Pierwsza szopka warszawska

From sapijaszko.net
Jump to: navigation, search

Dane bibliograficzne

{{#if: Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę | Autor::Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę: | [[Edytor::{{{Edytor}}}|{{{Edytor}}}]] ed.: }} Tytuł::Pierwsza szopka warszawska, {{#if: | przekład: Przekład::, | }} {{#if: Instytut Wydawniczy "Musarion" | Wydawnictwo::Instytut Wydawniczy "Musarion", | }} {{#if:Kraków|Miejsce wydania::Kraków, | }} Data wydania::1922[[Klucz::pikador-pierwsza-1922|]][[nazwastrony::Pierwsza szopka warszawska|]] {{#if:|{{{Gatunek}}}| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}

{{#if:Podtytuł: Revue w 3 odsłonach.|Podtytuł: Revue w 3 odsłonach.|}}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::pikador-pierwsza-1922|format=count}} > 0 |

Recenzje

{{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::pikador-pierwsza-1922 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#if:

Osoby działające

Jan Lornetkowicz<ref>Jan Lorentowicz</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Arnold Szi-Szi<ref>Arnold Szyfman</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Rysio Ordynaryński<ref>Ryszard Ordyński</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Juliusz Osterkaterwa<ref>Juliusz Osterwa</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Waldemar Arabski<ref>Władysław Rabski</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Marnel Kakuszyński<ref>Kornel Makuszyński</ref>  {{#if:||}}
Wacio Grubiański  {{#if:||}}
Irena En-Grosser Spolska  {{#if:||}}
Stanisław Bezstroński<ref>Stanisław Stroński</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Dziadek  {{#if:||}}
Stanisław Gadaliński<ref>chodzi o Ignacego Balińskiego (1862-1951), prawnika, publicystę a także działacza społecznego, który w latach 1819-1927 był prezesem rady miejskiej Warszawy. Był on ojcem Stanisława Balińskiego (stąd być może błędne imię wydrukowane w Szopce)</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Minister Machalski  {{#if:||}}
Ignacy Loyla Abderewski<ref>Ignacy Padarewski</ref>  {{#if:||}}
Poseł Drągal  {{#if:||}}
Ignacy Gdaczyński<ref>Ignacy Daszyński</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Albert Ziemiański  {{#if:||}}
Szymon Langenazy<ref>Szymon Askenazy</ref>  {{#if:||}}
Wojciech Trąbczyński<ref>Wojciech Trąbczyński w latach 1919-1922 był marszałkiem sejmu, następnie od 1922 do 1927 — marszałkiem senatu.</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Poseł Witoś  {{#if:||}}
Tuwimes Sokraczący<ref>Julian Tuwim</ref>  {{#if:||}}
Adolf Neuwierciński  {{#if:||}}
Dr Bi-Ba-Boy<ref>Dr Tadeusz Boy-Żeleński</ref>  {{#if:||}}
Jenerał Harceller  {{#if:||}}
Ppułk. Wieniawa-Vient-En-Avant<ref>Bolesław Wieniawa-Długoszowski</ref>  {{#if:||}}

Prolog

(Wychodzi Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę). <poem> Panowie i panie! Miejcie tę naturę, Nie patrzcie się na siebie, ale prosto w dziurę. W domku naszym się dziura za chwilę otworzy, Kolejno się pokażą nasi lokatorzy. W domku mamy ich wszystkich, ciasnym lecz chędogim, Aplauz dajcie należny naszym gościom drogim. Chcecie zbadać ich bliżej? Już są na papierze Pierwszą szopkę warszawską we wdzięcznej ofierze Składają wam

                             Pikador, jego koń
                             i jeszcze jedno zwierzę.

</poem>

Akt I

Scena I

(Wychodzi Lornetkowicz).

Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne — i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli,<ref>"Wierna kochanka" — sztuka Mieczysława Fijałkowskiego, wystawiona w 1921 r. w Teatrze Rozmaitości. </ref> Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu,<ref>Tadeusz Kończyński — dramatopisarz, prozaik, w 1920 r. był dyrektorem Teatru Dramatycznego.</ref> Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu",<ref>"Burmistrz demimondu" — aluzja do tytułu dramatu M. Maeterlincka Burmistrz ze Stylmondu, wystawianego w Teatrze Rozmaitości w sezonie 1920/21. Demi-monde (z franc.) — półświatek, środowisko kobiet lekkiego prowadzenia się.</ref> Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić — Umówić się z Zelwerem<ref>Aleksander Zelwerowicz — aktor, reżyser, pedagog.</ref> i razem się spalić.<ref>jest to prawdopodobnie aluzja do niewyjaśnionego pożaru Teatru Rozmaitości, który miał miejsce 2. listopada 1919 r.</ref> </poem>| <poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne — i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli,<ref>"Wierna kochanka" — sztuka Mieczysława Fijałkowskiego, wystawiona w 1921 r. w Teatrze Rozmaitości. </ref> Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu,<ref>Tadeusz Kończyński — dramatopisarz, prozaik, w 1920 r. był dyrektorem Teatru Dramatycznego.</ref> Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu",<ref>"Burmistrz demimondu" — aluzja do tytułu dramatu M. Maeterlincka Burmistrz ze Stylmondu, wystawianego w Teatrze Rozmaitości w sezonie 1920/21. Demi-monde (z franc.) — półświatek, środowisko kobiet lekkiego prowadzenia się.</ref> Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić — Umówić się z Zelwerem<ref>Aleksander Zelwerowicz — aktor, reżyser, pedagog.</ref> i razem się spalić.<ref>jest to prawdopodobnie aluzja do niewyjaśnionego pożaru Teatru Rozmaitości, który miał miejsce 2. listopada 1919 r.</ref>

</poem>|}}

Scena II

(Wchodzi prezes Gadaliński).

Gadaliński  {{#if:

<poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę,<ref>chodzi o Prokopa Maksa, ówczesnego posła Czechosłowacji w Polsce (od 14. maja 1921 do 9. września 1924 r.)</ref> O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra,<ref>amerykańska aktorka, która w drugiej dekadzie XX wieku występowała w niemieckich filmach</ref> O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra",<ref>mowa o Stanisławie Balińskim, który przyjaźnił się ze Skamandrytami</ref> Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada — hop siup!

Pogrzeb mikada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita — pan prezes wita,<ref>Henry Herbert Asquith, polityk angielski, premier Wielkiej Brytanii w latach 1908-1916</ref> Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada — hop siup!

Pierwsza brygada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada — pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski,<ref>Lucjan Żeligowski, generał, w 1920 r. zajął Wilno (na rozkaz Piłsudskiego) i utworzył Litwę Środkową, która następnie została przyłączona do Polski</ref> quatorze juillet<ref>z franc. 14 lipca, święto narodowe we Francji, rocznica zdobycia Bastylii — wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej.</ref> Pan prezes gada — hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada — hop siup! </poem>

(wybiega)

| <poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę,<ref>chodzi o Prokopa Maksa, ówczesnego posła Czechosłowacji w Polsce (od 14. maja 1921 do 9. września 1924 r.)</ref> O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra,<ref>amerykańska aktorka, która w drugiej dekadzie XX wieku występowała w niemieckich filmach</ref> O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra",<ref>mowa o Stanisławie Balińskim, który przyjaźnił się ze Skamandrytami</ref> Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada — hop siup!

Pogrzeb mikada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita — pan prezes wita,<ref>Henry Herbert Asquith, polityk angielski, premier Wielkiej Brytanii w latach 1908-1916</ref> Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada — hop siup!

Pierwsza brygada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada — pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski,<ref>Lucjan Żeligowski, generał, w 1920 r. zajął Wilno (na rozkaz Piłsudskiego) i utworzył Litwę Środkową, która następnie została przyłączona do Polski</ref> quatorze juillet<ref>z franc. 14 lipca, święto narodowe we Francji, rocznica zdobycia Bastylii — wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej.</ref> Pan prezes gada — hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada — hop siup! </poem>

(wybiega)
|}}
Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!<ref>Stanisław Aleksander Kempner, ekonomista i dziennikarz, zajmował się krytyką literacką i teatralną.</ref>

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską<ref>Lorentowicz był redaktorem serii wydawniczej "Muzy", w latach 1912-1916</ref> Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las",<ref>nawiązanie do Benedykta Hertza, bajkopisarza i satyryka, publikującego również w Musze, jak i do Jana Adolfa Hertza, dramaturga i krytyka teatralnego</ref> Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski,<ref>Stanisław Pieńkowski, recenzent teatralny i dziennikarz "Gazety Warszawskiej"; autor antysemickich artykułów przeciwko Tuwimowi i pozostałym skamandrytom.</ref> Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce<ref>Zygmunt Librowicz, publicysta, redaktor, księgarz</ref> Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna"<ref>"Polska pieśń miłosna", to tytuł antologii wydanej przez Jana Lorentowicza w 1913 r.</ref> Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał — i nie chciał wrócić do Pabjanic<ref>w Pabianicach urodził się Jan Lorentowicz</ref> Odejdź przechodniu — i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)

| <poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!<ref>Stanisław Aleksander Kempner, ekonomista i dziennikarz, zajmował się krytyką literacką i teatralną.</ref>

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską<ref>Lorentowicz był redaktorem serii wydawniczej "Muzy", w latach 1912-1916</ref> Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las",<ref>nawiązanie do Benedykta Hertza, bajkopisarza i satyryka, publikującego również w Musze, jak i do Jana Adolfa Hertza, dramaturga i krytyka teatralnego</ref> Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski,<ref>Stanisław Pieńkowski, recenzent teatralny i dziennikarz "Gazety Warszawskiej"; autor antysemickich artykułów przeciwko Tuwimowi i pozostałym skamandrytom.</ref> Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce<ref>Zygmunt Librowicz, publicysta, redaktor, księgarz</ref> Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna"<ref>"Polska pieśń miłosna", to tytuł antologii wydanej przez Jana Lorentowicza w 1913 r.</ref> Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał — i nie chciał wrócić do Pabjanic<ref>w Pabianicach urodził się Jan Lorentowicz</ref> Odejdź przechodniu — i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena III

(Wchodzi Osterkaterwa)

Osterkaterwa  {{#if:

<poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" — "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze — Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. — "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" — chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona — dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci — Gdy i to nie pomoże — wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę — wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)

| <poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" — "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze — Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. — "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" — chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona — dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci — Gdy i to nie pomoże — wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę — wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena IV

(Wchodzi Szi-szi)
Szi-Szi  {{#if:

<poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki — Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze — chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie — znam publiki gusta — Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra —
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach — toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa — to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać. </poem>| <poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki — Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze — chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie — znam publiki gusta — Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra —
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach — toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa — to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać.

</poem>|}}

Scena V

Głos  {{#if:z za sceny:

<poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi. </poem>|z za sceny: <poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi.

</poem>|}}
(Wchodzi Rysio Ordynaryński. Śpiewa na nutę: "W lasku Ida...").
Rysio Ordynaryński  {{#if:

<poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są — Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. — </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj — i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps — Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich — wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! — Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna — Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! — </poem>

(odchodzi)

| <poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są — Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. — </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj — i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps — Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich — wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! — Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna — Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! — </poem>

(odchodzi)
|}}

Scena VI

(Wchodzą Arabski i Tuwimes Sokraczący)
Arabski  {{#if:Ktoś się za mną włóczy wciąż.|Ktoś się za mną włóczy wciąż.|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Ktoś przedemną ciągle stąpa...|Ktoś przedemną ciągle stąpa...|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam. </poem>| <poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam.

</poem>|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Zacz kto?|Zacz kto?|}}
Arabski  {{#if:Błazen!|Błazen!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Rabskiej mąż!|Rabskiej mąż!|}}
Arabski  {{#if:Salve smyku!|Salve smyku!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on. </poem>| <poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on.

</poem>|}}
Arabski  {{#if:Zygmunt... Zygmunt...|Zygmunt... Zygmunt...|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Olchowicz!|Olchowicz!|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VII

Tuwimes Sokraczący (sam)
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny — krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga — Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" — krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! —

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny — krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga — Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" — krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! —

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VIII

(Wpada Wojciech Trąbczyński).
Wojciech Trąbczyński  {{#if:

<poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).

| <poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).
|}}

Akt II

Scena I

(Wchodzi Albert Ziemiański i mówi)

Psze uprzejmie szanownego pana dyredaktora z kremem. Bułeczki z masłem idą, jak lód, lody idą jak po maśle, bułeczki zostały, na Kredytowej jeden interes, na Mazowieckiej proszę uprzejmie z kremem drugi, mnie naturalnie nikt przez słomkę nie wciągnie, samochód mam owszem rzeczywiście drożdżowy, raz czekolada, proszę bardzo, proszę zaraz, dwa zerka na lewo...!

(śpiewa na mel.: "Paragwaju")

<poem> 1. Król kremu tortów, cukru, Faworków i lukru, Mistrz pączków, ciastek, kawy, Faworyt Warszawy. Tłustego cukiernika, Zna przecież publika, Mam wiecznie gości huk, Smakoszów bóg. Migdałowo-marcepański Herbu Drożdże — władca pan Słodki książę na ziemiańskiej, De Wanilja — Mazagran. Gość mój dobrze je i pije, Co za dziw, że do mnie lgnie, A ja tyję, tyję, tyję I publiczce kłaniam się. Choć gani ten i ten Podskoki ciągle cen, Ja swoje czynię dumnie, U mnie tłumnie, rojno, szumnie, Kawa, krem Tort qualité suprême.

2. Wciąż liczne rzesze karmię, Cywilów i armję, Więc pociąg mam z tej racji Do aprowizacji. Gdy mnie poprzecie państwo, A zwłaszcza ziemiaństwo Ministrem będę — ach — Mój atut — fach! Dawałbym wam aprowizację, Jakiej dotąd nie dał nikt, Lody, kremy i fiskacje, Taki mielibyście wikt. Ciastka dałbym — raj nieziemski — Czekoladę kubłem lał! Mój zaś wspólnik, jako skępski, Objąłby finansów dział. Wprowadziłbym regime, Z kelnerów stworzyłbym Gabinet pierwszorzędny, Bo usłużny i oględny. Więc messieurs, Poprzyjcie, proszę, mnie! </poem>

(wychodzi)

Scena II

(Wchodzi Neuwierciński. Śpiewa na mel. "Yankee doodle")

<poem> Jestem Neuwert — kalamburda, Temu służę, kto mi wór da Wszystko furda — sypię z wrzaskiem W oczy góry z piaskiem.

     "Rej w Babinie", "Smocze gniazdo"
     Niegdyś były moją gwiazdą,
     Dzisiaj krótki mam proceder:
     Został mi Belweder.

Sowizdrzalskie mam maniery, Wczoraj high-lif — dziś afery, Hochstaplery, Zmigrydery, Bródno Kadawery!

     Od Szekspira do Szapira,
     Zawsze tomik się uzbiera,
     Pułaski, choć w Ameryce,
     Także go pochwycę.

Życie szło mi górnie, szczytnie, Jak Meander starożytnie, Dziś Skamander, młode żydy, I to wszystko z biedy.

     Codzień rano miewam dreszcze,
     Pytam się w Rzeczpospolitej,
     Czy Erenberg aby jeszcze
     Nie odwalił kity.

Niech mi żyje długie lata! Skąd na starość wziąć temata? Djabli wzięli, żeby nie to, Me "Liberum Veto".

     W ciągłej muszę żyć rozterce:
     Tu interes a tu serce,
     Wiercę Herce, gryzę Fryze,
     Chętnie wszędzie wlizę.

Jestem tam, gdzie duży nakład, Już nie jeden zdrowo nakładł Pismo moje dobrze, bite, W rzeczy — pospolite. </poem>

(mówi)

Szanowni państwo! Państwo-stwo — Stwosz — stwórzcie —- państwo — Stwosza — Fosza — ale sza-szabelka-belka — belle compagnie — pani — pani rozumie — umie umiera — era — erazma majewskiego — Od czasu — nie od czasu Estreichera — który jest gross sein manuskrypt — krypta — grób — kropka — szopka — szlus — dowidzenia. — Chciałem coś właściwie powiedzieć, ale...

(śpiewa)

<poem> Już miesiąc zaszedł, psi się uśpili, I coś tam klaszcze za borem, Znowu z redakcji kogoś pobili Pod umówionym jaworem. </poem>

Scena III

(Wchodzi Bezstroński).
Neuwierciński  {{#if:<poem>

Drogi redaktorze, chciałem biec na pomoc, Czas taki niespokojny, a redaktor wychodzi co noc. No jakże dziś z redaktorem? </poem>|<poem> Drogi redaktorze, chciałem biec na pomoc, Czas taki niespokojny, a redaktor wychodzi co noc. No jakże dziś z redaktorem?

</poem>|}}
Bezstroński  {{#if:Byli i załatwili.|Byli i załatwili.|}}
Neuwierciński  {{#if:Gdzie?|Gdzie?|}}
Bezstroński  {{#if:Pod umówionym jaworem.|Pod umówionym jaworem.|}}
Neuwierciński  {{#if:<poem>

Już czas najwyższy dyrektora zluzować, Od dziś z Waciem Moszkowskim będziemy tam nocować </poem>

(wybiega)

|<poem> Już czas najwyższy dyrektora zluzować, Od dziś z Waciem Moszkowskim będziemy tam nocować </poem>

(wybiega)
|}}
Bezstroński  {{#if:(śpiewa na mel. "Siedzi sobie zając pod miedzą").

<poem> Siedzi Zajączkowski pod miedzą, Pod miedzą, Jak tam było, ludzie nie wiedzą, Nie wiedzą, Czoła mają pełne troski, Może nie był Zajączkowski, Może był, może był...

     Drukował garmontem "Poranny",
     "Poranny",
     Że w "Rzeczpospolitej" jest ranny,
     Jest ranny,
     Że szczękali ostrogami
     I machali też rękami
     Z całych sił, z całych sił.

Śle Sadzewicz dary bogate, Bogate, Gulardową wodę i watę, I watę. "Czczę" powiada "Cię niezmiennie", Zmieniaj cztery razy dziennie — Okłady, okłady.

     Zaraz się w lewicy zrobił ruch,
     Zrobił ruch.
     Zapisują sobie: "To już dwuch",
     "To już dwuch".
     Ten i owy nad swym biurkiem
     Drżącą ręką skrobie piórkiem,
     Jest blady, jest blady.

Wpadł na Zamek Kornel zdyszany, Zdyszany. Woła: "Kaziu, kochany, Kochany — Czytaj, piszą ci parobcy, Że pobili moi chłopcy — Strońskiego, Strońskiego"

     Była ledwo druga, pełny blask,
     Pełny blask,
     Gdyby byli bili — byłby trzask,
     Byłby trzask.
     Przy stoliku tuż siedziałem,
     Plusku, trzasku nie słyszałem
     Żadnego, żadnego".

"Wszystko jedno" — rzecze generał, Generał, "Kto i kiedy kogo opierał, Opierał. Gdy minister nie pozwoli, Nie dostałeś, choć cię boli Po głowie, po głowie".

     Darmo więcbyś szukał prawdy ślad,
     Prawdy ślad,
     Widać było tak, jak pisał "Pat",
     Pisał "Pat",
     Skąd się będzie prawda szerzyć,
     Gdy nie będziem w "Pata" wierzyć,
     Panowie! Panowie!

</poem>

(mówi)

<poem> Tak to bezstronnie-strońsko cierpię i bez miary! Ja jestem dolar! Cierpię za dolary! Dolary dolarami! Ignacem Ignacy! Ale za ciężka praca nawet przy tej płacy. Wrogów najwięcej ja mam pośród dziennikarzy! Ciągle mnie spotwarzają! Za dużo po twarzy! </poem>|(śpiewa na mel. "Siedzi sobie zając pod miedzą"). <poem> Siedzi Zajączkowski pod miedzą, Pod miedzą, Jak tam było, ludzie nie wiedzą, Nie wiedzą, Czoła mają pełne troski, Może nie był Zajączkowski, Może był, może był...

     Drukował garmontem "Poranny",
     "Poranny",
     Że w "Rzeczpospolitej" jest ranny,
     Jest ranny,
     Że szczękali ostrogami
     I machali też rękami
     Z całych sił, z całych sił.

Śle Sadzewicz dary bogate, Bogate, Gulardową wodę i watę, I watę. "Czczę" powiada "Cię niezmiennie", Zmieniaj cztery razy dziennie — Okłady, okłady.

     Zaraz się w lewicy zrobił ruch,
     Zrobił ruch.
     Zapisują sobie: "To już dwuch",
     "To już dwuch".
     Ten i owy nad swym biurkiem
     Drżącą ręką skrobie piórkiem,
     Jest blady, jest blady.

Wpadł na Zamek Kornel zdyszany, Zdyszany. Woła: "Kaziu, kochany, Kochany — Czytaj, piszą ci parobcy, Że pobili moi chłopcy — Strońskiego, Strońskiego"

     Była ledwo druga, pełny blask,
     Pełny blask,
     Gdyby byli bili — byłby trzask,
     Byłby trzask.
     Przy stoliku tuż siedziałem,
     Plusku, trzasku nie słyszałem
     Żadnego, żadnego".

