Difference between revisions of "Władysław Jus - Nagrobek paskarza"

From sapijaszko.net
Jump to: navigation, search
m (Utworzył nową stronę „{{MetaUtwor |klucz = jus-nagrobek-1917 |Autor = Władysław Jus |Tytul = Nagrobek paskarza |Published = Estrada |Nr = 1 |Data = 1917 |Strona = 3-6 |Przedruk = |Uwagi =...”)
 
m (Zastępowanie tekstu - "---" na "—")
 
Line 21: Line 21:
 
   Otruł się własną erzac-margaryną!
 
   Otruł się własną erzac-margaryną!
 
   Był to człek prawy, gardził bandytami,
 
   Był to człek prawy, gardził bandytami,
   Krajać, rozbijać --- fe, to ręce plami!
+
   Krajać, rozbijać fe, to ręce plami!
  
 
   On kochał bliźnich, miał serce aniołka,
 
   On kochał bliźnich, miał serce aniołka,
 
   I bardzo czule ściskał za... gardziołka!
 
   I bardzo czule ściskał za... gardziołka!
 
   Opłakiwała go cała biedota
 
   Opłakiwała go cała biedota
   Nie po skonaniu, ale  --- za żywota!
+
   Nie po skonaniu, ale  za żywota!
  
 
   Gdyby żył dłużej w swej rodzinnej ziemi,
 
   Gdyby żył dłużej w swej rodzinnej ziemi,
Line 36: Line 36:
 
   Bo nie straszyła go moralność stara,
 
   Bo nie straszyła go moralność stara,
 
   Świętej opinji dumnie stawiał czoło,
 
   Świętej opinji dumnie stawiał czoło,
   Kraj go przeklinał --- on śmiał się wesoło.
+
   Kraj go przeklinał on śmiał się wesoło.
  
 
   A gdy śpiewano o nim w kabarecie
 
   A gdy śpiewano o nim w kabarecie
Line 105: Line 105:
 
   I na pomniku zawiesim wawrzyny.
 
   I na pomniku zawiesim wawrzyny.
 
   Ty zaś przechodniu, gdy będziesz przy grobie
 
   Ty zaś przechodniu, gdy będziesz przy grobie
   Stań na momencik no i --- użyj sobie!
+
   Stań na momencik no i użyj sobie!
  
 
   A gdy czasami zabraknie ci łezki
 
   A gdy czasami zabraknie ci łezki

Latest revision as of 19:11, 10 February 2017


{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::ArtykułKlucz::jus-nagrobek-1917|format=count}} > 0 | {{#if:<poem>

