Stanisław Brandowski - Mój golibroda, nr 6, r. 1918
From sapijaszko.net
Czemu ja taki kaput? Bo mi żółć zaliwa. W ty wojnie dobre ginie a złe rośnie, jak ten oleander w ziemi, albo jak drożdżowe placek. Jak ja sze koło gości cały tydzień napracuje, to w niedzieli moja najmilszy rozrywki była, że ja poszedł na ulicy Hetmański do tego żelaznego rycerza i ja mu za trzy szustki wbijał w łeb gwoździ. Ja mu walił młotkiem z takim patryotycznym uczuciem, że on odemnie samego powinien mieć łeb pogruchotany, na czerepy. A teraz co? Niemcy zrobili kundmachung, co oni i pomniki poczebują przetopić na armaty, więc oni pewnie i mojego rycerza zabiorąna szmelc. Komu ja teraz będę po łbie walił? Jak ja pofolguji sobi w moi patryotyczny wszczekłości? Ja się boje, że mnie jeszcze zaleje, albo rozsadzi moje wielkie napięcie ojczyste.
Ja z obowiązku patryotycznego byłby gotów nawet, tym żywym rycerzom wbijać cały dzień gwoździ do głowy, ale to by si potem nazywało, co oni są zagwożdżone łby i ni mogą przez to zdobyć ani Paryża, ani Kalajs, ani Mądudio. Nu, możnaby im za to wbijać gwoździ w jaki inny cześć ciała, choć niewiem co si lepi słucha: zagwożdżony łeb, czy zagwożdżony co innego.
A co pan redaktor powi na te komedyi z Ukrainu? Ja już dawno panu powiedział moje polityczny proroctwo: szoł ferfałen Ukraina! Niech cały szwiat na Prusaków gada, [usunięte przez cenzurę] , a ja panu mówim, co oni są genialny naród. Oni dali Ukrainie samoustanowienie, dali jej niezawisłość polityczny i ekonomiczny, a jak si stało poczeba, to weszła do Rady ukraiński pruska kompanja, kapitan zakomenderował: "ruki w wierch! kehrt euch --- marsz!" i cały traktat pokojowy był tem, z czem si piechotą chodzi.
Czy pan redaktor myszli, że ja sam nie był w akurat podobnem położeniu? Że ja bardzo lubim grzybkowy zupy, to ja si z jedną babą układał, coby mi ona dwa razy w tygodniu przynosiła grzyby. Ali ja si wnet połapał: ty durny Pauker, po co tobie z babą grzybowy kontrakty, kiedy ty możesz sam iść do lasy i natrząść sobi grzyby do chustki! I ja tak zrobił, a jak baba przyszła, to ja ji dał w gębę i za drzwi wykopnił.
Panie redaktorze, czy to prawda, że Miłoska angażuje si nazad do tyjatru Żelazowego? Jabym dał niewim co za to, żeby tak było. Czy ja ją lubim? Dla mnie Miłowska to jak dla innego gęszia wątrubka, albo dla pana redaktora ta gruba Ewka, co pan z nią chodzi. Ja panu tyli tylko powim, co ja raz miał iść do tyjatru na Miłoską, gdy moja żona powiada: gaj nyszt, bo dostaniesz na kolacyj pirogi z kapusty! A ja takoj wolał Miłoską niż pirogi. To jest tylko taki mały termometer mojego adoracyi dla Miłoskiej. Co ja sądzę o Żelazowskim? Nic, on ma twardy nazwisko, ali czy on będzie i twardy dyrektor, tego jeszcze nie wiedzieć. Ja go widział raz we Franciszku Mohru, i jeśli on będzie na wszystki aktorów i na cały magistrat tak samo oczy zawracał i krzyczał, to oni jemu nic nie zrobią.
Co zresztą słychać? Nic. Chyba tyle, że Prusacy cięgle jeszcze budujom Polske. Bidny nasza ojczyzna! Jeden prusak nalepi ji mały palec u nogi, a drugi cały nogi wyrywa. Jeszcze tak pary miesięcy, a będziemy mieli Polske z makiem na patyku. U nas co dzień słychać komendę "ruki w wierch!", a im kto ma brudniejsze, ten je prędzej podnosi. Pan wi o tem, że jak si na wsi kto utopi, to go baby dla ocucenia po pysku biją. No, my si jużtyle po gębie naprali, że kuń by zmartwychwstał, a nie naród. Ali niech będzie. Wyczymajmy kuracye i operacye, byle my potem zdrowi byli. Job był także chory, a potem dostał młode żony i miał z nią sześćdziesiąte sześć dzieci.
| < poprzedni | następny > |
Pierwodruk w: Szczutek, nr 6, 15.05.1918, str. 2-3;
Przedruk:
Uwagi:
