Stanisław Brandowski - Mój golibroda, nr 3, r. 1918

From sapijaszko.net

Dobrze robi pan redaktor, że zamieszcza w swoim organ moje polityczny oryentacyi. Bo żyd ma swój rozum do każdego geszeftu, z wyjątkiem co on nie chce daś si zabić na wojnie. Gdyby ja był taki obermacher od polski polityki, to jaby już zrobił z Prusakami ugody. Coby oni chcieli, to jaby na wszystko mówił: sy git! Do dziś to oni wojny wygrywali i każdy musi si kręcić podług pruski piszczałki. A dopiro, niechby oni przegrywali, to jaby im pokazał! Jaby si wtedy niebał i samego Hindenburga. Musiałby wszystko dubeltowo oddać i jaby mu jeszcze nagadał subjekcyi. Niech mi skarzy do tramwaju.

Ja zawsze będę powtarzał: zgody, zgody i jeszcze raz zgody! Widzi pan redaktor: mydali Austryi budżet a ona nam oddała naszy chełmski ziemi. Jak ja w gazety wyczytał, że na Ukrainy jest gómółki a nie pszenicy, to ja sobie zaraz pomiszlał: szojn ferfałen Ukraina! Poco si taki dziad pcha unter die Centralmächte? Austrya ji ręki podawała a teraz sobi ręki obciera. Wi pan redaktor co o tym Sewriuk mówią? Że jak mu we Widniu postawili przed hotelem honorowy warty, to on ją co chwile po wódki i papierosy posyłał. A może i jeszcze poco, tylko cenzura to napisać nie pozwoli.

Czy ja si już przygotował na szwięta? Naturalnie. Kartki mam, i tylko żona szuka przepisu na papierowy bałabuchy. Szlag soll treffen!... Naszy mąki pojechały na Ukrainy zamiast odwrotnie. Ja sze pytał jednego feldfebla, który z tym transportem jechał, co to za zwaryowane gospodarka, a on mi mówi: kto chce z Monako przywieść pieniędzy, ten musi tam z pieniędzmi pojechać. UkraińskieMonako... a gites geszeft! Można najedzony tam pojechać a wrócić z głodowy tyfus. Jaby powiedział do Sewriuka: Fisch auf Tisch! Jemu by sze wtedy odechciało wódki, szportów i jeszcze innych rzeczy.

Co ja mówię do pruski ofenzywy na Paryż? Ja mogę jeszcze raz powiedzieć: pamiętaj Lwów i Kraków, nie gniewać panów Prusaków! Co pan redaktor zrobi takiemu gojowi, który pana we Lwowi zastrzeli z Rzeszowa? Ja o tem niechce nawet miszleć, bo mnie wird dabei ganz schwindelig. Huku nie słyszeć a kuli w brzuch dostać! To są takie wojenny barbarzyństwa, że mózg cierpni w głowie. Albo i to, że w tych ostatnich rocznikach ma si znów wybierać rekrutów. To jest społeczne niesprawiedliwość. Bo kto si raz temu wykręcił, ten powinien mieć już spokój. A to szukanie pietnaście razy w jednym roczników, przypomina mi jedną historye, jak ja był w garnizonie w Ujhely na Węgrzech. Tam przyszedł do wsi dziad na żebry a że to był śliwkowy czas, więc wszędzie mu dali po garść śliwki. On był o to wszczekły, poszedł za stodoły, najładniejszy śliwki zjad, a inne rzucił na kupy i jeszcze ich tak powalał, że to si nieda powtórzyć. Na drugi dzień poszedł znowu żebrać, ale już nic nie dostał. Więc z głodu udał si za stodoły i począł śliwki przebierać i mówił: ta jest czysta i ta jest czysta -- i on ich zjad. To si powtarzało przez tydzień i on zjad w końcu wszystkie śliwki. Tak będzie i u nas. Ten rekrut niedobry i ten niedobry -- a w końcu wszystkich wezmą i ani jednego kalik nie zostawią.

< poprzedni następny >




Pierwodruk w: Szczutek, nr 3, 1.04.1918, str. 2; Przedruk:


Uwagi: