Difference between revisions of "Pierwsza szopka warszawska"

From sapijaszko.net
Jump to: navigation, search
m
m
Line 351: Line 351:
 
</poem>
 
</poem>
 
::::''(odchodzi)''
 
::::''(odchodzi)''
 +
}}
 +
 +
===Scena VI===
 +
::::''(Wchodzą Arabski i Tuwimes Sokraczący)''
 +
{{Osoba|Arabski|Ktoś się za mną włóczy wciąż.}}
 +
{{Osoba|Tuwimes Sokraczący|Ktoś przedemną ciągle stąpa...}}
 +
{{Osoba|Arabski|
 +
<poem>
 +
Kurjer duży, pensja skąpa,
 +
Własne trwogi, zbrodnie, sny,
 +
Własne brudy, podłość, kłam
 +
Mam, zanadto dużo mam.
 +
</poem>}}
 +
{{Osoba|Tuwimes Sokraczący|Zacz kto?}}
 +
{{Osoba|Arabski|Błazen!}}
 +
{{Osoba|Tuwimes Sokraczący|Rabskiej mąż!}}
 +
{{Osoba|Arabski|Salve smyku!}}
 +
{{Osoba|Tuwimes Sokraczący|
 +
<poem>
 +
Ojcze byku!
 +
Asan się zalewa łzami,
 +
Duszę krwawi, serce krwawi,
 +
Ale znać z acana mowy,
 +
Że jest u Lewentalowej.
 +
Zaśpiewałeś kruczy ton,
 +
A słyszałeś kiedy, zwierzu,
 +
Jak dźwięczy i śpiewa on.
 +
</poem>}}
 +
{{Osoba|Arabski|Zygmunt... Zygmunt...}}
 +
{{Osoba|Tuwimes Sokraczący|Olchowicz!}}
 +
{{Osoba|Arabski|
 +
<poem>
 +
Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw,
 +
Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder,
 +
Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw,
 +
Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!
 +
      Jam tu tylko mimochodem,
 +
      Narodowy wiodę taniec,
 +
      Przed narodem idę przodem
 +
      W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
 +
      Jutro jadę do Poznania
 +
      Będę już nie do poznania,
 +
      Tam mnie cały lud wybierze,
 +
      A ja w "Warszawskim Kurjerze"
 +
      Także wybiorę, lecz pensję,
 +
      Żegnając ciocię Hortensję,
 +
      Która zaleje się łzami.
 +
      Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
 +
      Dzisiaj między niewiastami,
 +
      A jutro w Sejmie zasiędę.
 +
      W piersi mam zapał młodzieńczy,
 +
      Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
 +
      Kończyc me dzieło uwieńczy,
 +
      Lecz najpierw rozprawię się z żydem:
 +
</poem>
 +
::::''(śpiewa na melodję "Majufesu")''
 +
<poem>
 +
Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła,
 +
Śmiech szatański z mroku brzmi,
 +
Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła
 +
Wierzcie, wierzcie mi!
 +
Dąbale, fornale,
 +
Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki,
 +
Wszystkim zaś rządzi żyd,
 +
Patrz "ulotne kartki".
 +
      Same żydy, same żydy,
 +
      Krzyczę, ryczę, wołam,
 +
      Jak się pozbyć tej ohydy?
 +
      Żydy dookoła!
 +
Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża
 +
Ten co tego, co to pan już wie!
 +
Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża:
 +
"Cher Wuer, sauvez!"
 +
Parsknęło, wierzgnęło
 +
Coś w hotelu rzymskim,
 +
Z mroku zaś wylazł ktoś:
 +
Witos ze Słonimskim:
 +
      Same żydy, same żydy,
 +
      Krzyczę, ryczę, wołam,
 +
      Jak się pozbyć tej ohydy?
 +
      Żydy dookoła!
 +
Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder
 +
Rosner, Putek, Patek, Pat,
 +
Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder
 +
I markiz de Sade.
 +
Wszędzie wróg! Gdybym mógł
 +
Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie,
 +
Lecz i tam także mam
 +
Ładne przedstawienie:
 +
      Same żydy, same żydy,
 +
      Krzyczę, ryczę, wołam,
 +
      Jak się pozbyć tej ohydy?
 +
      Żydy dookoła!
 +
</poem>
 +
::::''(wychodzi)''
 +
}}
 +
 +
===Scena VII===
 +
::::''Tuwimes Sokraczący (sam)''
 +
{{Osoba|Tuwimes Sokraczący|
 +
<poem>
 +
Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego!
 +
Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach,
 +
Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego,
 +
Znamy się nadto dobrze na takich kawałach!
 +
Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes,
 +
Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes!
 +
Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu!
 +
Na noże!
 +
Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę!
 +
Wybuduję domy zielone, czerwone,
 +
Oj Dido! oj Łado!
 +
A wszystkie okna otworzone!
 +
Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam,
 +
Teraz jestem łagodny --- krakowiaki śpiewam:
 +
</poem>
 +
::::''(śpiewa na melodję "Krakowiaka")''
 +
<poem>
 +
Prostuje się droga,
 +
Minął czas uniesień,
 +
Czyhałem na Boga ---
 +
Dziś mam siódmą jesień.
 +
      Dobra jesień siódma,
 +
      Lepsza niźli żadna,
 +
      Tęga była wiosna,
 +
      Jesień tylko... ładna.
 +
Wyleciałem z Łodzi
 +
Do Skamandra prosto,
 +
Dzisiaj nic nie szkodzi:
 +
Pisujemy z siostrą.
 +
      Ćwierkam, ćwierkam słodko,
 +
      Na melodję rzewną,
 +
      Dobre są słopiewnie,
 +
      Ale nie na pewno.
 +
Woda, Wanda, Wende,
 +
Nie zgaśnij "Ignisie"!
 +
Ja wydawać będę,
 +
Póki jeszcze tli się.
 +
      Wycinam hołówce,
 +
      Kościelskiego skrobnę,
 +
      "Wszak" --- krzyczy Mortkowicz,
 +
      "Dam, lecz nie mam drobne".
 +
Umarł już Sokrates
 +
I leży na desce,
 +
Żeby mu zagrali
 +
Zatańczyłby jeszcze! ---
 +
      Chociaż umarł dawno
 +
      Rady na to nima,
 +
      Sam Sokrates tańćzy
 +
      Tu-stepa Tu-wima.
 +
</poem>
 +
::::''(wychodzi)''
 +
}}
 +
 +
===Scena VIII===
 +
::::''(Wpada Wojciech Trąbczyński).''
 +
{{Osoba|Wojciech Trąbczyński|
 +
<poem>
 +
Panowie! Jestem dyrygentem,
 +
Sam także władam dętym instrumentem,
 +
Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą
 +
Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo.
 +
Grywam różne opery, repertuar duży,
 +
Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży,
 +
Jedni biją oklaski, a inni sobaczą,
 +
Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą",
 +
Endecy, enzetele przy codziennych pracach
 +
Popisowe swe role grywają w "Pajacach".
 +
Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia,
 +
Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia.
 +
Każdy chce co innego, każdy pali mówkę,
 +
Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę".
 +
Witos robi operę i wielką mam bidę,
 +
Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"!
 +
Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra,
 +
Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra.
 +
</poem>
 +
::::''(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").
 +
<poem>
 +
Zaczyna bęben albo smyk,
 +
Cymbały się odezwą w mig,
 +
Fujary potem w pisk i kwik,
 +
A stare trąby zaraz w ryk.
 +
      Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
 +
      Akompanjują krzesła,
 +
      Pulpity w sufity
 +
      Akordem walą bum!
 +
Coś puka tu, coś świda tam,
 +
Wojdyła gdyczy, gwałt i kram,
 +
Ciańciara coś i bucznie rżnie,
 +
A tam czyjś głos rozperla się.
 +
      Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
 +
      Akompanjują krzesła,
 +
      Pulpity w sufity
 +
      Akordem walą bum!
 +
Potoczek szemrze, trzaska mróz,
 +
Woźnicki skrzypi nieczem wóz,
 +
W Małupę łupią zejdy dwie,
 +
W Samego siebie Hirszhorn dmie.
 +
      Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
 +
      Akompanjują krzesła,
 +
      Pulpity w sufity
 +
      Akordem walą bum!
 +
Dąbalem Rosset bije w stół,
 +
Na Putka ryczy Gdyk, jak wół,
 +
W spluwaczkę wali ktoś co sił,
 +
Jak gdyby to Zamorski był.
 +
      Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
 +
      Akompanjują krzesła,
 +
      Pulpity w sufity
 +
      Akordem walą bum!
 +
</poem>
 +
::::''(wychodzi).''
 