 Tu leży paskarz, cechu swego chwała!
 Śmierć go zapóźno zarekwirowała!
 Tak wziął do serca zniżki, konfiskaty,
 Że nie mógł przeżyć tej bolesnej straty.
 I widząc, że mu plony "pracy" giną
 Otruł się własną erzac-margaryną!
 Był to człek prawy, gardził bandytami,
 Krajać, rozbijać — fe, to ręce plami!
 On kochał bliźnich, miał serce aniołka,
 I bardzo czule ściskał za... gardziołka!
 Opłakiwała go cała biedota
 Nie po skonaniu, ale  — za żywota!
 Gdyby żył dłużej w swej rodzinnej ziemi,
 Toby się wsławił czynami wielkiemi
 I skromnym paskiem dokonałby tyle,
 Że spustoszeniem zaćmił by Atyle!
 Mąż ten odwagą przewyższał Cezara,
 Bo nie straszyła go moralność stara,
 Świętej opinji dumnie stawiał czoło,
 Kraj go przeklinał — on śmiał się wesoło.
 A gdy śpiewano o nim w kabarecie
 Siedział i bawił się najlepiej w świecie.
 Na wszystkich polach pozostawił ślady:
 Z błot pińskich robił smaczne marmolady.
 Wypiekał pszenny chleb z piasków Mazowsza,
 Mówił: "ta strawa dla ludu najzdrowsza".
 To też przez wdzięczność za te cuda z piaskiem,
 Działacza tego zasypano piaskiem.
 I przywaliły go ciężkie kamienie
 Tak niewzruszone, jak jego sumienie!
 Miał niezliczone genjalne pomysły,
 Mleko i piwo czerpał prosto z Wisły.
 A tak ukochał rzek naszych królowę,
 Że z niej wyciągnął majątki krociowe!
 Kraj objeżdżając z pogodą na twarzy,
 Z jaj ogołacał kmiotków, gospodarzy.
 Zwiększał wytwórczość miodu, masła, sera,
 Dodając wody, wapna et caetera.
 On to wynalazł tę mąkę dwa zera,
 Która nas wszystkich natchnieniem rozpiera.
 Jego herbata dobrze naciągała (kieszenie)
 Mydło mydliło (oczy) perfuma... pachniała.
 W zapędach swoich był on taki krewki,
 Że robił pasek nawet... na rzodkiewki.
 Z jego to właśnie dzisiaj mamy łaski
 Cerę szafranu, pedały jak laski,
 Piersi jak macę, i zapadłe brzuszki,
 Podeszwy z febry, a zupę z pieluszki.
 Przewyższył wszystkie on reformatory,
 Skierował życie na odmienne tory:
 Jemu to w pierwszym rzędzie zawdzięczamy,
 Że nam swe nóżki pokazują damy.
 On ci to sprawił -- kryjąc wełnę, skóry,
 Że powracamy na łono natury,
 I pozbywamy się zbytku pomału,
 Bułeczek, butów, światła i opału
 Gdyby prowadził dalej interesy,
 Porobiłby z nas wszystkich Djogenesy.
 Niestety, niema go już w naszym kole
 I inni po nim objęli tę rolę!
 Jakaż w zaświatach czeka go nagroda?
 Ogień go spali, czy zaleje woda?
 Czy go obsiądą owadów miljony?
 Czy będzie własnym produktem karmiony?
 Ach! niezbadane są wyroki nieba,
 Jak skład chemiczny warszawskiego chleba,
 Ale nieboszczyk, przedsiębiorczy wściekle,
 Zrobi interes bodaj w samem piekle.
 Skupi smołowiec, kotły i narzędzie
 Więc czem Lucyfer katować go będzie?
 O! duchu, wspomnij na miasto rodzime
 I rzuć nam z piekła pud węgla na zimę.
 Za to przebaczym ci wszystkie przewiny
 I na pomniku zawiesim wawrzyny.
 Ty zaś przechodniu, gdy będziesz przy grobie
 Stań na momencik no i — użyj sobie!
 A gdy czasami zabraknie ci łezki
 Zroś erzacami te grobowe deski!

