 800 (osiemset) mieszkańców; w r. 1829 -- mieszkańców 5 140, w r. 1838 -12100, w r. 1851 -- 18 200; dziś - 630000. W ciągu stu kilkunastu lat ilość łodzian zwiększyła się więc osiemsetkrotnie! Coś niezdrowego było w tym pędzie i rozroście. Fabryki i warsztaty mnożyły się w tym samym nieomal stosunku. Łódź trzęsła się w febrze rosnących fortun, maszyny nie mogły nadążyć, wszystko pochłaniał nienasycony rynek rosyjski. Majątki grubych ryb fabrykanckich szły w dziesiątki miljonów rubli. Gdy pani fabrykantowa wyjeżdżała zagranicę, pociąg podjeżdżał pad jej pałac (fakt). Dynastje włókiennicze tworzyły kastę, której obyczaje, kaprysy i fantastyczne wyczyny stawały się legendami. &amp;quot;Sup priama iz Pariża&amp;quot; -- to nie wymysł Chlestakowa, ale nieomal normalny szczegół z trybu życia dawnych łódzkich miljonerów. Zamiast dbać o miasto, w którem się obłowili, rozbijali się po zagranicach, trwoniąc olbrzymie sumy na szampany, dziwki i nowe wspaniałości, sprowadzane wagonami do łódzkich pałaców. Były naturalnie wyjątki, były jednostki uspołecznione, przywiązane do miasta i kraju, ofiarne, ale tych na palcach jednej (w pięść zaciśniętej) ręki policzyć można. A że okupanci ze wschodu także o miasto niewiele dbali, więc się maleńka fabryczna osada rozrosła wprawdzie i gęsto zaludniła, ale potwornej brzydoty nabrała. Chaos architektoniczny Łodzi jest niewiarogadny. Widok &amp;quot;pryncypalnej&amp;quot; ulicy Piotrkowskiej przyprawić może o obłęd. Proszę zwrócić uwagę na ilość i wygląd szyldów ponawieszanych na domy, a przy sposobności zajrzeć na podwórze domu nr. 79. Cóż powiedzieć o innych, podrzędnych ulicach? Byłoby wskazane, aby p. minister oświecenia wysłał do Łodzi karną ekspedycję architektów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjezdnym pokazuje się tu olbrzymie fabryki. Taka Widzewska Manufaktura lub zakłady Scheiblera i Grohmanna, to były doprawdy potęgi. Hale jak place. Trzask, rumor, pęd, błyskanie kół, pasów transmisyjnych, walców, wrzecion: mechaniczna burza, na trzy zmiany szalejąca, ogłuszające pandaemonium produkcji, którą dawniej pożerał rynek rosyjski. Niechby znowu otworzył swoją paszczę -- a Łódź zakwitnie. Tajemnicze miasto! Gdy fabryki łódzkie dostają jakieś większe zamówienie, gdy zjawia się &amp;quot;konjunktura&amp;quot; -- zaczyna tam świecić słońce, zakwitają bzy, słowiki turkocą w Helenowie, błoto mieni się spektralnemi kolorami a ospali lodzermensze stają się übermenschami, odzyskując gibkość ruchów, żywość spojrzeń, bystrość myśli. Pietryna wre. Grynbergi, Grynfeldy, Grynsteiny i Goldbergi uwijają się po mieście jak opętani, wyskakują z dorożek, wskakują do kawiarni, telefonują, zapisują, telegrafują, jadą, wracają, znowu jadą, notują, obliczają: &amp;quot;Fynef und cwancyk... &amp;quot;zyben und drasyk... hundert achcyk&amp;quot;..., gemacht, zrobione, ta ja do niego zadzwonię, panie Grynholz leć pan do Grand Café, ja pójdę tymczasem do banku, hallo panie Goldberg, no co? hallo panie Grynszpan, załatwione?&amp;quot;... Sto tysięcy skaczących, nieprzytomnych Grynmacherów wprawia Łódź w drgawki geszeftu. Ten febryczny stan łódzkiej ulicy ma fachową nazwę: &amp;quot;Ruszyło się&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłem w Łodzi parę dni temu. Ciche, smutne, nudne. W ogromnej sali &amp;quot;Grand Café&amp;quot; siedział jeden jedyny Grynsztok i czytał w &amp;quot;Wiadomościach Literackich&amp;quot; nagrodzone wiersze turniejowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;*** &amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wierszyk napisany w Łodzi w r. 1911: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Jakby tu miasto przystroić w rym? &lt;br /&gt;
   Miasto jesienią, posępne, nudne ... &lt;br /&gt;
   Szary i siny i bury ,dym &lt;br /&gt;
   I kraty ulic, skupione, brudne. &lt;br /&gt;
   Z okien swych widzę mdły nieba łach,&lt;br /&gt;
   Podwórze pełne wapna i gliny, &lt;br /&gt;
   Mury fabryczne, spękany dach &lt;br /&gt;
   I rozrzucone wszędzie kominy. &lt;br /&gt;
   Więc jak tu miasto ustroić w rym? &lt;br /&gt;
   ...Mgła, szarość, smutek, kominy, dym... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;!--&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
--&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{|align=&amp;quot;center&amp;quot; &lt;br /&gt;
|colspan=&amp;quot;2&amp;quot;|[[Grafika:Lodz_poddebski.png]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|align=&amp;quot;left&amp;quot;|Łódź&lt;br /&gt;
|align=&amp;quot;right&amp;quot;|fot. Henryk Poddębski&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspomniałem o Helenowie. Był ta dla nas, dzieci łódzkich, zaczarowany ogród. Wysokie cieniste drzewa, piękne klomby, trawniki, stawy, graty i zwierzęta w klatkach. Odbywały się tam feeryczne zabawy z fajerwerkami, lampjonami, serpentinami, confetti... Rżnęły dwie orkiestry; Niemcy pili piwo. (&amp;quot;Schützfest&amp;quot; czy jak to się tam nazywało); wątłe dziewczęta fabryczne piszczały w ciemnych krzakach; udekorowani cykliści udawali generałów; puszczano balon na uwięzi; na loterji fantowej można było wygrać prosię i maszynę da szycia. Potem zawsze był deszcz. Pędziło się do tramwaju, do zielonej czwórki. Łodzianie! czy zielona czwórka ciągle jeszcze idzie z Widzewa do Helenowa i z powrotem? A może nie z Widzewa lecz z Górnego Rynku? Bardzo mi smutno, że już nie pamiętam... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Ty - czy pamiętasz ten wrześniowy wieczór w Helenowie? Ten ze scherzem b-moll. A spacer po Lipowej, Podleśnej i Pańskiej pamiętasz? A wiatr i białe płaty na Pustej? A tę uliczkę (Kolejną czy Węglową?) która z Krótkiej prowadziła na dworzec? Wyobraź sobie, że się już inaczej nazywa, że ją jakoś uporządkowano, oczyszczono, zeuropeizowano nieomal. Co za brak szacunku dla... zabytków! Czy nie uważasz, że powinna była zastać nietknięta: ciemna, głucha, zrozpaczona... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;*** &amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inne jeszcze nazwy ulic: Pasaż Szulca, Pasaż Majera (&amp;quot;Na ulicy Majera szuka panna frajera&amp;quot;), Andrzeja, Przejazd, Nawrot, Ewangelicka, Główna, Wólczańska, Rzgowska, 	Lutomierska, Brzezińska, Drewnowska, Cegielniana, Kamienna, Wschodnia, Zachodnia, Północna, Zawadzka, Długa, Konstantynowska... A na Bałutach m. in.: Teppera, Fiszera, Rajtera, Zimmera, Maurera... I gdzieś na samym krańcu miasta: ulica Pitagorasa. A na przeciwległym: Demokratyczna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łódź otaczają przedmieścia: Radogoszcz, Doły, Stoki, Zarzew, Chojny, Rokicie, Retkinia, Bruss, Żabieniec... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O nazwach ulic i przedmieść w rozmaitych miastach wartoby napisać całą rozprawę. W tych imionach odbija się oblicze miasta. Posłuchajmy: Tkacka, Fabryczna, Składowa, Przędzalniana, Towarowa, Przemysłowa, Kanałowa, Wapienna, Głucha, Ciemna, Pusta, Cmentarna... oraz ulica Golca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;*** &amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisać o nędzy proletarjatu łódzkiego, o wyżółkłych ojcach, wychudłych matkach, gruźliczych dzieciach, szczurzych podwórzach, cuchnących rynsztokach, ciemnych norach zwanych jeszcze &amp;quot;mieszkaniami&amp;quot; (przyszłość je dopiero po imieniu nazwie: to są groby, za które ci nędzarze płacić muszą za życia komorne), pisać o potwornych warunkach &amp;quot;higjenicznych&amp;quot;, na które skazana jest ludność największego po Warszawie miasta wolnej, niepodległej Polski, ludność, która w r. 1905 najobficiej zalała krwią &amp;quot;polski Manchester&amp;quot;, pisać o tych, co skazani na oddychanie dymem, kurzem, sadzą, wyziewami farbiarni i wychodków, bez nadziei patrzą, jak się kolos przemysłowy rozkłada i stacza, jak się poprostu staje niepotrzebny, staje się kulą u nogi rolniczego kraju, -- nie, o tem pisać nie mogę. Łódź bezrobotna, to absurd. Łódź, której kominy nie dymią, to cmentarz. Tragicznym banałem brzmiałaby każde sławo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rok 1905. Kałmucy ze srebrnemi kolczykami w uszach jadą stępa na małych konikach. Trzymają gotowe do strzału karabiny. Patrzą wgórę. Nie otwierać okien, bo zastrzelą. Na rogu grupka robotników. Kałmuk spina konika ostrogami, wpada śród nich, bije kolbą. Rozpierzchli się. Na ulicy pusto i cicho, tylko podkowy człapią w chodnik. Stuknął rewolwer. Drugi wystrzał, trzeci... Kałmucy galopują, strzelają naoślep. Dopadli młodega chłopca w granatowej bluzie. Kula w czoło. Chłopiec rozkrzyżował się na płocie, zdziwiony że go zabili, -- i runął w kałużę własnej krwi. Kałmucy pędzą dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Wywrócony tramwaj na Piotrkowskiej. &amp;quot;Tram wpoprzek ulicy&amp;quot;. Beczki, deski, drabiny, druty - barykada. Śród tego rumowiska czają się ludzie. Za niespełna dziesięć lat będą się taksamo czaili w okapach. Zza rogu, ostrożnie, z nastawionemi karabinami, wynurza się oddział policji. I już strzelanina. Matka porywa mnie z balkonu do pokoju. Na ulicy trzask, krzyki, tętent. Wszystko trwało parę sekund. Wychylam głowę przez drzwi balkonu. Kilku leży nieruchomo. I miota się, leżąc, zdychający koń z przytroczonym kozakiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Kiedyś o czwartej popołudniu zaczęły przeraźliwie wyć w całem mieście syreny fabryczne. Ulice zaroiły się niezliczonemi tłumami robotników. Co się stało? W mieście ma być pogrom. Podobno na Nowomiejskiej już biją. Kto bije i kogo? Chuligani Żydów. Przyjechali dziś z Białegostoku, żeby bić i rabować. Więc robotnicy wyruszyli z fabryk, żeby bronić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
... Czarny, zwarty tłum wypełnia szczelnie ulicę. Tę czerń (mówię o kolorze) przerzynają na całą szerokość ulicy purpurowe wstęgi wieńców: &amp;quot;Ofiarom carskich zbirów.. Z tej czerni, jak płomienie, wybuchają co parę kroków czerwone sztandary. Tłum śpiewa: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Dalej więc, dalej więc nieśmy śpiew, &lt;br /&gt;
   Nasz sztandar płynie ponad trony,&lt;br /&gt;
   Niesie on zemsty grom, ludu gniew, &lt;br /&gt;
   Przyszłości rzucając siew, &lt;br /&gt;
   A kolor jego jest czerwony, &lt;br /&gt;
   Bo na nim robotników krew. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozdają proklamacje i &amp;quot;Robotnika&amp;quot;, drukowanego przy ul. Wschodniej przez Józefa Piłsudskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Panny w Kraszewie, Bedoniu, Andrespolu, na Wiśniowej Górze i innych podmiejskich letniskach czytają broszurki: &amp;quot;Karl Marx i jewo uczenje&amp;quot;, &amp;quot;Czto takoje socjalizm?&amp;quot;, &amp;quot;Praca i kapitał... Dostarczają im tej lektury czarni, brodaci studenci w binoklach. Niejeden z nich rządzi dzisiaj zaprzyjaźnioną republiką sowietów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reymont nazwał Łódź &amp;quot;ziemią obiecaną&amp;quot;, Bartkiewicz - &amp;quot;złem miastem&amp;quot;. Mówią też: &amp;quot;polski Manchester&amp;quot;, &amp;quot;gród bawełniany&amp;quot;, &amp;quot;kominogród&amp;quot;. Wszystko to dzisiaj już nic nie znaczy. Miasto przeżywa tragedję. Kolos a nędzarz, olbrzym wegetujący, którego ogrom nie ma dziś ani sensu ani usprawiedliwienia. Miasto bez tradycji, bez podania, bez mitu, bez ogniw łączności z historją i kulturą narodu. Rok 1905, to jego jedyna legenda. Sąsiednia Łęczyca ma chociaż Borutę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;div align=&amp;quot;center&amp;quot;&amp;gt;***&amp;lt;/div&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze pismo polskie w Łodzi &amp;quot;Dziennik Łódzki&amp;quot; ukazało się dn. 6 stycznia 1884 r. Drukował je mój dziadek Leon Krukowski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Wspomnienia o Łodzi&lt;br /&gt;
|Published=Wiadomości Literackie&lt;br /&gt;
|Nr=33&lt;br /&gt;
|Data=1934&lt;br /&gt;
|Strona=19&lt;br /&gt;
|Przedruk=&lt;br /&gt;
|Uwagi=W związku z artykułem zob.: J. Rembieliński: ''Wspomnienia poety żydowskiego o Łodzi'', Myśl Narodowa, nr 36, Warszawa, 1934; również: ''Przygoda pana Tuwima'' [nota o znieważeniu Tuwima w cukierni Ziemiańskiej przez &amp;quot;przedstawiciela łódzkiej młodzieży żydowskiej&amp;quot;], ''Gazeta Warszawska'', 19.08.1934 r, nr 247.&lt;br /&gt;
|Źródło=wg WL&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wielka_Teodora&amp;diff=107</id>
		<title>Julian Tuwim - Wielka Teodora</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wielka_Teodora&amp;diff=107"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Motto: &amp;quot;''Bolszaja Feduła -- da dura''&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Hen, na stepie, na ponurym stepie,&lt;br /&gt;
   Pod brzmieniem szarych chmur jesiennych,&lt;br /&gt;
   Kędy z wichrem hula zła &amp;quot;taska&amp;quot;,&lt;br /&gt;
   Kędy płynie mać szeroko Wołga,&lt;br /&gt;
   A myśl nudą po ziemi się czołga,&lt;br /&gt;
   Pośród dni rozpacznie bezpromiennych,&lt;br /&gt;
   Hen, na wielkim prawosławnym stepie&lt;br /&gt;
   Wstało słońce jak krwawiące ślepie,&lt;br /&gt;
