Szczutek

From sapijaszko.net


Był to tygodnik, wydawany w kilku "odsłonach" --- najpierw w latach 1869-1896 we Lwowie, później w latach 1918-1926 we Lwowie (sprawdzić Katowice).

O powstaniu pisma tak wspominał Stanisław Wasylewski[1]:

"[...] Alfred Altenberg wleciał do swej księgarni w hotelu George'a z krzykiem: "Mam! mam! a to ich ujaimy". Zapewne więc zdobył wreszcie poszukiwany od tygodnia tysiąc koron i "ujai" jutro dyrektora banku terminową upłatą weksla. On tymczasem przyniósł tytuł pisma humorystycznego, którego konieczność wisiała od kilku dni w powietrzu. Działo się tuż po zawarciu pokoju brzeskiego, w lutym 1918. Same Austriaki wstydziły się swego świństwa. Namiestnik "dla Galicji", graf Huyn, oświadczył na jakimś konwentyklu, że człowiekowi, któremu ucinają nogę, trzeba pozwolić się wykrzyczeć. Więc c. k. cenzura zelżała.

A ja dziwiłem się, czemu to Altenbergowi, nie mnie, wpadł tytuł "Szczutek". Wychodziło bowiem kiedyś, przez dobre ćwierć wieku we Lwowie takie złośliwe i opozycyjne pisemko, wsławione współpracą Jana Lama i Chochlika-Zagórskeigo, dla mnie domowe prawie, czytać się nieledwie uczyłem na jego dowcipach politycznych, na anonimowych wierszkach mego dziadka Starkla, który robił politykę "czerwonego księcia" Adama Sapiehy.

Zadanie wydawało się zrazu wdzięczne i łatwe. Wirowała wszak w powietrzu cała mgławica niecenzuralnych dotychczas dowcipów, a czyny wojenne państw centralnych w ostatnim roku wojny wołały o pomstę do satyry. Aż prosił się o wykpienie mikrokosm wiedeński z koniakami cesarza, tępotą ministrów i tych generał-ramołów etapowych, którzy potrafili nakazać proboszczowi pod Przemyślem usunąć z frontu kościoła napis: "Królowo Korony Polskiej", z tą surową admonicją, ze jedyną królową Polski jest cesarzowa Zyta.

Ale w r. 1918 zamiar taki wyglądał na zuchwalstwo. Pióra by się może znalazły --- setki kawałów krążyły w powietrzu --- ale ołówki? Cenzura zelżała, ale nad czym będzie urzędować?

   Swoje własne kąsać palce
   Na co się to komu przyda ---
   Bronią naszą będą w walce
   Zęby i asafetyda.

pisałem w programie. Wysokie sfery plastyków pozierały w naszą stronę z należną indygnacją. Raz, żeśmy goli byli, jak się patrzy, dwa, że któż by się wypowiadał w "jakimś mizernym >>Szczutku<<", jak powie później Kasprowicz, gdy do nas przystał.

Więc było to wszystko zrazu mocno domowe i niewypierzone. Rysowników pełnych humoru i temperamentu znalazło się w ówczesnym Lwowie dwóch, urzędnik magistratu oraz drugi, rzeźbiarz z zawodu. I trzeci jeszcze, profesor uniwersytetu, na dokładkę. Rymy aktualne robił doskonały do tych rzeczy poeta Henryk Zbierzchowski. Karykaturę słowa objąłem sam, przypomniawszy sobie, że kiedyś za studenckich czasów Wacław Sieroszewski w czasie jubileuszowych uroczystości Słowackiego zwrócił uwagę na mój persyflaż wiersza Smutno mi, Boże, bo innych grzechów rymowanych na sumieniu nie miałem. [...]"



Mój golibroda:


  1. Stanisław Wasylewski - Niezapisany stan służby
    Wyd. 2, poprawione i uzupełnione przez autora, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław, 1957

  Szczutek 11-20