</poem>|=Treść= <poem>

 Tu leży paskarz, cechu swego chwała!
 Śmierć go zapóźno zarekwirowała!
 Tak wziął do serca zniżki, konfiskaty,
 Że nie mógł przeżyć tej bolesnej straty.
 I widząc, że mu plony "pracy" giną
 Otruł się własną erzac-margaryną!
 Był to człek prawy, gardził bandytami,
 Krajać, rozbijać — fe, to ręce plami!
 On kochał bliźnich, miał serce aniołka,
 I bardzo czule ściskał za... gardziołka!
 Opłakiwała go cała biedota
 Nie po skonaniu, ale  — za żywota!
 Gdyby żył dłużej w swej rodzinnej ziemi,
 Toby się wsławił czynami wielkiemi
 I skromnym paskiem dokonałby tyle,
 Że spustoszeniem zaćmił by Atyle!
 Mąż ten odwagą przewyższał Cezara,
 Bo nie straszyła go moralność stara,
 Świętej opinji dumnie stawiał czoło,
 Kraj go przeklinał — on śmiał się wesoło.
 A gdy śpiewano o nim w kabarecie
 Siedział i bawił się najlepiej w świecie.
 Na wszystkich polach pozostawił ślady:
 Z błot pińskich robił smaczne marmolady.
 Wypiekał pszenny chleb z piasków Mazowsza,
 Mówił: "ta strawa dla ludu najzdrowsza".
 To też przez wdzięczność za te cuda z piaskiem,
 Działacza tego zasypano piaskiem.
 I przywaliły go ciężkie kamienie
 Tak niewzruszone, jak jego sumienie!
 Miał niezliczone genjalne pomysły,
 Mleko i piwo czerpał prosto z Wisły.
 A tak ukochał rzek naszych królowę,
 Że z niej wyciągnął majątki krociowe!
 Kraj objeżdżając z pogodą na twarzy,
 Z jaj ogołacał kmiotków, gospodarzy.
 Zwiększał wytwórczość miodu, masła, sera,
 Dodając wody, wapna et caetera.
 On to wynalazł tę mąkę dwa zera,
 Która nas wszystkich natchnieniem rozpiera.
 Jego herbata dobrze naciągała (kieszenie)
 Mydło mydliło (oczy) perfuma... pachniała.
 W zapędach swoich był on taki krewki,
 Że robił pasek nawet... na rzodkiewki.
 Z jego to właśnie dzisiaj mamy łaski
 Cerę szafranu, pedały jak laski,
 Piersi jak macę, i zapadłe brzuszki,
 Podeszwy z febry, a zupę z pieluszki.
 Przewyższył wszystkie on reformatory,
 Skierował życie na odmienne tory:
 Jemu to w pierwszym rzędzie zawdzięczamy,
 Że nam swe nóżki pokazują damy.
 On ci to sprawił -- kryjąc wełnę, skóry,
 Że powracamy na łono natury,
 I pozbywamy się zbytku pomału,
 Bułeczek, butów, światła i opału
 Gdyby prowadził dalej interesy,
 Porobiłby z nas wszystkich Djogenesy.
 Niestety, niema go już w naszym kole
 I inni po nim objęli tę rolę!
 Jakaż w zaświatach czeka go nagroda?
 Ogień go spali, czy zaleje woda?
 Czy go obsiądą owadów miljony?
 Czy będzie własnym produktem karmiony?
 Ach! niezbadane są wyroki nieba,
 Jak skład chemiczny warszawskiego chleba,
 Ale nieboszczyk, przedsiębiorczy wściekle,
 Zrobi interes bodaj w samem piekle.
 Skupi smołowiec, kotły i narzędzie
 Więc czem Lucyfer katować go będzie?
 O! duchu, wspomnij na miasto rodzime
 I rzuć nam z piekła pud węgla na zimę.
 Za to przebaczym ci wszystkie przewiny
 I na pomniku zawiesim wawrzyny.
 Ty zaś przechodniu, gdy będziesz przy grobie
 Stań na momencik no i — użyj sobie!
 A gdy czasami zabraknie ci łezki
 Zroś erzacami te grobowe deski!

</poem>|}}

Dane bibliograficzne

{{#if:Władysław Jus|Autor: Władysław Jus|}}

Tytuł: Nagrobek paskarza

Pierwodruk w: Estrada, {{#if: 1 | nr 1, | }} {{#ifeq: 1917 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1917}} | 4 | data::1917 | {{#time: Y|1917}} }}}}{{#ifeq: 3-6 | brak ||, str. strony::3-6}}; {{#if: |Przedruk: | }}

{{#ifexpr: {{#ask: Przedruk::jus-nagrobek-1917|format=count}} > 0 | Przedruk w tomach: {{#ask: Przedruk::jus-nagrobek-1917|format=list|outro=.}} | }} {{#if: W repertuarze: Seweryna Michałowskiego. | Uwagi: W repertuarze: Seweryna Michałowskiego.|}}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917|format=count}} > 0 | Recenzje: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917|format=count}} > 0 | patrz też: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#if: wg pierwodruku|Źródło tekstu: wg pierwodruku|}}
klucz: jus-nagrobek-1917

{{#if: Władysław Jus | Nagrobek paskarza | }}{{#if: Władysław Jus | | }} {{#ifeq: 1 | brak | | }}{{#ifeq: 1917 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1917}} | 4 | | [[rok publikacji::{{#time: Y|1917}}| ]] }} }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}


