Julian Tuwim - Płaszcz
{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::ArtykułKlucz::tuwim-plaszcz-1957|format=count}} > 0 |
Kogóż tu nie spotkasz? I kupca w szerokim watowanym kaftanie, i prostego chłopa w kożuchu, i filuterną damę, której pod modny kapelusz zaglądają panowie oficerowie, brzęcząc szablą i ostrogami, pokręcając napomadowane wąsiki --- a dama kokietuje pończoszką i tylko nóżkami szur-szur. Co za nóżki! Zobaczysz tu i zagraniczne guwernantki i cudzoziemskich guwernerów, prowadzących na spacer swoich pupilków w batystowych kołnierzykach; ważnie chodzą angielskie Dżonsy i francuskie Koki, blade missy i różowe madmuazele, tłumacząc dziatkom co "Good bye", a co "Bonjour". Kroczy Newskim Prospektem i solidny ojciec rodziny z małżonką pod rękę, staje przed wspaniale oświetloną wystawą magazynu, oblicza w myśli, co będzie mógł kupić, gdy się gratyfikacja trafi. Pani małżonka wzdycha: "Ach, kapelusz. Prosto z Paryża." --- Strach powiedzieć, ale i generał sunie czasem własnoręcznie przez Newski Prospekt, jak zwykły człowiek. Ważny, potężny, sapie, brodę gładzi z zadowoleniem, uśmiecha się łaskawie. A na innej ulicy nie uśmiechnie się. Tylko tutaj.
Bo najwięcej chodzi po Newskim Prospekcie urzędników --- ze służby na służbę, choćby miał kawałek drogi nałożyć, a przecież nie wytrzyma i Newskim pójdzie: ot, po prostu popatrzeć, oczko puścić komu należy, pokazać swój mundur nowy lub płaszcz, pogapić się na sklepy. Chodzą radcy tytularni, radcy nadworni, kolegialni rejestratorzy, gubernialni sekretarze, jedni prędzej, drudzy wolniej, młodzi z taką miną, jakby wcale przez sześć godzin nie siedzieli w urzędzie, starzy poważnie, z całym archiwum w głowie --- i tak od rana do wieczora rojno i gwarno na Newskim Prospekcie.
Ej, publika, na bok, uwaga, generał jedzie. Drogę, drogę! A ty, czegoś się na środku ulicy zagapił? Uciekaj! Co to? Porządku nie znasz? Ja tobie tu zaraz pokażę zbiegowisko robić! Dokumenty. Kto? Akakij Akakjewicz Baszumaczkin? Urzędnik? Do biura? A, przepraszam. Przechodzić, przechodzić. A na drugi raz uważać. Generał mógł pana przejechać --- i byłaby nieprzyjemność dla niego.
Scena 1
W urzędzie
Kilka stołów. Szafa z aktami. Portret cara (Mikołaja I). Woźny czyści klamki na glanc. Zegar wybija ósmą. W tej samej chwili wchodzi Akakij Akakjewicz. Biegnie do pieca, grzeje ręce, przestępuje z nogi na nogę. Woźny nieomal nie zwrócił uwagi na to, że Akakij wszedł.
(wbiega Rastopyrkin, zaaferowany młody urzędniczek, wykwintniś)|(mruczy pod nosem, pisząc) To już prawda... że co do tego, to nawet w samej rzeczy... i nie można, żeby... bo to rzeczywiście... tego...
(Rastopyrkin wraca)|Bożeż ty mój, Boże!
(Akakij spokojnie pisze. Wchodzą jeszcze dwaj urzędnicy i gwałtownie starają się doprowadzić do porządku papiery na swoich biurkach. Piotr kilkakrotnie przebiega przez scenę i znów znika. W ogóle zaczyna się nerwowa bieganina jakichś urzędników, woźnych, koncypientów itp. figur. Rośnie nastrój tremy i rozmaitych urzędniczych lęków. Wreszcie wpada zdyszany naczelnik kancelarii --- Kozodojew)|Słyszeliście? Informowałem się w trzecim. Kowalenko mówi, że straszny. I zwraca wielką uwagę na uniform. Jak leży mój frak? Czujesz perfumy? Żanetta. Sądzisz, że poczuje? A zresztą, czy nie wolno?
(wchodzi Jego Ekscelencja generał Jerichon Jerichonowicz Gromotrubow. Mnóstwo orderów, wstęg, brzękadeł. Mars na czole, wspaniałość i potęga. Za nim wiotki, elegancki adiutant. Urzędnicy stoją jak żołnierze. Pierwszy od widowni --- Akakij, ostatni --- naczelnik Kozodojew)|Panowie, siadać i nic nie robić... to jest... pracować... jakby nigdy nic... Spokój. Spokój. Guziki. (ostatnie nienawistne spojrzenie na Akakija) Uch, ty...
(adiutant tym samym ruchem ręki daje znak, aby się zbyt głośno nie śmiać. Młodzieniec ten przez cały czas zajęty jest oglądaniem i polerowaniem o rękaw munduru swych paznokci)|Cha-cha-cha...
Kogóż tu nie spotkasz? I kupca w szerokim watowanym kaftanie, i prostego chłopa w kożuchu, i filuterną damę, której pod modny kapelusz zaglądają panowie oficerowie, brzęcząc szablą i ostrogami, pokręcając napomadowane wąsiki --- a dama kokietuje pończoszką i tylko nóżkami szur-szur. Co za nóżki! Zobaczysz tu i zagraniczne guwernantki i cudzoziemskich guwernerów, prowadzących na spacer swoich pupilków w batystowych kołnierzykach; ważnie chodzą angielskie Dżonsy i francuskie Koki, blade missy i różowe madmuazele, tłumacząc dziatkom co "Good bye", a co "Bonjour". Kroczy Newskim Prospektem i solidny ojciec rodziny z małżonką pod rękę, staje przed wspaniale oświetloną wystawą magazynu, oblicza w myśli, co będzie mógł kupić, gdy się gratyfikacja trafi. Pani małżonka wzdycha: "Ach, kapelusz. Prosto z Paryża." --- Strach powiedzieć, ale i generał sunie czasem własnoręcznie przez Newski Prospekt, jak zwykły człowiek. Ważny, potężny, sapie, brodę gładzi z zadowoleniem, uśmiecha się łaskawie. A na innej ulicy nie uśmiechnie się. Tylko tutaj.
Bo najwięcej chodzi po Newskim Prospekcie urzędników --- ze służby na służbę, choćby miał kawałek drogi nałożyć, a przecież nie wytrzyma i Newskim pójdzie: ot, po prostu popatrzeć, oczko puścić komu należy, pokazać swój mundur nowy lub płaszcz, pogapić się na sklepy. Chodzą radcy tytularni, radcy nadworni, kolegialni rejestratorzy, gubernialni sekretarze, jedni prędzej, drudzy wolniej, młodzi z taką miną, jakby wcale przez sześć godzin nie siedzieli w urzędzie, starzy poważnie, z całym archiwum w głowie --- i tak od rana do wieczora rojno i gwarno na Newskim Prospekcie.
Ej, publika, na bok, uwaga, generał jedzie. Drogę, drogę! A ty, czegoś się na środku ulicy zagapił? Uciekaj! Co to? Porządku nie znasz? Ja tobie tu zaraz pokażę zbiegowisko robić! Dokumenty. Kto? Akakij Akakjewicz Baszumaczkin? Urzędnik? Do biura? A, przepraszam. Przechodzić, przechodzić. A na drugi raz uważać. Generał mógł pana przejechać --- i byłaby nieprzyjemność dla niego.
Scena 1
W urzędzie
Kilka stołów. Szafa z aktami. Portret cara (Mikołaja I). Woźny czyści klamki na glanc. Zegar wybija ósmą. W tej samej chwili wchodzi Akakij Akakjewicz. Biegnie do pieca, grzeje ręce, przestępuje z nogi na nogę. Woźny nieomal nie zwrócił uwagi na to, że Akakij wszedł.
(wbiega Rastopyrkin, zaaferowany młody urzędniczek, wykwintniś)|(mruczy pod nosem, pisząc) To już prawda... że co do tego, to nawet w samej rzeczy... i nie można, żeby... bo to rzeczywiście... tego...
(Rastopyrkin wraca)|Bożeż ty mój, Boże!
(Akakij spokojnie pisze. Wchodzą jeszcze dwaj urzędnicy i gwałtownie starają się doprowadzić do porządku papiery na swoich biurkach. Piotr kilkakrotnie przebiega przez scenę i znów znika. W ogóle zaczyna się nerwowa bieganina jakichś urzędników, woźnych, koncypientów itp. figur. Rośnie nastrój tremy i rozmaitych urzędniczych lęków. Wreszcie wpada zdyszany naczelnik kancelarii --- Kozodojew)|Słyszeliście? Informowałem się w trzecim. Kowalenko mówi, że straszny. I zwraca wielką uwagę na uniform. Jak leży mój frak? Czujesz perfumy? Żanetta. Sądzisz, że poczuje? A zresztą, czy nie wolno?