}}
 
}}
 
==Przypisy==
 
==Przypisy==

Revision as of 21:39, 16 July 2013

Dane bibliograficzne

{{#if: Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę | Autor::Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę: | [[Edytor::{{{Edytor}}}|{{{Edytor}}}]] ed.: }} Tytuł::Pierwsza szopka warszawska, {{#if: | przekład: Przekład::, | }} {{#if: Instytut Wydawniczy "Musarion" | Wydawnictwo::Instytut Wydawniczy "Musarion", | }} {{#if:Kraków|Miejsce wydania::Kraków, | }} Data wydania::1922[[Klucz::pikador-pierwsza-1922|]][[nazwastrony::Pierwsza szopka warszawska|]] {{#if:|{{{Gatunek}}}| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}

{{#if:Podtytuł: Revue w 3 odsłonach.|Podtytuł: Revue w 3 odsłonach.|}}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::pikador-pierwsza-1922|format=count}} > 0 |

Recenzje

{{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::pikador-pierwsza-1922 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#if:

Osoby działające

Jan Lornetkowicz  {{#if:|{{{2}}}|}}
Arnold Szi-Szi<ref>Arnold Szyfman</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Rysio Ordynaryński  {{#if:|{{{2}}}|}}
Juliusz Osterkaterwa<ref>Juliusz Osterwa</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Waldemar Arabski  {{#if:|{{{2}}}|}}
Marnel Kakuszyński<ref>Kornel Makuszyński</ref>  {{#if:||}}
Wacio Grubiański  {{#if:||}}
Irena En-Grosser Spolska  {{#if:||}}
Stanisław Bezstroński  {{#if:||}}
Dziadek  {{#if:||}}
Stanisław Gadaliński  {{#if:||}}
Minister Machalski  {{#if:||}}
Ignacy Loyla Abderewski<ref>Ignacy Padarewski</ref>  {{#if:||}}
Poseł Drągal  {{#if:||}}
Ignacy Gdaczyński  {{#if:||}}
Albert Ziemiański  {{#if:||}}
Szymon Langenazy<ref>Szymon Askenazy</ref>  {{#if:||}}
Wojciech Trąbczyński  {{#if:||}}
Poseł Witoś  {{#if:||}}
Tuwimes Sokraczący<ref>Julian Tuwim</ref>  {{#if:||}}
Adolf Neuwierciński  {{#if:||}}
Dr Bi-Ba-Boy<ref>Dr Tadeusz Boy-Żeleński</ref>  {{#if:||}}
Jenerał Harceller  {{#if:||}}
Ppułk. Wieniawa-Vient-En-Avant<ref>Bolesław Wieniawa-Długoszowski</ref>  {{#if:||}}

Prolog

(Wychodzi Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę). <poem> Panowie i panie! Miejcie tę naturę, Nie patrzcie się na siebie, ale prosto w dziurę. W domku naszym się dziura za chwilę otworzy, Kolejno się pokażą nasi lokatorzy. W domku mamy ich wszystkich, ciasnym lecz chędogim, Aplauz dajcie należny naszym gościom drogim. Chcecie zbadać ich bliżej? Już są na papierze Pierwszą szopkę warszawską we wdzięcznej ofierze Składają wam

                             Pikador, jego koń
                             i jeszcze jedno zwierzę.

</poem>

Akt I

Scena I

(Wychodzi Lornetkowicz).

Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne --- i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli, Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu, Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu", Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić --- Umówić się z Zelwerem i razem się spalić. </poem>| <poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne --- i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli, Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu, Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu", Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić --- Umówić się z Zelwerem i razem się spalić.

</poem>|}}

Scena II

(Wchodzi prezes Gadaliński).

Gadaliński  {{#if:

<poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę, O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra, O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra", Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada --- hop siup!

Pogrzeb mikada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita --- pan prezes wita, Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada --- hop siup!

Pierwsza brygada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada --- pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski, quatorze juillet Pan prezes gada --- hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada --- hop siup! </poem>

(wybiega)

| <poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę, O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra, O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra", Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada --- hop siup!

Pogrzeb mikada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita --- pan prezes wita, Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada --- hop siup!