<headertabs/> |{{#if:<poem>

 Tu leży paskarz, cechu swego chwała!
 Śmierć go zapóźno zarekwirowała!
 Tak wziął do serca zniżki, konfiskaty,
 Że nie mógł przeżyć tej bolesnej straty.
 I widząc, że mu plony "pracy" giną
 Otruł się własną erzac-margaryną!
 Był to człek prawy, gardził bandytami,
 Krajać, rozbijać — fe, to ręce plami!
 On kochał bliźnich, miał serce aniołka,
 I bardzo czule ściskał za... gardziołka!
 Opłakiwała go cała biedota
 Nie po skonaniu, ale  — za żywota!
 Gdyby żył dłużej w swej rodzinnej ziemi,
 Toby się wsławił czynami wielkiemi
 I skromnym paskiem dokonałby tyle,
 Że spustoszeniem zaćmił by Atyle!
 Mąż ten odwagą przewyższał Cezara,
 Bo nie straszyła go moralność stara,
 Świętej opinji dumnie stawiał czoło,
 Kraj go przeklinał — on śmiał się wesoło.
 A gdy śpiewano o nim w kabarecie
 Siedział i bawił się najlepiej w świecie.
 Na wszystkich polach pozostawił ślady:
 Z błot pińskich robił smaczne marmolady.
 Wypiekał pszenny chleb z piasków Mazowsza,
 Mówił: "ta strawa dla ludu najzdrowsza".
 To też przez wdzięczność za te cuda z piaskiem,
 Działacza tego zasypano piaskiem.
 I przywaliły go ciężkie kamienie
 Tak niewzruszone, jak jego sumienie!
 Miał niezliczone genjalne pomysły,
 Mleko i piwo czerpał prosto z Wisły.
 A tak ukochał rzek naszych królowę,
 Że z niej wyciągnął majątki krociowe!
 Kraj objeżdżając z pogodą na twarzy,
 Z jaj ogołacał kmiotków, gospodarzy.
 Zwiększał wytwórczość miodu, masła, sera,
 Dodając wody, wapna et caetera.
 On to wynalazł tę mąkę dwa zera,
 Która nas wszystkich natchnieniem rozpiera.
 Jego herbata dobrze naciągała (kieszenie)
 Mydło mydliło (oczy) perfuma... pachniała.
 W zapędach swoich był on taki krewki,
 Że robił pasek nawet... na rzodkiewki.
 Z jego to właśnie dzisiaj mamy łaski
 Cerę szafranu, pedały jak laski,
 Piersi jak macę, i zapadłe brzuszki,
 Podeszwy z febry, a zupę z pieluszki.
 Przewyższył wszystkie on reformatory,
 Skierował życie na odmienne tory:
 Jemu to w pierwszym rzędzie zawdzięczamy,
 Że nam swe nóżki pokazują damy.
 On ci to sprawił -- kryjąc wełnę, skóry,
 Że powracamy na łono natury,
 I pozbywamy się zbytku pomału,
 Bułeczek, butów, światła i opału
 Gdyby prowadził dalej interesy,
 Porobiłby z nas wszystkich Djogenesy.
 Niestety, niema go już w naszym kole
 I inni po nim objęli tę rolę!
 Jakaż w zaświatach czeka go nagroda?
 Ogień go spali, czy zaleje woda?
 Czy go obsiądą owadów miljony?
 Czy będzie własnym produktem karmiony?
 Ach! niezbadane są wyroki nieba,
 Jak skład chemiczny warszawskiego chleba,
 Ale nieboszczyk, przedsiębiorczy wściekle,
 Zrobi interes bodaj w samem piekle.
 Skupi smołowiec, kotły i narzędzie
 Więc czem Lucyfer katować go będzie?
 O! duchu, wspomnij na miasto rodzime
 I rzuć nam z piekła pud węgla na zimę.
 Za to przebaczym ci wszystkie przewiny
 I na pomniku zawiesim wawrzyny.
 Ty zaś przechodniu, gdy będziesz przy grobie
 Stań na momencik no i — użyj sobie!
 A gdy czasami zabraknie ci łezki
 Zroś erzacami te grobowe deski!