"Wszystko jedno" — rzecze generał, Generał, "Kto i kiedy kogo opierał, Opierał. Gdy minister nie pozwoli, Nie dostałeś, choć cię boli Po głowie, po głowie".

     Darmo więcbyś szukał prawdy ślad,
     Prawdy ślad,
     Widać było tak, jak pisał "Pat",
     Pisał "Pat",
     Skąd się będzie prawda szerzyć,
     Gdy nie będziem w "Pata" wierzyć,
     Panowie! Panowie!

</poem>

(mówi)

<poem> Tak to bezstronnie-strońsko cierpię i bez miary! Ja jestem dolar! Cierpię za dolary! Dolary dolarami! Ignacem Ignacy! Ale za ciężka praca nawet przy tej płacy. Wrogów najwięcej ja mam pośród dziennikarzy! Ciągle mnie spotwarzają! Za dużo po twarzy!

</poem>|}}

Scena IV

(Wchodzi Marnel Kakuszyński).
Bezstroński  {{#if:Kto ty jesteś?|Kto ty jesteś?|}}
Kakuszyński  {{#if:Polak mały!|Polak mały!|}}
Bezstroński  {{#if:Jaki znak Twój?|Jaki znak Twój?|}}
Kakuszyński  {{#if:Orzeł biały!|Orzeł biały!|}}
Bezstroński  {{#if:Gdzie ty żyjesz?|Gdzie ty żyjesz?|}}
Kakuszyński  {{#if:W kraju polskim!|W kraju polskim!|}}
Bezstroński  {{#if:A z kim pijesz?|A z kim pijesz?|}}
Kakuszyński  {{#if:<poem>Z Markiewiczem i Czajkowskim,

Z Kasprowiczem i Ostrowskim, Z Mackiewiczem, Nowaczyńskim, Z Niklewiczem i Perzyńskim, Z Gebethnerem i Fiszerem, Z Winawerem, Gutnajerem, Z Grycendlerem i z Breiterem. Z enzetelem, z enzeterem, Z zecerem i etceterem —</poem>|<poem>Z Markiewiczem i Czajkowskim, Z Kasprowiczem i Ostrowskim, Z Mackiewiczem, Nowaczyńskim, Z Niklewiczem i Perzyńskim, Z Gebethnerem i Fiszerem, Z Winawerem, Gutnajerem, Z Grycendlerem i z Breiterem. Z enzetelem, z enzeterem,

Z zecerem i etceterem —</poem>|}}
Bezstroński  {{#if:Dobrze, że nie z Belwederem.|Dobrze, że nie z Belwederem.|}}
Kakuszyński  {{#if:<poem>Dlaczego? Dobry Józio! Redaktor tak stroni!

Wojak! Rycerz! Ja jestem też soldat inconnu! Z kochanym, drogim Józiem zdobędę armatę! Dostanę Polonję restitutę — albo Astorję restauratę! Per Astorja ad astra! Przejdę do historji! Ja własny, dożywotni stolik mam w Astorji.</poem>|<poem>Dlaczego? Dobry Józio! Redaktor tak stroni! Wojak! Rycerz! Ja jestem też soldat inconnu! Z kochanym, drogim Józiem zdobędę armatę! Dostanę Polonję restitutę — albo Astorję restauratę! Per Astorja ad astra! Przejdę do historji!

Ja własny, dożywotni stolik mam w Astorji.</poem>|}}
Bezstroński  {{#if:No, siedzę tu za długo! Kilka godzin...|No, siedzę tu za długo! Kilka godzin...|}}
Kakuszyński  {{#if:Bitych!|Bitych!|}}
Bezstroński  {{#if:Adieu! Przechodzę do rzeczy bardziej pospolitych.|Adieu! Przechodzę do rzeczy bardziej pospolitych.|}}
Kakuszyński  {{#if:(śpiewa na melodję "O mój rozmarynie"):

<poem> O Rzeczypospolito rozwijaj się O Rzeczypospolito rozwijaj się Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się. Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się.

     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.

O Rzeczypospolito rozpijaj się, O Rzeczypospolito rozpijaj się, Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się. Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się.

     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.

Dadzą mi koniaku kochanego, Dadzą mi konika smażonego, I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego. I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego.

     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.

</poem>

(wychodzi).

|(śpiewa na melodję "O mój rozmarynie"): <poem> O Rzeczypospolito rozwijaj się O Rzeczypospolito rozwijaj się Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się. Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się.

     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.

O Rzeczypospolito rozpijaj się, O Rzeczypospolito rozpijaj się, Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się. Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się.

     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.

Dadzą mi koniaku kochanego, Dadzą mi konika smażonego, I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego. I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego.

     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.

</poem>

(wychodzi).
|}}

Scena V

(Wchodzi Engrosser Spolska).
Spolska  {{#if:(mówi):

<poem> I tu — i tam — i tu — i tam — Tam — tam i tu Wszędzie gram — Sternowata śpiewnikuję, Młodożeńca watosternię, Szekspiruję, sofokluję, ibsenuję, Antygonę, Desdemonę, Trwam — I tu — i tam — i tu — i tam, Czik — czik — pam — bam. </poem>

(Śpiewa na mel. "Kankan" z "orfeusza w piekle", refren na mel. "I temu troszkę").

<poem> 1. Odkąd tylko polska mowa Z powijaków wyszła w świat, Pani Solska Grosserowa Za poezją kroczy w ślad. Z pominięciem pierwszych próbek Świętokrzyskich kazań mdłych, Jej zawdzięcza wszak Kadłubek Powodzenie kronik swych. Sarbiewskiego ona pierwsza Przed papieżem mówić chce, Reja umie co do wiersza, Do Kromera pali się.

     Refr. Pierwsza przenika
           Czar Kopernika
           "O obrocie, o obrocie, ach, niebieskich ciał"
           Choć nie jej wina,
           Biernat z Lublina,
           A Modrzewski także, także dla niej strzelać się chciał.

2. Kochanowski, kurząc lulkę, Rzekł jej — "Lydjo! Nie wiem sam Czy żałować mam Urszulkę, Kiedy Ciebie obok mam"? Ona na to: "Mój sokole! Jeśli kochasz, wiernie służ — Napisz dla mnie dobrą rolę I w Warszawie sztukę złóż". Tak z przyczyny ócz zdradzieckich, Wstają Hektor, Parys, chór — I w "Odprawie posłów greckich" Oklaskuje Solską dwór. —

     Refr. Morsztyn Hieronim
           Przysłał anonim
           A Andrzej Morsztyn przysłał, przysłał wierszy cały stos.
           A Starowolski
           Swój "Lament Polski
           Na nieszczęsny, na nieszczęsny biadujący los". —

3. Coraz inni w wierszach słyną, Ona, czary niecąc słów, Raz jest Filis, raz Justyną, Kiedyindziej Laurą znów. Tak hoduje kwiaty z pączka Aż poezji buchnął stos, Na jour-fix'ie u Zajączka "Powrót taty" mówi w głos. Jako muza jest skrzydlata W doli dobrej czy też złej, Od Gallusa aż do Wata Nowa sztuka hasłem jej.

     Refr. I "Króla ducha"
           I "Nóż do brzucha"
           Od litery do litery przewybornie zna,
           Wszystko na zmianę,
           Co drukowane,
           Tak Homera, Winawera, Baedeckera gra! —

</poem>

(wychodzi).

|(mówi): <poem> I tu — i tam — i tu — i tam — Tam — tam i tu Wszędzie gram — Sternowata śpiewnikuję, Młodożeńca watosternię, Szekspiruję, sofokluję, ibsenuję, Antygonę, Desdemonę, Trwam — I tu — i tam — i tu — i tam, Czik — czik — pam — bam. </poem>

(Śpiewa na mel. "Kankan" z "orfeusza w piekle", refren na mel. "I temu troszkę").

<poem> 1. Odkąd tylko polska mowa Z powijaków wyszła w świat, Pani Solska Grosserowa Za poezją kroczy w ślad. Z pominięciem pierwszych próbek Świętokrzyskich kazań mdłych, Jej zawdzięcza wszak Kadłubek Powodzenie kronik swych. Sarbiewskiego ona pierwsza Przed papieżem mówić chce, Reja umie co do wiersza, Do Kromera pali się.

     Refr. Pierwsza przenika
           Czar Kopernika
           "O obrocie, o obrocie, ach, niebieskich ciał"
           Choć nie jej wina,
           Biernat z Lublina,
           A Modrzewski także, także dla niej strzelać się chciał.

2. Kochanowski, kurząc lulkę, Rzekł jej — "Lydjo! Nie wiem sam Czy żałować mam Urszulkę, Kiedy Ciebie obok mam"? Ona na to: "Mój sokole! Jeśli kochasz, wiernie służ — Napisz dla mnie dobrą rolę I w Warszawie sztukę złóż". Tak z przyczyny ócz zdradzieckich, Wstają Hektor, Parys, chór — I w "Odprawie posłów greckich" Oklaskuje Solską dwór. —

     Refr. Morsztyn Hieronim
           Przysłał anonim
           A Andrzej Morsztyn przysłał, przysłał wierszy cały stos.
           A Starowolski
           Swój "Lament Polski
           Na nieszczęsny, na nieszczęsny biadujący los". —

3. Coraz inni w wierszach słyną, Ona, czary niecąc słów, Raz jest Filis, raz Justyną, Kiedyindziej Laurą znów. Tak hoduje kwiaty z pączka Aż poezji buchnął stos, Na jour-fix'ie u Zajączka "Powrót taty" mówi w głos. Jako muza jest skrzydlata W doli dobrej czy też złej, Od Gallusa aż do Wata Nowa sztuka hasłem jej.

     Refr. I "Króla ducha"
           I "Nóż do brzucha"
           Od litery do litery przewybornie zna,
           Wszystko na zmianę,
           Co drukowane,
           Tak Homera, Winawera, Baedeckera gra! —

</poem>

(wychodzi).
|}}

Scena VI.

(Wpada Drągal)
Poseł Drągal  {{#if:

<poem> Towarzysze i towarzyszki! Ludu pracujący i parcelujący! Zwracam się do was, jako sowdepca, warszawski eresefeser! Towarzysze! Proletarji wsiech stran objedniniajtieś! Czyli inaczej mówiąc: proletarjaty ze wszystkich stron się objadajcie! Słuchajcie mnie, bo ja mam nosa w tych sprawach! A kolor jego jest czerwony! Niech żyje ośmiogodzinny tydzień roboczy! Radujcie się Radkiem! Wypchajcie się trockinami! Niech żyje międzynarodowa czerwonka od biegunka do biegunka! Niech żyje czerwona dydektura! Patrzcie się jak jest w Rosji! Koleje za darmo! Jedzenie za darmo! Mieszkanie za darmo! Opierunek i opieka za darmo! Czy tak gdzie dotychczas było? </poem>| <poem> Towarzysze i towarzyszki! Ludu pracujący i parcelujący! Zwracam się do was, jako sowdepca, warszawski eresefeser! Towarzysze! Proletarji wsiech stran objedniniajtieś! Czyli inaczej mówiąc: proletarjaty ze wszystkich stron się objadajcie! Słuchajcie mnie, bo ja mam nosa w tych sprawach! A kolor jego jest czerwony! Niech żyje ośmiogodzinny tydzień roboczy! Radujcie się Radkiem! Wypchajcie się trockinami! Niech żyje międzynarodowa czerwonka od biegunka do biegunka! Niech żyje czerwona dydektura! Patrzcie się jak jest w Rosji! Koleje za darmo! Jedzenie za darmo! Mieszkanie za darmo! Opierunek i opieka za darmo! Czy tak gdzie dotychczas było?

</poem>|}}
(Głos zza sceny:) Było!
Drągal  {{#if:Było, cholero?! A gdzie?|Było, cholero?! A gdzie?|}}
(Głos:) Na katordze!
Drągal  {{#if:Dałbym ja ci draniu, gdyby nie to, że jestem zajęty! Zajęli mnie i trzymają! Na ratuszu w pokoiku!|Dałbym ja ci draniu, gdyby nie to, że jestem zajęty! Zajęli mnie i trzymają! Na ratuszu w pokoiku!|}}
(Śpiewa na mel.: "Białego pokoika").
Drągal  {{#if:<poem>

Pokoik taki mały, Dwa kroki wszerz i wzdłuż. Krzesełka dwa w num stały, Przed drzwiami stoi stróż, (mówi: więzienny) Żelazne proste łóżko, Blacha w okiennej kracie — Odezwy pod poduszką, Ot wszystkie sprzęty macie. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. </poem>

(Śpiewa na melodję: "Bartoszu, Bartoszu").

<poem> Dąbalu, Drągalu Nie traćta animuszu Strasznie wam do twarzy W celi na ratuszu.

     Dobrze się ten śmieje,
     Co się ostatni śmieje,
     Narodzie kochany,
     Jeszcze miej nadzieję.

Przyjdzie czas, przyjdzie czas, Weźmiemy rządy w dłonie. Dąbal stanie dęba, A Okoń okoniem.

     A który nie wierzy
     I mówi, ze to bajka,
     Takiego nauczy
     W mig czerezwyczajka.

Co było na wozie, To będzie dziś pod wozem, Burżuje, choroby, Będziecie nawozem!

     Żydkowie, żydkowie,
     Oj dobre przyjdą czasy,
     Będzie szył Zaremba
     Czerwone portasy!

Ojczyzno! Ojczyzno! Ojczyzno ukochana! Jeszcześ mi za mało, Jest pokarachana!

     Czekajcie, czekajcie,
     Niech tylko wyjdę z kucki,
     Dąbalem dam po łbie,
     Zakuję w "łańcucki"!

</poem>

(wychodzi).

Scena VII

(Wchodzi Ignacy Abderewski. Śpiewa na mel.: z "Pięknej Heleny")

<poem> Jam jest małożnek Helenki, Żonek Helenki, żonek Helenki. Jam Spartaczów król, Ach, jam Spartaczów król! Do tej miłej piosenki,

     miłej piosenki, miłej piosenki —

Pasję mam, bo to Najlepsza z moich ról. — Irenki i Pannenki — Chwalą wdzięki me, Bom jest małżonek Helenki

     Żonek Helenki, żonek Helenki —

Expianister, exminister, be ni me. </poem>

(Śpiewa na mel.: "Na wysokim zamku").

<poem> Na warszawskim zamku Siedziałem ja z mamką Trzymała mnie na kolanku

     Ona i rodzina
     Strakacz i Lucyna
     — Gdzież rozkoszna ta godzina?
     O rodacy! O rodacy!
     O, mój kraju, zgorsz się, zgorsz!
     Stroński poci się przy pracy,
     A Ignacy ciągle w Morge.

</poem>

(Śpiewa na mel.: "Menueta" Paderewskiego).

<poem> Grałem, laurów nazbierałem, Ale się rozstałem z taktem i pedałem, Powiadam wam, Straszny kram Mam! Nie stroję już fortepjanu, Nie stoję przy mężach stanu, Lecz panu z mego organu Wciąż czeki ślę!

     Zwodzi mnie ten mój dobrodziej
     Pisze, ze się na mnie cały naród godzi,
     Że jeszcze dzień,
     Jeszcze dwa,
     A
     Dostanę pilną depeszę
     I do Warszawy pospieszę
     I cały naród ucieszę,
     Gdy zajmę tron!
     (muzyka gra w dalszym ciągu).

</poem>|<poem> Pokoik taki mały, Dwa kroki wszerz i wzdłuż. Krzesełka dwa w num stały, Przed drzwiami stoi stróż, (mówi: więzienny) Żelazne proste łóżko, Blacha w okiennej kracie — Odezwy pod poduszką, Ot wszystkie sprzęty macie. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. </poem>

(Śpiewa na melodję: "Bartoszu, Bartoszu").

<poem> Dąbalu, Drągalu Nie traćta animuszu Strasznie wam do twarzy W celi na ratuszu.

     Dobrze się ten śmieje,
     Co się ostatni śmieje,
     Narodzie kochany,
     Jeszcze miej nadzieję.

Przyjdzie czas, przyjdzie czas, Weźmiemy rządy w dłonie. Dąbal stanie dęba, A Okoń okoniem.

     A który nie wierzy
     I mówi, ze to bajka,
     Takiego nauczy
     W mig czerezwyczajka.

Co było na wozie, To będzie dziś pod wozem, Burżuje, choroby, Będziecie nawozem!

     Żydkowie, żydkowie,
     Oj dobre przyjdą czasy,
     Będzie szył Zaremba
     Czerwone portasy!

Ojczyzno! Ojczyzno! Ojczyzno ukochana! Jeszcześ mi za mało, Jest pokarachana!

     Czekajcie, czekajcie,
     Niech tylko wyjdę z kucki,
     Dąbalem dam po łbie,
     Zakuję w "łańcucki"!

</poem>

(wychodzi).

Scena VII

(Wchodzi Ignacy Abderewski. Śpiewa na mel.: z "Pięknej Heleny")

<poem> Jam jest małożnek Helenki, Żonek Helenki, żonek Helenki. Jam Spartaczów król, Ach, jam Spartaczów król! Do tej miłej piosenki,

     miłej piosenki, miłej piosenki —

Pasję mam, bo to Najlepsza z moich ról. — Irenki i Pannenki — Chwalą wdzięki me, Bom jest małżonek Helenki

     Żonek Helenki, żonek Helenki —

Expianister, exminister, be ni me. </poem>

(Śpiewa na mel.: "Na wysokim zamku").

<poem> Na warszawskim zamku Siedziałem ja z mamką Trzymała mnie na kolanku

     Ona i rodzina
     Strakacz i Lucyna
     — Gdzież rozkoszna ta godzina?
     O rodacy! O rodacy!
     O, mój kraju, zgorsz się, zgorsz!
     Stroński poci się przy pracy,
     A Ignacy ciągle w Morge.

</poem>

(Śpiewa na mel.: "Menueta" Paderewskiego).

<poem> Grałem, laurów nazbierałem, Ale się rozstałem z taktem i pedałem, Powiadam wam, Straszny kram Mam! Nie stroję już fortepjanu, Nie stoję przy mężach stanu, Lecz panu z mego organu Wciąż czeki ślę!

     Zwodzi mnie ten mój dobrodziej
     Pisze, ze się na mnie cały naród godzi,
     Że jeszcze dzień,
     Jeszcze dwa,
     A
     Dostanę pilną depeszę
     I do Warszawy pospieszę
     I cały naród ucieszę,
     Gdy zajmę tron!
     (muzyka gra w dalszym ciągu).
</poem>|}}
Abderewski  {{#if:(mówi, zomarzony):

Ach, jak ja lubię być prezydentem Polski! Jakby to było pięknie! Jaki rząd stworzyłbym! Stasiek — prezes ministrów, nawrócony Skulski — prezes magistrów, Jentys — kultura, arcybiskup — poczta, Helenka — sprawy wewnętrzne i rolnictwo publiczne, Strakacz objąłby zagranicę, a ja objąłbym Strakacza, Dąbrowski zostałby Dubanowiczem, a Dubanowicz wziąłby finanse...|(mówi, zomarzony):

Ach, jak ja lubię być prezydentem Polski! Jakby to było pięknie! Jaki rząd stworzyłbym! Stasiek — prezes ministrów, nawrócony Skulski — prezes magistrów, Jentys — kultura, arcybiskup — poczta, Helenka — sprawy wewnętrzne i rolnictwo publiczne, Strakacz objąłby zagranicę, a ja objąłbym Strakacza, Dąbrowski zostałby Dubanowiczem, a Dubanowicz wziąłby finanse...|}}

Scena VII

(Wchodzi Minister Machalski).
Machalski  {{#if:<poem>Co za finanse? jakie finanse? kto finanse?

Czyś pan już wypełnił formularz daninowy? Jakie pańskie imię?</poem>|<poem>Co za finanse? jakie finanse? kto finanse? Czyś pan już wypełnił formularz daninowy?

Jakie pańskie imię?</poem>|}}
Abderewski  {{#if:Olbrzymie!|Olbrzymie!|}}
Machalski  {{#if:Gdzie mieszkasz?|Gdzie mieszkasz?|}}
Abderewski  {{#if:Wśród lądów i wody.|Wśród lądów i wody.|}}
Machalski  {{#if:Zawód?|Zawód?|}}
Abderewski  {{#if:Same zawody.|Same zawody.|}}
Machalski  {{#if:Żona?|Żona?|}}
Abderewski  {{#if:<poem>Hoduje kury. Jestem biedny grajek.

Niech pan poprosi żony, to da parę jajek. Ale chciałem zabłysnąć i na innem polu, Zapisze mnie historja — i to na "Brystolu"</poem>

(wychodzi).|<poem>Hoduje kury. Jestem biedny grajek.

Niech pan poprosi żony, to da parę jajek. Ale chciałem zabłysnąć i na innem polu, Zapisze mnie historja — i to na "Brystolu"</poem>

(wychodzi).|}}
Machalski  {{#if:<poem>Kiepsko, jak dotychczas, idzie ta danina.