   I wstał Szatan szkarłatny, złowrogi,&lt;br /&gt;
   Z krzykiem &amp;quot;Swaboda&amp;quot;!&lt;br /&gt;
   I spieniła się wołżańska woda,&lt;br /&gt;
   Uderzyła w brzegi dziką mocą,&lt;br /&gt;
   Śmiechem zawył wicher nad północą&lt;br /&gt;
   I podniosły się z pomrukiem gniewu&lt;br /&gt;
   W złej niewoli zdziczałe miliony,&lt;br /&gt;
   Zmiotły trony, zdeptały korony,&lt;br /&gt;
   I triumfem mocy niespętanej,&lt;br /&gt;
   Przy chichocie szatańskiego śpiewu&lt;br /&gt;
   Poszły w tany!&lt;br /&gt;
       Ech w tany!&lt;br /&gt;
       Mróz jakucki,&lt;br /&gt;
       Skwar kałmucki,&lt;br /&gt;
       Ech, w tany!&lt;br /&gt;
       Kajdany&lt;br /&gt;
       Brzęczą, brzęczą,&lt;br /&gt;
       Tańczy barin, tańczy chłop,&lt;br /&gt;
       Tańczy gruby protopop,&lt;br /&gt;
       Chan tatarski, mużyk fiński,&lt;br /&gt;
       Poszli wszyscy w kamariński,&lt;br /&gt;
       Car kazański, astrachański,&lt;br /&gt;
       Ech, ludziom grzech!&lt;br /&gt;
       Ech, kurom śmiech!&lt;br /&gt;
       Jeden pląsa, drugi zdechł.&lt;br /&gt;
       Świśnie nahajka,&lt;br /&gt;
       Brzęknie bałałajka,&lt;br /&gt;
       Nu-ka,&lt;br /&gt;
       To ci nauka!&lt;br /&gt;
       Ech, mołodajka,&lt;br /&gt;
       Wódki podawaj-ka&lt;br /&gt;
       Trepakom, pakom, pakom,&lt;br /&gt;
       Nu w prysiudy&lt;br /&gt;
       Drobniusieńko,&lt;br /&gt;
       Nu -- w prysiudy&lt;br /&gt;
       Malusieńko.&lt;br /&gt;
       A wywijaj,&lt;br /&gt;
       A wybijaj,&lt;br /&gt;
       Kułakom!&lt;br /&gt;
       Uch -- tan, tan kamarińskij,&lt;br /&gt;
       Uch -- lud, lud sukinsyńskij,&lt;br /&gt;
       Zatańczyli, zakrążyli,&lt;br /&gt;
       Pili, pili, nie płacili,&lt;br /&gt;
       W zuby bili i wybili.&lt;br /&gt;
       Ech, ludziom grzech,&lt;br /&gt;
       Ech, kurom śmiech.&lt;br /&gt;
       Tańczy naród miejski, wiejski&lt;br /&gt;
       A szeroko -- po rasiejski.&lt;br /&gt;
       Po ichniemu, po pijanemu,&lt;br /&gt;
       W pulchnych skibach czarnoziemu&lt;br /&gt;
       I w kałużach skrzepłej krwi.&lt;br /&gt;
       Jak swaboda -- to swaboda,&lt;br /&gt;
       Pal i tłucz i niszcz i rwij.&lt;br /&gt;
       W łby cerkiewne bije grom,&lt;br /&gt;
       Płonie dwór i płonie dom,&lt;br /&gt;
       Tańczy potwór bizantyjski,&lt;br /&gt;
       Tańczy pijany chłop rosyjski&lt;br /&gt;
       Trepakom, pakom, pakom.&lt;br /&gt;
   A kiedy wytańczycie &amp;quot;tasku&amp;quot; pośród zgliszczy,&lt;br /&gt;
   Gdy wszystko wyrównacie, nawet miasta z ziemią,&lt;br /&gt;
   Gdy plon olbrzymi wieków krwawa ręka zniszczy,&lt;br /&gt;
   A czarne pięści -- usta proroków oniemią,&lt;br /&gt;
   Gdy gramotnych nie będzie -- jeno rządy tłuszczy&lt;br /&gt;
   Rozleją się powodzią po zmurszałym świecie,&lt;br /&gt;
   Wstanie On, wytęskniony, wstanie &amp;quot;cham griaduszczyj&amp;quot;&lt;br /&gt;
   I do nowego bóstwa modlić się zaczniecie.&lt;br /&gt;
   Jeszcze się dawne duchy wcielą w dawnych zbirów,&lt;br /&gt;
   Powstaną Wielkie Piotry i Groźne Iwany,&lt;br /&gt;
   Wstanie na czarnym stepie zwierz z waszych Kumirów,&lt;br /&gt;
   Gdzie niedawno promieniał Lew z Jasnej Polany.&lt;br /&gt;
   W tłumy znów zaczną prażyć cudotwórcze lufy,&lt;br /&gt;
   Tam, gdzie z krzykiem &amp;quot;Swaboda&amp;quot; brzmiał krzyk &amp;quot;Żgi! Nasiłuj!&amp;quot; --&lt;br /&gt;
   Znów z Carewokokoszajska, Riazania i Ufy&lt;br /&gt;
   Usłyszymy błagalne &amp;quot;Hospodi Pamiłuj&amp;quot;.&lt;br /&gt;
   I znów z krestnym chodem pójdą grube popy,&lt;br /&gt;
   Aby carom na Kremlu dać ikonę w darze,&lt;br /&gt;
   Znów z krzykiem miljonowym ruszą w pochód chłopy:&lt;br /&gt;
   &amp;quot;Och wierni ci będziemy, słonko hosudarze!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Wielka Teodora&lt;br /&gt;
|Published=Sowizdrzał&lt;br /&gt;
|Nr=14&lt;br /&gt;
|Data=1918&lt;br /&gt;
|Strona=3&lt;br /&gt;
|Przedruk=''Estrada'', nr 4 z 1918 r, str. 36.  Istnieje tłumaczenie na j. rosyjski: A. Grojnim, &amp;quot;Warszawskoje Słowo&amp;quot;, Warszawa 1920, str. 6.&lt;br /&gt;
|Uwagi=Po raz pierwszy utwór ten wykonywała [[repertuar::Maria Strońska]] w kabarecie [[Czarny Kot]] [[data::19.03.1918|19. marca 1918]] r. (Inf.: Polski Tygodnik Humorystyczny, nr 13 z 1918 r, Warszawa). Muzykę do tej melodeklamacji komponował [[kompozytor::Jerzy Petersburski]]. W wywiadzie udzielonym w 1952 r Januszowi Stradeckiemu, Tuwim wymienił ten utwór jako jedyną swoją pozycję o tendencji antyradzieckiej.&lt;br /&gt;
W 1950 r. fragmenty &amp;quot;Wielkiej Teodory&amp;quot; znalazły się na 4 stronie &amp;quot;Wiadomości&amp;quot; &amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;wiadomosci-wielka-teodora&amp;lt;/bibref&amp;gt; w nawiązaniu do indywidualnego, hołdowniczego listu wysłanego przez Tuwima do Stalina w grudniu 1949 r.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
W ''Kabaretiana'' w drugiej linijce wersja: &amp;quot;Pod brzemieniem&amp;quot;&lt;br /&gt;
|Źródło=Estrada&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibreferences/&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Pie%C5%9B%C5%84_suchotnik%C3%B3w&amp;diff=109</id>
		<title>Julian Tuwim - Pieśń suchotników</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Pie%C5%9B%C5%84_suchotnik%C3%B3w&amp;diff=109"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;(Nuta: ''&amp;quot;Danse du ventre&amp;quot;'')&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
              I&lt;br /&gt;
   Gdy się nudzisz, to zacznij&lt;br /&gt;
   Łbem o ścianę tłuc,&lt;br /&gt;
   Lub zaśpiewaj wraz z nami&lt;br /&gt;
   Pieśń wyplutych płuc.&lt;br /&gt;
   A my wszyscy kumotry,&lt;br /&gt;
   Suchotniki i łotry,&lt;br /&gt;
   Plujmy krwią, krwią, krwią!... (bis)&lt;br /&gt;
   Nasza pieśń niebywała&lt;br /&gt;
   Płynie z rynsztoków,&lt;br /&gt;
   Wypiekami twarz pała&lt;br /&gt;
   Jadem krwotoków.&lt;br /&gt;
   Wiwat dziewka--ulica!&lt;br /&gt;
   Nim nas zdusi gruźlica,&lt;br /&gt;
   Plujmy krwią, krwią, krwią!... (bis)&amp;lt;BR/&amp;gt;&amp;lt;BR/&amp;gt;&lt;br /&gt;
             II&lt;br /&gt;
   Człek się miota i rzuca,&lt;br /&gt;
   Isty ,,Drang und Sturm''&lt;br /&gt;
   Lepiej wypluć swe płuca&lt;br /&gt;
   W rytm pijackich surm.&lt;br /&gt;
   A na naszych chusteczkach&lt;br /&gt;
   Ogród w krasnych kwiateczkach,&lt;br /&gt;
   Siany krwią, krwią, krwią!... (bis)&lt;br /&gt;
   Zostawiła dziedziczność&lt;br /&gt;
   Nam upominki&lt;br /&gt;
   Nasz ratunek--alkohol,&lt;br /&gt;
   No i dziewczynki!&lt;br /&gt;
   Nikotynką się trujmy&lt;br /&gt;
   A co szkodzi, wyplujmy&lt;br /&gt;
   Z własną krwią, krwią, krwią! (bis)&amp;lt;br/&amp;gt;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
            III&lt;br /&gt;
   A gdy ujrzysz, że koniec&lt;br /&gt;
   Następuje&lt;br /&gt;
   To pamiętaj, że wtedy&lt;br /&gt;
   Też się pluje!&lt;br /&gt;
   Daj nam druchu dar bratni ---&lt;br /&gt;
   Z płuc kawałek ostatni&lt;br /&gt;
   Z krasną krwią, krwią, krwią! (bis)&lt;br /&gt;
   Bo i ja -- gdy mnie wreszcie&lt;br /&gt;
   Kuma --- śmierć zmoże,&lt;br /&gt;
   Na kanapę się tylko&lt;br /&gt;
   Smutnie położę!&lt;br /&gt;
   Raz się jeno uśmiechnę&lt;br /&gt;
   Splunę, psiakrew i zdechnę ---&lt;br /&gt;
   Splunę krwią, krwią, krwią&lt;br /&gt;
   Czarną krwią, krwią, krwią!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Pieśń suchotników&lt;br /&gt;
|Published=Trubadur Polski&lt;br /&gt;
|Nr=12&lt;br /&gt;
|Data=1921&lt;br /&gt;
|Strona=2&lt;br /&gt;
|Przedruk=&lt;br /&gt;
|Uwagi=W oryginale podpisane pseudonimem Jan Wim; Najprawdopodobniej nigdzie nie przedrukowywane.&lt;br /&gt;
|Źródło=wg Trubadura&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Spacer&amp;diff=111</id>
		<title>Julian Tuwim - Spacer</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Spacer&amp;diff=111"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:31Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;&amp;lt;font size=&amp;quot;-1&amp;quot;&amp;gt;(Piosenka wiosenna oraz wiosenna piosenka)&amp;lt;/font&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Więc leciutko w brzozowy gaik,&lt;br /&gt;
   Maj na głowie, zielony maik,&lt;br /&gt;
   Trochę na bakier przechylony.&lt;br /&gt;
   W piórrr -- kach!&lt;br /&gt;
   Trochę na wylot przestrzelony&lt;br /&gt;
   W dziurrr -- kach!&lt;br /&gt;
   Zie -- lo -- ny.&lt;br /&gt;
           tadarata&lt;br /&gt;
   ziel -- lo --ny!&amp;lt;BR/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Poświstują witki w gaiku&lt;br /&gt;
   A wiatrunio w kapelusiku...&lt;br /&gt;
   Niebo, w niebieski skarb zasobne.&lt;br /&gt;
   (Bo -- gacz!)&lt;br /&gt;
   Rzuca na trawę modre drobne&lt;br /&gt;
   (Zo -- bacz!)&lt;br /&gt;
   Nie -- praw -- do&lt;br /&gt;
          tadarata&lt;br /&gt;
   po -- do -- bne!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Lecą świecąc jasne pieniążki,&lt;br /&gt;
   Krążki cieplne, świetlane prążki,&lt;br /&gt;
   Trzcinką -- chaplinką je roztrącam&lt;br /&gt;
   Lek -- ko!&lt;br /&gt;
   O, giovinezza, giovinąca,&lt;br /&gt;
   Ec -- co!&lt;br /&gt;
   Kwi -- tną -- ca&lt;br /&gt;
          tadarata&lt;br /&gt;
   Kwi -- tną -- ca!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul= Spacer&lt;br /&gt;
|Published=Szpilki&lt;br /&gt;
|Nr=17&lt;br /&gt;
|Data=1936&lt;br /&gt;
|Strona=8&lt;br /&gt;
|Przedruk=''Kalendarz &amp;quot;Szpilek&amp;quot; 1955'', Warszawa 1955, str. 36&lt;br /&gt;
|Uwagi=Wiersz ilustrowany rysunkiem Mai Berezowskiej przedstawiającym Tuwima;&lt;br /&gt;
|Źródło=wg Szpilek&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Limeryki:W_Polsce&amp;diff=79</id>
		<title>Limeryki:W Polsce</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Limeryki:W_Polsce&amp;diff=79"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;==Wstęp==&lt;br /&gt;
Również w Polsce forma ta szeroko się rozpowszechniła, o czym może świadczyć fakt, iż limerykami parali się np. [[Julian Tuwim]], [[Konstanty Ildefons Gałczyński]], [[Wanda Chotomska]], a obecnie m.in. [[Wisława Szymborska]], [[Stanisław Barańczak]] i inni. Oczywiście limerykowanie nie ogranicza się do utytułowanych poetów czy pisarzy, o czym świadczy spora ilość publikacji książkowych, a także częste publikacje prasowe w ostatnich latach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Różnorodność form limeryków opisał [[Stanisław Barańczak]] w siódmym rozdziale książki ''Pegaz zdębiał. Poezja nonsensu a życie codzienne. Wprowadzenie w prywatną teorię gatunków''.&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@BOOK{baranczak-pegaz-1995,&lt;br /&gt;
  title = {Pegaz zdębiał. Wprowadzenie w prywatną teorię gatunków.},&lt;br /&gt;
  publisher = {Puls Publications Ltd},&lt;br /&gt;
  year = {1995},&lt;br /&gt;
  author = {Barańczak, Stanisław},&lt;br /&gt;
  address = {Londyn},&lt;br /&gt;
  pages = {240},&lt;br /&gt;
  isbn = {1-85917-045-5},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
Można znaleźć tam breweryk, chimeryk, desperyk, likieryk a nawet szymberyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek Kucharczyk pisał:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Z całą pewnością wzmiankowane opracowanie nie wyczerpuje bogactwa podgatunków, odmian, form, mutacji i wariacji... Ogromne pokłady inwencji kryją się nieodkopane jeszcze w wielu z nas. Niech przykładem tu będzie masa listów jaka dotarła do Gazety Wyborczej po publikacji artykułu pt: ''Żyje sobie limeryk w Krakowie'' (Magazyn 52/251, patrz też: Limeryki od czytelników, Magazyn 8/259).&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
Polskim zagłębiem limerykowym jest z pewnością Kraków. Może to szczególna krakowska atmosfera: trochę duszna, trochę ulotna, trochę tu dulszczyzny, wiele frywolności. Chyba nigdzie w Polsce nie mogła się zrodzić Wielka Xięga Limeryków (''Liber Limericorum to jest Wielka Xięga Limeryków i Innych Utworów Ku Czci Jej Wysokości Królowej Loży Teresy Walas jako też przy Innych Okazjach Sposobnych przez Limeryczną Lożę Jej Admiratorów Ułożonych'', TAiWPN Universitas, Kraków 1997).&amp;quot;&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@UNPUBLISHED{kucharczyk-limeryki-1998,&lt;br /&gt;
  author = {Marek Kucharczyk},&lt;br /&gt;
  title = {Limeryki},&lt;br /&gt;
  year = {1998},&lt;br /&gt;
  url = {http://biotop.umcs.lublin.pl/users/geobot/limeryki.htm},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I niewątpliwie w Krakowie limeryki mają się dobrze, skoro niedawno (w lutym 2006 r) ukazał się zbiór limeryków [[Michał Ruzinek|Michała Rusinka]], wykładowcy z UJ, a także sekretarza Wisławy Szymborskiej. Z Krakowem też zwiazane były Anna Bikont i Joanna Szczęsna, autorki książki ''Limeryki, czyli o plugawości i promienistych szczytach nonsensu''&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@BOOK{bikont-lcopipsn1998,&lt;br /&gt;
  title = {Limeryki czyli o plugawości i promienistych szczytach nonsensu},&lt;br /&gt;
  publisher = {Prószyński i S-ka},&lt;br /&gt;
  year = {1998},&lt;br /&gt;
  author = {Bikont, Anna and Szczęsna, Joanna},&lt;br /&gt;
  address = {Warszawa},&lt;br /&gt;
  edition = {1},&lt;br /&gt;
  pages = {88},&lt;br /&gt;