(wchodzi Jego Ekscelencja generał Jerichon Jerichonowicz Gromotrubow. Mnóstwo orderów, wstęg, brzękadeł. Mars na czole, wspaniałość i potęga. Za nim wiotki, elegancki adiutant. Urzędnicy stoją jak żołnierze. Pierwszy od widowni --- Akakij, ostatni --- naczelnik Kozodojew)|Panowie, siadać i nic nie robić... to jest... pracować... jakby nigdy nic... Spokój. Spokój. Guziki. (ostatnie nienawistne spojrzenie na Akakija) Uch, ty...
(adiutant tym samym ruchem ręki daje znak, aby się zbyt głośno nie śmiać. Młodzieniec ten przez cały czas zajęty jest oglądaniem i polerowaniem o rękaw munduru swych paznokci)|Cha-cha-cha...
Dane bibliograficzne
{{#if:Julian Tuwim|Autor: Julian Tuwim|}}
Tytuł: Płaszcz
Pierwodruk w: Dialog, {{#if: 5 | nr 5, | }} {{#ifeq: 1957-05-01 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1957-05-01}} | 4 | data::1957-05-01 | {{#time: Y|1957-05-01}} }}}}{{#ifeq: 5-35 | brak ||, str. strony::5-35}}; {{#if: |Przedruk: | }}
{{#ifexpr: {{#ask: Przedruk::tuwim-plaszcz-1957|format=count}} > 0 | Przedruk w tomach: {{#ask: Przedruk::tuwim-plaszcz-1957|format=list|outro=.}} | }} {{#if: | Uwagi: |}}
{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957|format=count}} > 0 | Recenzje: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957 |sort=Data |format=ul}} | }}
{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957|format=count}} > 0 | patrz też: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957 |sort=Data |format=ul}} | }}
{{#if: {{#ifeq: Journal | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Journal | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }} }}|Źródło tekstu: {{#ifeq: Journal | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Journal | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }}
}}|}}{{#if: Julian Tuwim | Płaszcz | }}{{#if: Julian Tuwim | | }} {{#ifeq: 5 | brak | | }}{{#ifeq: 1957-05-01 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1957-05-01}} | 4 | | [[rok publikacji::{{#time: Y|1957-05-01}}| ]] }} }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}
<headertabs/>
Kogóż tu nie spotkasz? I kupca w szerokim watowanym kaftanie, i prostego chłopa w kożuchu, i filuterną damę, której pod modny kapelusz zaglądają panowie oficerowie, brzęcząc szablą i ostrogami, pokręcając napomadowane wąsiki --- a dama kokietuje pończoszką i tylko nóżkami szur-szur. Co za nóżki! Zobaczysz tu i zagraniczne guwernantki i cudzoziemskich guwernerów, prowadzących na spacer swoich pupilków w batystowych kołnierzykach; ważnie chodzą angielskie Dżonsy i francuskie Koki, blade missy i różowe madmuazele, tłumacząc dziatkom co "Good bye", a co "Bonjour". Kroczy Newskim Prospektem i solidny ojciec rodziny z małżonką pod rękę, staje przed wspaniale oświetloną wystawą magazynu, oblicza w myśli, co będzie mógł kupić, gdy się gratyfikacja trafi. Pani małżonka wzdycha: "Ach, kapelusz. Prosto z Paryża." --- Strach powiedzieć, ale i generał sunie czasem własnoręcznie przez Newski Prospekt, jak zwykły człowiek. Ważny, potężny, sapie, brodę gładzi z zadowoleniem, uśmiecha się łaskawie. A na innej ulicy nie uśmiechnie się. Tylko tutaj.
Bo najwięcej chodzi po Newskim Prospekcie urzędników --- ze służby na służbę, choćby miał kawałek drogi nałożyć, a przecież nie wytrzyma i Newskim pójdzie: ot, po prostu popatrzeć, oczko puścić komu należy, pokazać swój mundur nowy lub płaszcz, pogapić się na sklepy. Chodzą radcy tytularni, radcy nadworni, kolegialni rejestratorzy, gubernialni sekretarze, jedni prędzej, drudzy wolniej, młodzi z taką miną, jakby wcale przez sześć godzin nie siedzieli w urzędzie, starzy poważnie, z całym archiwum w głowie --- i tak od rana do wieczora rojno i gwarno na Newskim Prospekcie.