Grubiński "Pocałunek" przysłał i "Lenina". Baytel dał szybkę z okna i małpie zwierciadło, Hiszpański jeden korek, damskie sznurowadło, Gebetner przysłał Wolffa, a Wolff Gebetnera Prosiłem Ordyńskiego, posłał do Hellera. Od Szereszewskiego mam paczkę Delice'a Spis potraw od Langnera dostałem od Spiessa. "Kurjer Polski" mi przysłał Lińskiego z wywiadem, Skirmunt jest mi niechętny, wykręca się zadem. Stesłowicz mi pocztówkę przysłał z pozdrowieniem, Berent posypał próchnem i żywym kamieniem, Przesmycki dał chimery, otrzepał je z kurzu, Siedlecki — wóz Grzymały i konia na wzgórzu, Sejm dał słowo honoru, pan prezydent rękę, A ja zamiast daniny, dam o niej piosenkę:</poem>

(Śpiewa na nutę: "Prosiłem ją").

<poem> Prosiłem ich, jak na kweście, Żeby dali, dali raz nareszcie, Ową daninę. Ale oni mi nie dali Bo się czegoś, czegoś bardzo bali, Oj da dana — moja dana Miła danino!

     Prosiłem ich na fotelu,
     Żeby dali, bez fortelu,
     Bez fortelu na fotelu
     Ową daninę.
     Ale oni mi nie dali,
     Od Michalskich mi nawymyślali!
     Oj da dana — moja dana
     Miła danino!

Groziłem im na komisji, Że się podam, podam do dymisji, Do dymisji na komisji Przez tę daninę. Ale oni się nie bali, Jeszcze mnie do tego namawiali, Oj da dana — moja dana Moja danino. —

     Prosiłem ich: moi mili,
     Gdybyście ją chociaż uchwalili —
     I po chwili uchwalili
     Ową daninę.
     Uchwalili — pal ją licho —
     Ale w duchu sobie nucą cicho:
     Oj da dana, że nie dana
     Będzie danina!

</poem>

(wychodzi).|<poem>Kiepsko, jak dotychczas, idzie ta danina.

Grubiński "Pocałunek" przysłał i "Lenina". Baytel dał szybkę z okna i małpie zwierciadło, Hiszpański jeden korek, damskie sznurowadło, Gebetner przysłał Wolffa, a Wolff Gebetnera Prosiłem Ordyńskiego, posłał do Hellera. Od Szereszewskiego mam paczkę Delice'a Spis potraw od Langnera dostałem od Spiessa. "Kurjer Polski" mi przysłał Lińskiego z wywiadem, Skirmunt jest mi niechętny, wykręca się zadem. Stesłowicz mi pocztówkę przysłał z pozdrowieniem, Berent posypał próchnem i żywym kamieniem, Przesmycki dał chimery, otrzepał je z kurzu, Siedlecki — wóz Grzymały i konia na wzgórzu, Sejm dał słowo honoru, pan prezydent rękę, A ja zamiast daniny, dam o niej piosenkę:</poem>

(Śpiewa na nutę: "Prosiłem ją").

<poem> Prosiłem ich, jak na kweście, Żeby dali, dali raz nareszcie, Ową daninę. Ale oni mi nie dali Bo się czegoś, czegoś bardzo bali, Oj da dana — moja dana Miła danino!

     Prosiłem ich na fotelu,
     Żeby dali, bez fortelu,
     Bez fortelu na fotelu
     Ową daninę.
     Ale oni mi nie dali,
     Od Michalskich mi nawymyślali!
     Oj da dana — moja dana
     Miła danino!

Groziłem im na komisji, Że się podam, podam do dymisji, Do dymisji na komisji Przez tę daninę. Ale oni się nie bali, Jeszcze mnie do tego namawiali, Oj da dana — moja dana Moja danino. —

     Prosiłem ich: moi mili,
     Gdybyście ją chociaż uchwalili —
     I po chwili uchwalili
     Ową daninę.
     Uchwalili — pal ją licho —
     Ale w duchu sobie nucą cicho:
     Oj da dana, że nie dana
     Będzie danina!

</poem>

(wychodzi).|}}

Akt III

Scena I

(Wchodzi Grubiański).
Grubiański  {{#if:<poem>

Teraz się, proszę państwa, podniesie kurtyna. Choć dzisiaj wyjątkowo nie grają "Lenina", Jednakże już od wczoraj zabrakło biletów, Szopka ma zapewnionych 50 kompletów, Budzi wielkie zajęcie w eleganckim świecie, Specjalnie ją polecam wytwornej kobiecie, Subtelne podniebienia pań mile połechta Wykwintny żart, piosenka i ciastko Albrechta Dla naszych dyplomatów — niejedna — pigułka, Czytaj "Bunt" i "Zabawę" (E. Wende i Spółka).</poem>

(Śpiewa na mel.: "Miała babuleńka").

<poem> Mają się przemienić polityki kursa, Beze mnie Warszawy nie ma jak bez Lourse'a

     Ref. Fik — mik — fik — mik
     Hopsztynder — Grubinder,
     Hopsasa, vivat prasa
     "Kochankowie" — w Pikutkowie
     "Pijani" — świetnie grani
     "Lenina" do Berlina
     Janina, Alina
     Messalówna, Szmolcówna
     Ojdana Szyfmana
     Caillavetta — kobieta.
     Caillavety — komplety
     moratorjum — suspensorjum,
     bez suflera — Schnitzlera,
     Kaweckiego, Piłsudskiego,
     "Porannego Kurjera".

Czyżby ktoś w Warszawie przeżył dobrze ranek Bez moich recenzyj a przynajmniej wzmianek?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Codziennie czytają ludziska ciekawi, Czem "Polski" zachwyca a czem "Mały" bawi

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdyby mnie zabrakło którego miesiąca, Któżby wiedział, która jest "olśniewająca"?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdybym tak, broń Boże, dostał bólu głowy, Byłoby to samo, co strajk tramwajowy.

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Jak jedne Łazienki i ogród Krasiński Tak jeden jest "Wacio" — to znaczy Grubiński.

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.</poem>|<poem>

Teraz się, proszę państwa, podniesie kurtyna. Choć dzisiaj wyjątkowo nie grają "Lenina", Jednakże już od wczoraj zabrakło biletów, Szopka ma zapewnionych 50 kompletów, Budzi wielkie zajęcie w eleganckim świecie, Specjalnie ją polecam wytwornej kobiecie, Subtelne podniebienia pań mile połechta Wykwintny żart, piosenka i ciastko Albrechta Dla naszych dyplomatów — niejedna — pigułka, Czytaj "Bunt" i "Zabawę" (E. Wende i Spółka).</poem>

(Śpiewa na mel.: "Miała babuleńka").

<poem> Mają się przemienić polityki kursa, Beze mnie Warszawy nie ma jak bez Lourse'a

     Ref. Fik — mik — fik — mik
     Hopsztynder — Grubinder,
     Hopsasa, vivat prasa
     "Kochankowie" — w Pikutkowie
     "Pijani" — świetnie grani
     "Lenina" do Berlina
     Janina, Alina
     Messalówna, Szmolcówna
     Ojdana Szyfmana
     Caillavetta — kobieta.
     Caillavety — komplety
     moratorjum — suspensorjum,
     bez suflera — Schnitzlera,
     Kaweckiego, Piłsudskiego,
     "Porannego Kurjera".

Czyżby ktoś w Warszawie przeżył dobrze ranek Bez moich recenzyj a przynajmniej wzmianek?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Codziennie czytają ludziska ciekawi, Czem "Polski" zachwyca a czem "Mały" bawi

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdyby mnie zabrakło którego miesiąca, Któżby wiedział, która jest "olśniewająca"?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdybym tak, broń Boże, dostał bólu głowy, Byłoby to samo, co strajk tramwajowy.

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Jak jedne Łazienki i ogród Krasiński Tak jeden jest "Wacio" — to znaczy Grubiński.

Ref. Fik — mik — fik — mik itd.</poem>|}}

Scena II

(Wchodzi Poseł Witoś).
Witoś  {{#if:Dobrze, że pana spotykam! Chciałem się przenieść do pańskiej rubryki. Erynberga poza Piłsudskim i Nowaczyńskim nikt już nie czyta, możeby pan tak coś o mnie jak o Szmolc... naprzykład: uroczy pan Witoś w olśniewa...|Dobrze, że pana spotykam! Chciałem się przenieść do pańskiej rubryki. Erynberga poza Piłsudskim i Nowaczyńskim nikt już nie czyta, możeby pan tak coś o mnie jak o Szmolc... naprzykład: uroczy pan Witoś w olśniewa...|}}
Grubiański  {{#if:Więc może tak: "Pan Witoś jest zawsze sobą... Jego łabędzi śpiew umierającego łabędzia Haliny Szmolcówny tak żywo nam przypomniał czarujące piruety". A dalej o toaletach: Nowe toalety pana Witosa, jak gdyby żywcem z pod igły pana Hersego i pani Zmigryderowej wyszłe...|Więc może tak: "Pan Witoś jest zawsze sobą... Jego łabędzi śpiew umierającego łabędzia Haliny Szmolcówny tak żywo nam przypomniał czarujące piruety". A dalej o toaletach: Nowe toalety pana Witosa, jak gdyby żywcem z pod igły pana Hersego i pani Zmigryderowej wyszłe...|}}
Witoś  {{#if:Przepraszam pana... to już chyba będzie za dużo.|Przepraszam pana... to już chyba będzie za dużo.|}}
Grubiański  {{#if:E! Chyba pan nie czytał, co się u nas o dąbskim pisało... Niech pan jutro czyta wzmianeczkę... Teraz uciekam... W sali "Luna-Dowborczyk" idzie dzisiaj mój Lenin, przetłomaczony z żargonu z powotem na polski. Do widzenia, Wicek! (wybiega).|E! Chyba pan nie czytał, co się u nas o dąbskim pisało... Niech pan jutro czyta wzmianeczkę... Teraz uciekam... W sali "Luna-Dowborczyk" idzie dzisiaj mój Lenin, przetłomaczony z żargonu z powotem na polski. Do widzenia, Wicek! (wybiega).|}}
Witoś  {{#if:Do widzenia, Wacek!|Do widzenia, Wacek!|}}
Grubiański  {{#if:(wraca)

A propos: czytał pan "Baj — baju — baj" E. Wende i Spółka, nowa okładka Stanisława Rzeckiego? Poleca się dla naszych milusińskich w Sejmie. Cztery wydania, ani jedno jeszcze nie wyczerpane. Wszystkie egzemplarze opisane przez autora w "Kurjerze Porannym". (wybiega)|(wraca)

A propos: czytał pan "Baj — baju — baj" E. Wende i Spółka, nowa okładka Stanisława Rzeckiego? Poleca się dla naszych milusińskich w Sejmie. Cztery wydania, ani jedno jeszcze nie wyczerpane. Wszystkie egzemplarze opisane przez autora w "Kurjerze Porannym". (wybiega)|}}
Witoś  {{#if:Ja ta mam własne Baj — baju — baj!
(Śpiewa na mel.: "Pod górę mnie wiedą"):

<poem> Rycą wołki, rycą Żałośnie z obory; Oj, szykuj się, Wincenty, Niedługo wybory!

Płynie woda, płynie Po Bardlowym młynie, Oj, cosik opowiada, Że skandal w rodzinie.

U matuli w sieni Stokroć się czerwieni, Oj, co mi po stokrocie, Gdy mi fotel wzieni!

Stoi sejm na Wiejskiej, Nie na Marszałkowskiej, Oj, trzeba mu wieśniaka, Panie Ponikowski.

Gadał Bryl i gadał Do arcybiskupa, Oj szkoda i gadania, Gdy biskup nie słucha.

Chałupeczka niska, Bo wierzchosławicka, Oj, trzeci dom w Berlinie Budują dla Wicka.

Górą chłop od Piasta Do Mieszka pierwszego, A od Pierwszego Mieszka Do mieszka pełnego.

Szumi gaj, szumi las, Pszenica i żytko, Oj, zamiast śpiewać, pójdę Sprzedam żytko żydkom.</poem>

(wychodzi).|Ja ta mam własne Baj — baju — baj!
(Śpiewa na mel.: "Pod górę mnie wiedą"):

<poem> Rycą wołki, rycą Żałośnie z obory; Oj, szykuj się, Wincenty, Niedługo wybory!

Płynie woda, płynie Po Bardlowym młynie, Oj, cosik opowiada, Że skandal w rodzinie.

U matuli w sieni Stokroć się czerwieni, Oj, co mi po stokrocie, Gdy mi fotel wzieni!

Stoi sejm na Wiejskiej, Nie na Marszałkowskiej, Oj, trzeba mu wieśniaka, Panie Ponikowski.

Gadał Bryl i gadał Do arcybiskupa, Oj szkoda i gadania, Gdy biskup nie słucha.

Chałupeczka niska, Bo wierzchosławicka, Oj, trzeci dom w Berlinie Budują dla Wicka.

Górą chłop od Piasta Do Mieszka pierwszego, A od Pierwszego Mieszka Do mieszka pełnego.

Szumi gaj, szumi las, Pszenica i żytko, Oj, zamiast śpiewać, pójdę Sprzedam żytko żydkom.</poem>

(wychodzi).|}}

Scena III

(Wchodzi Grubiański)
Grubiański  {{#if:Proszę państwa, zaraz tu przyjdzie prof. Aszkenazy. Może państwo będą łaskawi powiedzieć mu, żeby sobie przeczytał moją książeczkę "Aleksander Wielki i Djogenes z Synopy czyli sławienie próżniactwa", E. Wende i Spółka, 1917, co rok nowa okładka, tanio bo w podwórzu.
(wybiega)|Proszę państwa, zaraz tu przyjdzie prof. Aszkenazy. Może państwo będą łaskawi powiedzieć mu, żeby sobie przeczytał moją książeczkę "Aleksander Wielki i Djogenes z Synopy czyli sławienie próżniactwa", E. Wende i Spółka, 1917, co rok nowa okładka, tanio bo w podwórzu.
(wybiega)|}}

Scena IV

(Wchodzi Langenazy).
Langenazy  {{#if:<poem>

Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie, Ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, Kto cię stracił!</poem>

(Śpiewa na mel.: "Na Wawel, na Wawel krakowiaczku młody")

<poem> Książe Józef Poniatowski Dobrze Niemców kropił, Tylko to nieszczęście, Że się nam utopił.

Cała Polska żałowała Rycerza bez skazy, Umarł Poniatowski, Vivat Aszkenazy!

To nie żadna wielka sztuka, Gdy się ma przeszkody, Powiedzieć aforyzm I skoczyć do wody.

Gdyby Litwę miał wygadać Od Wilna do Szawel, Pewnoby po śmierci Nie jechał na Wawel.

Mnie tam nigdy nie powiozą Śród kadzideł wonnych, Mówią: "Tu nie miejsce Dla starozakonnych".

Conajwyżej mnie Piłsudski (Proszę o to Boga!) Rozkaże pochować Pod górą Mendoga!

Na kamieniu krótki napis Będziecie widzieli: "Ostatni z Horeszków, Choć nie po kądzieli".</poem>|<poem> Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie, Ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, Kto cię stracił!</poem>

(Śpiewa na mel.: "Na Wawel, na Wawel krakowiaczku młody")

<poem> Książe Józef Poniatowski Dobrze Niemców kropił, Tylko to nieszczęście, Że się nam utopił.

Cała Polska żałowała Rycerza bez skazy, Umarł Poniatowski, Vivat Aszkenazy!

To nie żadna wielka sztuka, Gdy się ma przeszkody, Powiedzieć aforyzm I skoczyć do wody.

Gdyby Litwę miał wygadać Od Wilna do Szawel, Pewnoby po śmierci Nie jechał na Wawel.

Mnie tam nigdy nie powiozą Śród kadzideł wonnych, Mówią: "Tu nie miejsce Dla starozakonnych".

Conajwyżej mnie Piłsudski (Proszę o to Boga!) Rozkaże pochować Pod górą Mendoga!

Na kamieniu krótki napis Będziecie widzieli: "Ostatni z Horeszków,

Choć nie po kądzieli".</poem>|}}

Scena IV

Dr Bi-Ba-Boy  {{#if:(wchodzi)

<poem> Teraz, gdy jestem profesorem, mówię z panem, jak z kolegą I przyznam się w tajemnicy do tego i owego. Wszystkie przekłady moje, mówiąc między nami, Nie są tłómaczone, a są paszkwilami. "Blaski i nędze życia kurtyzany" — To K. Erenberg, żywcem opisany. Mortkowic Jakób, rzecz oczywista, To jest "Kubuś fatalista", "Wielki testament" Villona To Dziewulski i jego żona. Elsynor, który w "Małym" mało czas umila To "Noc i chwila". Heller, któremu teatr teraz się wywala, Są to "Myśli paskarza"...... chciałem rzec "Pascala". Lechoń — wiedzą to wszyscy, to "Chory z urojenia", A pan — "Vautrin'a Ostatnie wcielenia", Pańskie zaś z Litwą karesy serdeczne To aż za bardzo "Związki niebezpieczne". "Panny Maupin" nazwisko — to złośliwy żart, A oprócz tego Paszkwil na gracza pewnego To "Rozprawa o metodzie" gry de-cartes.</poem>|(wchodzi) <poem> Teraz, gdy jestem profesorem, mówię z panem, jak z kolegą I przyznam się w tajemnicy do tego i owego. Wszystkie przekłady moje, mówiąc między nami, Nie są tłómaczone, a są paszkwilami. "Blaski i nędze życia kurtyzany" — To K. Erenberg, żywcem opisany. Mortkowic Jakób, rzecz oczywista, To jest "Kubuś fatalista", "Wielki testament" Villona To Dziewulski i jego żona. Elsynor, który w "Małym" mało czas umila To "Noc i chwila". Heller, któremu teatr teraz się wywala, Są to "Myśli paskarza"...... chciałem rzec "Pascala". Lechoń — wiedzą to wszyscy, to "Chory z urojenia", A pan — "Vautrin'a Ostatnie wcielenia", Pańskie zaś z Litwą karesy serdeczne To aż za bardzo "Związki niebezpieczne". "Panny Maupin" nazwisko — to złośliwy żart, A oprócz tego Paszkwil na gracza pewnego

To "Rozprawa o metodzie" gry de-cartes.</poem>|}}
Langenazy  {{#if:<poem>

Nie wyliczaj! Już dosyć! Zostaw mnie w spokoju! Ja jestem dyplomatą — nie znam się na boju!</poem>|<poem> Nie wyliczaj! Już dosyć! Zostaw mnie w spokoju!

Ja jestem dyplomatą — nie znam się na boju!</poem>|}}
(Nuta Delmet: "Le petit chagrin").

<poem>Już we wspomnieniach skrył się czas, Kiedym zabawiał w "Szopce" was Czarem piosenek. Na "Słówkach" stoi dziś jak wół: "Poleca bardzo się dla szkół I dla panienek" Czy jest dziś w Polsce taki dom, Gdzieby nieznany był Brantôme? Minęły czasy, Gdym z wszystkich kwiatków zbierał miód, Dziś zbieram hołdy za mój trud I "Głosy prasy". Wtulony w fotel, niby król Pobłażam złej obsadzie ról, Choć złość mnie bierze, Lecz myślę "W końcu życia treść — Wygodnie siąść, jak rzekłem gdzieś-ć, Na swym derjerze". Choć jaknajskryciej chowam się Wszechnice proszą mnie aż dwie Z wielką attencją, I coraz bardziej rosnę wszerz I jak Kasprowicz będę też Magnificencją. Przemówię wtedy cały w łzach, Gdy nieść na Wawel będą, ach, Sławnego trupa I w gronostajach będzie stał, Ten, co drukować pierwszy śmiał Rym do "biskupa".</poem>

(wychodzi).

Scena V

(Wchodzi poseł Ignacy Gdaczyński).
Gdaczyński  {{#if:<poem>

Co za blamaż! Co za skandal! Mam w szopce śpiewać "Czerwony sztandar", A nie mogę w żaden sposób Przypomnieć sobie melodji! Od czasu gdy przy Witosie byłem vice-wickiem Ten hymn mi pachnie czemś strasznie bolszewickiem. Dlatego zapominam! O ten łeb zakuty! Co się stało? Nie mogę spamiętać tej nuty!</poem>

(Śpiewa na melod.: "W lasku Ida")

<poem> "Krew naszą długo leją katy, Płyną ludu gorzkie łzy......" Nie, to nie to! Doprawdy, to mnie denerwuje...... Jak to szło? (nuci początek mel. "Aławerdy") Może tak? Spróbuję!

(Śpiewa na mel.: "Aławerdy").

"Krew naszą długo leją katy, Wciąż płyną ludu gorzkie łzy, Nadejdzie jednak dzień zapłaty, Aławerdy, aławerdy!" Jestem zupełnie bez rady! Zamiast "Sztandaru" śpiewać będę "Barykady".

(Śpiewa na mel.: "Sztajerka").

"Na barykady ludu roboczy Oj-di radi-rada"...... (urywa). Tfu, psiakrew! Jak tu wybrnąć? I to nie wychodzi! Ani rusz! Co tu robić? Pamięć mnie zawodzi!

(Śpiewa na mel.: "Bajek").