  isbn = {83-7180-991-3},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
, które -- idąc za Baring--Gouldem -- przytaczają zasady, jakimi rządzi się limeryk:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
    &amp;quot;Limeryk jest rymowaną anegdotą.&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Pierwszy wers przedstawia bohatera i miejsce akcji. Wers ten najczęściej kończy się nazwą miejscowości.&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    W następnej linijce powinna się zawiązać akcja i pojawić zapowiedź dramatu, konfliktu, kryzysu. Może się też pojawić druga postać. Rymuje się z pierwszym wersem.&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Trzeci i czwarty wers w klasycznym limeryku jest zawsze krótszy; chodzi o to, by wzmocnić efekt niespodzianki. W tym miejscu rozgrywa się zasadnicza akcja, tu mamy do czynienia z kulminacją wątku dramaturgicznego. Pojawia się nowy rym, który silnie wiąże ze sobą oba te wersy.&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Ostatnia linijka przynosi rozwiązanie, najlepiej nieoczekiwane, nonsensowne, no i ma się rozumieć, zabawne. Rymuje się z pierwszym i drugim wersem, dając strukturę AABBA. Kiedyś była echem linijki pierwszej, ale większość współczesnych limerystów zrezygnowała z tego, uważając, ze takie powtórzenie zubaża i treść, i formę.&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Schemat fabularny jest prosty, jak w klasycznym limeryku przystało: bohater pochodzący z określonego miejsca robi (zdarza mu się) coś niezwykłego, co pociąga za sobą zaskakujące (dla czytelnika) następstwa.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
==Początki==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracając jednak do historii limeryku w Polsce: Henryk Markiewicz pisał:&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@INBOOK{markiewicz-zabawy-1998a,&lt;br /&gt;
  chapter = {Odkrywanie Limeryki},&lt;br /&gt;
  title = {Zabawy literackie},&lt;br /&gt;
  publisher = {Oficyna Literacka},&lt;br /&gt;
  year = {1998},&lt;br /&gt;
  author = {Henryk Markiewicz},&lt;br /&gt;
  address = {Kraków},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
W pamięci Ignacego Balińskiego &lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@ARTICLE{balinski-rzecz-1941,&lt;br /&gt;
  author = {Baliński, Ignacy},&lt;br /&gt;
  title = {Rzecz o limerykach},&lt;br /&gt;
  journal = {Wiadomości Polskie, Londyn},&lt;br /&gt;
  year = {1941},&lt;br /&gt;
  number = {33},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
zachował się -- by tak rzec -- protolimeryk polski, umieszczony w jakimś kalendarzu humorystycznym już około r. 1890, podobno pióra lekarza, dra Romana Jasińskiego (1854-1898):&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Niosła Magda karafijoł,&lt;br /&gt;
    Wojtek ją w ogrodzie mijoł. &lt;br /&gt;
       Tak im się ręce splotły, &lt;br /&gt;
       Że karafijoł zgniotły, &lt;br /&gt;
    Potem się Wojtek od lamentów wywijoł. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeglądając przedwojenne czasopisma satyryczne można natknąć się na limerykoidalną satyrę polityczną anonimowego autora zatytułowaną ''Nieco z Prus Wschodnich o niejakim panu Worgitzkim''.&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@ARTICLE{-nieco-1930,&lt;br /&gt;
  title = {Nieco z Prus Wschodnich o niejakim panu Worgitzkim},&lt;br /&gt;
  journal = {Mucha},&lt;br /&gt;
  year = {1930},&lt;br /&gt;
  pages = {5},&lt;br /&gt;
  number = {8},&lt;br /&gt;
  address = {Warszawa},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Pan Worgitzki, pruski mruk,&lt;br /&gt;
   To nielada Polski wróg,&lt;br /&gt;
      W Prusach Wschodnich z tego słynie,&lt;br /&gt;
      Że wciąż głosi: -- Polska zginie,&lt;br /&gt;
   Lada dzień ją zwali z nóg.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Tak już przed dziesiątkiem lat,&lt;br /&gt;
   Gdy Kraj wyjrzał nasz na świat,&lt;br /&gt;
      Pan Worgitzki głos wysila:&lt;br /&gt;
      -- Jeszcze moment -- jeszcze chwila,&lt;br /&gt;
   Zetnie Polskę losu bat.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Przeminął Wolności rok,&lt;br /&gt;
   Znów ma słów na ustach tłok&lt;br /&gt;
      Pan Worgitzki, znowu drze się:&lt;br /&gt;
      -- Życie dziś zgon Polsce niesie,&lt;br /&gt;
   Już ją chwyta śmierci smok.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Znowu przeleciał rok, czy dwa,&lt;br /&gt;
   Pan Worgitzki przy swem trwa:&lt;br /&gt;
      -- Sekundeczka -- minuteczka,&lt;br /&gt;
      A rozpęknie Polski beczka,&lt;br /&gt;
   Już Kostusia za nią gna.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Szósty rok przeleciał już,&lt;br /&gt;
   Pan Worgitzki w gronie wróż:&lt;br /&gt;
      -- Patrzcie, o Landsmani moi,&lt;br /&gt;
      Polska nad przepaścią stoi,&lt;br /&gt;
   Nie wytrzyma losu burz.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Jedenaście przeszło zim,&lt;br /&gt;
   Pan Worgitzki tworzy rym:&lt;br /&gt;
      -- Gardło swe stawię na to,&lt;br /&gt;
      Jeszcze zima ta i lato,&lt;br /&gt;
   A po Polsce mgła i dym.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   O Worgitzki, drabie ty,&lt;br /&gt;
   Coś na Polskę jak bies, zły,&lt;br /&gt;
      Podziobią was wszystkich kruki,&lt;br /&gt;
      Zdechniesz ty i twe prawnuki,&lt;br /&gt;
   A będziemy istnieć my.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z 1933 roku pochodzi wiersz Juliana Tuwima, w którym druga zwrotka do złudzenia przypomina limeryk:&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@ARTICLE{tuwim-rewanz-1933,&lt;br /&gt;
  title = {Rewanż sentymentalny},&lt;br /&gt;
  journal = {Cyrulik Warszawski},&lt;br /&gt;
  year = {1933},&lt;br /&gt;
  pages = {8},&lt;br /&gt;
  number = {26},&lt;br /&gt;
  address = {Warszawa},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Rewanż sentymentalny&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Rzecz między nami była cicha,&lt;br /&gt;
   Bez żadnych słów.&lt;br /&gt;
   Westchnąłem Panią, jak się wzdycha&lt;br /&gt;
   Gałęzią bzów.&amp;lt;br/&amp;gt;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Spojrzała Pani tak promiennie,&lt;br /&gt;
   Że obiecuję najsolenniej:&lt;br /&gt;
   Gdy tylko ujrzę gałąź bzów,&lt;br /&gt;
   Na przyszłą wiosnę, westchnąć znów...&lt;br /&gt;
   I to -- znamiennie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
===Gałczyński i Tyszkiewicz===&lt;br /&gt;
[[Konstanty Ildefons Gałczyński]] wspólnie z Michałem Tyszkiewiczem byli pierwszymi, którzy świadomie użyli terminu ''limeryk''; już w 1935 roku&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@ARTICLE{gałczynski-limericks-1935,&lt;br /&gt;
  author = {Gałczyński, Konstanty Ildefons},&lt;br /&gt;
  title = {Limericks czyli czar bredni},&lt;br /&gt;
  journal = {Kurier Poranny},&lt;br /&gt;
  year = {1935},&lt;br /&gt;
  pages = {14},&lt;br /&gt;
  number = {83},&lt;br /&gt;
  note = {limeryki napisane wspólnie z Michałem Tyszkiewiczem, zamieszczone&lt;br /&gt;
	w dziale &amp;quot;Duby Smalone&amp;quot; prowadzonym przez Mirę Zimińską},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt; &lt;br /&gt;
opublikowali pierwsze &amp;quot;limeryki&amp;quot;. Oto co poeta sam pisał na ten temat:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;p&amp;gt;&amp;quot;Czterowierszowe zwrotki, których treść winna jak najbardziej zbliżać się ku promienistym szczytom nonsensu --- oto limericks. Twórcą limeryku jest romantyczny pastor angielski Limericks, tan sam, który na wieść o śmierci Stalby'a wykrzyknął:&lt;br /&gt;
&amp;lt;/p&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;p&amp;gt;--- A nie mówiłem? Ostrożnie z pomidorami!&amp;lt;/p&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;p&amp;gt;Jako członkowie Akademii Bezwzględnych postanowiliśmy pomnożyć wespół z p. M. Tyszkiewiczem skarbiec literatury rodzimej drogą transplantacji gatunku limericks. Oto pierwsze rezultaty naszych wysiłków.&amp;quot;&amp;lt;/p&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Francuski minister Laval&lt;br /&gt;
    chciał Amery* zrobić kawał.&lt;br /&gt;
    Myślał, myślał cały poń**,&lt;br /&gt;
    w końcu ryknął: -- La Pologne!&lt;br /&gt;
       * ce&lt;br /&gt;
       ** edziałek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Bucefała gdy odkryto,&lt;br /&gt;
    zardzewiałe miał kopyto...&lt;br /&gt;
    Czyżby figlarz sam tak mógł&lt;br /&gt;
    nie pilnować swoich nóg!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    By spodobać się Sarmatom,&lt;br /&gt;
    Jeans na jabłko rozbił atom.&lt;br /&gt;
    Oczywiście szkoda trudu,&lt;br /&gt;
    gdy kto męczy się dla ludu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Pewien pan nazwiskiem Pontem&lt;br /&gt;
    trzy dni stał nad morza frontem.&lt;br /&gt;
    Hej, narodzie, dosyć pomp!&lt;br /&gt;
    Ty się lepiej częściej kąp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Bartosz Głowacki, choć nie znał kakao,&lt;br /&gt;
    przecież się okrył nieśmiertelną chwałą.&lt;br /&gt;
    Albrecht kakao zna i różne placki,&lt;br /&gt;
    a jednak nie jest Bartosz Głowacki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    ,,Marsz, marsz, ułani!'' -- wołał wuj Protazy,&lt;br /&gt;
    ,,Vivat'', ,,Niech żyją!'' -- wszystko po trzy razy.&lt;br /&gt;
    Dzisiaj w szpitalu opuszczony leży --&lt;br /&gt;
    dawniej Protazy, a dzisiaj protezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z formalnego punktu widzenia nie są to limeryki i za takie nie powinne być uważane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
===Tuwim i Minkiewcz===&lt;br /&gt;
Niedługo potem grono limerystów powiększyło się o [[Janusz Minkiewicz|Janusza Minkiewicza]] i [[Julian Tuwim|Juliana Tuwima]]. Najpierw Minkiewicz samodzielnie opublikował ''Cztery limeryki'':&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@ARTICLE{minkiewicz-cztery-1936,&lt;br /&gt;
  author = {Minkiewicz, Janusz},&lt;br /&gt;
  title = {Cztery limeryki (z angielskiego)},&lt;br /&gt;
  journal = {Szpilki},&lt;br /&gt;
  year = {1936},&lt;br /&gt;
  pages = {4},&lt;br /&gt;
  number = {19},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Nowy poczmistrz przybyły do Kodnia&lt;br /&gt;
   Pojął trzy żony w ciągu tygodnia;&lt;br /&gt;
      Gdy go spytano, czy zawsze mieć zwykł trzy&lt;br /&gt;
      Odparł: -- Tak, jedna łatwo się sprzykrza,&lt;br /&gt;
   A bigamja, panowie, to zbrodnia!&amp;lt;br/&amp;gt;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Śniło się raz organiście,&lt;br /&gt;
   że zaczął jeść buty i gryźć je,&lt;br /&gt;
      Więc zimny oblał go pot,&lt;br /&gt;
      Ze wstrętem obudził się wlot&lt;br /&gt;
   I spostrzegł, że... rzeczywiście.&amp;lt;br/&amp;gt;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Piotr w samobójczej był wenie,&lt;br /&gt;
   Na szynach położył się z drżeniem&lt;br /&gt;
      I umarł... lecz z nudów poprostu,&lt;br /&gt;
      Bo pociąg 6.03 z Zawichostu&lt;br /&gt;
   Miał trzygodzinne spóźnienie.&amp;lt;br/&amp;gt;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Był pewien poeta z Ołyki,&amp;lt;ref&amp;gt;W późniejszych latach Ołyka została zmieniona na Ottykę.&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Co nie znał prawideł rytmiki,&lt;br /&gt;
      Spytano go raz, czy nie wstyd mu&lt;br /&gt;
      Tak pisać poezje bez rytmu?&lt;br /&gt;
   On na to: -- Tak, ale zawsze jestem zmuszony&lt;br /&gt;
      wsadzić w ostatnią linijkę każdego&lt;br /&gt;
      wiersza tak wielką ilość słów, że to&lt;br /&gt;
      właśnie psuje moich wszystkich utwo-&lt;br /&gt;
      rów szyki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rok później, pod pseudonimami Zenon Pseudecq i Jan Uszminkiewicz, opublikowali oni swoje utwory na łamach [[Szpilki|Szpilek]].&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@ARTICLE{pseudecq-limeryki-1937,&lt;br /&gt;
  author = {Pseudecq, Zenon and Uszminkiewicz, Jan},&lt;br /&gt;
  title = {Limeryki made in Poland},&lt;br /&gt;
  journal = {Szpilki},&lt;br /&gt;
  year = {1937},&lt;br /&gt;
  pages = {4},&lt;br /&gt;
  number = {37},&lt;br /&gt;
  address = {Warszawa},&lt;br /&gt;
  owner = {gsapijaszko},&lt;br /&gt;
  timestamp = {2006.04.19},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Janusz Minkiewicz pisał:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
Julian Tuwim był pierwszym, który zaraził się limerykami. Przeczytał kilka angielskich i dalej pisać polskie! Dopuścił mnie do tej zabawy i tak mistrz z czeladnikiem, licytując się wzajemnie co dziwaczniejszymi rymami, kropnęli w pewne wiejskie popołudnie pierwsze polskie rymeliki [...]&amp;quot;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaś w ''Pegaz dęba''&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@BOOK{tuwim-pegaz-1950,&lt;br /&gt;
  title = {Pegaz dęba, czyli Panopticum poetyckie},&lt;br /&gt;
  publisher = {Czytelnik},&lt;br /&gt;
  year = {1950},&lt;br /&gt;
  author = {Julian Tuwim},&lt;br /&gt;
  address = {Warszawa},&lt;br /&gt;
  edition = {1},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