Pierwsza brygada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada --- pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski, quatorze juillet Pan prezes gada --- hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada --- hop siup! </poem>

(wybiega)
|}}
Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las", Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski, Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna" Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał --- i nie chciał wrócić do Pabjanic Odejdź przechodniu --- i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)

| <poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las", Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski, Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna" Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał --- i nie chciał wrócić do Pabjanic Odejdź przechodniu --- i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena III

(Wchodzi Osterkaterwa)

Osterkaterwa  {{#if:

<poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" --- "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze --- Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. --- "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" --- chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona --- dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci --- Gdy i to nie pomoże --- wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę --- wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)

| <poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" --- "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze --- Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. --- "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" --- chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona --- dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci --- Gdy i to nie pomoże --- wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę --- wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena IV

(Wchodzi Szi-szi)
Szi-Szi  {{#if:

<poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki --- Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze --- chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie --- znam publiki gusta --- Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra ---
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach --- toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa --- to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać. </poem>| <poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki --- Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze --- chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie --- znam publiki gusta --- Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra ---
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach --- toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa --- to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać.

</poem>|}}

Scena V

Głos  {{#if:z za sceny:

<poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi. </poem>|z za sceny: <poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi.

</poem>|}}
(Wchodzi Rysio Ordynaryński. Śpiewa na nutę: "W lasku Ida...").
Rysio Ordynaryński  {{#if:

<poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są --- Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. --- </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj --- i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps --- Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich --- wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! --- Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna --- Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! --- </poem>

(odchodzi)

| <poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są --- Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. --- </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj --- i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps --- Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich --- wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! --- Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna --- Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! --- </poem>

(odchodzi)
|}}

Scena VI

(Wchodzą Arabski i Tuwimes Sokraczący)
Arabski  {{#if:Ktoś się za mną włóczy wciąż.|Ktoś się za mną włóczy wciąż.|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Ktoś przedemną ciągle stąpa...|Ktoś przedemną ciągle stąpa...|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam. </poem>| <poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam.

</poem>|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Zacz kto?|Zacz kto?|}}
Arabski  {{#if:Błazen!|Błazen!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Rabskiej mąż!|Rabskiej mąż!|}}
Arabski  {{#if:Salve smyku!|Salve smyku!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on. </poem>| <poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on.

</poem>|}}
Arabski  {{#if:Zygmunt... Zygmunt...|Zygmunt... Zygmunt...|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Olchowicz!|Olchowicz!|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VII

Tuwimes Sokraczący (sam)
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny --- krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga --- Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" --- krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! ---

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny --- krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga --- Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" --- krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! ---

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VIII

(Wpada Wojciech Trąbczyński).
Wojciech Trąbczyński  {{#if:

<poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).

| <poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).
|}}

Przypisy

<references/>

|

Treść

Osoby działające

Jan Lornetkowicz  {{#if:|{{{2}}}|}}
Arnold Szi-Szi<ref>Arnold Szyfman</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Rysio Ordynaryński  {{#if:|{{{2}}}|}}
Juliusz Osterkaterwa<ref>Juliusz Osterwa</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Waldemar Arabski  {{#if:|{{{2}}}|}}
Marnel Kakuszyński<ref>Kornel Makuszyński</ref>  {{#if:||}}
Wacio Grubiański  {{#if:||}}
Irena En-Grosser Spolska  {{#if:||}}
Stanisław Bezstroński  {{#if:||}}
Dziadek  {{#if:||}}
Stanisław Gadaliński  {{#if:||}}
Minister Machalski  {{#if:||}}
Ignacy Loyla Abderewski<ref>Ignacy Padarewski</ref>  {{#if:||}}
Poseł Drągal  {{#if:||}}
Ignacy Gdaczyński  {{#if:||}}
Albert Ziemiański  {{#if:||}}
Szymon Langenazy<ref>Szymon Askenazy</ref>  {{#if:||}}
Wojciech Trąbczyński  {{#if:||}}
Poseł Witoś  {{#if:||}}
Tuwimes Sokraczący<ref>Julian Tuwim</ref>  {{#if:||}}
Adolf Neuwierciński  {{#if:||}}
Dr Bi-Ba-Boy<ref>Dr Tadeusz Boy-Żeleński</ref>  {{#if:||}}
Jenerał Harceller  {{#if:||}}
Ppułk. Wieniawa-Vient-En-Avant<ref>Bolesław Wieniawa-Długoszowski</ref>  {{#if:||}}

Prolog

(Wychodzi Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę). <poem> Panowie i panie! Miejcie tę naturę, Nie patrzcie się na siebie, ale prosto w dziurę. W domku naszym się dziura za chwilę otworzy, Kolejno się pokażą nasi lokatorzy. W domku mamy ich wszystkich, ciasnym lecz chędogim, Aplauz dajcie należny naszym gościom drogim. Chcecie zbadać ich bliżej? Już są na papierze Pierwszą szopkę warszawską we wdzięcznej ofierze Składają wam

                             Pikador, jego koń
                             i jeszcze jedno zwierzę.