"Na barykady, ludu roboczy, Czerwony sztandar do góry wznieś"...... Ale to przecież "Bajki". Przepadłem widać z kretesem! Do stu tysięcy wyborców z takim interesem! Muszę pomówić z Or-otem, Aby napisał pepesowską rotę, Bo od czasu, gdy znikły Majery, Skałony, Stracił ton i melodję mój "Sztandar czerwony". Schodzi tedy ze sceny wódz proletarjatu, Dla burżuazjatyckiej nie chcę śpiewać tłuszczy! A zresztą, gdy potrzebne będzie — dla mandatu — Zaśpiewam nawet: "O cześć wam panowie Magnuscy!"</poem>

(wychodzi).|<poem>

Co za blamaż! Co za skandal! Mam w szopce śpiewać "Czerwony sztandar", A nie mogę w żaden sposób Przypomnieć sobie melodji! Od czasu gdy przy Witosie byłem vice-wickiem Ten hymn mi pachnie czemś strasznie bolszewickiem. Dlatego zapominam! O ten łeb zakuty! Co się stało? Nie mogę spamiętać tej nuty!</poem>

(Śpiewa na melod.: "W lasku Ida")

<poem> "Krew naszą długo leją katy, Płyną ludu gorzkie łzy......" Nie, to nie to! Doprawdy, to mnie denerwuje...... Jak to szło? (nuci początek mel. "Aławerdy") Może tak? Spróbuję!

(Śpiewa na mel.: "Aławerdy").

"Krew naszą długo leją katy, Wciąż płyną ludu gorzkie łzy, Nadejdzie jednak dzień zapłaty, Aławerdy, aławerdy!" Jestem zupełnie bez rady! Zamiast "Sztandaru" śpiewać będę "Barykady".

(Śpiewa na mel.: "Sztajerka").

"Na barykady ludu roboczy Oj-di radi-rada"...... (urywa). Tfu, psiakrew! Jak tu wybrnąć? I to nie wychodzi! Ani rusz! Co tu robić? Pamięć mnie zawodzi!

(Śpiewa na mel.: "Bajek").

"Na barykady, ludu roboczy, Czerwony sztandar do góry wznieś"...... Ale to przecież "Bajki". Przepadłem widać z kretesem! Do stu tysięcy wyborców z takim interesem! Muszę pomówić z Or-otem, Aby napisał pepesowską rotę, Bo od czasu, gdy znikły Majery, Skałony, Stracił ton i melodję mój "Sztandar czerwony". Schodzi tedy ze sceny wódz proletarjatu, Dla burżuazjatyckiej nie chcę śpiewać tłuszczy! A zresztą, gdy potrzebne będzie — dla mandatu — Zaśpiewam nawet: "O cześć wam panowie Magnuscy!"</poem>

(wychodzi).|}}

Scena VI

(Wchodzi jen. Harceller. Śpiewa na mel.: "Pan jenerał").

<poem> 1. Z nad Murmanu i z nad Marny Przeraźliwie popularny, Rycerz święty, "odsunięty", Czuj duch, czołem, czuwaj, cześć, Kołek polek, patron "Zyty" Skaut i harcerz znakomity, Zapoznany i ukryty, Skromny żywot muszę wieść. Pan jenerał, pan jenerał Dosyć w życiu swojem laurów już nazbierał, Przez Enkaen jam bis Ende życie wiódł. Szczęście błysło — i nad Wisłą był mój cud. — 2. Ja, błękitny narzeczony, Jestem z morzem zaręczony, Nie pomogło mi Pomorze, Może mi pomoże skaut, Jak Achilles miał Homera, Tak Ligocki ma Hallera, Małaczewski mnie popiera, Stroński o mnie robi gwałt. Pan jenerał, pan jenerał Dosyć w życiu swojem laurów już nazbierał, Przez Enkaen jam bis Ende życie wiódł. Szczęście błysło — i nad Wisłą był mój cud. — 3. Dwa Józefy — to za dużo, Choć obydwaj wiernie służą.

(Wieniawa przerywa mu)

"Śród nocnej ciszy głos się rozchodzi Odejdź Józefie drugi nadchodzi",

(Harceller wychodzi).</poem>

Scena VII

(Wchodzi ppułk. Wieniawa-Vient-en-avant. Śpiewa na mel.: "Krok w krok").

<poem> 1. Jedzie on Z wszystkich stron Ludzi tłum, Gwar i szum, Trąby dmą, Konie rżą, Landa są. Comme Daumont, Chevaux legères, étrangère, Kobiet tłum Z wszystkich sfer, Wojsko gra, Tłum się pcha, Wysiadł ON, Za nim — ja. Ach, służba to ważna — nie każdy to wie, Ja jeden wiem tylko, jak śpi i co je.

Ref. Tak krok w krok za nim wciąż. Cóż za głos! cóż za nos! cóż za mąż! Tam jedzie on — ja krok w krok, W deszcz, na mrozie, wciąż w powozie Tak przez cały rok!

2. Premjer padł Zanim Pat Wieść tę rozniósł na świat, Ja już wiem, Widzę sam, Jak ON podpis swój kładł. Kiedy wstał, Minę miał, Jakby myśli zebrać chciał. Zmarszczył brwi, Potem mi Głośno rzekł: "Będzie śnieg". — Ach, być niedyskretnym — największy to błąd, Zamieszki i wojny najczęściej są stąd! Ref. Tak krok w krok etc. 3. Miłe dni Au Paris Szampan w czub idzie mi, Dawniej się W tem quartier Nie mieszkało, ach nie! Siedzi Foch On à gauche, Mówi speach, Bas les boches, Présidant Millerand Dał MU Krzyż I mnie tyż! Lecz muszę już skończyć, muzyka hymn gra, Przypięcie, odpięcie — gdzie ON, tam i ja!</poem>

Scena VIII

(Wchodzi Dziadek; ppułk. Vient-en-avant śpiewa, krocząc za nim, refren "Tak krok w krok". Dziadek śpiewa:).

<poem> Posłuchajcie ludkowie, Co wam dziadek opowie, Nie chciałem tu włazić wcale, Ale gwałtem mnie wepchali Dla reprezentacji.

     Powiedzieli mi ludzie,
     Że inaczej nie pójdzie,
     Że bez dziadka żadna szopka,
     Więc przybiegłem na galopka,
     Aby z wami pogadać.

Car mnie odział, uczesał Orderów ponawieszał, Odprasował mnie na kanty, Aby dziadek był galanty, Bez żadnego feleru.

     Gdy mnie ubrał niebogę,
     Dał mi drogą przestrogę:
     "Idźcie, dziadku, pobawcie się,
     Ale przy tym interesie,
     Nie bąknijcie tam czego.

Bo to, mówi, jak wiecie, W owej Rzeczpospolicie, Siedzi Stroński, uchem strzyże, Z waszych słówek na papirze Robi strachy na lachy.

     A i zaraz "Dwa grosze"
     Wtrącą swoje trzy grosze,
     W sejmie krzyczeć zacznie Swida,
     Że sam widział, jak od żyda
     Brał ten dziadek pieniądze.

Że cię zeszłej niedzieli W knajpie z Trockim widzieli, Komplimenty mu gadałeś, A z Wilusiem w bilard grałeś Nie dalej jak przedwczoraj".

     Myślę sobie: ładny szpas!
     Na co ludzie mają czas
     Lecz ostrożność nie zawadzi,
     Będę milczał, gdy Car radzi,
     Pójdę sobie do domu. —

Ale przedtem jeszcze wam Małą piosnkę zaśpiewam Może się rozgniewa cenzor, Ale to mnie świerzbi jęzor, Że zaśpiewać ja muszę:

(śpiewa na mel.: "Polonez Kościuszki").

Patrz Kościuszko na mnie z nieba, Co z człowiekiem mogą zrobić, Trzech lat było im potrzeba, Aby mnie tak przyozdobić, Order tu i order tam, Drugie tyle w domu mam Pod kulami, szrapnelami Człowiek czuł się inny całkiem. Gdyby się jak z Moskalami Można było bić z marszałkiem: Ja mam wojsko, a ty kij — kij — kij — A teraz się ze mną bij — bij — bij. </poem>

(Mówi).

<poem> Lecz nim skończy się szopka, zanim będzie ciemno, Chciałbym zobaczyć tamtych, co byli przedemną, Kochany pułkowniku, idź więc za kulisy Chcę ich wszystkich nagrodzić, niech wyjdą na bisy. </poem>

(ppłk. Vient-en-avant wybiega. Przechodzi Lornetkowicz).
Dziadek  {{#if:<poem>

Landru teatralny, żeś był długo psotny, I że cię pożarł pożar i nie zdasz się na nic, Jak order trzeciej klasy bilet niepowrotny Wepnij sobie w cylinder i wróć do Pabjanic.

(Wchodzi Ordynaryński)

Dyrektorze bez maski, czeka cię gotowy White Star Line, order okrętowy, Na drugiej półkuli czeka cię fortuna, Więc tam sobie wepnij order Sumuruna.

(Przechodzi Osterkaterwa).

Żeś zaczął od maluczka, szybko jedziesz w górę Honoris causa dostaniesz maturę.

(Przechodzi Bezstroński).

Żeś był zawsze bezstroński, za to masz Podwiązkę na ręku, przewiązkę na twarz.

(Przechodzi Drągal).

Że gardzi orderami ze złota i miedzi, Gdzież go sobie przypnie, kiedy ciągle siedzi.

(Przechodzi Szi-Szi).

Oj Szi-szi, Szi-szu duży masz spryt, Więc weź pour le sznyt kobit i pour le semites.

(Przechodzi Arabski).

Pour les emeryt et pour les hemoroid.

(Przechodzi Kakuszyński).

Pour le Rzeczpospolit et butersznyt.

(Przechodzi Grubiański).

To kawaler orderu? Gorzej jest z orderem. On może być najwyżej Waciem kawalerem.

(Przechodzi Langenazy).

Herb litewskiej pogoni że-liga Masz na piersi i jazda za innemi w pogoń, Rwie z kopyta litewski rumak, mocno liga, Lignęła Cię już liga, dzisiaj lignie pogoń.

(Przechodzi Abderewski).

Tobie nie trza orderów, mężu zasłużony, W domu czeka na ciebie "Biały krzyż" twej żony.

(Przechodzi Tuwimes).

Kohn-tusz tuż zawsze przy tobie był szczerze. Żeś Polak jest siarczysty, by wszyscy wiedzieli Mianuję cię szlachcicem po Mieczu Grycendlerze I po kohndzieli.

(Przechodzi Neuwierciński).

Że jesteś na posługi i że służysz źle, Dostaniesz "Grand Cordon" Cordon s'il vous plait! — Już zabrakło orderów na tak liczne hufce, Reszcie wszystkim ryczałtem dać po miljonówce Ku ogólnej radości i wdzięcznej zabawie L'orde regne à Varsovie — order rządzi w Warszawie. </poem>|<poem> Landru teatralny, żeś był długo psotny, I że cię pożarł pożar i nie zdasz się na nic, Jak order trzeciej klasy bilet niepowrotny Wepnij sobie w cylinder i wróć do Pabjanic.

(Wchodzi Ordynaryński)

Dyrektorze bez maski, czeka cię gotowy White Star Line, order okrętowy, Na drugiej półkuli czeka cię fortuna, Więc tam sobie wepnij order Sumuruna.

(Przechodzi Osterkaterwa).

Żeś zaczął od maluczka, szybko jedziesz w górę Honoris causa dostaniesz maturę.

(Przechodzi Bezstroński).

Żeś był zawsze bezstroński, za to masz Podwiązkę na ręku, przewiązkę na twarz.

(Przechodzi Drągal).

Że gardzi orderami ze złota i miedzi, Gdzież go sobie przypnie, kiedy ciągle siedzi.

(Przechodzi Szi-Szi).

Oj Szi-szi, Szi-szu duży masz spryt, Więc weź pour le sznyt kobit i pour le semites.

(Przechodzi Arabski).

Pour les emeryt et pour les hemoroid.

(Przechodzi Kakuszyński).

Pour le Rzeczpospolit et butersznyt.

(Przechodzi Grubiański).

To kawaler orderu? Gorzej jest z orderem. On może być najwyżej Waciem kawalerem.

(Przechodzi Langenazy).

Herb litewskiej pogoni że-liga Masz na piersi i jazda za innemi w pogoń, Rwie z kopyta litewski rumak, mocno liga, Lignęła Cię już liga, dzisiaj lignie pogoń.

(Przechodzi Abderewski).

Tobie nie trza orderów, mężu zasłużony, W domu czeka na ciebie "Biały krzyż" twej żony.

(Przechodzi Tuwimes).

Kohn-tusz tuż zawsze przy tobie był szczerze. Żeś Polak jest siarczysty, by wszyscy wiedzieli Mianuję cię szlachcicem po Mieczu Grycendlerze I po kohndzieli.

(Przechodzi Neuwierciński).

Że jesteś na posługi i że służysz źle, Dostaniesz "Grand Cordon" Cordon s'il vous plait! — Już zabrakło orderów na tak liczne hufce, Reszcie wszystkim ryczałtem dać po miljonówce Ku ogólnej radości i wdzięcznej zabawie L'orde regne à Varsovie — order rządzi w Warszawie.

</poem>|}}
(Kurtyna).

Przypisy

<references/>

|

Treść

Osoby działające

Jan Lornetkowicz<ref>Jan Lorentowicz</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Arnold Szi-Szi<ref>Arnold Szyfman</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Rysio Ordynaryński<ref>Ryszard Ordyński</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Juliusz Osterkaterwa<ref>Juliusz Osterwa</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Waldemar Arabski<ref>Władysław Rabski</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Marnel Kakuszyński<ref>Kornel Makuszyński</ref>  {{#if:||}}
Wacio Grubiański  {{#if:||}}
Irena En-Grosser Spolska  {{#if:||}}
Stanisław Bezstroński<ref>Stanisław Stroński</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Dziadek  {{#if:||}}
Stanisław Gadaliński<ref>chodzi o Ignacego Balińskiego (1862-1951), prawnika, publicystę a także działacza społecznego, który w latach 1819-1927 był prezesem rady miejskiej Warszawy. Był on ojcem Stanisława Balińskiego (stąd być może błędne imię wydrukowane w Szopce)</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Minister Machalski  {{#if:||}}
Ignacy Loyla Abderewski<ref>Ignacy Padarewski</ref>  {{#if:||}}
Poseł Drągal  {{#if:||}}
Ignacy Gdaczyński<ref>Ignacy Daszyński</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Albert Ziemiański  {{#if:||}}
Szymon Langenazy<ref>Szymon Askenazy</ref>  {{#if:||}}
Wojciech Trąbczyński<ref>Wojciech Trąbczyński w latach 1919-1922 był marszałkiem sejmu, następnie od 1922 do 1927 — marszałkiem senatu.</ref>  {{#if:|{{{2}}}|}}
Poseł Witoś  {{#if:||}}
Tuwimes Sokraczący<ref>Julian Tuwim</ref>  {{#if:||}}
Adolf Neuwierciński  {{#if:||}}
Dr Bi-Ba-Boy<ref>Dr Tadeusz Boy-Żeleński</ref>  {{#if:||}}
Jenerał Harceller  {{#if:||}}
Ppułk. Wieniawa-Vient-En-Avant<ref>Bolesław Wieniawa-Długoszowski</ref>  {{#if:||}}

Prolog

(Wychodzi Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę). <poem> Panowie i panie! Miejcie tę naturę, Nie patrzcie się na siebie, ale prosto w dziurę. W domku naszym się dziura za chwilę otworzy, Kolejno się pokażą nasi lokatorzy. W domku mamy ich wszystkich, ciasnym lecz chędogim, Aplauz dajcie należny naszym gościom drogim. Chcecie zbadać ich bliżej? Już są na papierze Pierwszą szopkę warszawską we wdzięcznej ofierze Składają wam

                             Pikador, jego koń
                             i jeszcze jedno zwierzę.

</poem>

Akt I

Scena I

(Wychodzi Lornetkowicz).

Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne — i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli,<ref>"Wierna kochanka" — sztuka Mieczysława Fijałkowskiego, wystawiona w 1921 r. w Teatrze Rozmaitości. </ref> Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu,<ref>Tadeusz Kończyński — dramatopisarz, prozaik, w 1920 r. był dyrektorem Teatru Dramatycznego.</ref> Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu",<ref>"Burmistrz demimondu" — aluzja do tytułu dramatu M. Maeterlincka Burmistrz ze Stylmondu, wystawianego w Teatrze Rozmaitości w sezonie 1920/21. Demi-monde (z franc.) — półświatek, środowisko kobiet lekkiego prowadzenia się.</ref> Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić — Umówić się z Zelwerem<ref>Aleksander Zelwerowicz — aktor, reżyser, pedagog.</ref> i razem się spalić.<ref>jest to prawdopodobnie aluzja do niewyjaśnionego pożaru Teatru Rozmaitości, który miał miejsce 2. listopada 1919 r.</ref> </poem>| <poem> Nawet tu puchy. Ładna sytuacja, Na widowni stagnacja, na scenie stagnacja, Zrobiłbym dla rozmaitości na początek Jaką rzeź, ale niema niewiniątek. Jedno było niewinne — i to djabli wzięli, "Wierną kochankę" w prasie mi zerżnęli,<ref>"Wierna kochanka" — sztuka Mieczysława Fijałkowskiego, wystawiona w 1921 r. w Teatrze Rozmaitości. </ref> Kończył mnie już Kończyński, dobijałem lądu,<ref>Tadeusz Kończyński — dramatopisarz, prozaik, w 1920 r. był dyrektorem Teatru Dramatycznego.</ref> Dziś wyglądam, jak stary "Burmistrz demimondu",<ref>"Burmistrz demimondu" — aluzja do tytułu dramatu M. Maeterlincka Burmistrz ze Stylmondu, wystawianego w Teatrze Rozmaitości w sezonie 1920/21. Demi-monde (z franc.) — półświatek, środowisko kobiet lekkiego prowadzenia się.</ref> Jedno mi pozostało, aby cześć ocalić — Umówić się z Zelwerem<ref>Aleksander Zelwerowicz — aktor, reżyser, pedagog.</ref> i razem się spalić.<ref>jest to prawdopodobnie aluzja do niewyjaśnionego pożaru Teatru Rozmaitości, który miał miejsce 2. listopada 1919 r.</ref>

</poem>|}}

Scena II

(Wchodzi prezes Gadaliński).

Gadaliński  {{#if:

<poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę,<ref>chodzi o Prokopa Maksa, ówczesnego posła Czechosłowacji w Polsce (od 14. maja 1921 do 9. września 1924 r.)</ref> O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra,<ref>amerykańska aktorka, która w drugiej dekadzie XX wieku występowała w niemieckich filmach</ref> O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra",<ref>mowa o Stanisławie Balińskim, który przyjaźnił się ze Skamandrytami</ref> Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada — hop siup!

Pogrzeb mikada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita — pan prezes wita,<ref>Henry Herbert Asquith, polityk angielski, premier Wielkiej Brytanii w latach 1908-1916</ref> Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada — hop siup!

Pierwsza brygada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada — pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski,<ref>Lucjan Żeligowski, generał, w 1920 r. zajął Wilno (na rozkaz Piłsudskiego) i utworzył Litwę Środkową, która następnie została przyłączona do Polski</ref> quatorze juillet<ref>z franc. 14 lipca, święto narodowe we Francji, rocznica zdobycia Bastylii — wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej.</ref> Pan prezes gada — hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada — hop siup! </poem>

(wybiega)

| <poem> Drogi dyrektorze! Czasu mam niewiele, Bo to dzisiaj raut gruziński i czeskie wesele, O siódmej na Wiedeńskim witam posła Maksę,<ref>chodzi o Prokopa Maksa, ówczesnego posła Czechosłowacji w Polsce (od 14. maja 1921 do 9. września 1924 r.)</ref> O ósmej dorożkarzom daję nową taksę, O dziewiątej na Pragę przyjeżdża Fern-Andra,<ref>amerykańska aktorka, która w drugiej dekadzie XX wieku występowała w niemieckich filmach</ref> O dziesiątej wyciągam syna ze "Skamandra",<ref>mowa o Stanisławie Balińskim, który przyjaźnił się ze Skamandrytami</ref> Zajęty jestem wściekle jak dzień Boży długi, Lecz zawsze dyrektorze, na twoje usługi. Jeżeli jaka luka jest w repertuarze, Powiem wszędzie i wszystko co dyrektor każe. </poem>

(śpiewa na melodję "Sztajerka")

<poem> Gdy prezes gada, słucha go rada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Płynie tyrada, rada jest rada, Oj di ra da ra da hopsa! Przyjazd czy wyjazd, objazd czy zjazd, Wiec akuszerek czy związek miast, Gość z Gwadelupy, z Indji czy z Czech, Pan prezes gada — hop siup!

Pogrzeb mikada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Przyjazd Askwita — pan prezes wita,<ref>Henry Herbert Asquith, polityk angielski, premier Wielkiej Brytanii w latach 1908-1916</ref> Oj di ra da ra da hopsa! Obchód czy pochód, wychód czy wchód, Rozchód czy dochód, zachód czy wschód, Nansen, Kościuszko, Dante, Verdun Pan prezes gada — hop siup!

Pierwsza brygada — pan prezes gada Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Lada parada — pan prezes gada, Oj di ra da ra da hopsa! Curie Skłodowska, Joanna D'arc, Żołnierz nieznany czy wschodni targ, Śląsk, Żeligowski,<ref>Lucjan Żeligowski, generał, w 1920 r. zajął Wilno (na rozkaz Piłsudskiego) i utworzył Litwę Środkową, która następnie została przyłączona do Polski</ref> quatorze juillet<ref>z franc. 14 lipca, święto narodowe we Francji, rocznica zdobycia Bastylii — wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej.</ref> Pan prezes gada — hop siup!