Tuwim tak wspominał:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Arcyspeca swego i zelanta ma u nas ten rodzaj wierszyków w osobie Janusza Minkiewicza, z którym ułożyliśmy kilka takich &amp;quot;rymelików&amp;quot;... Nasze obłąkane strofy powstały w upalne lato r. 1936, gdyśmy razem spędzali wakacje. Upał był tak straszliwy, że... Słowem, oto one:&amp;quot;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało to miejsce w majątku Sikorz koło Płocka. Nieodłączną częścią każdego z tych rymelików był komentarz. Tekst przedstawionych poniżej rymelików pochodzi z książki J. Minkiewicza: ''Nic świętego''.&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
@BOOK{minkiewicz-nic-1939,&lt;br /&gt;
  title = {Nic świętego},&lt;br /&gt;
  publisher = {Gebethner i Wolff},&lt;br /&gt;
  year = {1939},&lt;br /&gt;
  author = {Janusz Minkiewicz},&lt;br /&gt;
  address = {Warszawa},&lt;br /&gt;
  edition = {1},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opublikowane limeryki zaopatrzone były we wstęp:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;p&amp;gt;Chyba nie trzeba wam tłumaczyć, co to jest limeryk. Wiecie doskonale, że jest to pięciowiersz humorystyczny, popularny w Anglji tak jak w Polsce fraszka. Znacie limeryki z przekładów i wiecie, że  zwykle wyglądają one mniej więcej tak:&lt;br /&gt;
&amp;lt;pre&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Ta-ra-ra ra-ra-ra ra-ri-ra,&lt;br /&gt;
   Ta-ri-ri ta-ra-ra ta-ti-ra,&lt;br /&gt;
   Ta-ri-ra ri-ra ri,&lt;br /&gt;
   Ta-ti-ra ti-ta ri,&lt;br /&gt;
   Ta-ram ta ta-ta-ra ra-ti-ra!&lt;br /&gt;
&amp;lt;/pre&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/p&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;p&amp;gt;Czy trafnie wywiązaliśmy się z zadania, czytelnik sam to osądzi poniżej. Koniecznem jest jednak zapoznanie się z przypisami podanemi na końcu, bez nich bowiem niektóre z naszych utworów mogłyby się wydać niezrozumiałe.&amp;lt;/p&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;p&amp;gt;Zapewne interesuje czytelników niewymownie, kto ukrywa się pod nazwiskiem Zenona Pseudeckqa?&amp;lt;/p&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;p&amp;gt;Jedno wam mogę powiedzieć. Wbrew przypuszczeniom i poszlakom nie jest ów sławny poeta, autor granej obecnie w teatrze Polskim &amp;quot;Jadzi-wdowy&amp;quot;, jest to zupełnie kto inny, ale nie mogę powiedzieć kto, bo mój szanowny wspólnik wyczerpany ważnemi sprawami tak zajmujących szeroki ogół społeczeństwa, odpoczywa sobie teraz w Montecatini. A może nie w Montecatini, w każdym razie jest teraz na urlopie, zdala od swego urzędu i ode mnie, tak, że nawet nie mógłbym się go zapytać czyby pozwolił na zdradzenie swego incognito.&amp;lt;/p[&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Raz pewien młody ichtiozaur&lt;br /&gt;
    Był na wystawie &amp;quot;Des Beaux Arts&amp;quot;;&lt;br /&gt;
       Gdy spojrzał na dzieła,&lt;br /&gt;
       Ochota go wzięła,&lt;br /&gt;
    By pożreć je wszystkie. I pożarł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Nasz pierwszy limeryk jest dość przejrzystą satyrą na wpuszczanie młodych ichtiozaurów na wystawę sztuki i nie wymaga specjalnych objaśnień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Chwalił się ktoś, że w mieście Brookspahn&lt;br /&gt;
    Zasadził gdzieś na rogu bukszpan...&lt;br /&gt;
       Rzekł sceptyk: --- Panie, to gadanie,&lt;br /&gt;
       Bukszpan na rogu?! Bujda, panie!&lt;br /&gt;
    Ten odrzekł mu: --- Ta spójrz na róg-ż pan!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Jest to limeryk oparty na zaskoczeniu czytelnika, ogólnie bowiem wiadomo, że w mieście Brookspahn zasadzenie drzewa jest niemożliwością, gdyż klimat Wysp Baltazara, wahający się przeciętnie od +12 do +18 stopni C, wyklucza dogodne warunki do rozwijania się egzotycznej roślinności. A zresztą: skąd Lwowiak w Brookspahnie!?...&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
W ''Nic świętego'' nazwa Brookspahn w pierwszej linijce pisana jest jako Brookshpahn.&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Raz Anglik w Polsce chory był.&lt;br /&gt;
    Choć zdrowym do tej pory był;&lt;br /&gt;
       Bo wódkę i rum pił;&lt;br /&gt;
       Okropnie się umpił,&lt;br /&gt;
    Nazywał się Bloompill. It's horrible.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Słowo &amp;quot;umpił&amp;quot; znaczy to samo co &amp;quot;upił&amp;quot;, chodziło tu jedynie o niewysilanie się w poszukiwaniu oryginalnego rymu do słów &amp;quot;rum pił&amp;quot;. --- Bloompill (czytaj: Blumpił), znana arystokratyczna rodzina szkocka. Sensację swego czasu wywołał pamiętny list lorda Bloompill'a odżegnywujący się od wszelkich węzłów pokrewieństwa z socjalistycznym premierem Francji Sir Leonardo Blumenthallem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
It's horrible --- to zdanie, któro sprawi niewątpliwie najwięcej kłopotu polskiemu czytelnikowi. Znaczy ono --- &amp;quot;to straszne&amp;quot;. W tym wypadku stanowiło ono rym do &amp;quot;chory był&amp;quot; i &amp;quot;do tej pory był&amp;quot;, gdyż wymawia się nie &amp;quot;horrible&amp;quot;, ale &amp;quot;horybył&amp;quot;. Limeryk nasz jednak nie miałby racji bytu w stanie Ohio w Ameryce Północnej, w Nowej Południowej Walii w Australii, w zagłębiu Devonshire w Anglii i na ulicy Bielańskiej w Warszawie, gdzie słowo &amp;quot;horrible&amp;quot; wymawia się &amp;quot;choribl&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Raz bokserowi w Hollywood&lt;br /&gt;
    Bok (mimo jego woli) chudł.&lt;br /&gt;
       Rzekł doktór: -- Dear boxer,&lt;br /&gt;
       Tak wychudł twój bok, Sir,&lt;br /&gt;
    Bo pan za dużo goli wód!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Zdanie &amp;quot;Dear boxer&amp;quot; znaczy prawdopodobnie po angielsku &amp;quot;drogi bokserze&amp;quot;. Słowo &amp;quot;Sir&amp;quot; znaczy po angielsku niewątpliwie &amp;quot;panie&amp;quot;. Zdania &amp;quot;bo pan za dużo goli wód&amp;quot; nie należy brać dosłownie. Bokser nasz niewątpliwie nigdy nie golił żyletką fal oceanu -- coby na podstawie tego zdania niejednemu czytelnikowi mogło przyjść na myśl -- pił po prostu za dużo wódek. Słowo wódka, jak wiadomo, jest wyrazem pieszczotliwym, spieszczeniem od -- woda. W tym wypadku wróciliśmy do źródłosłowu, gdyż wódka powodująca chudnięcie boku człowieka nie zasługuje na to, aby ją pieścić i spieszczać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Pewien w portowym barze mixer&lt;br /&gt;
    Wymawiał stale zamiast &amp;quot;x&amp;quot; -- &amp;quot;r&amp;quot;.&lt;br /&gt;
       Gdy pewien lord-nabab&lt;br /&gt;
       Uzyskać chciał rabat,&lt;br /&gt;
    Rzekł &amp;quot;prir fir, Sir&amp;quot;, zamiast &amp;quot;prix fixe, Sir&amp;quot;!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Jeśli chodzi o wymowę słowa &amp;quot;Sir&amp;quot; patrz przypisek do limeryku &amp;quot;Raz bokserowi...&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Ktoś rzekł raz &amp;quot;diade&amp;quot; zamiast &amp;quot;diadem&amp;quot;,&lt;br /&gt;
    Po prostu w końcu słowa zjadł &amp;quot;em&amp;quot;,&lt;br /&gt;
       Za błąd ten czysto lingwistyczny&lt;br /&gt;
       Hrabina z włości okolicznych&lt;br /&gt;
    Nie ugościła go obiadem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Jest to całkiem autentyczna historia, jaka zdarzyła się przed reformą rolną w majątku Sikorz w Płockiem. Składki na rzecz nieszczęśliwej ofiary dziwactw hrabiny P. przyjmuje autor.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Mówiąc: Ma wado, się nie pleń!&lt;br /&gt;
    Wyjechał pewien na step leń.&lt;br /&gt;
       Rzekł w dziką wjechawszy głuszę:&lt;br /&gt;
       -- Tutaj do pracy się zmusę!&lt;br /&gt;
    Głos mu rzekł z głuszy: -- Nie sepleń!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Ludzie leniwi czyli lenie są aż nadto smakowitym kąskiem dla satyryków. Jeżeli leniuch w dodatku sepleni, nic w tym dziwnego, że taki pada ofiarą śmigłego bicza satyry. Przytoczony limeryk jest najlepszym tego dowodem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Były trzy Lizy. Raz a' propos Liz&lt;br /&gt;
    Powiedział ktoś na Akropolis:&lt;br /&gt;
       -- Lubią słuchać owe panie,&lt;br /&gt;
       Gdy lis gra na fortepianie,&lt;br /&gt;
    Zwłaszcza gdy allegro gra non troppo lis.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Lis-pianista dający koncert w pobliżu Akropolu nie jest zjawiskiem obcym dla turystów, tak chętnie zwiedzających skarby kultury antycznej. Do takich turystów, a właściwie turystek, zaliczyć śmiało można owe melomanki, o których mowa w tym limeryku. To, że każda z nich nosiła dźwięczne imię Liza, a dominującą cechą lisa jako pianisty było jego znakomite &amp;quot;allegro non troppo&amp;quot;, sprawiło, że błaha w gruncie rzeczy historia unieśmiertelniona została w przytoczony wyżej sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Pragnąc kurczęcia, pewien burmistrz&lt;br /&gt;
    Przypuścił do kucharki szturm i strz-&lt;br /&gt;
       elił jej w brzuch. Ta&lt;br /&gt;
       Odrzekła kuchta:&lt;br /&gt;
    -- Gdy kurcząt chcesz, to się do kur mizdrz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Cały wdzięk tego limeryku polega na czytaniu go po cichu. Ktoś bowiem, usłyszawszy prawidłowo przeczytaną linijkę &amp;quot;elił jej w brzuchta&amp;quot;, mógłby powziąć podejrzenie, iż autor nie dość dobrze potrafił swoje myśli ubierać w istniejące słowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    CÓŻ PO TYTULE?...&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
    Chorego spytał ktoś: -- Azaliż&lt;br /&gt;
    Pańska choroba to paraliż?&lt;br /&gt;
       Na taki przytyk&lt;br /&gt;
       Rzekł paralityk:&lt;br /&gt;
    -- Pański interes??? W nos pan psa liż!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Jedną z tysięcy plag społecznych jest, jak ogólnie wiadomo, permanentna arogancja naszych domorosłych paralityków. Nie można do takiego dobrego słowa powiedzieć, bo zaraz się czepia. Przykład przytoczony powyżej jest tylko łagodnym odblaskiem tego, co się dzieje w smutnej rzeczywistości. Oby sens moralny zawarty w wierszu przemówił do czynników kompetentnych i zmusił je do przyjęcia odpowiedniej postawy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytuł tego limeryku, dość luźno związany z jego treścią, wziął się stąd, iż autor myśląc o nim poczuł się nagle bez pieniędzy. Szukając więc tytułu pomyślał nagle &amp;quot;cóż po tytule, gdy pusto w szkatule&amp;quot;, no i kropnął właśnie to, co pomyślał. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Był pewien poeta z miasteczka Zakroczym,&lt;br /&gt;
    Co chciał pisać wiersze, lecz wciąż nie miał o czym,&lt;br /&gt;
       Ażcierpiąc za ten grzech&lt;br /&gt;
       Zamieszkał na Węgrzech,&lt;br /&gt;
    Tam wreszcie napisał zły wiersz o Rakoczym...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Zakroczym, miasteczko położone nieopodal stolicy przeszło trzydziestomilionowego państwa, słynie z nadkontyngentu poetów. Toteż mieszkańcy tej uroczej mieściny przyjmą niewątpliwie z ulgą godny podziwu objaw, jakim jest emigracja jednego z poetów zakroczymskich. Oby czym prędzej znalazł naśladowców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Raz chemik z Glasgow, Malcom Mac Aron,&lt;br /&gt;
    Grał z gośćmi w bridge'a jedząc makaron.&lt;br /&gt;
       W tem krzyknął chemik:&lt;br /&gt;
       -- W karo mam szlemik!&lt;br /&gt;
    Zapytał kibic: -- Ile ma kar on?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Poczciwy Szkot musiał mieć na pewno szlemik w ręku, znając bowiem naturę jego ziomków, nie potrafiłbym wziąć pod uwagę możliwości jakiegokolwiek ryzyka z jego strony. Gdyby jednak znaleźli się wśród niemiłych czytelników oponenci, tj. tacy, którzy by mieli odmienną koncepcję na temat sposobu licytacji brydżowej Mr. Mac Arona, redakcja tygodnika ''Brydż w świecie i domu'' gotowa jest otworzyć im gościnne swe łamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniższe limeryki są autorstwa tylko Janusza Minkiewicza:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Raz inżyniera upił gin w sztok,&lt;br /&gt;
    Więc zwalił się jak kłoda w rynsztok,&lt;br /&gt;
       Zły przyszedł do biura,&lt;br /&gt;
       A tam awantura:&lt;br /&gt;
    -- Pan przerwał pracy w P. Z. Inż. tok!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Państwowe Zakłady Inżynierii (w skrócie: P. Z. Inż.) nie potrzebują płatnej reklamy. Wszelkie więc insynuacje, jakoby limeryk ten został opłacony przez wspomnianą instytucję, pozbawione są jakichkolwiek podstaw. Jeśli ostatnia linijka tego wiersza nasuwa komuś pewne wątpliwości co do swego sensu, służymy wyjaśnieniem. Znaczy ona po prostu: -- Pan przerwał tok pracy w Państwowych Zakładach Inżynierii. Panów inżynierów prosimy o powstrzymanie się od listów protestacyjnych przeciw obniżaniu powagi ich zawodu, gdyż z góry oświadczamy, iż wspomniany wypadek upicia się jednego z ich kolegów ginem (wymawiaj: dżinem) traktujemy wraz z całym zdrowo myślącym społeczeństwem jako coś najzupełniej wyjątkowego i sporadycznego!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Raz ramol z Płocka, płocki Joteyko&lt;br /&gt;