Ej, publika, na bok, uwaga, generał jedzie. Drogę, drogę! A ty, czegoś się na środku ulicy zagapił? Uciekaj! Co to? Porządku nie znasz? Ja tobie tu zaraz pokażę zbiegowisko robić! Dokumenty. Kto? Akakij Akakjewicz Baszumaczkin? Urzędnik? Do biura? A, przepraszam. Przechodzić, przechodzić. A na drugi raz uważać. Generał mógł pana przejechać --- i byłaby nieprzyjemność dla niego.
Scena 1
W urzędzie
Kilka stołów. Szafa z aktami. Portret cara (Mikołaja I). Woźny czyści klamki na glanc. Zegar wybija ósmą. W tej samej chwili wchodzi Akakij Akakjewicz. Biegnie do pieca, grzeje ręce, przestępuje z nogi na nogę. Woźny nieomal nie zwrócił uwagi na to, że Akakij wszedł.
(wbiega Rastopyrkin, zaaferowany młody urzędniczek, wykwintniś)|(mruczy pod nosem, pisząc) To już prawda... że co do tego, to nawet w samej rzeczy... i nie można, żeby... bo to rzeczywiście... tego...
(Rastopyrkin wraca)|Bożeż ty mój, Boże!
(Akakij spokojnie pisze. Wchodzą jeszcze dwaj urzędnicy i gwałtownie starają się doprowadzić do porządku papiery na swoich biurkach. Piotr kilkakrotnie przebiega przez scenę i znów znika. W ogóle zaczyna się nerwowa bieganina jakichś urzędników, woźnych, koncypientów itp. figur. Rośnie nastrój tremy i rozmaitych urzędniczych lęków. Wreszcie wpada zdyszany naczelnik kancelarii --- Kozodojew)|Słyszeliście? Informowałem się w trzecim. Kowalenko mówi, że straszny. I zwraca wielką uwagę na uniform. Jak leży mój frak? Czujesz perfumy? Żanetta. Sądzisz, że poczuje? A zresztą, czy nie wolno?
(wchodzi Jego Ekscelencja generał Jerichon Jerichonowicz Gromotrubow. Mnóstwo orderów, wstęg, brzękadeł. Mars na czole, wspaniałość i potęga. Za nim wiotki, elegancki adiutant. Urzędnicy stoją jak żołnierze. Pierwszy od widowni --- Akakij, ostatni --- naczelnik Kozodojew)|Panowie, siadać i nic nie robić... to jest... pracować... jakby nigdy nic... Spokój. Spokój. Guziki. (ostatnie nienawistne spojrzenie na Akakija) Uch, ty...
(adiutant tym samym ruchem ręki daje znak, aby się zbyt głośno nie śmiać. Młodzieniec ten przez cały czas zajęty jest oglądaniem i polerowaniem o rękaw munduru swych paznokci)|Cha-cha-cha...
Kogóż tu nie spotkasz? I kupca w szerokim watowanym kaftanie, i prostego chłopa w kożuchu, i filuterną damę, której pod modny kapelusz zaglądają panowie oficerowie, brzęcząc szablą i ostrogami, pokręcając napomadowane wąsiki --- a dama kokietuje pończoszką i tylko nóżkami szur-szur. Co za nóżki! Zobaczysz tu i zagraniczne guwernantki i cudzoziemskich guwernerów, prowadzących na spacer swoich pupilków w batystowych kołnierzykach; ważnie chodzą angielskie Dżonsy i francuskie Koki, blade missy i różowe madmuazele, tłumacząc dziatkom co "Good bye", a co "Bonjour". Kroczy Newskim Prospektem i solidny ojciec rodziny z małżonką pod rękę, staje przed wspaniale oświetloną wystawą magazynu, oblicza w myśli, co będzie mógł kupić, gdy się gratyfikacja trafi. Pani małżonka wzdycha: "Ach, kapelusz. Prosto z Paryża." --- Strach powiedzieć, ale i generał sunie czasem własnoręcznie przez Newski Prospekt, jak zwykły człowiek. Ważny, potężny, sapie, brodę gładzi z zadowoleniem, uśmiecha się łaskawie. A na innej ulicy nie uśmiechnie się. Tylko tutaj.
Bo najwięcej chodzi po Newskim Prospekcie urzędników --- ze służby na służbę, choćby miał kawałek drogi nałożyć, a przecież nie wytrzyma i Newskim pójdzie: ot, po prostu popatrzeć, oczko puścić komu należy, pokazać swój mundur nowy lub płaszcz, pogapić się na sklepy. Chodzą radcy tytularni, radcy nadworni, kolegialni rejestratorzy, gubernialni sekretarze, jedni prędzej, drudzy wolniej, młodzi z taką miną, jakby wcale przez sześć godzin nie siedzieli w urzędzie, starzy poważnie, z całym archiwum w głowie --- i tak od rana do wieczora rojno i gwarno na Newskim Prospekcie.