Styczeń i luty, marzec i kwiecień, Oj di ra da ra da, oj di ra da ra Czerwiec i sierpień, grudzień i wrzesień, Oj di ra da ra da hopsa! Lipiec, listopad, październik, maj, Co dzień rocznicę ma inny kraj, Gadaj gaduła, a to ci raj, Więc prezes gada — hop siup! </poem>

(wybiega)
|}}
Lornetkowicz  {{#if:

<poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!<ref>Stanisław Aleksander Kempner, ekonomista i dziennikarz, zajmował się krytyką literacką i teatralną.</ref>

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską<ref>Lorentowicz był redaktorem serii wydawniczej "Muzy", w latach 1912-1916</ref> Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las",<ref>nawiązanie do Benedykta Hertza, bajkopisarza i satyryka, publikującego również w Musze, jak i do Jana Adolfa Hertza, dramaturga i krytyka teatralnego</ref> Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski,<ref>Stanisław Pieńkowski, recenzent teatralny i dziennikarz "Gazety Warszawskiej"; autor antysemickich artykułów przeciwko Tuwimowi i pozostałym skamandrytom.</ref> Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce<ref>Zygmunt Librowicz, publicysta, redaktor, księgarz</ref> Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna"<ref>"Polska pieśń miłosna", to tytuł antologii wydanej przez Jana Lorentowicza w 1913 r.</ref> Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał — i nie chciał wrócić do Pabjanic<ref>w Pabianicach urodził się Jan Lorentowicz</ref> Odejdź przechodniu — i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)

| <poem> Nagadał i uciekł! Niema na to rady Nie wystarczą w teatrze same miejski rady </poem>

(śpiewa na mel. "Z dymem pożarów")

<poem> Z dymem pożarów, z rozlewem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, podnoszę mój głos, Już dyrektorem jestem raz ostatni, Od takich posad siwieje włos.

Z dymem pożarów poszły moje sceny Spalił się teatr, we mnie ogień zgasł, Jak Kochanowski śpiewam oto treny, Wdzięczny Kempnerze nie porzucaj nas!<ref>Stanisław Aleksander Kempner, ekonomista i dziennikarz, zajmował się krytyką literacką i teatralną.</ref>

I chodzę drogą coraz bardziej śliską, Syty już chwały i tryumfu syt, Oddałem "Muzy" dziś na Świętokrzyską<ref>Lorentowicz był redaktorem serii wydawniczej "Muzy", w latach 1912-1916</ref> Handluje muzą jeden z drugim żyd.

"Wierną kochanką" jest mi Fijałkowski I szumią Hertze niby "młody las",<ref>nawiązanie do Benedykta Hertza, bajkopisarza i satyryka, publikującego również w Musze, jak i do Jana Adolfa Hertza, dramaturga i krytyka teatralnego</ref> Żeby mi wody z głowy dał Pieńkowski,<ref>Stanisław Pieńkowski, recenzent teatralny i dziennikarz "Gazety Warszawskiej"; autor antysemickich artykułów przeciwko Tuwimowi i pozostałym skamandrytom.</ref> Możeby pożar nielitośny zgasł.

Dwaj, Lorentowicz i Librowicz, malce<ref>Zygmunt Librowicz, publicysta, redaktor, księgarz</ref> Robią wszak wszystko, co się tylko da, Wystawiam sztukę, on pomaga w walce, Pomoc na scenie i widowni da.

Oto ostatnia "polska pieśń miłosna"<ref>"Polska pieśń miłosna", to tytuł antologii wydanej przez Jana Lorentowicza w 1913 r.</ref> Kochał mnie jeden i to też był stróż! Więc kiedy umrę, o chwilo żałosna! Taki mi napis na grobowcu złóż:

"Tu leży biedak, który nie chciał za nic Opuścić stolca, choć już ani rusz, Płakał — i nie chciał wrócić do Pabjanic<ref>w Pabianicach urodził się Jan Lorentowicz</ref> Odejdź przechodniu — i cylinder włóż. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena III

(Wchodzi Osterkaterwa)

Osterkaterwa  {{#if:

<poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" — "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze — Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. — "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" — chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona — dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci — Gdy i to nie pomoże — wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę — wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)

| <poem> To jam jest ten przechodzień, przechodzień Katerwy, On tu gada i biada, ja czekam bez przerwy, Nie jest tak trudno być Lornetkowiczem, Ja niewiele dziś znaczę, on także był niczem. Przeskoczę przez Redutę i zwalczę przeszkodę, Kupię duży cylinder i zapuszczę brodę, Wzrost sobie wyświdruję, twarz sobie pożółcę, A tymczasem adeptów wychowuję w szkółce. </poem>

(Śpiewa na melodię: "Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje"...)

<poem> Ojciec Wirgiljusz uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje, Hejże, Krotke, hejże ha! Róbcie wszyscy to co ja!

     Stary Wirgiljusz uczył Horwatową,
     Umarł Wirgiljusz, ona grywa zdrowo,
     Ma w Reducie istny raj!
     Woła Krotke: w to mi Snaj!

Bije dziewiąta, patrzę na zegarek, Chodź Mazaraki, przybliż się Mazarek! Kiedy krzyknę raz, dwa, trzy, Uzmysłowcie moje sny!

     Coś mi niedobrze dzisiaj jest z Porębą,
     Stoi od rana z rozdziawioną gębą,
     Biedny trzyma się za brzuch
     I przeżywa aż za dwuch!

Nową w teatrze budujemy erę: Snaj bez suflera mówi "terefere", Benda także dobrze gra, Z Zdzitowieckim dziecko ma.

     Dzionek skończony, słońce się ukrywa:
     "Popatrz, Wandeczko, jak ono przeżywa!"
     Teraz, dzieci, teraz czas,
     Śpijmy, śpijmy wszyscy wraz.

</poem>

(mówi)

<poem> Mnie strzelać nie kazano. Wszedłem na udziały. Jedną niesmaczną rolę grywam przez rok cały. Adeptek i adeptów za mną są szeregi, Zakochane jak "Balwierz" — "bielsze ponad śniegi". Naprzeciwko ratusza grzmi, huczy bez przerwy Jak głaz bodący morze — Reduta Osterwy. I wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre aktorów czynność, Na koniec bez potrzeby pełnią swą powinność, "Papierowy kochanek" zużyty na papier, Próżno. — "Wojna i miłość" tępy ciągnie rapier, W klęsce i rozgardjaszu, pośród wrzawy bitwy, Wystawiają "Balwierza" — chwytają się brzytwy! Krzyczę, wołam o "Pomstę", modlę się do Pana: Kiedyś była Ordona — dziś będzie Orkana! Wreszcie wśród kul poświstu, w ogniu armat jasnym, "W małym domku" się skryję, choć własnym, lecz ciasnym. Znów zaczynam od "Ewy", próbuję na nowo, Chcę przerazić: wystawiam samą Horwatową, A gdy widz niespokojny na krześle się wierci, Wysyłam Hochenlinder i huzarów śmierci — Gdy i to nie pomoże — wyznam w tajemnicy Wrócę tam, skąd przyszedłem, do "Dziwnej ulicy" Nim odejdę — wysadzę! Będzie w prasie huczek I z Reduty Osterwy zostanie Maluczek. </poem>

(wychodzi)
|}}

Scena IV

(Wchodzi Szi-szi)
Szi-Szi  {{#if:

<poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki — Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze — chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie — znam publiki gusta — Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra —
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach — toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa — to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać. </poem>| <poem> Gdzie są autorzy szopki? Dlaczego nie u mnie Wystawili tę szopkę? Bardzo nierozumnie! Cała prasa ocenia dziś moje wysiłki — Teatra me prawdziwe artyzmu przybyłki, Nie namawiam was przecie, by o późnej porze Iść do nory i kryć się w ciemnej Elsynorze... Gdzie Witkacyk murzyński, na głowie z tumorem, Metafizyczny pępek wyciąga z uporem. Nie tak w moich teatrach akcja się rozwija, Widownią senzacyjną jest szyfmańska scena. W "Polskim" była kobieta, co teatr zabija: Grubiańskiego autora Przepiękna Helena, Mam giest szeroki! Białą rzucam rękawiczkę, Gdy sztuka pójdzie dobrze — chętnie dam zaliczkę. Jeśli się nie zgodzicie — znam publiki gusta — Mojego "Pankracego", wystawię "Augusta". </poem>

(śpiewa na mel.: "Gdy się puszczam w miłem vis-à-vis" z "Kuzynka z Honolulu"; refrain na nutę "To musi być hiszpanka").

<poem>

     Niechaj pisze dobrze czy też źle,
     Ja wiem jeden, czego miasto chce.
     Niech kosztuje krzesło pół dolara,
     Sto kompletów będzie Savoire'a.

Choć Wyspiański miał ładniejszy styl, Lecz Grudzińskiej kiepski dezabil Wacio woła: "Cóż za podła sfera, Widzę majtki nie od Zmigrydera".

     Łazienki Drabik robił mi sam,
     Cóż po łazienkach bez nagich dam?
     Czyżbym Junoszę poprosić mógł,
     By zagrał w którejś z tak głupich sztuk?

Fredrę mi Siedlecki chwalił raz, Lecz na Fredrę zawsze będzie czas. Kiedrzyńskiego grać, kto w Boga wierzy! Będzie świństwo, kiedy się odleży.

     Szekspir też poparcie w prasie ma,
     Nawet Krzywosz mówi: "Niech pan gra —
     W cienkich majtkach puść pan tego Puka
     Panna w spodniach — toć to moja sztuka!".

Moliere'a Rabski nie lubi, nie, Mówi, że strasznie zestarzał się, Że przedtym także mało był wart, Że lewatywa — to żaden żart.

     W tę sobotę przyjdzie ludzi huk
     Na północnik nowych polskich sztuk.
     Skandal, zbrodnie, gwałty, apostazja,
     Wszystko to, co lubi burżuazja.

Każdy prosi, by go w nocy grać Dla tych, którzy późno chodzą spać.

</poem>|}}

Scena V

Głos  {{#if:z za sceny:

<poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi. </poem>|z za sceny: <poem> Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, Obudź się Szi-szi, nowy nadchodzi.

</poem>|}}
(Wchodzi Rysio Ordynaryński. Śpiewa na nutę: "W lasku Ida...").
Rysio Ordynaryński  {{#if:

<poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są — Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. — </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj — i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps — Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich — wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! — Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna — Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! — </poem>

(odchodzi)

| <poem> Ach w lesie jeszcze trzy teatry, Trzy teatry w lesie są — Po pustych salach dzikie wiatry, Dzikie wiatry huczą i dmą! "T. T. S." Ci dyrektorzy Gdy z nich który forsy chce "T. T. S." Ci dyrektorzy Na sposoby biorą się. — </poem>

(Śpiewa na mel.: "Gdym ja w Beocji mieszkał kraju")

<poem> Gdym był w teatrze u Reinharda Chwalili wszyscy mój bon-ton, Dziś mi przypadła dola twarda, Chociaż w teatrze puchy są.

Wielbił mnie New York, Paryż, Londyn, "Gaj weg" powiedział do mnie Craig Dzisiaj jam tylko niski blondyn, Z Craig'a się w greka zmienił człek.

Dziś jam kuzynek z Honolulek A Lulek Szyller to mój brat, Ostatni walczyk zagram czule, Good by! gudłaj — i jadę w świat.

Pisały o mnie Temps — Figaro, Pytlował o mnie sam Peel Mell. Zostawiam Pytla i Figara I em juw britich — wery well!

Miałem aktorów cały eden, Jak trzodę gnałem! — Dziś jest źle, Dziś został pastuch tylko jeden, Jedna Owczarska pasie się!

Więc proszę szczerze, proszę łaski, Nad tem, co było, stawiam krzyż. Jam dyrektorem jest bez maski, Zdemaskowany mój prestige!

Oto jest koniec mej afery. Warszawa dziś mnie dobrze zna — Ach! Idźcie wszyscy do cholery, Wszak Heller za to płacić ma! — </poem>

(odchodzi)
|}}

Scena VI

(Wchodzą Arabski i Tuwimes Sokraczący)
Arabski  {{#if:Ktoś się za mną włóczy wciąż.|Ktoś się za mną włóczy wciąż.|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Ktoś przedemną ciągle stąpa...|Ktoś przedemną ciągle stąpa...|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam. </poem>| <poem> Kurjer duży, pensja skąpa, Własne trwogi, zbrodnie, sny, Własne brudy, podłość, kłam Mam, zanadto dużo mam.

</poem>|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Zacz kto?|Zacz kto?|}}
Arabski  {{#if:Błazen!|Błazen!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Rabskiej mąż!|Rabskiej mąż!|}}
Arabski  {{#if:Salve smyku!|Salve smyku!|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on. </poem>| <poem> Ojcze byku! Asan się zalewa łzami, Duszę krwawi, serce krwawi, Ale znać z acana mowy, Że jest u Lewentalowej. Zaśpiewałeś kruczy ton, A słyszałeś kiedy, zwierzu, Jak dźwięczy i śpiewa on.

</poem>|}}
Arabski  {{#if:Zygmunt... Zygmunt...|Zygmunt... Zygmunt...|}}
Tuwimes Sokraczący  {{#if:Olchowicz!|Olchowicz!|}}
Arabski  {{#if:

<poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Nocą przyszedł raz do mnie i Konrad i Gustaw, Ból mi w serce się wkręca, niby ostry świder, Byłby to sen proroczy według wszelkich ustaw, Lecz Konrad był Olchowicz a Gustaw Zmigryder!

     Jam tu tylko mimochodem,
     Narodowy wiodę taniec,
     Przed narodem idę przodem
     W dłoni kaganiec, na twarzy kaganiec.
     Jutro jadę do Poznania
     Będę już nie do poznania,
     Tam mnie cały lud wybierze,
     A ja w "Warszawskim Kurjerze"
     Także wybiorę, lecz pensję,
     Żegnając ciocię Hortensję,
     Która zaleje się łzami.
     Wybieraj, wybieraj mnie N. D.
     Dzisiaj między niewiastami,
     A jutro w Sejmie zasiędę.
     W piersi mam zapał młodzieńczy,
     Rozedrę szaty, pokażę... ohydę,
     Kończyc me dzieło uwieńczy,
     Lecz najpierw rozprawię się z żydem:

</poem>

(śpiewa na melodję "Majufesu")

<poem> Czają się, czyhają jakieś widma z za węgła, Śmiech szatański z mroku brzmi, Na mnie i na Polskę się ta moc sprzysięgła Wierzcie, wierzcie mi! Dąbale, fornale, Kwapińczyki, Stapińczyki, Bartki, Wszystkim zaś rządzi żyd, Patrz "ulotne kartki".

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Uprzedzałem, ostrzegałem, że się już zbliża Ten co tego, co to pan już wie! Błagał mnie, zaklinał w liście Foch z Paryża: "Cher Wuer, sauvez!" Parsknęło, wierzgnęło Coś w hotelu rzymskim, Z mroku zaś wylazł ktoś: Witos ze Słonimskim:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

Galicjanie, Skamandranie, Lojd Dżordż i cheder Rosner, Putek, Patek, Pat, Z tą kampanją spisek uknuł sam Belweder I markiz de Sade. Wszędzie wróg! Gdybym mógł Choć w rodzinie znaleźć pocieszenie, Lecz i tam także mam Ładne przedstawienie:

     Same żydy, same żydy,
     Krzyczę, ryczę, wołam,
     Jak się pozbyć tej ohydy?
     Żydy dookoła!

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VII

Tuwimes Sokraczący (sam)
Tuwimes Sokraczący  {{#if:

<poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny — krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga — Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" — krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! —

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)

| <poem> Człowiek z epoki Lewentalu i kamienia żółciowego! Niech parska koń arabski, nie koń ale wałach, Nic mi kartki ulotne nie przyczynią złego, Znamy się nadto dobrze na takich kawałach! Ja jestem echt najpierwszy literacki cymes, Juljanus Czyhający, Sokraczący Tuwimes! Rypcium pipcium, chodź Ksantypciu! Na noże! Bucham cały poezją, sklep liryk otworzę! Wybuduję domy zielone, czerwone, Oj Dido! oj Łado! A wszystkie okna otworzone! Jam słopiewca, pralechoń, straszny gdy się gniewam, Teraz jestem łagodny — krakowiaki śpiewam: </poem>

(śpiewa na melodję "Krakowiaka")

<poem> Prostuje się droga, Minął czas uniesień, Czyhałem na Boga — Dziś mam siódmą jesień.

     Dobra jesień siódma,
     Lepsza niźli żadna,
     Tęga była wiosna,
     Jesień tylko... ładna.

Wyleciałem z Łodzi Do Skamandra prosto, Dzisiaj nic nie szkodzi: Pisujemy z siostrą.

     Ćwierkam, ćwierkam słodko,
     Na melodję rzewną,
     Dobre są słopiewnie,
     Ale nie na pewno.

Woda, Wanda, Wende, Nie zgaśnij "Ignisie"! Ja wydawać będę, Póki jeszcze tli się.

     Wycinam hołówce,
     Kościelskiego skrobnę,
     "Wszak" — krzyczy Mortkowicz,
     "Dam, lecz nie mam drobne".

Umarł już Sokrates I leży na desce, Żeby mu zagrali Zatańczyłby jeszcze! —

     Chociaż umarł dawno
     Rady na to nima,
     Sam Sokrates tańćzy
     Tu-stepa Tu-wima.

</poem>

(wychodzi)
|}}

Scena VIII

(Wpada Wojciech Trąbczyński).
Wojciech Trąbczyński  {{#if:

<poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).

| <poem> Panowie! Jestem dyrygentem, Sam także władam dętym instrumentem, Ale tchu mi brak często. Sejmową buławą Dyryguję na lewo, a zwłaszcza na prawo. Grywam różne opery, repertuar duży, Jednych bawi to bardzo, zasię innych nuży, Jedni biją oklaski, a inni sobaczą, Ludowcy grają chętnie "Rycerskość wieśniaczą", Endecy, enzetele przy codziennych pracach Popisowe swe role grywają w "Pajacach". Lewica wciąż chce wznowić stare przedstawienia, Belweder na prawicy w "Straszny Dwór" się zmienia. Każdy chce co innego, każdy pali mówkę, Stary rabin Perlmutter zachwala "Żydówkę". Witos robi operę i wielką mam bidę, Chce znów wrócić do rządu i woła: "A idę"! Nastawiam instrumenty, rozdaję rejestra, Posłuchajcie więc państwo, jak brzmi ma orkiestra. </poem>

(śpiewa na mel.: "Parada wojskowa").

<poem> Zaczyna bęben albo smyk, Cymbały się odezwą w mig, Fujary potem w pisk i kwik, A stare trąby zaraz w ryk.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Coś puka tu, coś świda tam, Wojdyła gdyczy, gwałt i kram, Ciańciara coś i bucznie rżnie, A tam czyjś głos rozperla się.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Potoczek szemrze, trzaska mróz, Woźnicki skrzypi nieczem wóz, W Małupę łupią zejdy dwie, W Samego siebie Hirszhorn dmie.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

Dąbalem Rosset bije w stół, Na Putka ryczy Gdyk, jak wół, W spluwaczkę wali ktoś co sił, Jak gdyby to Zamorski był.

     Sejmowa gra orkiestra, orkiestra, orkiestra
     Akompanjują krzesła,
     Pulpity w sufity
     Akordem walą bum!

</poem>

(wychodzi).
|}}

Akt II

Scena I

(Wchodzi Albert Ziemiański i mówi)

Psze uprzejmie szanownego pana dyredaktora z kremem. Bułeczki z masłem idą, jak lód, lody idą jak po maśle, bułeczki zostały, na Kredytowej jeden interes, na Mazowieckiej proszę uprzejmie z kremem drugi, mnie naturalnie nikt przez słomkę nie wciągnie, samochód mam owszem rzeczywiście drożdżowy, raz czekolada, proszę bardzo, proszę zaraz, dwa zerka na lewo...!

(śpiewa na mel.: "Paragwaju")

<poem> 1. Król kremu tortów, cukru, Faworków i lukru, Mistrz pączków, ciastek, kawy, Faworyt Warszawy. Tłustego cukiernika, Zna przecież publika, Mam wiecznie gości huk, Smakoszów bóg. Migdałowo-marcepański Herbu Drożdże — władca pan Słodki książę na ziemiańskiej, De Wanilja — Mazagran. Gość mój dobrze je i pije, Co za dziw, że do mnie lgnie, A ja tyję, tyję, tyję I publiczce kłaniam się. Choć gani ten i ten Podskoki ciągle cen, Ja swoje czynię dumnie, U mnie tłumnie, rojno, szumnie, Kawa, krem Tort qualité suprême.