    Wjechał na górski szczyt kolejką.&lt;br /&gt;
       Tam kropnął ramol&lt;br /&gt;
       Sonatę a--mol&lt;br /&gt;
    Jako reklamę firmy Cwejko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Jedyna kwestia wymagająca wyjaśnienia w tym limeryku, to zagadnienie słowa &amp;quot;kropnął&amp;quot;. Może ono oznaczać zarówno to, że nasz muzyk odegrał ową sonatę, jak również i to, że ją skomponował. Ponieważ dość rzadko się zdarza, aby na szczytach górskich znajdowały się fortepiany, zwłaszcza koncertowe, skłonni jesteśmy przychylić się do koncepcji drugiej, sugerującej nam, iż sonata owa została przez melomana naszego skomponowana w tym ekscentrycznym nieco miejscu. Istnienie zaś w tym wierszu firmy Cwejko tłumaczymy sobie sowitą z jej strony zapłatą albo też brakiem innego rymu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Raz król francuski Ludwik (Louis XV)&lt;br /&gt;
    Nakrył swą piękną magnifikę z&lt;br /&gt;
       gachem. Więc król&lt;br /&gt;
       Tłumiąc swój ból...&lt;br /&gt;
    Stop! Lepiej opisał to już Dickens!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Komentarz:''' Lłi kęz --- fikę z --- Dickens --- w ten oto sposób należy czytać ostatnie wyrazy pierwszego, drugiego i piątego wiersza, aby osiągnąć prawidłowe brzmienie rymów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam limeryk okazał się w gruncie rzeczy niepotrzebny, gdyż jak z treści jego wynika, poeta zamierzał własnymi słowami opisać to, co dawniej i lepiej robił już popularny historyk skandynawski Charlie Dickens, autor znakomitych scenariuszy dla filmów Davida Gary Duff Cooperfielda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarówno Tuwim jak i Minkiewicz popełnili jeszcze kilka limeryków, ale o tym w dalszej części programu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze przed II wojną światową limerykopisanie Minkiewicza sparodiował Witold Zechenter (''Guzy dla muzy''&lt;br /&gt;
&amp;lt;ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
BOOK{zechenter-guzy-1939,&lt;br /&gt;
  title = {Guzy dla muzy},&lt;br /&gt;
  publisher = {Książnica-Atlas},&lt;br /&gt;
  year = {1939},&lt;br /&gt;
  author = {Zechenter, Witold},&lt;br /&gt;
  address = {Lwów-Warszawa},&lt;br /&gt;
  pages = {132},&lt;br /&gt;
}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/bibtex&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/ref&amp;gt;&lt;br /&gt;
):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Pewien furiat rzekł raz ,,Tato,&lt;br /&gt;
    co to jest właściwie lato?&lt;br /&gt;
       Ojciec na to: nie odpowiem,&lt;br /&gt;
       nie rozumiesz mnie, albowiem&lt;br /&gt;
    jako syn mój -- jesteś matoł''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;references/&amp;gt;&lt;br /&gt;
[[Category:Julian Tuwim]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%BBe_tam_niegdy%C5%9B&amp;diff=81</id>
		<title>Julian Tuwim - Że tam niegdyś</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%BBe_tam_niegdy%C5%9B&amp;diff=81"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Że tam niegdyś hucznie było,&lt;br /&gt;
  Mazur szumny aż do ranka,&lt;br /&gt;
  Jarmark, kulik --- że aż miło,&lt;br /&gt;
  Szabla, szklanka i kochanka ---&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Że tam niegdyś, poza nami,&lt;br /&gt;
  Śmiał się szlachcic z przywileju&lt;br /&gt;
     kurdesz nad kurdeszami,&lt;br /&gt;
      , panie dobrodzieju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Że tam niegdyś&lt;br /&gt;
|Published=Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr=6&lt;br /&gt;
|Data=1915&lt;br /&gt;
|Strona=2&lt;br /&gt;
|Przedruk= J. Tuwim, ''Dzieła'', Czytelnik, Warszawa, 1955.&lt;br /&gt;
|Uwagi=w pierwodruku podpis: R. P. Wiersz ten nie był ani razu przedrukowywany za życia poety&lt;br /&gt;
|Źródło=wg ''Dzieła''&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Symfonia_wiek%C3%B3w&amp;diff=83</id>
		<title>Julian Tuwim - Symfonia wieków</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Symfonia_wiek%C3%B3w&amp;diff=83"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Huczy Wieków Symfonia surmem uroczystym ---&lt;br /&gt;
  Wryły się w twardej ziemi grudy ostre radła,&lt;br /&gt;
  Brzękły miecze stalowe rodźwiękiem srebrzystym&lt;br /&gt;
  Z hukiem ciężkim upadły młoty na kowadła.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  W bębny wojenne biją! Hej, mocniej, w ryk trwogi!&lt;br /&gt;
  Rozniósł się wielkim echem hymn miljonostronny,&lt;br /&gt;
  Tłumy czarną kurzawą zapełniły drogi,&lt;br /&gt;
  Pod tętent kopyt końskich pędzą dzikie Hunny!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Miasta płoną, Rzym płonie łun pożogą krwawą&lt;br /&gt;
  Cezarom na uciechę, dla władców pijanych!&lt;br /&gt;
  Strach śmierci, płacze starców, zagłuszone wrzawą&lt;br /&gt;
  Strach paniczny w olbrzymich miastach obłąkanych!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Hej --- silniej, straszniej, groźniej! Walą mur kilofy,&lt;br /&gt;
  Pękają kotły maszyn! Rewolucje, mordy!&lt;br /&gt;
  Kataklizm żywiołów, wielkie katastrofy,&lt;br /&gt;
  Zgrzyt rygli więziennych --- żelazne akordy!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Z Chrystusami na krzyże! Płoną drzewa stosy!&lt;br /&gt;
  Miserere żałobne! --- &amp;quot;Ciał płonących swądu!&lt;br /&gt;
  Krwi, samic, chleba, złota&amp;quot;! --- Padają kolosy&lt;br /&gt;
  W gruzy kamieni z trzaskiem! Sodoma! Dzień Sądu!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Ryczy Symfonja Wieków, ryczy Pieśń wspaniała,&lt;br /&gt;
  Szalona, mknąca, groźna, bez kresu, bez końća! ---&lt;br /&gt;
  --- Hej Ziemio! I mnie dusza w pieśń się rozśpiewała:&lt;br /&gt;
  Pędzisz dokoła Słońca, Słońca, Słońca, Słońca!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Symfonia wieków&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 12&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Maski'', Kraków, nr 26, 1918; ''Czyhanie na Boga'', Gebethner i Wolff, Warszawa, 1918; ''Wiersze zebrane'', F. Hoesick, Warszawa 1928; ''Wiersze zebrane'', J. Przeworski, Warszawa 1933; ''Dzieła'', Czytelnik, Warszawa 1955;&lt;br /&gt;
|Uwagi = Pierwodruk pod pseudonimem: Roch Pekiński. Tekst pierwodruku odmienny od wydań późniejszych. Przedruk w ''Maskach'' ilustrowany rys. St. Wyspiańskiego: ''Z zielnika''.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%9Amier%C4%87_(1-4)&amp;diff=85</id>
		<title>Julian Tuwim - Śmierć (1-4)</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%9Amier%C4%87_(1-4)&amp;diff=85"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Z cyklu ''Prowincja''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
          1.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Chmur schorzałych stare cielska&lt;br /&gt;
  Nudę sączą na ulicę,&lt;br /&gt;
  Siwa śmierć obywatelska&lt;br /&gt;
  Puka w stęchłe okienice.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Szyby drżą umorusane,&lt;br /&gt;
  Jakieś szare, jakieś mgliste...&lt;br /&gt;
  Domy smutne, drzewa pjane;&lt;br /&gt;
  A zmiłuj się Jezu Chryste!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Duszą chmury, jak widziadło,&lt;br /&gt;
  Płot---staruszek się pochyla,&lt;br /&gt;
  Deszcz, wichrzaste czupiradło,&lt;br /&gt;
  Zacznie padać lada chwila.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Ze spiekoty zżółkły zielska,&lt;br /&gt;
  Co pod płotem w piachu rosną...&lt;br /&gt;
  Siwa śmierć obywatelska&lt;br /&gt;
  Jakoś minę ma żałosną.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  ... Płot---staruszek z śmiercią gwarzy.&lt;br /&gt;
  Czeka listu panna młoda.&lt;br /&gt;
  Pan aptekarz ziółka warzy,&lt;br /&gt;
  Ostrzy brzytwy golibroda.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
          2.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Suną miastem jakieś strachy,&lt;br /&gt;
  Nuda się po domach włóczy...&lt;br /&gt;
  Ksiądz z doktorem grają w szachy,&lt;br /&gt;
  Doktór sapie, ksiądz coś mruczy...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A w pokoju smętek chodzi,&lt;br /&gt;
  W kąty zerka, w gratach szuka,&lt;br /&gt;
  --- A wyjrzyj no pan dobrodziej,&lt;br /&gt;
  Co za licho w okno puka...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Tere-fere&amp;quot; --- Niby... niby...&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Szach Królowi...&amp;quot; --- Jest osłonka...&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Jeszcze raz&amp;quot; --- A nawet gdyby...&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Zaraz, zaraz --- biorę pionka...&amp;quot;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Grają, bają, a śmierć czeka,&lt;br /&gt;
  A śmierć siedzi koło płota,&lt;br /&gt;
  Jeszcze myśli, jeszcze zwleka,&lt;br /&gt;
  Ruszyć się jej nieochota.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Ślicznie, ślicznie... Idzie konik...&amp;quot;&lt;br /&gt;
  --- Idzie wieża... Konik capie...&lt;br /&gt;
  I coś mruczy ksiądz kanonik,&lt;br /&gt;
  A pan doktór ciągle sapie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
          3.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Czemuś oczka zapłakała...&lt;br /&gt;
  Moja Ty kochanko miła...&lt;br /&gt;
  --- Rosła w polu brzózka biała,&lt;br /&gt;
  Brzózkę burza powaliła...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Kumo, kumo, czas do dzieła!&lt;br /&gt;
  (Błysło... Hukło... Deszcz już bryzga...)&lt;br /&gt;
  Śmierć pod boki się ujęła&lt;br /&gt;
  I do płotu się umizga.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  ... Chmur schorzałych stare cielska&lt;br /&gt;
  Strugi sączą na ulicę,&lt;br /&gt;
  Siwa śmierć obywatelska&lt;br /&gt;
  Puka w stęchłe okienice.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  --- Dobrodzieju, ktoś tam puka...&lt;br /&gt;
  (Doktór księdzu pionka bierze)&lt;br /&gt;
  &amp;quot;A niech puka, a niech stuka!&lt;br /&gt;
  Eskulapciu --- biorę wieżę&amp;quot;.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  --- Dobrodzieju, ano trudno,&lt;br /&gt;
  Zagapiłem się maleńko,&lt;br /&gt;
  Twoja partja... (Nudno, nudno...)&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Dajno wina, Marysieńko&amp;quot;...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
          4.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A śmierć śmieje się, chichocze&lt;br /&gt;
  Taka straszna, taka blada...&lt;br /&gt;
  Ku sąsiedzkiej starej kwoce&lt;br /&gt;
  Czarna suka się podkrada.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Hyc! --- skoczyła. Dusi gardło,&lt;br /&gt;
  Łypie ślepskiem stara suka...&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Mój doktorze... dech mi sparło...&lt;br /&gt;
  --- Dobrodzieju, ktoś tam puka...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  &amp;quot;A niech puka! Nie otworzę!&amp;quot;&lt;br /&gt;
  Pijmy --- nasza przyjacielska!&lt;br /&gt;
  (Moknie siwa śmierć na dworze,&lt;br /&gt;
  Moknie śmierć obywatelska).&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A pan doktór zbladł na twarzy...&lt;br /&gt;
  --- Księże, księże, do modlitwy!&lt;br /&gt;
  (Pan aptekarz ziółka warzy,&lt;br /&gt;
  Golibroda ostrzy brzytwy...)&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Biedak płot na deszczu moknie,&lt;br /&gt;
  Ktoś tam płacze, ktoś tam biada...&lt;br /&gt;
  I zasnęła Śmierć przy oknie,&lt;br /&gt;
  Taka straszna... taka blada...&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Śmierć (1-4)&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 18&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 2&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Pro Arte et Studio'', Warszawa, nr 14, 1918; ''Sokrates Tańczący'', Mortkowicz, Warszawa, 1920; ''Wiersze zebrane'', F. Hoesick, Warszawa 1928; ''Wiersze zebrane'', J. Przeworski, Warszawa 1933; ''Dzieła'', Czytelnik, Warszawa 1955;&lt;br /&gt;
|Uwagi = Pierwodruk pod pseudonimem: Roch Pekiński.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Stypa&amp;diff=87</id>
		<title>Julian Tuwim - Stypa</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Stypa&amp;diff=87"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  A powymali z grobnic królewskie korony,&lt;br /&gt;
  A powymali z mogił miecze i chorągwie,&lt;br /&gt;
  A rozechwiali nocą na wawelach dzwony,&lt;br /&gt;
  A miodów natoczyli i w łagwie i w stągwie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Rozechwiały się spiże potężne,&lt;br /&gt;
  rozdzwoniły się dzwony mosiężne.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Powystawiali stoły pod kwitnącą lipę,&lt;br /&gt;
  Nanieśli chleba, jagód, wina i mięsiwa,&lt;br /&gt;
  Obchodzili, pamiętni, jakąś straszną stypę,&lt;br /&gt;
  Co się w Polszcze &amp;quot;wspomnienie&amp;quot; nazywa&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Rozechwiały się serca dzwonowe&lt;br /&gt;
  W uroczystą, serdeczną rozmowę.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Jedli, pili od ranka do nocy. Puchary&lt;br /&gt;
  Obchodziły ich kołem, trącali się wzajem,&lt;br /&gt;