Ej, publika, na bok, uwaga, generał jedzie. Drogę, drogę! A ty, czegoś się na środku ulicy zagapił? Uciekaj! Co to? Porządku nie znasz? Ja tobie tu zaraz pokażę zbiegowisko robić! Dokumenty. Kto? Akakij Akakjewicz Baszumaczkin? Urzędnik? Do biura? A, przepraszam. Przechodzić, przechodzić. A na drugi raz uważać. Generał mógł pana przejechać --- i byłaby nieprzyjemność dla niego.
Scena 1
W urzędzie
Kilka stołów. Szafa z aktami. Portret cara (Mikołaja I). Woźny czyści klamki na glanc. Zegar wybija ósmą. W tej samej chwili wchodzi Akakij Akakjewicz. Biegnie do pieca, grzeje ręce, przestępuje z nogi na nogę. Woźny nieomal nie zwrócił uwagi na to, że Akakij wszedł.
(wbiega Rastopyrkin, zaaferowany młody urzędniczek, wykwintniś)|(mruczy pod nosem, pisząc) To już prawda... że co do tego, to nawet w samej rzeczy... i nie można, żeby... bo to rzeczywiście... tego...
(Rastopyrkin wraca)|Bożeż ty mój, Boże!
(Akakij spokojnie pisze. Wchodzą jeszcze dwaj urzędnicy i gwałtownie starają się doprowadzić do porządku papiery na swoich biurkach. Piotr kilkakrotnie przebiega przez scenę i znów znika. W ogóle zaczyna się nerwowa bieganina jakichś urzędników, woźnych, koncypientów itp. figur. Rośnie nastrój tremy i rozmaitych urzędniczych lęków. Wreszcie wpada zdyszany naczelnik kancelarii --- Kozodojew)|Słyszeliście? Informowałem się w trzecim. Kowalenko mówi, że straszny. I zwraca wielką uwagę na uniform. Jak leży mój frak? Czujesz perfumy? Żanetta. Sądzisz, że poczuje? A zresztą, czy nie wolno?
(wchodzi Jego Ekscelencja generał Jerichon Jerichonowicz Gromotrubow. Mnóstwo orderów, wstęg, brzękadeł. Mars na czole, wspaniałość i potęga. Za nim wiotki, elegancki adiutant. Urzędnicy stoją jak żołnierze. Pierwszy od widowni --- Akakij, ostatni --- naczelnik Kozodojew)|Panowie, siadać i nic nie robić... to jest... pracować... jakby nigdy nic... Spokój. Spokój. Guziki. (ostatnie nienawistne spojrzenie na Akakija) Uch, ty...
(adiutant tym samym ruchem ręki daje znak, aby się zbyt głośno nie śmiać. Młodzieniec ten przez cały czas zajęty jest oglądaniem i polerowaniem o rękaw munduru swych paznokci)|Cha-cha-cha...
{{#if:Dialog|Pierwodruk w: Dialog,|}} {{#if: 5 | nr 5, | }}{{#ifeq: 1957-05-01 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1957-05-01}} | 4 | data::1957-05-01 | {{#time: Y|1957-05-01}} }}}}{{#ifeq: 5-35 | brak ||, str. strony::5-35}}; {{#if: |Przedruk: | }} {{#ifexpr: {{#ask: Przedruk::tuwim-plaszcz-1957|format=count}} > 0 | Przedruk w tomach: {{#ask: Przedruk::tuwim-plaszcz-1957|sort=Data wydania|order=asc|format=list|outro=.}} | }} {{#if: | Uwagi: |}}
{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957|format=count}} > 0 | Recenzje:
{{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957
|sort=Data
|format=ul}} | }}
{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957|format=count}} > 0 | patrz też: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::tuwim-plaszcz-1957 |sort=Data |format=ul}} | }}
{{#if: {{#ifeq: Journal | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Journal | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }} }}|Źródło tekstu: {{#ifeq: Journal | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Journal | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::Dialog-1957-5 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }}
}}|}}{{#if: Julian Tuwim | Płaszcz | }}{{#if: Julian Tuwim | | }} {{#ifeq: 5 | brak | | }}{{#ifeq: 1957-05-01 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1957-05-01}} | 4 | | [[rok publikacji::{{#time: Y|1957-05-01}}| ]] }} }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}
}}