</poem>|<poem>

 Tu leży paskarz, cechu swego chwała!
 Śmierć go zapóźno zarekwirowała!
 Tak wziął do serca zniżki, konfiskaty,
 Że nie mógł przeżyć tej bolesnej straty.
 I widząc, że mu plony "pracy" giną
 Otruł się własną erzac-margaryną!
 Był to człek prawy, gardził bandytami,
 Krajać, rozbijać — fe, to ręce plami!
 On kochał bliźnich, miał serce aniołka,
 I bardzo czule ściskał za... gardziołka!
 Opłakiwała go cała biedota
 Nie po skonaniu, ale  — za żywota!
 Gdyby żył dłużej w swej rodzinnej ziemi,
 Toby się wsławił czynami wielkiemi
 I skromnym paskiem dokonałby tyle,
 Że spustoszeniem zaćmił by Atyle!
 Mąż ten odwagą przewyższał Cezara,
 Bo nie straszyła go moralność stara,
 Świętej opinji dumnie stawiał czoło,
 Kraj go przeklinał — on śmiał się wesoło.
 A gdy śpiewano o nim w kabarecie
 Siedział i bawił się najlepiej w świecie.
 Na wszystkich polach pozostawił ślady:
 Z błot pińskich robił smaczne marmolady.
 Wypiekał pszenny chleb z piasków Mazowsza,
 Mówił: "ta strawa dla ludu najzdrowsza".
 To też przez wdzięczność za te cuda z piaskiem,
 Działacza tego zasypano piaskiem.
 I przywaliły go ciężkie kamienie
 Tak niewzruszone, jak jego sumienie!
 Miał niezliczone genjalne pomysły,
 Mleko i piwo czerpał prosto z Wisły.
 A tak ukochał rzek naszych królowę,
 Że z niej wyciągnął majątki krociowe!
 Kraj objeżdżając z pogodą na twarzy,
 Z jaj ogołacał kmiotków, gospodarzy.
 Zwiększał wytwórczość miodu, masła, sera,
 Dodając wody, wapna et caetera.
 On to wynalazł tę mąkę dwa zera,
 Która nas wszystkich natchnieniem rozpiera.
 Jego herbata dobrze naciągała (kieszenie)
 Mydło mydliło (oczy) perfuma... pachniała.
 W zapędach swoich był on taki krewki,
 Że robił pasek nawet... na rzodkiewki.
 Z jego to właśnie dzisiaj mamy łaski
 Cerę szafranu, pedały jak laski,
 Piersi jak macę, i zapadłe brzuszki,
 Podeszwy z febry, a zupę z pieluszki.
 Przewyższył wszystkie on reformatory,
 Skierował życie na odmienne tory:
 Jemu to w pierwszym rzędzie zawdzięczamy,
 Że nam swe nóżki pokazują damy.
 On ci to sprawił -- kryjąc wełnę, skóry,
 Że powracamy na łono natury,
 I pozbywamy się zbytku pomału,
 Bułeczek, butów, światła i opału
 Gdyby prowadził dalej interesy,
 Porobiłby z nas wszystkich Djogenesy.
 Niestety, niema go już w naszym kole
 I inni po nim objęli tę rolę!
 Jakaż w zaświatach czeka go nagroda?
 Ogień go spali, czy zaleje woda?
 Czy go obsiądą owadów miljony?
 Czy będzie własnym produktem karmiony?
 Ach! niezbadane są wyroki nieba,
 Jak skład chemiczny warszawskiego chleba,
 Ale nieboszczyk, przedsiębiorczy wściekle,
 Zrobi interes bodaj w samem piekle.
 Skupi smołowiec, kotły i narzędzie
 Więc czem Lucyfer katować go będzie?
 O! duchu, wspomnij na miasto rodzime
 I rzuć nam z piekła pud węgla na zimę.
 Za to przebaczym ci wszystkie przewiny
 I na pomniku zawiesim wawrzyny.
 Ty zaś przechodniu, gdy będziesz przy grobie
 Stań na momencik no i — użyj sobie!
 A gdy czasami zabraknie ci łezki
 Zroś erzacami te grobowe deski!

</poem>|}}


{{#if:Estrada|Pierwodruk w: Estrada,|}} {{#if: 1 | nr 1, | }}{{#ifeq: 1917 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1917}} | 4 | data::1917 | {{#time: Y|1917}} }}}}{{#ifeq: 3-6 | brak ||, str. strony::3-6}}; {{#if: |Przedruk: | }} {{#ifexpr: {{#ask: Przedruk::jus-nagrobek-1917|format=count}} > 0 | Przedruk w tomach: {{#ask: Przedruk::jus-nagrobek-1917|sort=Data wydania|order=asc|format=list|outro=.}} | }} {{#if: W repertuarze: Seweryna Michałowskiego. | Uwagi: W repertuarze: Seweryna Michałowskiego.|}}


{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917|format=count}} > 0 | Recenzje: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917|format=count}} > 0 | patrz też: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::jus-nagrobek-1917 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#if: wg pierwodruku|Źródło tekstu: wg pierwodruku|}}
klucz: jus-nagrobek-1917

{{#if: Władysław Jus | Nagrobek paskarza | }}{{#if: Władysław Jus | | }} {{#ifeq: 1 | brak | | }}{{#ifeq: 1917 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1917}} | 4 | | [[rok publikacji::{{#time: Y|1917}}| ]] }} }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}

}}