  Aż wstał z krwawą na czole blizną hetman stary&lt;br /&gt;
  I tak prawi: Dzwon huczy nad krajem...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Rozjęczały dzwonowe się pieśni&lt;br /&gt;
  Jeszcze żalniej i jeszcze boleśniej...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A ci woje, co siedli za stoły dębowe,&lt;br /&gt;
  Popatrzyli, łby dłońmi podparli,&lt;br /&gt;
  I włożyli na skronie korony królowe&lt;br /&gt;
  I na mieczach królowych się wsparli.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Stoją woje ogromne, orężne,&lt;br /&gt;
  Chwieją, chwieją się dzwony mosiężne.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A pan hetman chciał dalej wojwodzom rzecz prawić,&lt;br /&gt;
  Lecz mu w gardle uwięzło mówienie&lt;br /&gt;
  I szlochaniem i łkaniem jął srodze się dławić,&lt;br /&gt;
  I zaległo śród wojów milczenie...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I dzwoniły, dzwoniły dzwonnice,&lt;br /&gt;
  Rozełkały się w spiżach tęsknice...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I spojrzeli zebrani po sobie, i rzekli:&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Powymaliśwa miecze i zbroje,&lt;br /&gt;
  Bośwa ślubem dozgonnym Ziem wierność przyrzekli,&lt;br /&gt;
  My --- w koronach królowych cne woje!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Poprowadzą nas dzwony, poprowadzą hetmanie,&lt;br /&gt;
  Nie daremnie nam dzwoni dzwonnica!...&amp;quot;&lt;br /&gt;
  I buchnęło im z piersi staropolskie śpiewanie:&lt;br /&gt;
  Wiedź nas --- --- Bogarodzica-Dziewica!!...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I huczały, jęczały im dzwony,&lt;br /&gt;
  A nosili: Królewskie Korony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Stypa&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 62&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 2&lt;br /&gt;
|Przedruk = brak&lt;br /&gt;
|Uwagi = Pierwodruk pod pseudonimem: Roch Pekiński. Wiersz nie został włączony do żadnego z wydań książkowych. Rkps. wiersza w BUW, sygn. 2219, z cyklu &amp;quot;Klechda&amp;quot;, dedykacja: &amp;quot;Leopoldowi Staffowi&amp;quot;&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_W_karczmie&amp;diff=89</id>
		<title>Julian Tuwim - W karczmie</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_W_karczmie&amp;diff=89"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Zapłakała, zajęczała w starej karczmie polska Zguba.&lt;br /&gt;
  Wichrem w kominie zawiała,&lt;br /&gt;
  Coś sobie snać przypomniała...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Bo to taki dziwny kraj,&lt;br /&gt;
  Bo to taki smutny kraj...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Pija Kuba do Jakuba,&lt;br /&gt;
  Jakub do Michała,&lt;br /&gt;
  Pijesz ty, piję ja...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     Zapłakała, zajęczała&lt;br /&gt;
     Rozbawiona polska Zguba...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A ciosek gra, a ciosek gra,&lt;br /&gt;
  Krzyki, tupania, litkupy!&lt;br /&gt;
  Trzęsie się pułap chałupy...&lt;br /&gt;
  &amp;quot;...Kompanija cała!!&amp;quot;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Okna w karczmie zapotniały,&lt;br /&gt;
  A pod oknami ktoś chodzi,&lt;br /&gt;
  A ta zawodzi, zawodzi,&lt;br /&gt;
  Jak Licho, płanetnica...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Bo to taki dziwny kraj,&lt;br /&gt;
  Bo to taki smutny kraj...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     A gdy jęk na chwilę zcichł,&lt;br /&gt;
     Huknął ciosek: bum-cych-cych!!&lt;br /&gt;
     &amp;quot;--- A kto nie wypije, tego we dwa kije&amp;quot;...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     Tak tu się dziwnie żyje,&lt;br /&gt;
     Tak tu się smutnie żyje...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A ta zastygła bez ruchu&lt;br /&gt;
  I patrzy i głową kiwa&lt;br /&gt;
  A ciosek huczy: oj-jej!&lt;br /&gt;
  Oj-jej! Jezu!&lt;br /&gt;
  ...Ktoś się za oknem skrywa...&lt;br /&gt;
  ...Łupu-cupu po kożuchu,&lt;br /&gt;
  Tego we dwa kije!..&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Och, mary, mary, mary!&lt;br /&gt;
  W piosence zwykłej, starej...&lt;br /&gt;
  O, graj mi, karczmo, graj,&lt;br /&gt;
  O, hucz mi ciosku, hucz!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  W tem --- klucz...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     ...Bo to taki dziwny kraj,&lt;br /&gt;
     Bo to taki smutny kraj...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I krzyki i głosy i śmiechy,&lt;br /&gt;
  A w tym kącie --- już nie Zguba,&lt;br /&gt;
  A jakaś cudna królewna...&lt;br /&gt;
  I znów i znów:&lt;br /&gt;
     --- Pije Kuba do Jakuba,&lt;br /&gt;
     I owa polskość rzewna&lt;br /&gt;
     I owe łzy...&lt;br /&gt;
  Ale za oknem coś sterczy...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     Może ów Chochoł szyderczy&lt;br /&gt;
     Promiennego Stanisława,&lt;br /&gt;
     A może owe Sny...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     A może polscy, zziębnięci Chrystusi,&lt;br /&gt;
     Może rozstajni tułacze,&lt;br /&gt;
     O których wicher w dżdżyste noce płacze...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     --- Ach, zawsze tu coś być musi...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
     Bo to taki dziwny kraj.&lt;br /&gt;
     Smutny... smutny...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Stypa&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 73&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 3&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Naród'' (&amp;quot;Dodatek Literacko-Artystyczny&amp;quot;, nr 11, nr 235, Warszawa 1920;&lt;br /&gt;
|Uwagi = Powst. 1914. Pierwodruk pod pseudonimem: Roch Pekiński. Wiersz był recytowany w 1918 r. w kabarecie [[Czarny Kot]] w Warszawie. Autograf wiersza znajduje się w zbiorach Tuwima  z następującym dopiskiem: &amp;quot;Prawo wykonywania powyższego utworu w &amp;quot;Czarnym Kocie&amp;quot; otrzymuje niniejszym [nazwisko nieczytelne, prawdopodobnie: &amp;quot;p. Skuszyńska&amp;quot;], Łódź 27 IX 1918. Jan Wim.&amp;quot; Data powstania na podstawie adnotacji w ''Naród'', Warszawa 1920, nr 235. Tamże dedykacja: &amp;quot;Pamięci St. Wyspiańskiego&amp;quot;.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wiew&amp;diff=91</id>
		<title>Julian Tuwim - Wiew</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Wiew&amp;diff=91"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Zwieje wiosenne, wiewy rozlewne,&lt;br /&gt;
  Śpiewne, niepewne nad niwą wioną,&lt;br /&gt;
  Zawiały senne, dziwne i rzewne&lt;br /&gt;
  Jakąś śpiewanką, dawno nuconą,&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Dźwięczne, dalekie piosnki rozdzwonne,&lt;br /&gt;
  Płonne czekania, nadzieje zmienne,&lt;br /&gt;
  Ciche, upojne, niewinne, wonne,&lt;br /&gt;
  Wiewy nad niwą, zwieje wiosenne!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Śnienie się wiośni... Serce dziecinne&lt;br /&gt;
  Takie spokojne, czułe, bezbronne&lt;br /&gt;
  Wiosna... I zwieje wioną niewinne,&lt;br /&gt;
  Dziwne, rozwiewne, senne i wonne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Wiew&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 82&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 2&lt;br /&gt;
|Przedruk = brak&lt;br /&gt;
|Uwagi = Pierwodruk pod pseudonimem: Roch Pekiński. Do tego wiersza nawiązał &amp;quot;Banzaj&amp;quot; w felietonie ''Wiosna'' zamieszczonym w 85 nr Nowego Kuriera Łódzkiego z dnia 27. marca 1915 r.: &amp;quot;Kalendarz i Roch Pekiński obwieścili nam wiosnę.&amp;quot;.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%9Amier%C4%87_nad_g%C5%82owami&amp;diff=93</id>
		<title>Julian Tuwim - Śmierć nad głowami</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%9Amier%C4%87_nad_g%C5%82owami&amp;diff=93"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Rozciągnęła się Nuda nad nami,&lt;br /&gt;
  Zatroskały się serca okrutnie,&lt;br /&gt;
  Bo poczuliśmy śmierć nad głowami:&lt;br /&gt;
  [........] tak cicho, tak smutnie...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Z mokrych ulic wracamy do domu&lt;br /&gt;
  I coś korci nas, w duszach nurtuje,&lt;br /&gt;
  Nie mówimy o niczem nikomu.&lt;br /&gt;
  Samo stanie się. Każdy poczuje.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  ... Siedzą chmurni, stroskani przy świecach,&lt;br /&gt;
  I my przy nich siadamy w milczeniu...&lt;br /&gt;
  Nagle ciarki przebiegną po plecach --- --- ---!!&lt;br /&gt;
  Cisza. Każdy utonął w wspomnieniu.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  O, powiedzmy choć! O, już nie kryjmy!&lt;br /&gt;
  O, zapłaczmy głęboko, rozpacznie!&lt;br /&gt;
  ...Później snem białośnieżnym zaśnijmy,&lt;br /&gt;
  Może przeszłość choć śnić nam się zacznie!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Może serca nam pękną z żałości,&lt;br /&gt;
  Żeśmy byli tak bardzo szczęśliwi!&lt;br /&gt;
  Żeśmy żyć nie umieli w radości!&lt;br /&gt;
  Może rozpacz nas, rozpacz ożywi!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  ...Ale siedzą stroskani okrutnie,&lt;br /&gt;
  I my z nimi i Nuda nad nami...&lt;br /&gt;
  Zaszumiała nam cicho i smutnie,&lt;br /&gt;
  Zaszumiała nam śmierć nad głowami...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Śmierć nad głowami&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 103&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Siódma jesień'', Tow. Wydawnicze Ignis, Warszawa 1922; ''Wiersze zebrane'', J. Przeworski, Warszawa 1933; ''Dzieła'', Czytelnik, Warszawa 1955;&lt;br /&gt;
|Uwagi = Pierwodruk podpisany: R. P., tytuł ''Dzień nasz''. W pierwodruku --- charakterystyczne dla młodzieńczej twórczości Tuwima różnice w stosunku do wydań późniejszych (niektóre wyrazy pisane z dużej litery, np. &amp;quot;Nuda&amp;quot;, itp.).&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Ogrody_szpitalne&amp;diff=95</id>
		<title>Julian Tuwim - Ogrody szpitalne</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Ogrody_szpitalne&amp;diff=95"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:30Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Uchwyć tę dziwną chwilę, tę niewysłowioną,&lt;br /&gt;
  Co zwykle po południu schodzi na ulicę&lt;br /&gt;
  W dni świąteczne --- --- --- i żale cię drżące owioną&lt;br /&gt;
  I poczujesz niezmierną w swem sercu tęsknicę...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Zobaczysz nudę ludzi i ulic zwątpienie,&lt;br /&gt;
  Niepokój zbytniej ciszy, żal słów pożegnalnych.&lt;br /&gt;
  I zbudzi się w twej duszy łagodne znużenie:&lt;br /&gt;
  Ewangeliczny smętek ogrodów szpitalnych.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  ...Dzwoni gdzieś jednostajny, monotonny dzwonek,&lt;br /&gt;
  Na drzewach nagich --- gniazda samotnych jaskółek,&lt;br /&gt;
  Wdowie smutki, apatja, sieroty z ochronek,&lt;br /&gt;
  Ktoś nieładny w żałobie i starców przytułek...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Uchwyć tę dziwną chwilę... Ludzie siedzą w domu;&lt;br /&gt;
  Ulice suche, czyste... Gdzieś śpiew niewesoły...&lt;br /&gt;
  ...I taki smęt poczujesz, nieznany nikomu,&lt;br /&gt;
  Jak uczeń, wychodzący ostatni ze szkoły...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Ogrody szpitalne&lt;br /&gt;
|Published = Nowy Kurier Łódzki&lt;br /&gt;
|Nr = 168&lt;br /&gt;
|Data = 1915&lt;br /&gt;
|Strona = 1&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Maski'', nr26, Kraków 1918; ''Czyhanie na Boga'', Gebethner i Wolff, Warszawa 1918; ''Wiersze zebrane'', F. Hoesick, Warszawa 1928; ''Wiersze zebrane'', J. Przeworski, Warszawa 1933; ''Wybór poezji w nowym układzie'', Czytelnik, Warszawa 1948; ''Nowy wybór wierszy'', Czytelnik, Warszawa 1953; ''Dzieła'', Czytelnik, Warszawa 1955;&lt;br /&gt;
|Uwagi = Pierwodruk pod pseudonimem: Roch Pekiński.&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%B9le&amp;diff=63</id>
		<title>Julian Tuwim - Źle</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_%C5%B9le&amp;diff=63"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Włóż pelerynę, o duszo moja&lt;br /&gt;
  --- Conditio sine qua non ---&lt;br /&gt;
  Idź do redakcji, o duszo moja&lt;br /&gt;
  I &amp;quot;poetycki&amp;quot; nieś &amp;quot;plon&amp;quot;...&amp;lt;BR/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Weź honorarjum, o duszo moja!&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Druk to ohyda&amp;quot; --- ? --- Ech --- pluj!!&lt;br /&gt;
  Czternaście razy po dziesięć groszy&lt;br /&gt;
  Dostaniesz za sonet swój...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Idź do kawiarni, o duszo moja!&lt;br /&gt;
  I przy stoliku siądź.&lt;br /&gt;
  A w szklance kawy, o duszo moja,&lt;br /&gt;
  Jak w sobie, łyżką mąć...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  He, he... w porządku: krawat i... mina,&lt;br /&gt;
  Z najlepszych sfer dècadent!&lt;br /&gt;
  Kawka... pieniążki... i peleryna...&lt;br /&gt;
  Li-te-ra-tur-ka, comment?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Źle&lt;br /&gt;
|Published=Życie Łódzkie (jednodniówka)&lt;br /&gt;