</poem>

Akt I

Scena I

(Wychodzi Lornetkowicz).

Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne --- i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli, Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu, Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu", Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić --- Umówić się z Zelwerem i razem się spalić. </poem>| <poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne --- i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli, Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu, Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu", Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić --- Umówić się z Zelwerem i razem się spalić.

</poem>|}}

Scena II

(Wchodzi prezes Gadaliński).

Gadaliński  {{#if:

<poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę, O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra, O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra", Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada --- hop siup!

Pogrzeb mikada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita --- pan prezes wita, Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada --- hop siup!

Pierwsza brygada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada --- pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski, quatorze juillet Pan prezes gada --- hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada --- hop siup! </poem>

(wybiega)

| <poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę, O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra, O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra", Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada --- hop siup!

Pogrzeb mikada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita --- pan prezes wita, Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada --- hop siup!

Pierwsza brygada --- pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada --- pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski, quatorze juillet Pan prezes gada --- hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada --- hop siup! </poem>

(wybiega)
|}}
Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las", Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski, Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna" Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał --- i nie chciał wrócić do Pabjanic Odejdź przechodniu --- i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)

| <poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las", Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski, Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna" Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał --- i nie chciał wrócić do Pabjanic Odejdź przechodniu --- i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena III

(Wchodzi Osterkaterwa)

Osterkaterwa  {{#if:

<poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" --- "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze --- Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. --- "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" --- chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona --- dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci --- Gdy i to nie pomoże --- wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę --- wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)

| <poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" --- "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze --- Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. --- "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" --- chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona --- dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci --- Gdy i to nie pomoże --- wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę --- wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena IV

(Wchodzi Szi-szi)
Szi-Szi  {{#if:

<poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki --- Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze --- chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie --- znam publiki gusta --- Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra ---
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach --- toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa --- to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać. </poem>| <poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki --- Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze --- chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie --- znam publiki gusta --- Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra ---
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach --- toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa --- to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać.

</poem>|}}

Scena V

Głos  {{#if:z za sceny:

<poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi. </poem>|z za sceny: <poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi.

</poem>|}}
(Wchodzi Rysio Ordynaryński. Śpiewa na nutę: "W lasku Ida...").
Rysio Ordynaryński  {{#if:

<poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są --- Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. --- </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj --- i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps --- Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich --- wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! --- Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna --- Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! --- </poem>

(odchodzi)

| <poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są --- Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. --- </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj --- i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps --- Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich --- wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! --- Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna --- Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! --- </poem>

(odchodzi)
|}}

Scena VI

(Wchodzą Arabski i Tuwimes Sokraczący)
Arabski  {{#if:Ktoś się za mną włóczy wciąż.|Ktoś się za mną włóczy wciąż.|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Ktoś przedemną ciągle stąpa...|Ktoś przedemną ciągle stąpa...|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam. </poem>| <poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam.

</poem>|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Zacz kto?|Zacz kto?|}}
Arabski  {{#if:Błazen!|Błazen!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Rabskiej mąż!|Rabskiej mąż!|}}
Arabski  {{#if:Salve smyku!|Salve smyku!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on. </poem>| <poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on.

</poem>|}}
Arabski  {{#if:Zygmunt... Zygmunt...|Zygmunt... Zygmunt...|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Olchowicz!|Olchowicz!|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VII

Tuwimes Sokraczący (sam)
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny --- krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga --- Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" --- krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! ---

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny --- krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga --- Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" --- krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! ---

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VIII

(Wpada Wojciech Trąbczyński).
Wojciech Trąbczyński  {{#if:

<poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).

| <poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).
|}}

Przypisy

<references/>

| }}

{{#if:|

Czytaj z Googlem

{{#widget:Google Books|id=|height=600|width=450}} |}}

<headertabs/>

{{#if: Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę | Pierwsza szopka warszawska|}}