2. Wciąż liczne rzesze karmię, Cywilów i armję, Więc pociąg mam z tej racji Do aprowizacji. Gdy mnie poprzecie państwo, A zwłaszcza ziemiaństwo Ministrem będę — ach — Mój atut — fach! Dawałbym wam aprowizację, Jakiej dotąd nie dał nikt, Lody, kremy i fiskacje, Taki mielibyście wikt. Ciastka dałbym — raj nieziemski — Czekoladę kubłem lał! Mój zaś wspólnik, jako skępski, Objąłby finansów dział. Wprowadziłbym regime, Z kelnerów stworzyłbym Gabinet pierwszorzędny, Bo usłużny i oględny. Więc messieurs, Poprzyjcie, proszę, mnie! </poem>

(wychodzi)

Scena II

(Wchodzi Neuwierciński. Śpiewa na mel. "Yankee doodle")

<poem> Jestem Neuwert — kalamburda, Temu służę, kto mi wór da Wszystko furda — sypię z wrzaskiem W oczy góry z piaskiem.

     "Rej w Babinie", "Smocze gniazdo"
     Niegdyś były moją gwiazdą,
     Dzisiaj krótki mam proceder:
     Został mi Belweder.

Sowizdrzalskie mam maniery, Wczoraj high-lif — dziś afery, Hochstaplery, Zmigrydery, Bródno Kadawery!

     Od Szekspira do Szapira,
     Zawsze tomik się uzbiera,
     Pułaski, choć w Ameryce,
     Także go pochwycę.

Życie szło mi górnie, szczytnie, Jak Meander starożytnie, Dziś Skamander, młode żydy, I to wszystko z biedy.

     Codzień rano miewam dreszcze,
     Pytam się w Rzeczpospolitej,
     Czy Erenberg aby jeszcze
     Nie odwalił kity.

Niech mi żyje długie lata! Skąd na starość wziąć temata? Djabli wzięli, żeby nie to, Me "Liberum Veto".

     W ciągłej muszę żyć rozterce:
     Tu interes a tu serce,
     Wiercę Herce, gryzę Fryze,
     Chętnie wszędzie wlizę.

Jestem tam, gdzie duży nakład, Już nie jeden zdrowo nakładł Pismo moje dobrze, bite, W rzeczy — pospolite. </poem>

(mówi)

Szanowni państwo! Państwo-stwo — Stwosz — stwórzcie —- państwo — Stwosza — Fosza — ale sza-szabelka-belka — belle compagnie — pani — pani rozumie — umie umiera — era — erazma majewskiego — Od czasu — nie od czasu Estreichera — który jest gross sein manuskrypt — krypta — grób — kropka — szopka — szlus — dowidzenia. — Chciałem coś właściwie powiedzieć, ale...

(śpiewa)

<poem> Już miesiąc zaszedł, psi się uśpili, I coś tam klaszcze za borem, Znowu z redakcji kogoś pobili Pod umówionym jaworem. </poem>

Scena III

(Wchodzi Bezstroński).
Neuwierciński  {{#if:<poem>

Drogi redaktorze, chciałem biec na pomoc, Czas taki niespokojny, a redaktor wychodzi co noc. No jakże dziś z redaktorem? </poem>|<poem> Drogi redaktorze, chciałem biec na pomoc, Czas taki niespokojny, a redaktor wychodzi co noc. No jakże dziś z redaktorem?

</poem>|}}
Bezstroński  {{#if:Byli i załatwili.|Byli i załatwili.|}}
Neuwierciński  {{#if:Gdzie?|Gdzie?|}}
Bezstroński  {{#if:Pod umówionym jaworem.|Pod umówionym jaworem.|}}
Neuwierciński  {{#if:<poem>

Już czas najwyższy dyrektora zluzować, Od dziś z Waciem Moszkowskim będziemy tam nocować </poem>

(wybiega)

|<poem> Już czas najwyższy dyrektora zluzować, Od dziś z Waciem Moszkowskim będziemy tam nocować </poem>

(wybiega)
|}}
Bezstroński  {{#if:(śpiewa na mel. "Siedzi sobie zając pod miedzą").

<poem> Siedzi Zajączkowski pod miedzą, Pod miedzą, Jak tam było, ludzie nie wiedzą, Nie wiedzą, Czoła mają pełne troski, Może nie był Zajączkowski, Może był, może był...

     Drukował garmontem "Poranny",
     "Poranny",
     Że w "Rzeczpospolitej" jest ranny,
     Jest ranny,
     Że szczękali ostrogami
     I machali też rękami
     Z całych sił, z całych sił.

Śle Sadzewicz dary bogate, Bogate, Gulardową wodę i watę, I watę. "Czczę" powiada "Cię niezmiennie", Zmieniaj cztery razy dziennie — Okłady, okłady.

     Zaraz się w lewicy zrobił ruch,
     Zrobił ruch.
     Zapisują sobie: "To już dwuch",
     "To już dwuch".
     Ten i owy nad swym biurkiem
     Drżącą ręką skrobie piórkiem,
     Jest blady, jest blady.

Wpadł na Zamek Kornel zdyszany, Zdyszany. Woła: "Kaziu, kochany, Kochany — Czytaj, piszą ci parobcy, Że pobili moi chłopcy — Strońskiego, Strońskiego"

     Była ledwo druga, pełny blask,
     Pełny blask,
     Gdyby byli bili — byłby trzask,
     Byłby trzask.
     Przy stoliku tuż siedziałem,
     Plusku, trzasku nie słyszałem
     Żadnego, żadnego".

"Wszystko jedno" — rzecze generał, Generał, "Kto i kiedy kogo opierał, Opierał. Gdy minister nie pozwoli, Nie dostałeś, choć cię boli Po głowie, po głowie".

     Darmo więcbyś szukał prawdy ślad,
     Prawdy ślad,
     Widać było tak, jak pisał "Pat",
     Pisał "Pat",
     Skąd się będzie prawda szerzyć,
     Gdy nie będziem w "Pata" wierzyć,
     Panowie! Panowie!

</poem>

(mówi)

<poem> Tak to bezstronnie-strońsko cierpię i bez miary! Ja jestem dolar! Cierpię za dolary! Dolary dolarami! Ignacem Ignacy! Ale za ciężka praca nawet przy tej płacy. Wrogów najwięcej ja mam pośród dziennikarzy! Ciągle mnie spotwarzają! Za dużo po twarzy! </poem>|(śpiewa na mel. "Siedzi sobie zając pod miedzą"). <poem> Siedzi Zajączkowski pod miedzą, Pod miedzą, Jak tam było, ludzie nie wiedzą, Nie wiedzą, Czoła mają pełne troski, Może nie był Zajączkowski, Może był, może był...

     Drukował garmontem "Poranny",
     "Poranny",
     Że w "Rzeczpospolitej" jest ranny,
     Jest ranny,
     Że szczękali ostrogami
     I machali też rękami
     Z całych sił, z całych sił.

Śle Sadzewicz dary bogate, Bogate, Gulardową wodę i watę, I watę. "Czczę" powiada "Cię niezmiennie", Zmieniaj cztery razy dziennie — Okłady, okłady.

     Zaraz się w lewicy zrobił ruch,
     Zrobił ruch.
     Zapisują sobie: "To już dwuch",
     "To już dwuch".
     Ten i owy nad swym biurkiem
     Drżącą ręką skrobie piórkiem,
     Jest blady, jest blady.

Wpadł na Zamek Kornel zdyszany, Zdyszany. Woła: "Kaziu, kochany, Kochany — Czytaj, piszą ci parobcy, Że pobili moi chłopcy — Strońskiego, Strońskiego"

     Była ledwo druga, pełny blask,
     Pełny blask,
     Gdyby byli bili — byłby trzask,
     Byłby trzask.
     Przy stoliku tuż siedziałem,
     Plusku, trzasku nie słyszałem
     Żadnego, żadnego".

"Wszystko jedno" — rzecze generał, Generał, "Kto i kiedy kogo opierał, Opierał. Gdy minister nie pozwoli, Nie dostałeś, choć cię boli Po głowie, po głowie".

     Darmo więcbyś szukał prawdy ślad,
     Prawdy ślad,
     Widać było tak, jak pisał "Pat",
     Pisał "Pat",
     Skąd się będzie prawda szerzyć,
     Gdy nie będziem w "Pata" wierzyć,
     Panowie! Panowie!

</poem>

(mówi)

<poem> Tak to bezstronnie-strońsko cierpię i bez miary! Ja jestem dolar! Cierpię za dolary! Dolary dolarami! Ignacem Ignacy! Ale za ciężka praca nawet przy tej płacy. Wrogów najwięcej ja mam pośród dziennikarzy! Ciągle mnie spotwarzają! Za dużo po twarzy!

</poem>|}}

Scena IV

(Wchodzi Marnel Kakuszyński).
Bezstroński  {{#if:Kto ty jesteś?|Kto ty jesteś?|}}
Kakuszyński  {{#if:Polak mały!|Polak mały!|}}
Bezstroński  {{#if:Jaki znak Twój?|Jaki znak Twój?|}}
Kakuszyński  {{#if:Orzeł biały!|Orzeł biały!|}}
Bezstroński  {{#if:Gdzie ty żyjesz?|Gdzie ty żyjesz?|}}
Kakuszyński  {{#if:W kraju polskim!|W kraju polskim!|}}
Bezstroński  {{#if:A z kim pijesz?|A z kim pijesz?|}}
Kakuszyński  {{#if:<poem>Z Markiewiczem i Czajkowskim,

Z Kasprowiczem i Ostrowskim, Z Mackiewiczem, Nowaczyńskim, Z Niklewiczem i Perzyńskim, Z Gebethnerem i Fiszerem, Z Winawerem, Gutnajerem, Z Grycendlerem i z Breiterem. Z enzetelem, z enzeterem, Z zecerem i etceterem —</poem>|<poem>Z Markiewiczem i Czajkowskim, Z Kasprowiczem i Ostrowskim, Z Mackiewiczem, Nowaczyńskim, Z Niklewiczem i Perzyńskim, Z Gebethnerem i Fiszerem, Z Winawerem, Gutnajerem, Z Grycendlerem i z Breiterem. Z enzetelem, z enzeterem,

Z zecerem i etceterem —</poem>|}}
Bezstroński  {{#if:Dobrze, że nie z Belwederem.|Dobrze, że nie z Belwederem.|}}
Kakuszyński  {{#if:<poem>Dlaczego? Dobry Józio! Redaktor tak stroni!

Wojak! Rycerz! Ja jestem też soldat inconnu! Z kochanym, drogim Józiem zdobędę armatę! Dostanę Polonję restitutę — albo Astorję restauratę! Per Astorja ad astra! Przejdę do historji! Ja własny, dożywotni stolik mam w Astorji.</poem>|<poem>Dlaczego? Dobry Józio! Redaktor tak stroni! Wojak! Rycerz! Ja jestem też soldat inconnu! Z kochanym, drogim Józiem zdobędę armatę! Dostanę Polonję restitutę — albo Astorję restauratę! Per Astorja ad astra! Przejdę do historji!

Ja własny, dożywotni stolik mam w Astorji.</poem>|}}
Bezstroński  {{#if:No, siedzę tu za długo! Kilka godzin...|No, siedzę tu za długo! Kilka godzin...|}}
Kakuszyński  {{#if:Bitych!|Bitych!|}}
Bezstroński  {{#if:Adieu! Przechodzę do rzeczy bardziej pospolitych.|Adieu! Przechodzę do rzeczy bardziej pospolitych.|}}
Kakuszyński  {{#if:(śpiewa na melodję "O mój rozmarynie"):

<poem> O Rzeczypospolito rozwijaj się O Rzeczypospolito rozwijaj się Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się. Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się.

     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.

O Rzeczypospolito rozpijaj się, O Rzeczypospolito rozpijaj się, Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się. Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się.

     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.

Dadzą mi koniaku kochanego, Dadzą mi konika smażonego, I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego. I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego.

     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.

</poem>

(wychodzi).

|(śpiewa na melodję "O mój rozmarynie"): <poem> O Rzeczypospolito rozwijaj się O Rzeczypospolito rozwijaj się Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się. Pójdę do Astorji — Tam usiądę w glorji Przywitam się.

     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     O Rzeczypospolito rozbijaj się,
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.
     Ja znam i Strońskiego
     I Zajączkowskiego
     Przywitam się.

O Rzeczypospolito rozpijaj się, O Rzeczypospolito rozpijaj się, Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się. Pójdę do Boqueta, Mam swoje sekreta, Przywitam się.

     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Dadzą mi cygaro, zaciągnę się,
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.
     Coś mi w sercu zbiera,
     Gdzie tu są dwa zera?
     Przywitam się.

Dadzą mi koniaku kochanego, Dadzą mi konika smażonego, I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego. I ostry widelec I ostry widelec Do boku jego.

     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     A gdy przyjdzie płacić za kotlety,
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.
     Płacić będzie wielu
     Kochany Marnelu
     Ale nie ty.

</poem>

(wychodzi).
|}}

Scena V

(Wchodzi Engrosser Spolska).
Spolska  {{#if:(mówi):

<poem> I tu — i tam — i tu — i tam — Tam — tam i tu Wszędzie gram — Sternowata śpiewnikuję, Młodożeńca watosternię, Szekspiruję, sofokluję, ibsenuję, Antygonę, Desdemonę, Trwam — I tu — i tam — i tu — i tam, Czik — czik — pam — bam. </poem>

(Śpiewa na mel. "Kankan" z "orfeusza w piekle", refren na mel. "I temu troszkę").

<poem> 1. Odkąd tylko polska mowa Z powijaków wyszła w świat, Pani Solska Grosserowa Za poezją kroczy w ślad. Z pominięciem pierwszych próbek Świętokrzyskich kazań mdłych, Jej zawdzięcza wszak Kadłubek Powodzenie kronik swych. Sarbiewskiego ona pierwsza Przed papieżem mówić chce, Reja umie co do wiersza, Do Kromera pali się.

     Refr. Pierwsza przenika
           Czar Kopernika
           "O obrocie, o obrocie, ach, niebieskich ciał"
           Choć nie jej wina,
           Biernat z Lublina,
           A Modrzewski także, także dla niej strzelać się chciał.

2. Kochanowski, kurząc lulkę, Rzekł jej — "Lydjo! Nie wiem sam Czy żałować mam Urszulkę, Kiedy Ciebie obok mam"? Ona na to: "Mój sokole! Jeśli kochasz, wiernie służ — Napisz dla mnie dobrą rolę I w Warszawie sztukę złóż". Tak z przyczyny ócz zdradzieckich, Wstają Hektor, Parys, chór — I w "Odprawie posłów greckich" Oklaskuje Solską dwór. —

     Refr. Morsztyn Hieronim
           Przysłał anonim
           A Andrzej Morsztyn przysłał, przysłał wierszy cały stos.
           A Starowolski
           Swój "Lament Polski
           Na nieszczęsny, na nieszczęsny biadujący los". —

3. Coraz inni w wierszach słyną, Ona, czary niecąc słów, Raz jest Filis, raz Justyną, Kiedyindziej Laurą znów. Tak hoduje kwiaty z pączka Aż poezji buchnął stos, Na jour-fix'ie u Zajączka "Powrót taty" mówi w głos. Jako muza jest skrzydlata W doli dobrej czy też złej, Od Gallusa aż do Wata Nowa sztuka hasłem jej.

     Refr. I "Króla ducha"
           I "Nóż do brzucha"
           Od litery do litery przewybornie zna,
           Wszystko na zmianę,
           Co drukowane,
           Tak Homera, Winawera, Baedeckera gra! —

</poem>

(wychodzi).

|(mówi): <poem> I tu — i tam — i tu — i tam — Tam — tam i tu Wszędzie gram — Sternowata śpiewnikuję, Młodożeńca watosternię, Szekspiruję, sofokluję, ibsenuję, Antygonę, Desdemonę, Trwam — I tu — i tam — i tu — i tam, Czik — czik — pam — bam. </poem>

(Śpiewa na mel. "Kankan" z "orfeusza w piekle", refren na mel. "I temu troszkę").

<poem> 1. Odkąd tylko polska mowa Z powijaków wyszła w świat, Pani Solska Grosserowa Za poezją kroczy w ślad. Z pominięciem pierwszych próbek Świętokrzyskich kazań mdłych, Jej zawdzięcza wszak Kadłubek Powodzenie kronik swych. Sarbiewskiego ona pierwsza Przed papieżem mówić chce, Reja umie co do wiersza, Do Kromera pali się.

     Refr. Pierwsza przenika
           Czar Kopernika
           "O obrocie, o obrocie, ach, niebieskich ciał"
           Choć nie jej wina,
           Biernat z Lublina,
           A Modrzewski także, także dla niej strzelać się chciał.

2. Kochanowski, kurząc lulkę, Rzekł jej — "Lydjo! Nie wiem sam Czy żałować mam Urszulkę, Kiedy Ciebie obok mam"? Ona na to: "Mój sokole! Jeśli kochasz, wiernie służ — Napisz dla mnie dobrą rolę I w Warszawie sztukę złóż". Tak z przyczyny ócz zdradzieckich, Wstają Hektor, Parys, chór — I w "Odprawie posłów greckich" Oklaskuje Solską dwór. —

     Refr. Morsztyn Hieronim
           Przysłał anonim
           A Andrzej Morsztyn przysłał, przysłał wierszy cały stos.
           A Starowolski
           Swój "Lament Polski
           Na nieszczęsny, na nieszczęsny biadujący los". —

3. Coraz inni w wierszach słyną, Ona, czary niecąc słów, Raz jest Filis, raz Justyną, Kiedyindziej Laurą znów. Tak hoduje kwiaty z pączka Aż poezji buchnął stos, Na jour-fix'ie u Zajączka "Powrót taty" mówi w głos. Jako muza jest skrzydlata W doli dobrej czy też złej, Od Gallusa aż do Wata Nowa sztuka hasłem jej.

     Refr. I "Króla ducha"
           I "Nóż do brzucha"
           Od litery do litery przewybornie zna,
           Wszystko na zmianę,
           Co drukowane,
           Tak Homera, Winawera, Baedeckera gra! —

</poem>

(wychodzi).
|}}

Scena VI.

(Wpada Drągal)
Poseł Drągal  {{#if:

<poem> Towarzysze i towarzyszki! Ludu pracujący i parcelujący! Zwracam się do was, jako sowdepca, warszawski eresefeser! Towarzysze! Proletarji wsiech stran objedniniajtieś! Czyli inaczej mówiąc: proletarjaty ze wszystkich stron się objadajcie! Słuchajcie mnie, bo ja mam nosa w tych sprawach! A kolor jego jest czerwony! Niech żyje ośmiogodzinny tydzień roboczy! Radujcie się Radkiem! Wypchajcie się trockinami! Niech żyje międzynarodowa czerwonka od biegunka do biegunka! Niech żyje czerwona dydektura! Patrzcie się jak jest w Rosji! Koleje za darmo! Jedzenie za darmo! Mieszkanie za darmo! Opierunek i opieka za darmo! Czy tak gdzie dotychczas było? </poem>| <poem> Towarzysze i towarzyszki! Ludu pracujący i parcelujący! Zwracam się do was, jako sowdepca, warszawski eresefeser! Towarzysze! Proletarji wsiech stran objedniniajtieś! Czyli inaczej mówiąc: proletarjaty ze wszystkich stron się objadajcie! Słuchajcie mnie, bo ja mam nosa w tych sprawach! A kolor jego jest czerwony! Niech żyje ośmiogodzinny tydzień roboczy! Radujcie się Radkiem! Wypchajcie się trockinami! Niech żyje międzynarodowa czerwonka od biegunka do biegunka! Niech żyje czerwona dydektura! Patrzcie się jak jest w Rosji! Koleje za darmo! Jedzenie za darmo! Mieszkanie za darmo! Opierunek i opieka za darmo! Czy tak gdzie dotychczas było?

</poem>|}}
(Głos zza sceny:) Było!
Drągal  {{#if:Było, cholero?! A gdzie?|Było, cholero?! A gdzie?|}}
(Głos:) Na katordze!
Drągal  {{#if:Dałbym ja ci draniu, gdyby nie to, że jestem zajęty! Zajęli mnie i trzymają! Na ratuszu w pokoiku!|Dałbym ja ci draniu, gdyby nie to, że jestem zajęty! Zajęli mnie i trzymają! Na ratuszu w pokoiku!|}}
(Śpiewa na mel.: "Białego pokoika").
Drągal  {{#if:<poem>

Pokoik taki mały, Dwa kroki wszerz i wzdłuż. Krzesełka dwa w num stały, Przed drzwiami stoi stróż, (mówi: więzienny) Żelazne proste łóżko, Blacha w okiennej kracie — Odezwy pod poduszką, Ot wszystkie sprzęty macie. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. </poem>

(Śpiewa na melodję: "Bartoszu, Bartoszu").

<poem> Dąbalu, Drągalu Nie traćta animuszu Strasznie wam do twarzy W celi na ratuszu.

     Dobrze się ten śmieje,
     Co się ostatni śmieje,
     Narodzie kochany,
     Jeszcze miej nadzieję.

Przyjdzie czas, przyjdzie czas, Weźmiemy rządy w dłonie. Dąbal stanie dęba, A Okoń okoniem.

     A który nie wierzy
     I mówi, ze to bajka,
     Takiego nauczy
     W mig czerezwyczajka.

Co było na wozie, To będzie dziś pod wozem, Burżuje, choroby, Będziecie nawozem!

     Żydkowie, żydkowie,
     Oj dobre przyjdą czasy,
     Będzie szył Zaremba
     Czerwone portasy!