|Nr=brak&lt;br /&gt;
|Data=1914&lt;br /&gt;
|Strona=15&lt;br /&gt;
|Przedruk= Janusz Dunin: ''W Bi-Ba-Bo i gdzie indziej'', Wydawnictwo Łódzkie, Łódź, 1966.&lt;br /&gt;
|Uwagi=Pod pseudonimem Roch Pekiński. Najprawdopodobniej jeden z najwcześniejszych opublikowanych [[rodzaj::poezja|wierszy]] J. Tuwima.&lt;br /&gt;
|Źródło=wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Panny&amp;diff=65</id>
		<title>Julian Tuwim - Panny</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Panny&amp;diff=65"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Panny z czarnych powozów, ażurowo--przejrzyste,&lt;br /&gt;
  Panny smętnie przeciche jak szeptania kościelne,&lt;br /&gt;
  O, narcyzy z cieplarni, panny wonne i czyste,&lt;br /&gt;
  Koronkowo--misterne, aksamitnie--subtelne...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Jakże lubię Was, panny, &amp;quot;niedostępnie&amp;quot;--ponętne!&lt;br /&gt;
  Armaty tajone! Kwiaty w czarnych powozach!...&lt;br /&gt;
  Trochę smutne jakoby, a nawpół uśmiechnięte,&lt;br /&gt;
  O, przesmętne, prześliczne, jak motyle w mimozach.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Excusez... mam wrażenie, że się... hm! wam po nocach&lt;br /&gt;
  Parobkowie rzeźniccy śnią, jak lwy muskularni,&lt;br /&gt;
  Że się często atleci marzą w słodkich przemocach,&lt;br /&gt;
  Silni, tędzy, ogromni... O, narcyzy z cieplarni!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  &amp;quot;Lecz cóż pana obchodzi, co po nocach nam śni się?!&lt;br /&gt;
  To jest wprost... niesłychane! grubiańskie!! bezczelne!!&amp;quot;&lt;br /&gt;
  -- Nic... nic... więcej nie będę o, kochane skromnisie,&lt;br /&gt;
  Aksamitnie--misterne, koronkowo--subtelne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Panny&lt;br /&gt;
|Published=Życie Łódzkie (jednodniówka)&lt;br /&gt;
|Nr=brak&lt;br /&gt;
|Data=1914&lt;br /&gt;
|Strona=15&lt;br /&gt;
|Przedruk=Janusz Dunin: ''W Bi-Ba-Bo i gdzie indziej'', Wydawnictwo Łódzkie, Łódź, 1966&lt;br /&gt;
|Uwagi=Pod pseudonimem Roch Pekiński. Najprawdopodobniej jeden z najwcześniejszych opublikowanych [[rodzaj::poezja|wierszy]] J. Tuwima, w początkach 1914 r.&lt;br /&gt;
|Źródło=wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Flecista&amp;diff=67</id>
		<title>Julian Tuwim - Flecista</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Flecista&amp;diff=67"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Był piegowaty mały flecista&lt;br /&gt;
  W wielkiej stołecznej orkiestrze,&lt;br /&gt;
  Grzmiące melodje targały przestrzeń,&lt;br /&gt;
  A on w swój flecik świstał.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Oczki kaprawe błogo przymykał&lt;br /&gt;
  I mdlał w łkającym spazmie.&lt;br /&gt;
  Burzą huczała groźna muzyka&lt;br /&gt;
  W szalonym entuzjazmie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Grał piegowaty mały flecista&lt;br /&gt;
  Dla pani w czwartym rzędzie.&lt;br /&gt;
  Była to pani modro-złocista,&lt;br /&gt;
  Jak mgława dal w Legendzie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I dął płucami i piszczał o tem,&lt;br /&gt;
  Że płacze nocą i tęskni!&lt;br /&gt;
  Niech jej opowie straszną tęsknotę&lt;br /&gt;
  Ten pisk, ten pisk zwycięski!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Niech ona wstanie i świętą dłonią&lt;br /&gt;
  Z ust pocałunek mu prześle!&lt;br /&gt;
  --- Patrzcie --- powstaje, staje na krześle&lt;br /&gt;
  Flecista nad symfonją!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  --- Patrzcie --- on krzyczy i bije w szale&lt;br /&gt;
  Pięściami w natchnionym gniewie,&lt;br /&gt;
  Że jego fletu nie słychać wcale,&lt;br /&gt;
  że ona o niczym nie wie!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I jeszcze ryczą trąby, puzony,&lt;br /&gt;
  Wiole zanoszą się szlochem,&lt;br /&gt;
  A już do rzędów zamęt skłębiony&lt;br /&gt;
  Runął spiętrzonym połochem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Flecista&lt;br /&gt;
|Published=Skamander&lt;br /&gt;
|Nr=1&lt;br /&gt;
|Data=1920&lt;br /&gt;
|Strona=40&lt;br /&gt;
|Przedruk=''Wierszy tom czwarty'', Ignis, Warszawa 1923; ''Wiersze zebrane'', F. Hoesick, W-wa 1928; ''Wiersze zebrane'', J. Przeworski, W-wa 1933; ''Wiersze'', nakł. Związku Patriotów Polskich w ZSRR, Moskwa, 1943; ''Dzieła'', Czytelnik, Warszawa 1955;&lt;br /&gt;
|Uwagi=Tłum. francuskie: L. Knoll, ''Pologne'', Paryż 1930, nr 3.&lt;br /&gt;
|Źródło=wg Skamandra&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Szczury&amp;diff=69</id>
		<title>Julian Tuwim - Szczury</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Szczury&amp;diff=69"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Złe, zwinne i piskliwe, miljard na jednego,&lt;br /&gt;
  Na mnie, na mnie uwzięły się skrobiące szczury!&lt;br /&gt;
  Z mroku wieków, wysłańce mściciela tajnego,&lt;br /&gt;
  Wzdłuż rzek przywędrowały rude mokre sznury.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I poto snadź płynęły świętemi rzekami&lt;br /&gt;
  I łożyska Pendżabu zasłały pokotem,&lt;br /&gt;
  By wyczekiwać na mnie co wieczór pod drzwiami&lt;br /&gt;
  I szastnąć w ciemną dziurę straszliwym chrobotem.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Pamiętają, przeklęte, że zemstę przyrzekły,&lt;br /&gt;
  Bo skradają się, węsząc ofiarę zamachu,&lt;br /&gt;
  By przez mój krok przeskoczyć z chichotem zaciekłym,&lt;br /&gt;
  Mnie na złość: abym zdrętwiał i zamarł ze strachu!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A kiedy drzwi zatrzasnę, kwiczą w nocnej głuszy,&lt;br /&gt;
  Podkop ryją żarłocznie, z zawziętą rozpaczą...&lt;br /&gt;
  A gdy zasnę struchlały, zacisnąwszy uszy,&lt;br /&gt;
  Długie, kosmate szczury przez moje sny skaczą.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Za skarby do pustego nie wejdę pokoju,&lt;br /&gt;
  Bo szczur szurgnie z pod szafy lub z sąsiedniej sali,&lt;br /&gt;
  Szczur jest w każdej szufladzie, gotowy do boju:&lt;br /&gt;
  Skoczy na pierś i szczeknie i ciężko się zwali.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Wysoko na firance czeka uwieszony,&lt;br /&gt;
  Przykucnie pod poduszką, w nogach łóżka legnie,&lt;br /&gt;
  Rankiem z buta, z rękawa wymknie się, spłoszony,&lt;br /&gt;
  I szczur --- szczur --- szczur po ciele truchcikiem przebiegnie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A gdy księżyc --- fantasta zamajaczy w górze,&lt;br /&gt;
  Cienie swe, jak jaskółki, strumieniąc ze ściany,&lt;br /&gt;
  Szczur wychodzi żerować na srebrne podwórze,&lt;br /&gt;
  W martwym słupie miesiąca jak zaczarowany.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  A za nim drugi, trzeci, poważnie, mistycznie,&lt;br /&gt;
  Kładą się, łby podnoszą i sterczą, jak grzyby...&lt;br /&gt;
  Muszę wstać, zapatrzony, kroczę lunatycznie&lt;br /&gt;
  I sztywne oczy wlepiam w księżycowe szyby.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I patrzymy na siebie w tę jasną noc letnią,&lt;br /&gt;
  Trwożni i natężeni nienawiścią dziką,&lt;br /&gt;
  Błagają mnie oczyma, abym wyszedł z fletnią,&lt;br /&gt;
  A one pójdą, pójdą za moją muzyką...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  --- Wiem podłe, co knujecie! Wyjdą hufce szczurze,&lt;br /&gt;
  Ze wszystkich piwnic miasta na wierzch się wyskrobią,&lt;br /&gt;
  Pójdą za mą piosneczką, lecz nagle, przy murze,&lt;br /&gt;
  Splączą się ze mną, spiętrzą --- i tam swoje zrobią!&lt;br /&gt;
  Przyprą mnie ogoniastą, pazurzystą falą,&lt;br /&gt;
  Jak w sieć, schwyci mnie czarny potwór tysiącgłowy,&lt;br /&gt;
  Zczepione, rozjątrzone naziem mnie powalą&lt;br /&gt;
  I dokonają, piszcząc, zemsty popielowej!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Tak spełnią czyn wyśniony. Potem ruszy lądem&lt;br /&gt;
  Zwycięska dżumonośców armja ku wybrzeżom,&lt;br /&gt;
  Zakryje sobą wody --- i z rzek świętym prądem&lt;br /&gt;
  Popłynie tryumfalnie ku pradawnym leżom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Szczury&lt;br /&gt;
|Published=Skamander&lt;br /&gt;
|Nr=2&lt;br /&gt;
|Data=1920&lt;br /&gt;
|Strona=75-76&lt;br /&gt;
|Przedruk=''Gazeta Wieczorna'', nr 5136, Lwów, 1920; ''Wierszy tom czwarty'', Ignis, Warszawa 1923; ''Wiersze zebrane'', F. Hoesick, W-wa 1928; ''Wiersze zebrane'', J. Przeworski, W-wa 1933; ''Dzieła'', Czytelnik, Warszawa 1955;&lt;br /&gt;
|Uwagi=&lt;br /&gt;
|Źródło=&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Pie%C5%9B%C5%84_weselna&amp;diff=71</id>
		<title>Julian Tuwim - Pieśń weselna</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Pie%C5%9B%C5%84_weselna&amp;diff=71"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;   Mirt świeży wplotłaś w włosy&lt;br /&gt;
   Dzisiaj się ślub ma odbyć twój;&lt;br /&gt;
   Byłaś o tyle miła,&lt;br /&gt;
   Żeś mnie też zaprosiła.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Wiem, że wymagał tego takt,&lt;br /&gt;
   Ot tak: pro forma, był to fakt&lt;br /&gt;
   Widoczny mój aniele!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Ale ja żarłok całą rzecz&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Wziąłem na serjo --- i wnet precz&lt;br /&gt;
   Rzuciwszy skrupuł śmiele,&lt;br /&gt;
   Przybyłem na wesele.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Smokingi, fraki, gości rój,&lt;br /&gt;
   Gdzie spojrzeć --- elegancki strój,&lt;br /&gt;
   Dekoltowane panie --- damy!...&lt;br /&gt;
   Gdy wszedłem --- zdumiał cały stół&lt;br /&gt;
   Największym jednak schoking czuł&lt;br /&gt;
   Z lic twej czcigodnej mamy.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Twój narzeczony zdrowy byk,&lt;br /&gt;
   Bösitzer einer Tuchfabrik,&lt;br /&gt;
   Człek słusznych lat (solidność znać&lt;br /&gt;
   Zamożny widać, tego stać&lt;br /&gt;
   Na to, by żonie wiele dać).&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Siadł dumnie przy swojej pani&lt;br /&gt;
   I żuje stek barani...&lt;br /&gt;
   Łykając złoty trunek,&lt;br /&gt;
   Zachwycający jest! masz gust...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Powiedz, jak prawny tłustych ust&lt;br /&gt;
   Smakuje pocałunek?&lt;br /&gt;
   Jam milcząc pił&lt;br /&gt;
   Już nastrój był...&lt;br /&gt;
   Pan mąż się dobrze bawi...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   W spojrzeniu nań --- twą miłość znać!&lt;br /&gt;
   (wszystkieście jednakowe snać!)&lt;br /&gt;
   Niech Bóg wam bogosławi!...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Swą drogą żonką mąż cię zwie&lt;br /&gt;
   Patrzy na cudne ciało twe&lt;br /&gt;
   Spojrzeniem znawcy miłem...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Od ogni pożądania,&lt;br /&gt;
   Mgła oczy twe przysłania,&lt;br /&gt;
   Już prawie się dusiłem!...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Nagle mi ciało przeszedł mróz&lt;br /&gt;
   Pan młody kielich do mnie wzniósł,&lt;br /&gt;
   Szkła zabrzęczały dzwonne,&lt;br /&gt;
   Krzyknąłem: ,,Wiwat&amp;lt;nowiki&amp;gt;''&amp;lt;/nowiki&amp;gt;! kiwał mi,&lt;br /&gt;
   A potem byliśmy na ty,&lt;br /&gt;
   Wzruszenie obustronne!...&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   A gdy żegnałaś się --- twą dłoń&lt;br /&gt;
   Ucałowałem, chyląc skroń,&lt;br /&gt;
   Bądź zdrowa wyszeptałem...&lt;br /&gt;
   I wyszłaś z nim, zostałem sam,&lt;br /&gt;
   I znów zacząłem pić, jak cham!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
   Bo i cóż robić miałem?&lt;br /&gt;
   Kocham cię! on zaś złoto ma!&lt;br /&gt;
   Hurra! to wieczna życia gra;&lt;br /&gt;
   Za złoto mógł cię kupić,&lt;br /&gt;
   A mnie!... Ach! mnie nędznemu psu&lt;br /&gt;
   Zdala od ciebie wolno tu&lt;br /&gt;
   Na jego koszt się  upić!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor = Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = Pieśn weselna&lt;br /&gt;
|Published = Estrada&lt;br /&gt;
|Nr = 1&lt;br /&gt;
|Data = 1917&lt;br /&gt;
|Strona = 28-30&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = w pierwodruku podpis: Adler., tł. R. Pekiński. W repertuarze: [[repertuar::Seweryn Michałowski|Seweryna Michałowskiego]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hans Adler (ps. Honso, Anton Hangleitner, H. H. Delar, Adam Hayndl, Erna, Samson, Hertha Bauer, Paul Vulpius): 13.4.1880 Wien - 12.11.1957 Wien; Jurist, Lyriker, Librettist; Wien. (informacja wg [http://www.wienbibliothek.at/hs1/!LISTHS!adler.pdf www.wienbibliothek.at]).&lt;br /&gt;
|Źródło = wg pierwodruku&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Utwory kabaretowe|Tuwim Julian Pieśń weselna]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_O_kup_pan_to&amp;diff=73</id>
		<title>Julian Tuwim - O kup pan to</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_O_kup_pan_to&amp;diff=73"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;               I &lt;br /&gt;
   W dzieciństwa mego słotne dnie &lt;br /&gt;
   Cierpiałem na blednicę, &lt;br /&gt;
   Więc wciąż zabierał tatuś mnie &lt;br /&gt;
   Do badów za granicę. &lt;br /&gt;
   W spacerach nie znosiłem pauz, &lt;br /&gt;
   Przyciągał mnie wciąż Warenhaus, &lt;br /&gt;
   O! o! o! &lt;br /&gt;
   I była śród zabawek mas &lt;br /&gt;
   Żołnierzy cała plika, &lt;br /&gt;