Ojczyzno! Ojczyzno! Ojczyzno ukochana! Jeszcześ mi za mało, Jest pokarachana!

     Czekajcie, czekajcie,
     Niech tylko wyjdę z kucki,
     Dąbalem dam po łbie,
     Zakuję w "łańcucki"!

</poem>

(wychodzi).

Scena VII

(Wchodzi Ignacy Abderewski. Śpiewa na mel.: z "Pięknej Heleny")

<poem> Jam jest małożnek Helenki, Żonek Helenki, żonek Helenki. Jam Spartaczów król, Ach, jam Spartaczów król! Do tej miłej piosenki,

     miłej piosenki, miłej piosenki —

Pasję mam, bo to Najlepsza z moich ról. — Irenki i Pannenki — Chwalą wdzięki me, Bom jest małżonek Helenki

     Żonek Helenki, żonek Helenki —

Expianister, exminister, be ni me. </poem>

(Śpiewa na mel.: "Na wysokim zamku").

<poem> Na warszawskim zamku Siedziałem ja z mamką Trzymała mnie na kolanku

     Ona i rodzina
     Strakacz i Lucyna
     — Gdzież rozkoszna ta godzina?
     O rodacy! O rodacy!
     O, mój kraju, zgorsz się, zgorsz!
     Stroński poci się przy pracy,
     A Ignacy ciągle w Morge.

</poem>

(Śpiewa na mel.: "Menueta" Paderewskiego).

<poem> Grałem, laurów nazbierałem, Ale się rozstałem z taktem i pedałem, Powiadam wam, Straszny kram Mam! Nie stroję już fortepjanu, Nie stoję przy mężach stanu, Lecz panu z mego organu Wciąż czeki ślę!

     Zwodzi mnie ten mój dobrodziej
     Pisze, ze się na mnie cały naród godzi,
     Że jeszcze dzień,
     Jeszcze dwa,
     A
     Dostanę pilną depeszę
     I do Warszawy pospieszę
     I cały naród ucieszę,
     Gdy zajmę tron!
     (muzyka gra w dalszym ciągu).

</poem>|<poem> Pokoik taki mały, Dwa kroki wszerz i wzdłuż. Krzesełka dwa w num stały, Przed drzwiami stoi stróż, (mówi: więzienny) Żelazne proste łóżko, Blacha w okiennej kracie — Odezwy pod poduszką, Ot wszystkie sprzęty macie. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. Serce uspokój — myśli uspokój Nadziejom zwiewnym wolę daj, Tu jest ten pokój, czerwony pokój Młodości mojej pierwszy maj. </poem>

(Śpiewa na melodję: "Bartoszu, Bartoszu").

<poem> Dąbalu, Drągalu Nie traćta animuszu Strasznie wam do twarzy W celi na ratuszu.

     Dobrze się ten śmieje,
     Co się ostatni śmieje,
     Narodzie kochany,
     Jeszcze miej nadzieję.

Przyjdzie czas, przyjdzie czas, Weźmiemy rządy w dłonie. Dąbal stanie dęba, A Okoń okoniem.

     A który nie wierzy
     I mówi, ze to bajka,
     Takiego nauczy
     W mig czerezwyczajka.

Co było na wozie, To będzie dziś pod wozem, Burżuje, choroby, Będziecie nawozem!

     Żydkowie, żydkowie,
     Oj dobre przyjdą czasy,
     Będzie szył Zaremba
     Czerwone portasy!

Ojczyzno! Ojczyzno! Ojczyzno ukochana! Jeszcześ mi za mało, Jest pokarachana!

     Czekajcie, czekajcie,
     Niech tylko wyjdę z kucki,
     Dąbalem dam po łbie,
     Zakuję w "łańcucki"!

</poem>

(wychodzi).

Scena VII

(Wchodzi Ignacy Abderewski. Śpiewa na mel.: z "Pięknej Heleny")

<poem> Jam jest małożnek Helenki, Żonek Helenki, żonek Helenki. Jam Spartaczów król, Ach, jam Spartaczów król! Do tej miłej piosenki,

     miłej piosenki, miłej piosenki —

Pasję mam, bo to Najlepsza z moich ról. — Irenki i Pannenki — Chwalą wdzięki me, Bom jest małżonek Helenki

     Żonek Helenki, żonek Helenki —

Expianister, exminister, be ni me. </poem>

(Śpiewa na mel.: "Na wysokim zamku").

<poem> Na warszawskim zamku Siedziałem ja z mamką Trzymała mnie na kolanku

     Ona i rodzina
     Strakacz i Lucyna
     — Gdzież rozkoszna ta godzina?
     O rodacy! O rodacy!
     O, mój kraju, zgorsz się, zgorsz!
     Stroński poci się przy pracy,
     A Ignacy ciągle w Morge.

</poem>

(Śpiewa na mel.: "Menueta" Paderewskiego).

<poem> Grałem, laurów nazbierałem, Ale się rozstałem z taktem i pedałem, Powiadam wam, Straszny kram Mam! Nie stroję już fortepjanu, Nie stoję przy mężach stanu, Lecz panu z mego organu Wciąż czeki ślę!

     Zwodzi mnie ten mój dobrodziej
     Pisze, ze się na mnie cały naród godzi,
     Że jeszcze dzień,
     Jeszcze dwa,
     A
     Dostanę pilną depeszę
     I do Warszawy pospieszę
     I cały naród ucieszę,
     Gdy zajmę tron!
     (muzyka gra w dalszym ciągu).
</poem>|}}
Abderewski  {{#if:(mówi, zomarzony):

Ach, jak ja lubię być prezydentem Polski! Jakby to było pięknie! Jaki rząd stworzyłbym! Stasiek — prezes ministrów, nawrócony Skulski — prezes magistrów, Jentys — kultura, arcybiskup — poczta, Helenka — sprawy wewnętrzne i rolnictwo publiczne, Strakacz objąłby zagranicę, a ja objąłbym Strakacza, Dąbrowski zostałby Dubanowiczem, a Dubanowicz wziąłby finanse...|(mówi, zomarzony):

Ach, jak ja lubię być prezydentem Polski! Jakby to było pięknie! Jaki rząd stworzyłbym! Stasiek — prezes ministrów, nawrócony Skulski — prezes magistrów, Jentys — kultura, arcybiskup — poczta, Helenka — sprawy wewnętrzne i rolnictwo publiczne, Strakacz objąłby zagranicę, a ja objąłbym Strakacza, Dąbrowski zostałby Dubanowiczem, a Dubanowicz wziąłby finanse...|}}

Scena VII

(Wchodzi Minister Machalski).
Machalski  {{#if:<poem>Co za finanse? jakie finanse? kto finanse?

Czyś pan już wypełnił formularz daninowy? Jakie pańskie imię?</poem>|<poem>Co za finanse? jakie finanse? kto finanse? Czyś pan już wypełnił formularz daninowy?

Jakie pańskie imię?</poem>|}}
Abderewski  {{#if:Olbrzymie!|Olbrzymie!|}}
Machalski  {{#if:Gdzie mieszkasz?|Gdzie mieszkasz?|}}
Abderewski  {{#if:Wśród lądów i wody.|Wśród lądów i wody.|}}
Machalski  {{#if:Zawód?|Zawód?|}}
Abderewski  {{#if:Same zawody.|Same zawody.|}}
Machalski  {{#if:Żona?|Żona?|}}
Abderewski  {{#if:<poem>Hoduje kury. Jestem biedny grajek.

Niech pan poprosi żony, to da parę jajek. Ale chciałem zabłysnąć i na innem polu, Zapisze mnie historja — i to na "Brystolu"</poem>

(wychodzi).|<poem>Hoduje kury. Jestem biedny grajek.

Niech pan poprosi żony, to da parę jajek. Ale chciałem zabłysnąć i na innem polu, Zapisze mnie historja — i to na "Brystolu"</poem>

(wychodzi).|}}
Machalski  {{#if:<poem>Kiepsko, jak dotychczas, idzie ta danina.

Grubiński "Pocałunek" przysłał i "Lenina". Baytel dał szybkę z okna i małpie zwierciadło, Hiszpański jeden korek, damskie sznurowadło, Gebetner przysłał Wolffa, a Wolff Gebetnera Prosiłem Ordyńskiego, posłał do Hellera. Od Szereszewskiego mam paczkę Delice'a Spis potraw od Langnera dostałem od Spiessa. "Kurjer Polski" mi przysłał Lińskiego z wywiadem, Skirmunt jest mi niechętny, wykręca się zadem. Stesłowicz mi pocztówkę przysłał z pozdrowieniem, Berent posypał próchnem i żywym kamieniem, Przesmycki dał chimery, otrzepał je z kurzu, Siedlecki — wóz Grzymały i konia na wzgórzu, Sejm dał słowo honoru, pan prezydent rękę, A ja zamiast daniny, dam o niej piosenkę:</poem>

(Śpiewa na nutę: "Prosiłem ją").

<poem> Prosiłem ich, jak na kweście, Żeby dali, dali raz nareszcie, Ową daninę. Ale oni mi nie dali Bo się czegoś, czegoś bardzo bali, Oj da dana — moja dana Miła danino!

     Prosiłem ich na fotelu,
     Żeby dali, bez fortelu,
     Bez fortelu na fotelu
     Ową daninę.
     Ale oni mi nie dali,
     Od Michalskich mi nawymyślali!
     Oj da dana — moja dana
     Miła danino!

Groziłem im na komisji, Że się podam, podam do dymisji, Do dymisji na komisji Przez tę daninę. Ale oni się nie bali, Jeszcze mnie do tego namawiali, Oj da dana — moja dana Moja danino. —

     Prosiłem ich: moi mili,
     Gdybyście ją chociaż uchwalili —
     I po chwili uchwalili
     Ową daninę.
     Uchwalili — pal ją licho —
     Ale w duchu sobie nucą cicho:
     Oj da dana, że nie dana
     Będzie danina!

</poem>

(wychodzi).|<poem>Kiepsko, jak dotychczas, idzie ta danina.

Grubiński "Pocałunek" przysłał i "Lenina". Baytel dał szybkę z okna i małpie zwierciadło, Hiszpański jeden korek, damskie sznurowadło, Gebetner przysłał Wolffa, a Wolff Gebetnera Prosiłem Ordyńskiego, posłał do Hellera. Od Szereszewskiego mam paczkę Delice'a Spis potraw od Langnera dostałem od Spiessa. "Kurjer Polski" mi przysłał Lińskiego z wywiadem, Skirmunt jest mi niechętny, wykręca się zadem. Stesłowicz mi pocztówkę przysłał z pozdrowieniem, Berent posypał próchnem i żywym kamieniem, Przesmycki dał chimery, otrzepał je z kurzu, Siedlecki — wóz Grzymały i konia na wzgórzu, Sejm dał słowo honoru, pan prezydent rękę, A ja zamiast daniny, dam o niej piosenkę:</poem>

(Śpiewa na nutę: "Prosiłem ją").

<poem> Prosiłem ich, jak na kweście, Żeby dali, dali raz nareszcie, Ową daninę. Ale oni mi nie dali Bo się czegoś, czegoś bardzo bali, Oj da dana — moja dana Miła danino!

     Prosiłem ich na fotelu,
     Żeby dali, bez fortelu,
     Bez fortelu na fotelu
     Ową daninę.
     Ale oni mi nie dali,
     Od Michalskich mi nawymyślali!
     Oj da dana — moja dana
     Miła danino!

Groziłem im na komisji, Że się podam, podam do dymisji, Do dymisji na komisji Przez tę daninę. Ale oni się nie bali, Jeszcze mnie do tego namawiali, Oj da dana — moja dana Moja danino. —

     Prosiłem ich: moi mili,
     Gdybyście ją chociaż uchwalili —
     I po chwili uchwalili
     Ową daninę.
     Uchwalili — pal ją licho —
     Ale w duchu sobie nucą cicho:
     Oj da dana, że nie dana
     Będzie danina!

</poem>

(wychodzi).|}}

Akt III

Scena I

(Wchodzi Grubiański).
Grubiański  {{#if:<poem>

Teraz się, proszę państwa, podniesie kurtyna. Choć dzisiaj wyjątkowo nie grają "Lenina", Jednakże już od wczoraj zabrakło biletów, Szopka ma zapewnionych 50 kompletów, Budzi wielkie zajęcie w eleganckim świecie, Specjalnie ją polecam wytwornej kobiecie, Subtelne podniebienia pań mile połechta Wykwintny żart, piosenka i ciastko Albrechta Dla naszych dyplomatów — niejedna — pigułka, Czytaj "Bunt" i "Zabawę" (E. Wende i Spółka).</poem>

(Śpiewa na mel.: "Miała babuleńka").

<poem> Mają się przemienić polityki kursa, Beze mnie Warszawy nie ma jak bez Lourse'a

     Ref. Fik — mik — fik — mik
     Hopsztynder — Grubinder,
     Hopsasa, vivat prasa
     "Kochankowie" — w Pikutkowie
     "Pijani" — świetnie grani
     "Lenina" do Berlina
     Janina, Alina
     Messalówna, Szmolcówna
     Ojdana Szyfmana
     Caillavetta — kobieta.
     Caillavety — komplety
     moratorjum — suspensorjum,
     bez suflera — Schnitzlera,
     Kaweckiego, Piłsudskiego,
     "Porannego Kurjera".

Czyżby ktoś w Warszawie przeżył dobrze ranek Bez moich recenzyj a przynajmniej wzmianek?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Codziennie czytają ludziska ciekawi, Czem "Polski" zachwyca a czem "Mały" bawi

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdyby mnie zabrakło którego miesiąca, Któżby wiedział, która jest "olśniewająca"?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdybym tak, broń Boże, dostał bólu głowy, Byłoby to samo, co strajk tramwajowy.

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Jak jedne Łazienki i ogród Krasiński Tak jeden jest "Wacio" — to znaczy Grubiński.

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.</poem>|<poem>

Teraz się, proszę państwa, podniesie kurtyna. Choć dzisiaj wyjątkowo nie grają "Lenina", Jednakże już od wczoraj zabrakło biletów, Szopka ma zapewnionych 50 kompletów, Budzi wielkie zajęcie w eleganckim świecie, Specjalnie ją polecam wytwornej kobiecie, Subtelne podniebienia pań mile połechta Wykwintny żart, piosenka i ciastko Albrechta Dla naszych dyplomatów — niejedna — pigułka, Czytaj "Bunt" i "Zabawę" (E. Wende i Spółka).</poem>

(Śpiewa na mel.: "Miała babuleńka").

<poem> Mają się przemienić polityki kursa, Beze mnie Warszawy nie ma jak bez Lourse'a

     Ref. Fik — mik — fik — mik
     Hopsztynder — Grubinder,
     Hopsasa, vivat prasa
     "Kochankowie" — w Pikutkowie
     "Pijani" — świetnie grani
     "Lenina" do Berlina
     Janina, Alina
     Messalówna, Szmolcówna
     Ojdana Szyfmana
     Caillavetta — kobieta.
     Caillavety — komplety
     moratorjum — suspensorjum,
     bez suflera — Schnitzlera,
     Kaweckiego, Piłsudskiego,
     "Porannego Kurjera".

Czyżby ktoś w Warszawie przeżył dobrze ranek Bez moich recenzyj a przynajmniej wzmianek?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Codziennie czytają ludziska ciekawi, Czem "Polski" zachwyca a czem "Mały" bawi

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdyby mnie zabrakło którego miesiąca, Któżby wiedział, która jest "olśniewająca"?

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Gdybym tak, broń Boże, dostał bólu głowy, Byłoby to samo, co strajk tramwajowy.

     Ref. Fik — mik — fik — mik itd.

Jak jedne Łazienki i ogród Krasiński Tak jeden jest "Wacio" — to znaczy Grubiński.

Ref. Fik — mik — fik — mik itd.</poem>|}}

Scena II

(Wchodzi Poseł Witoś).
Witoś  {{#if:Dobrze, że pana spotykam! Chciałem się przenieść do pańskiej rubryki. Erynberga poza Piłsudskim i Nowaczyńskim nikt już nie czyta, możeby pan tak coś o mnie jak o Szmolc... naprzykład: uroczy pan Witoś w olśniewa...|Dobrze, że pana spotykam! Chciałem się przenieść do pańskiej rubryki. Erynberga poza Piłsudskim i Nowaczyńskim nikt już nie czyta, możeby pan tak coś o mnie jak o Szmolc... naprzykład: uroczy pan Witoś w olśniewa...|}}
Grubiański  {{#if:Więc może tak: "Pan Witoś jest zawsze sobą... Jego łabędzi śpiew umierającego łabędzia Haliny Szmolcówny tak żywo nam przypomniał czarujące piruety". A dalej o toaletach: Nowe toalety pana Witosa, jak gdyby żywcem z pod igły pana Hersego i pani Zmigryderowej wyszłe...|Więc może tak: "Pan Witoś jest zawsze sobą... Jego łabędzi śpiew umierającego łabędzia Haliny Szmolcówny tak żywo nam przypomniał czarujące piruety". A dalej o toaletach: Nowe toalety pana Witosa, jak gdyby żywcem z pod igły pana Hersego i pani Zmigryderowej wyszłe...|}}
Witoś  {{#if:Przepraszam pana... to już chyba będzie za dużo.|Przepraszam pana... to już chyba będzie za dużo.|}}
Grubiański  {{#if:E! Chyba pan nie czytał, co się u nas o dąbskim pisało... Niech pan jutro czyta wzmianeczkę... Teraz uciekam... W sali "Luna-Dowborczyk" idzie dzisiaj mój Lenin, przetłomaczony z żargonu z powotem na polski. Do widzenia, Wicek! (wybiega).|E! Chyba pan nie czytał, co się u nas o dąbskim pisało... Niech pan jutro czyta wzmianeczkę... Teraz uciekam... W sali "Luna-Dowborczyk" idzie dzisiaj mój Lenin, przetłomaczony z żargonu z powotem na polski. Do widzenia, Wicek! (wybiega).|}}
Witoś  {{#if:Do widzenia, Wacek!|Do widzenia, Wacek!|}}
Grubiański  {{#if:(wraca)

A propos: czytał pan "Baj — baju — baj" E. Wende i Spółka, nowa okładka Stanisława Rzeckiego? Poleca się dla naszych milusińskich w Sejmie. Cztery wydania, ani jedno jeszcze nie wyczerpane. Wszystkie egzemplarze opisane przez autora w "Kurjerze Porannym". (wybiega)|(wraca)

A propos: czytał pan "Baj — baju — baj" E. Wende i Spółka, nowa okładka Stanisława Rzeckiego? Poleca się dla naszych milusińskich w Sejmie. Cztery wydania, ani jedno jeszcze nie wyczerpane. Wszystkie egzemplarze opisane przez autora w "Kurjerze Porannym". (wybiega)|}}
Witoś  {{#if:Ja ta mam własne Baj — baju — baj!
(Śpiewa na mel.: "Pod górę mnie wiedą"):

<poem> Rycą wołki, rycą Żałośnie z obory; Oj, szykuj się, Wincenty, Niedługo wybory!

Płynie woda, płynie Po Bardlowym młynie, Oj, cosik opowiada, Że skandal w rodzinie.

U matuli w sieni Stokroć się czerwieni, Oj, co mi po stokrocie, Gdy mi fotel wzieni!

Stoi sejm na Wiejskiej, Nie na Marszałkowskiej, Oj, trzeba mu wieśniaka, Panie Ponikowski.

Gadał Bryl i gadał Do arcybiskupa, Oj szkoda i gadania, Gdy biskup nie słucha.

Chałupeczka niska, Bo wierzchosławicka, Oj, trzeci dom w Berlinie Budują dla Wicka.

Górą chłop od Piasta Do Mieszka pierwszego, A od Pierwszego Mieszka Do mieszka pełnego.

Szumi gaj, szumi las, Pszenica i żytko, Oj, zamiast śpiewać, pójdę Sprzedam żytko żydkom.</poem>

(wychodzi).|Ja ta mam własne Baj — baju — baj!
(Śpiewa na mel.: "Pod górę mnie wiedą"):

<poem> Rycą wołki, rycą Żałośnie z obory; Oj, szykuj się, Wincenty, Niedługo wybory!

Płynie woda, płynie Po Bardlowym młynie, Oj, cosik opowiada, Że skandal w rodzinie.

U matuli w sieni Stokroć się czerwieni, Oj, co mi po stokrocie, Gdy mi fotel wzieni!

Stoi sejm na Wiejskiej, Nie na Marszałkowskiej, Oj, trzeba mu wieśniaka, Panie Ponikowski.

Gadał Bryl i gadał Do arcybiskupa, Oj szkoda i gadania, Gdy biskup nie słucha.

Chałupeczka niska, Bo wierzchosławicka, Oj, trzeci dom w Berlinie Budują dla Wicka.

Górą chłop od Piasta Do Mieszka pierwszego, A od Pierwszego Mieszka Do mieszka pełnego.

Szumi gaj, szumi las, Pszenica i żytko, Oj, zamiast śpiewać, pójdę Sprzedam żytko żydkom.</poem>

(wychodzi).|}}

Scena III

(Wchodzi Grubiański)
Grubiański  {{#if:Proszę państwa, zaraz tu przyjdzie prof. Aszkenazy. Może państwo będą łaskawi powiedzieć mu, żeby sobie przeczytał moją książeczkę "Aleksander Wielki i Djogenes z Synopy czyli sławienie próżniactwa", E. Wende i Spółka, 1917, co rok nowa okładka, tanio bo w podwórzu.
(wybiega)|Proszę państwa, zaraz tu przyjdzie prof. Aszkenazy. Może państwo będą łaskawi powiedzieć mu, żeby sobie przeczytał moją książeczkę "Aleksander Wielki i Djogenes z Synopy czyli sławienie próżniactwa", E. Wende i Spółka, 1917, co rok nowa okładka, tanio bo w podwórzu.
(wybiega)|}}

Scena IV

(Wchodzi Langenazy).
Langenazy  {{#if:<poem>

Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie, Ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, Kto cię stracił!</poem>

(Śpiewa na mel.: "Na Wawel, na Wawel krakowiaczku młody")

<poem> Książe Józef Poniatowski Dobrze Niemców kropił, Tylko to nieszczęście, Że się nam utopił.

Cała Polska żałowała Rycerza bez skazy, Umarł Poniatowski, Vivat Aszkenazy!

To nie żadna wielka sztuka, Gdy się ma przeszkody, Powiedzieć aforyzm I skoczyć do wody.

Gdyby Litwę miał wygadać Od Wilna do Szawel, Pewnoby po śmierci Nie jechał na Wawel.

Mnie tam nigdy nie powiozą Śród kadzideł wonnych, Mówią: "Tu nie miejsce Dla starozakonnych".

Conajwyżej mnie Piłsudski (Proszę o to Boga!) Rozkaże pochować Pod górą Mendoga!

Na kamieniu krótki napis Będziecie widzieli: "Ostatni z Horeszków, Choć nie po kądzieli".</poem>|<poem> Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie, Ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, Kto cię stracił!</poem>

(Śpiewa na mel.: "Na Wawel, na Wawel krakowiaczku młody")

<poem> Książe Józef Poniatowski Dobrze Niemców kropił, Tylko to nieszczęście, Że się nam utopił.

Cała Polska żałowała Rycerza bez skazy, Umarł Poniatowski, Vivat Aszkenazy!

To nie żadna wielka sztuka, Gdy się ma przeszkody, Powiedzieć aforyzm I skoczyć do wody.

Gdyby Litwę miał wygadać Od Wilna do Szawel, Pewnoby po śmierci Nie jechał na Wawel.

Mnie tam nigdy nie powiozą Śród kadzideł wonnych, Mówią: "Tu nie miejsce Dla starozakonnych".

Conajwyżej mnie Piłsudski (Proszę o to Boga!) Rozkaże pochować Pod górą Mendoga!

Na kamieniu krótki napis Będziecie widzieli: "Ostatni z Horeszków,

Choć nie po kądzieli".</poem>|}}

Scena IV

Dr Bi-Ba-Boy  {{#if:(wchodzi)

<poem> Teraz, gdy jestem profesorem, mówię z panem, jak z kolegą I przyznam się w tajemnicy do tego i owego. Wszystkie przekłady moje, mówiąc między nami, Nie są tłómaczone, a są paszkwilami. "Blaski i nędze życia kurtyzany" — To K. Erenberg, żywcem opisany. Mortkowic Jakób, rzecz oczywista, To jest "Kubuś fatalista", "Wielki testament" Villona To Dziewulski i jego żona. Elsynor, który w "Małym" mało czas umila To "Noc i chwila". Heller, któremu teatr teraz się wywala, Są to "Myśli paskarza"...... chciałem rzec "Pascala". Lechoń — wiedzą to wszyscy, to "Chory z urojenia", A pan — "Vautrin'a Ostatnie wcielenia", Pańskie zaś z Litwą karesy serdeczne To aż za bardzo "Związki niebezpieczne". "Panny Maupin" nazwisko — to złośliwy żart, A oprócz tego Paszkwil na gracza pewnego To "Rozprawa o metodzie" gry de-cartes.</poem>|(wchodzi) <poem> Teraz, gdy jestem profesorem, mówię z panem, jak z kolegą I przyznam się w tajemnicy do tego i owego. Wszystkie przekłady moje, mówiąc między nami, Nie są tłómaczone, a są paszkwilami. "Blaski i nędze życia kurtyzany" — To K. Erenberg, żywcem opisany. Mortkowic Jakób, rzecz oczywista, To jest "Kubuś fatalista", "Wielki testament" Villona To Dziewulski i jego żona. Elsynor, który w "Małym" mało czas umila To "Noc i chwila". Heller, któremu teatr teraz się wywala, Są to "Myśli paskarza"...... chciałem rzec "Pascala". Lechoń — wiedzą to wszyscy, to "Chory z urojenia", A pan — "Vautrin'a Ostatnie wcielenia", Pańskie zaś z Litwą karesy serdeczne To aż za bardzo "Związki niebezpieczne". "Panny Maupin" nazwisko — to złośliwy żart, A oprócz tego Paszkwil na gracza pewnego

To "Rozprawa o metodzie" gry de-cartes.</poem>|}}
Langenazy  {{#if:<poem>

Nie wyliczaj! Już dosyć! Zostaw mnie w spokoju! Ja jestem dyplomatą — nie znam się na boju!</poem>|<poem> Nie wyliczaj! Już dosyć! Zostaw mnie w spokoju!

Ja jestem dyplomatą — nie znam się na boju!</poem>|}}
(Nuta Delmet: "Le petit chagrin").

<poem>Już we wspomnieniach skrył się czas, Kiedym zabawiał w "Szopce" was Czarem piosenek. Na "Słówkach" stoi dziś jak wół: "Poleca bardzo się dla szkół I dla panienek" Czy jest dziś w Polsce taki dom, Gdzieby nieznany był Brantôme? Minęły czasy, Gdym z wszystkich kwiatków zbierał miód, Dziś zbieram hołdy za mój trud I "Głosy prasy". Wtulony w fotel, niby król Pobłażam złej obsadzie ról, Choć złość mnie bierze, Lecz myślę "W końcu życia treść — Wygodnie siąść, jak rzekłem gdzieś-ć, Na swym derjerze". Choć jaknajskryciej chowam się Wszechnice proszą mnie aż dwie Z wielką attencją, I coraz bardziej rosnę wszerz I jak Kasprowicz będę też Magnificencją. Przemówię wtedy cały w łzach, Gdy nieść na Wawel będą, ach, Sławnego trupa I w gronostajach będzie stał, Ten, co drukować pierwszy śmiał Rym do "biskupa".</poem>

(wychodzi).

Scena V

(Wchodzi poseł Ignacy Gdaczyński).
Gdaczyński  {{#if:<poem>

Co za blamaż! Co za skandal! Mam w szopce śpiewać "Czerwony sztandar", A nie mogę w żaden sposób Przypomnieć sobie melodji! Od czasu gdy przy Witosie byłem vice-wickiem Ten hymn mi pachnie czemś strasznie bolszewickiem. Dlatego zapominam! O ten łeb zakuty! Co się stało? Nie mogę spamiętać tej nuty!</poem>

(Śpiewa na melod.: "W lasku Ida")

<poem> "Krew naszą długo leją katy, Płyną ludu gorzkie łzy......" Nie, to nie to! Doprawdy, to mnie denerwuje...... Jak to szło? (nuci początek mel. "Aławerdy") Może tak? Spróbuję!

(Śpiewa na mel.: "Aławerdy").

"Krew naszą długo leją katy, Wciąż płyną ludu gorzkie łzy, Nadejdzie jednak dzień zapłaty, Aławerdy, aławerdy!" Jestem zupełnie bez rady! Zamiast "Sztandaru" śpiewać będę "Barykady".

(Śpiewa na mel.: "Sztajerka").

"Na barykady ludu roboczy Oj-di radi-rada"...... (urywa). Tfu, psiakrew! Jak tu wybrnąć? I to nie wychodzi! Ani rusz! Co tu robić? Pamięć mnie zawodzi!

(Śpiewa na mel.: "Bajek").

"Na barykady, ludu roboczy, Czerwony sztandar do góry wznieś"...... Ale to przecież "Bajki". Przepadłem widać z kretesem! Do stu tysięcy wyborców z takim interesem! Muszę pomówić z Or-otem, Aby napisał pepesowską rotę, Bo od czasu, gdy znikły Majery, Skałony, Stracił ton i melodję mój "Sztandar czerwony". Schodzi tedy ze sceny wódz proletarjatu, Dla burżuazjatyckiej nie chcę śpiewać tłuszczy! A zresztą, gdy potrzebne będzie — dla mandatu — Zaśpiewam nawet: "O cześć wam panowie Magnuscy!"</poem>

(wychodzi).|<poem>

Co za blamaż! Co za skandal! Mam w szopce śpiewać "Czerwony sztandar", A nie mogę w żaden sposób Przypomnieć sobie melodji! Od czasu gdy przy Witosie byłem vice-wickiem Ten hymn mi pachnie czemś strasznie bolszewickiem. Dlatego zapominam! O ten łeb zakuty! Co się stało? Nie mogę spamiętać tej nuty!</poem>

(Śpiewa na melod.: "W lasku Ida")

<poem> "Krew naszą długo leją katy, Płyną ludu gorzkie łzy......" Nie, to nie to! Doprawdy, to mnie denerwuje...... Jak to szło? (nuci początek mel. "Aławerdy") Może tak? Spróbuję!

(Śpiewa na mel.: "Aławerdy").

"Krew naszą długo leją katy, Wciąż płyną ludu gorzkie łzy, Nadejdzie jednak dzień zapłaty, Aławerdy, aławerdy!" Jestem zupełnie bez rady! Zamiast "Sztandaru" śpiewać będę "Barykady".

(Śpiewa na mel.: "Sztajerka").

"Na barykady ludu roboczy Oj-di radi-rada"...... (urywa). Tfu, psiakrew! Jak tu wybrnąć? I to nie wychodzi! Ani rusz! Co tu robić? Pamięć mnie zawodzi!

(Śpiewa na mel.: "Bajek").

"Na barykady, ludu roboczy, Czerwony sztandar do góry wznieś"...... Ale to przecież "Bajki". Przepadłem widać z kretesem! Do stu tysięcy wyborców z takim interesem! Muszę pomówić z Or-otem, Aby napisał pepesowską rotę, Bo od czasu, gdy znikły Majery, Skałony, Stracił ton i melodję mój "Sztandar czerwony". Schodzi tedy ze sceny wódz proletarjatu, Dla burżuazjatyckiej nie chcę śpiewać tłuszczy! A zresztą, gdy potrzebne będzie — dla mandatu — Zaśpiewam nawet: "O cześć wam panowie Magnuscy!"</poem>

(wychodzi).|}}

Scena VI

(Wchodzi jen. Harceller. Śpiewa na mel.: "Pan jenerał").

<poem> 1. Z nad Murmanu i z nad Marny Przeraźliwie popularny, Rycerz święty, "odsunięty", Czuj duch, czołem, czuwaj, cześć, Kołek polek, patron "Zyty" Skaut i harcerz znakomity, Zapoznany i ukryty, Skromny żywot muszę wieść. Pan jenerał, pan jenerał Dosyć w życiu swojem laurów już nazbierał, Przez Enkaen jam bis Ende życie wiódł. Szczęście błysło — i nad Wisłą był mój cud. — 2. Ja, błękitny narzeczony, Jestem z morzem zaręczony, Nie pomogło mi Pomorze, Może mi pomoże skaut, Jak Achilles miał Homera, Tak Ligocki ma Hallera, Małaczewski mnie popiera, Stroński o mnie robi gwałt. Pan jenerał, pan jenerał Dosyć w życiu swojem laurów już nazbierał, Przez Enkaen jam bis Ende życie wiódł. Szczęście błysło — i nad Wisłą był mój cud. — 3. Dwa Józefy — to za dużo, Choć obydwaj wiernie służą.

(Wieniawa przerywa mu)

"Śród nocnej ciszy głos się rozchodzi Odejdź Józefie drugi nadchodzi",

(Harceller wychodzi).</poem>

Scena VII

(Wchodzi ppułk. Wieniawa-Vient-en-avant. Śpiewa na mel.: "Krok w krok").

<poem> 1. Jedzie on Z wszystkich stron Ludzi tłum, Gwar i szum, Trąby dmą, Konie rżą, Landa są. Comme Daumont, Chevaux legères, étrangère, Kobiet tłum Z wszystkich sfer, Wojsko gra, Tłum się pcha, Wysiadł ON, Za nim — ja. Ach, służba to ważna — nie każdy to wie, Ja jeden wiem tylko, jak śpi i co je.

Ref. Tak krok w krok za nim wciąż. Cóż za głos! cóż za nos! cóż za mąż! Tam jedzie on — ja krok w krok, W deszcz, na mrozie, wciąż w powozie Tak przez cały rok!

2. Premjer padł Zanim Pat Wieść tę rozniósł na świat, Ja już wiem, Widzę sam, Jak ON podpis swój kładł. Kiedy wstał, Minę miał, Jakby myśli zebrać chciał. Zmarszczył brwi, Potem mi Głośno rzekł: "Będzie śnieg". — Ach, być niedyskretnym — największy to błąd, Zamieszki i wojny najczęściej są stąd! Ref. Tak krok w krok etc. 3. Miłe dni Au Paris Szampan w czub idzie mi, Dawniej się W tem quartier Nie mieszkało, ach nie! Siedzi Foch On à gauche, Mówi speach, Bas les boches, Présidant Millerand Dał MU Krzyż I mnie tyż! Lecz muszę już skończyć, muzyka hymn gra, Przypięcie, odpięcie — gdzie ON, tam i ja!</poem>

Scena VIII

(Wchodzi Dziadek; ppułk. Vient-en-avant śpiewa, krocząc za nim, refren "Tak krok w krok". Dziadek śpiewa:).

<poem> Posłuchajcie ludkowie, Co wam dziadek opowie, Nie chciałem tu włazić wcale, Ale gwałtem mnie wepchali Dla reprezentacji.

     Powiedzieli mi ludzie,
     Że inaczej nie pójdzie,
     Że bez dziadka żadna szopka,
     Więc przybiegłem na galopka,
     Aby z wami pogadać.

Car mnie odział, uczesał Orderów ponawieszał, Odprasował mnie na kanty, Aby dziadek był galanty, Bez żadnego feleru.

     Gdy mnie ubrał niebogę,
     Dał mi drogą przestrogę:
     "Idźcie, dziadku, pobawcie się,
     Ale przy tym interesie,
     Nie bąknijcie tam czego.

Bo to, mówi, jak wiecie, W owej Rzeczpospolicie, Siedzi Stroński, uchem strzyże, Z waszych słówek na papirze Robi strachy na lachy.

     A i zaraz "Dwa grosze"
     Wtrącą swoje trzy grosze,
     W sejmie krzyczeć zacznie Swida,
     Że sam widział, jak od żyda
     Brał ten dziadek pieniądze.

Że cię zeszłej niedzieli W knajpie z Trockim widzieli, Komplimenty mu gadałeś, A z Wilusiem w bilard grałeś Nie dalej jak przedwczoraj".

     Myślę sobie: ładny szpas!
     Na co ludzie mają czas
     Lecz ostrożność nie zawadzi,
     Będę milczał, gdy Car radzi,
     Pójdę sobie do domu. —

Ale przedtem jeszcze wam Małą piosnkę zaśpiewam Może się rozgniewa cenzor, Ale to mnie świerzbi jęzor, Że zaśpiewać ja muszę:

(śpiewa na mel.: "Polonez Kościuszki").

Patrz Kościuszko na mnie z nieba, Co z człowiekiem mogą zrobić, Trzech lat było im potrzeba, Aby mnie tak przyozdobić, Order tu i order tam, Drugie tyle w domu mam Pod kulami, szrapnelami Człowiek czuł się inny całkiem. Gdyby się jak z Moskalami Można było bić z marszałkiem: Ja mam wojsko, a ty kij — kij — kij — A teraz się ze mną bij — bij — bij. </poem>

(Mówi).

<poem> Lecz nim skończy się szopka, zanim będzie ciemno, Chciałbym zobaczyć tamtych, co byli przedemną, Kochany pułkowniku, idź więc za kulisy Chcę ich wszystkich nagrodzić, niech wyjdą na bisy. </poem>

(ppłk. Vient-en-avant wybiega. Przechodzi Lornetkowicz).
Dziadek  {{#if:<poem>

Landru teatralny, żeś był długo psotny, I że cię pożarł pożar i nie zdasz się na nic, Jak order trzeciej klasy bilet niepowrotny Wepnij sobie w cylinder i wróć do Pabjanic.

(Wchodzi Ordynaryński)

Dyrektorze bez maski, czeka cię gotowy White Star Line, order okrętowy, Na drugiej półkuli czeka cię fortuna, Więc tam sobie wepnij order Sumuruna.

(Przechodzi Osterkaterwa).

Żeś zaczął od maluczka, szybko jedziesz w górę Honoris causa dostaniesz maturę.

(Przechodzi Bezstroński).

Żeś był zawsze bezstroński, za to masz Podwiązkę na ręku, przewiązkę na twarz.

(Przechodzi Drągal).

Że gardzi orderami ze złota i miedzi, Gdzież go sobie przypnie, kiedy ciągle siedzi.

(Przechodzi Szi-Szi).

Oj Szi-szi, Szi-szu duży masz spryt, Więc weź pour le sznyt kobit i pour le semites.

(Przechodzi Arabski).

Pour les emeryt et pour les hemoroid.

(Przechodzi Kakuszyński).

Pour le Rzeczpospolit et butersznyt.

(Przechodzi Grubiański).

To kawaler orderu? Gorzej jest z orderem. On może być najwyżej Waciem kawalerem.

(Przechodzi Langenazy).

Herb litewskiej pogoni że-liga Masz na piersi i jazda za innemi w pogoń, Rwie z kopyta litewski rumak, mocno liga, Lignęła Cię już liga, dzisiaj lignie pogoń.

(Przechodzi Abderewski).

Tobie nie trza orderów, mężu zasłużony, W domu czeka na ciebie "Biały krzyż" twej żony.

(Przechodzi Tuwimes).

Kohn-tusz tuż zawsze przy tobie był szczerze. Żeś Polak jest siarczysty, by wszyscy wiedzieli Mianuję cię szlachcicem po Mieczu Grycendlerze I po kohndzieli.

(Przechodzi Neuwierciński).

Że jesteś na posługi i że służysz źle, Dostaniesz "Grand Cordon" Cordon s'il vous plait! — Już zabrakło orderów na tak liczne hufce, Reszcie wszystkim ryczałtem dać po miljonówce Ku ogólnej radości i wdzięcznej zabawie L'orde regne à Varsovie — order rządzi w Warszawie. </poem>|<poem> Landru teatralny, żeś był długo psotny, I że cię pożarł pożar i nie zdasz się na nic, Jak order trzeciej klasy bilet niepowrotny Wepnij sobie w cylinder i wróć do Pabjanic.

(Wchodzi Ordynaryński)

Dyrektorze bez maski, czeka cię gotowy White Star Line, order okrętowy, Na drugiej półkuli czeka cię fortuna, Więc tam sobie wepnij order Sumuruna.

(Przechodzi Osterkaterwa).

Żeś zaczął od maluczka, szybko jedziesz w górę Honoris causa dostaniesz maturę.

(Przechodzi Bezstroński).

Żeś był zawsze bezstroński, za to masz Podwiązkę na ręku, przewiązkę na twarz.

(Przechodzi Drągal).

Że gardzi orderami ze złota i miedzi, Gdzież go sobie przypnie, kiedy ciągle siedzi.

(Przechodzi Szi-Szi).

Oj Szi-szi, Szi-szu duży masz spryt, Więc weź pour le sznyt kobit i pour le semites.

(Przechodzi Arabski).

Pour les emeryt et pour les hemoroid.

(Przechodzi Kakuszyński).

Pour le Rzeczpospolit et butersznyt.

(Przechodzi Grubiański).

To kawaler orderu? Gorzej jest z orderem. On może być najwyżej Waciem kawalerem.

(Przechodzi Langenazy).

Herb litewskiej pogoni że-liga Masz na piersi i jazda za innemi w pogoń, Rwie z kopyta litewski rumak, mocno liga, Lignęła Cię już liga, dzisiaj lignie pogoń.

(Przechodzi Abderewski).

Tobie nie trza orderów, mężu zasłużony, W domu czeka na ciebie "Biały krzyż" twej żony.

(Przechodzi Tuwimes).

Kohn-tusz tuż zawsze przy tobie był szczerze. Żeś Polak jest siarczysty, by wszyscy wiedzieli Mianuję cię szlachcicem po Mieczu Grycendlerze I po kohndzieli.

(Przechodzi Neuwierciński).

Że jesteś na posługi i że służysz źle, Dostaniesz "Grand Cordon" Cordon s'il vous plait! — Już zabrakło orderów na tak liczne hufce, Reszcie wszystkim ryczałtem dać po miljonówce Ku ogólnej radości i wdzięcznej zabawie L'orde regne à Varsovie — order rządzi w Warszawie.

</poem>|}}
(Kurtyna).

Przypisy

<references/>

| }}

{{#if:|

Czytaj z Googlem

{{#widget:Google Books|id=|height=600|width=450}} |}}

<headertabs/>

{{#if: Pikador, jego koń i jeszcze jedno zwierzę | Pierwsza szopka warszawska|}}