   Sklepowa zachęcała nas, &lt;br /&gt;
   By kupić żołnierzyka. &lt;br /&gt;
   I powtarzała razy sto: &lt;br /&gt;
   &amp;quot;O, kup pan to! O, kup pan to! &lt;br /&gt;
   Bitte! Bitte! O, kup pan to!&amp;quot;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
               II&lt;br /&gt;
   Żołnierza tatuś kupił mi &lt;br /&gt;
   W błyszczącym hełmie na łbie, &lt;br /&gt;
   Żołnierzyk od czystości lśni, &lt;br /&gt;
   Jak szpic na pi... ramidzie! &lt;br /&gt;
   Lecz wkrótce go rzuciłem precz, &lt;br /&gt;
   Bo może znudzić taka rzecz. &lt;br /&gt;
   Fe! fe! fe! &lt;br /&gt;
   W kąt poszedł... To zabawki los, &lt;br /&gt;
   Gdy na nic się nie zdała, &lt;br /&gt;
   Lecz utkwił mi sklepowej głos, &lt;br /&gt;
   Gdy towar zachwalała: &lt;br /&gt;
   &amp;quot;O, weź pan go! O, kup pan to! &lt;br /&gt;
   O, kup pan to! O, kup pan to! &lt;br /&gt;
   Bitte! Bitte! O, kup pan to!&amp;quot;&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
               III&lt;br /&gt;
   Aż tu ... lat temu będzie dwa, &lt;br /&gt;
   Spostrzegłem z miną osła, &lt;br /&gt;
   Jak ma zabawka miastem szła, &lt;br /&gt;
   Lecz strasznie się rozrosła! &lt;br /&gt;
   I strój ten sam, i hełm ten sam, &lt;br /&gt;
   Czy ja halucynacje mam? &lt;br /&gt;
   Css... css... css... &lt;br /&gt;
   I nagle mnie olśniła myśl, &lt;br /&gt;
   Strzeliło coś do głowy! &lt;br /&gt;
   Bo oto już rozumiem dziś &lt;br /&gt;
   Treść wieszczych słów sklepowej, &lt;br /&gt;
   Gdy powtarzała razy sto: &lt;br /&gt;
   &amp;quot;Okupant to! Okupant to! &lt;br /&gt;
   Brrrrr!!! &lt;br /&gt;
   Okupant to!&amp;quot; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = O kup pan to&lt;br /&gt;
|Published = Estrada&lt;br /&gt;
|Nr = 9&lt;br /&gt;
|Data = 1919&lt;br /&gt;
|Strona = 69&lt;br /&gt;
|Przedruk = ''Dzieła'' t. III, ''Jarmark rymów'', Czytelnik, Warszawa 1958, str. 497; ''Kabaretiana'', Czytelnik, Warszawa 2002, str. 43.&lt;br /&gt;
|Uwagi = Utwór powstał w 1918 r; opublikowany został pod pseudonimem J. Wim. Maszynopis w Muzeum Literatury. W maszynopisie w. 18: pikelhaubie/piramidzie. Piosenka wykonywana była przez [[repertuar::Władysław Lin|Władysława Lina]] w kabarecie [[Miraż]] w okupowanej przez Niemców Warszawie, zaś słowa &amp;quot;O, kup pan to&amp;quot;, które fonetycznie brzmiały &amp;quot;Okupant to&amp;quot; spowodowały -- z rozporządzenia władz -- zamknięcie kabaretu w dn. 11. marca 1918 r. Ponowne otwarcie kabaretu nastąpiło po 3 tygodniach.&lt;br /&gt;
|Źródło = ''Dzieła'' t. III, ''Jarmark rymów'', Czytelnik, Warszawa 1958, str. 497&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Moje_zbieractwo&amp;diff=75</id>
		<title>Julian Tuwim - Moje zbieractwo</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Moje_zbieractwo&amp;diff=75"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;Zaczęła się ta rozkoszna choroba od kolekcjonowania kolorowych szkiełek i kamyków, które w magicznem świetle dziecinnej fantazji bez trudu stawały się klejnotami i amuletami. Potem przyfrunęły barwne motyle i pstre znaczki pocztowe, po nich egzotyczne słówka afrykańskich szczepów, wypisane z dzieł podróżniczych, potem zioła lekarskie, które dla niepojętych dzisiaj powodów zacząłem gromadzić, sycąc się ich zasuszonym aromatem, następnie przyszedł okres chemji, alchemji raczej, uprawianej w kuchni na taburecie, wreszcie, gdy w r. 1911, jako szesnastoletni niespełna sztubak pojechałem po raz pierwszy na wakacje do Warszawy, wstąpiłem do jakiejś antykwarni na ul. Elektoralnej (o Świętokrzyskiej nic jeszcze nie wiedziałem) i tam za kilka kopiejek kupiłem oprawną w pergamin książkę Sammula Caietani (Wenecja 1565), łaciński traktat o grzechach, którego czytać wprawdzie nie mogłem, bo łacinnik był ze mnie wówczas nietęgi, ale który mnie zapachem starzyzny tak upoił,że do dziś dnia chodzę zatruty bibljofilskim narkotykiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dulce venenum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieractwo moje poszło od pierwszej chwili po linji kolekcjonowania curiosów, dziwactw, osobliwości. Nie nęcą mnie wspaniałe luksusowe wydawnictwa, piękne oprawy, numerowane egzemplarze itp. okazy książek &amp;quot;estetycznych&amp;quot; i &amp;quot;artystycznych&amp;quot;. Mijam obojętnie gwiazdkowe wystawy księgarni, pełne salonowych, albumowych &amp;quot;prezentów&amp;quot; i bibelotów, potrafię natomiast długie godziny poświęcić grzebaniu się w makulaturze, śród której zawsze wyłowię jakiś &amp;quot;smaczny&amp;quot; druczek. Raz będzie to &amp;quot;Jad człowieczy gorszy od jadu żmiji czy szkalowania, przeklęctwa i złorzeczenia ludowi naszemu do rozważania przez ks. Szczepana podany&amp;quot; (Tarnów 1876), innym razem &amp;quot;Leki na strachy śmiertelne&amp;quot; (Gniezno 1863), kiedyindziej trafią się &amp;quot;Widzenia rozliczne siodłaka prostego&amp;quot; (Mikołów 1852), a wielkie to już święto na mojem bibljofilskiem podwórku, gdy się stara pijacka broszurka znajdzie, w Bochni lub Chełmnie przed stu laty wydana. Te druki (alkoholica polskie) gromadzę z największą pasją, z którą w zawody poszły w ostatnich czasach wydawnictwa odpustowe, jarmarczne, dziadowskie, podkościelne i podklasztorne, od &amp;quot;Prawdziwego zdarzenia o zmarzniętych dzieciach&amp;quot; poczynając, na cudownościach teologicznych kończąc. Jeśli zbieram poezje --- to nieznane, grafomańskie, zapomniane, w żadnej oficjalnej historji literatury nie figurujące; jeśli filologję --- to dzieła owych pół-obłąkańców, snujących na podstawie swoich bredzeń fantasmagoryczne pradzieje ludzkości; jeśli prawo --- to &amp;quot;De jure ventris&amp;quot;, &amp;quot;De jure dormientium&amp;quot; i &amp;quot;De jure neminis&amp;quot;, dział zaś zoologiczny mojej biblioteki nie wykracza poza traktaty o feniksie, salamandrze, lewjatanie, bazyliszku itp. dziwotworach starożytnej i średniowiecznej fauny. Djabły, czary, wiedźmy, antychrysty, trucizny, cuda, opętani, dokumenty głupoty i okrucieństwa, stary humor, prowincjonalne powieści sprzed wieku, ulotne pisemka niezwykłej treści, całe groteskowe panopticum dziejów kultury, --- oto nieskończona dziedzina mojego kolekcjonerstwa. I nie poto, broń Boże, gromadzę te dziwolągi, abym im dla jakichś &amp;quot;szlachetniejszych celów&amp;quot; chciał przeciwstawić rzekomą &amp;quot;prawdę&amp;quot; dnia dzisiejszego, bo przecież i ona stanie się wkrótce jarmarcznym eksponatem w obliczu nowej przyszłości, którą... ten sam los czeka. Ale gdzież (zapyta kto) jeśli nie w tem przeciwstawieniu szukać źródła tak osobliwych upodobań? Sądzę, że w uroku artystycznym rozwoju kultury, tej potęgi co nawet w błędach swoich jest piękna i ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zresztą... cóż my o jej błędach mówić możemy? Gdzież te sprawdziany? Tylko patrzeć, jak następne pokolenie przyglądać się będzie kompozycjom współczesnych rysowników z tem samem pobłażaniem, z jakiem my oglądamy naiwne kopersztychy; patefon stanie na wystawie magazynu starożytności, babcie grać będą &amp;quot;staroświeckie foxtrotty&amp;quot;, jak o tem pięknie Marja Pawlikowska powiedziała, --- a samochody i autobusy staną się zabytkiem, jak dziś dyliżanse i najtyczanki. To samo z nauką, wiarą i obyczajem... Nic względniejszego nad curiosum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Moje zbieractwo&lt;br /&gt;
|Published=Szpargały&lt;br /&gt;
|Nr=1&lt;br /&gt;
|Data=1934&lt;br /&gt;
|Strona=&lt;br /&gt;
|Przedruk=''Wiadomości Literackie'' nr 27 (554), 1934 r, str. 6;&lt;br /&gt;
|Uwagi=W ''Wiadomościach Literackich'' dodatkowo informacja o ukazaniu się pierwszego numeru &amp;quot;Szpargałów&amp;quot;:&lt;br /&gt;
&amp;lt;blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
Pod tym kuszącym dla każdego bibljofila tytułem ukazał się zeszyt pierwszy czasopisma, poświęconego &amp;quot;miłośnictwu i zbieractwu książek oraz wszelkich osobliwości bibljograficznych&amp;quot;, zawierający m.in. &amp;quot;O pani Ewelinie Balzakowej&amp;quot; St. P. Koczorowskiego, &amp;quot;Rozważania bibljofilskie&amp;quot; Ludomiła Lewenstama, &amp;quot;Moje zbieractwo&amp;quot; Juljana Tuwima, bogaty dział rozmaitości z niezwykle ciekawemi szczegółami, dotyczącemi wierszowanych podpisów własnościowych oraz zaklęć przeciwko złodziejom książek itp. Pismo redaguje Bolesław Olszewicz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przedrukowujemy poniżej artykuł Tuwima &amp;quot;Moje zbieractwo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&amp;lt;/blockquote&amp;gt;&lt;br /&gt;
|Źródło=wg WL&lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_List_do_pewnej_pary%C5%BCanki&amp;diff=77</id>
		<title>Julian Tuwim - List do pewnej paryżanki</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_List_do_pewnej_pary%C5%BCanki&amp;diff=77"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:29Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Chętnie bym z Panią pochodził&lt;br /&gt;
  Po wiosennym Panamie,&lt;br /&gt;
  Odrodziłby mnie, odmłodził&lt;br /&gt;
  Pierwszy paryski kamień.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Chętnie bym z Panią postał&lt;br /&gt;
  Przy byle wystawie modnej,&lt;br /&gt;
  Szczęśliwy, że mi los dał&lt;br /&gt;
  Znów stać na nogach swobodnie.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Chętnie bym z Panią posiedział&lt;br /&gt;
  Gdzieś w knajpce na bulmiszku,&lt;br /&gt;
  Wypiłbym kilka kieliszków...&lt;br /&gt;
  Czego? Już ja bym wiedział.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Chętnie bym z Panią pojeździł&lt;br /&gt;
  Po elizejskich szampach,&lt;br /&gt;
  Wieczorem, gdy się gwieździ&lt;br /&gt;
  Złoty niebiański szampan.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I chętnie bym z Panią poleżał&lt;br /&gt;
  Po dniu tak pięknie spędzonym&lt;br /&gt;
  (Niech Pani zapyta się męża,&lt;br /&gt;
  A ja się dowiem u żony).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul = List do pewnej paryżanki&lt;br /&gt;
|Published = brak&lt;br /&gt;
|Nr = brak&lt;br /&gt;
|Data = brak&lt;br /&gt;
|Strona = brak&lt;br /&gt;
|Przedruk = &lt;br /&gt;
|Uwagi = Utwór powstał w maju 1933 r w czasie pobytu autora w Paryżu; oryginał w ML;&lt;br /&gt;
|Źródło = &lt;br /&gt;
}}&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	<entry>
		<id>http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Stolice&amp;diff=59</id>
		<title>Julian Tuwim - Stolice</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.sapijaszko.net/index.php?title=Julian_Tuwim_-_Stolice&amp;diff=59"/>
				<updated>2011-06-23T12:22:28Z</updated>
		
		<summary type="html">&lt;p&gt;Admin: 1 wersja&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;  Zebrali się na targi i przekupy&lt;br /&gt;
  Zwycięskie wrogi, zbrojni wolą silną&lt;br /&gt;
  By granicznemi porozdzielać słupy&lt;br /&gt;
  Warszawę --- Poznań --- Kraków --- Lwów i Wilno!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Radzili długo przy zielonym stole:&lt;br /&gt;
  Jak uczynić sługi swe z Polaków,&lt;br /&gt;
  Skazali na swą wolę i niewolę&lt;br /&gt;
  Warszawę --- Poznań --- Wilno --- Lwów i Kraków.&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Jeździli po nas knutem i batogiem,&lt;br /&gt;
  Butem i kolbą nam tworzyli prawa!&lt;br /&gt;
  Patrzały, jak to wróg się ściga z wrogiem,&lt;br /&gt;
  Lwów --- Kraków --- Poznań --- Wilno i Warszawa&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  Lecz ich dosięgła dłoń sprawiedliwości,&lt;br /&gt;
  Snadź i losowi było o nas pilno,&lt;br /&gt;
  --- Padają trony ich ciemięskich Mości!&lt;br /&gt;
  --- Trwa Poznań --- Kraków --- Lwów --- Warszawa --- Wilno!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  W pięciu stolicach jedno serce bije,&lt;br /&gt;
  Jak biją skrzydła wolnych złotych ptaków&lt;br /&gt;
  Pięć stolic jedną świętą myślą żyje:&lt;br /&gt;
  Warszawa --- Poznań --- Wilno --- Lwów i Kraków!&amp;lt;br/&amp;gt;&lt;br /&gt;
  I jedna wola --- wszystkich drogowskazem,&lt;br /&gt;
  I jedna wolność, jedna wszędy sprawa&lt;br /&gt;
  I --- gdy potrzeba --- to powstaną razem&lt;br /&gt;
  Lwów --- Kraków --- Poznań --- Wilno i Warszawa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{MetaUtwor&lt;br /&gt;
|Autor=Julian Tuwim&lt;br /&gt;
|Tytul=Stolice&lt;br /&gt;
|Published=Estrada&lt;br /&gt;
|Nr=9&lt;br /&gt;
|Data=1919&lt;br /&gt;
|Strona=7&lt;br /&gt;
|Przedruk=w czasopismach: ''Trubadur Polski'', Warszawa 1921, nr 1; ''Nowy Świat'', New York 1924, nr 49; ''Tygodnik Polski'', New York 1945, nr 2 (159) (w artykule: ''Tuwim przeciw linii Curzona''); ''Wiadomości'', Londyn 1950, nr 9 (w artykule: Zapomniany wiersz Tuwima)&amp;lt;bibref f=&amp;quot;tuwim.bib&amp;quot;&amp;gt;-zapomniany-1950&amp;lt;/bibref&amp;gt;.&lt;br /&gt;
|Uwagi=Wiersz satyryczny w związku z traktatem pokojowym zawartym w Brześciu między aliantami i Związkiem Radzieckim w marcu 1918 r. W ''Wiadomościach'' w pierwszej linijce ''Zebrały się''...&lt;br /&gt;
|Źródło=wg Estrady&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;bibreferences/&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Admin</name></author>	</entry>

	</feed>