Adolf Kitschman - Zadesfakcja honorowa czyli Jak się zemszczał Pinkus Katz/Straszenie

From sapijaszko.net
Jump to: navigation, search


{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::ArtykułKlucz::kitschman-straszenie-1923|format=count}} > 0 | {{#if:==Straszenie==

Powiadanie od pana Odyńca po naszemu

<poem> Na gościńcy koli drogi Stojał sobi dum ubogi; Dach ze słomy podszywany, Mały szybki brudny szciany; Ponad ganyk si zwiszała Znak od karczmy mietła mała... A na szyldu napisana: "Karczma od Majchera Jana — Po nad tańcującym krowem". Co tu gadać? z jednym słowem Wszystko jakby gdzie u żyda... No za jedno była bida — Co pod chajrem na sichera — Kiepsko było dla Majchera! Ja — choćby chto prosił o to, Choćby tam leżała tora, Choćby tam leżało złoto — Nie poszedłbym tam z wieczora, Bo w komory słychać było: Jakieś ditko tam straszyło! Nie powiadał nicht na szmiało Co za kolki tam sidziało? — Jaka jemu buł przyczyna? Cy przeklętość od rabina!? Cy sam diabuł? cy dziablica? Albo może jaka ducha? Wajs ech? No jak gaszni świca, Drzwi sy rypi — z oknem rucha... Wiater świszczy na dwa strony — I coś w biały pantalony, Jak krankfoter jaki chory Idzi sobi do komory, I nim kura si przybudzi — Bardzo straszy wszystkich ludzi!...

To jest całkiem rzecz nimiła! Majcher bardzo si z tym kręcił: Nawet baba już kadziła (Guldyn na to ji poświęcił!) Ducha śmiała si z oboje! Baba swoje — ditko swoje!... Przelęknięty Jan z Janowy Zamyknili drzwi na klucze: "Taki rok na jego głowy! Niech si tam w komore tłuczy!" A jak mieli klucz w kiszeni Oba razym — mąż do żony Po za tamtyn bok ze sieni Gnietli sobi z drugi strony... Mieli recht! bez awantury Lepiej cicho siedzieć w dżiury. A z tym czasem ditko z rogiem Hulał sobi z Panym Bogim Jak no go si spodobało.

No i co szi dalej stało? Razym z wozym zaraz z rana Raz zajiżdżał sy do Jana Z miasteczka znajomy dawny, Żydek — kupiec bardzo sławny! A żytelny — jakto żydzi!... Nie trza chwalić! Kużdyn widzi, Że jak dają, trzeba bierzyć! A choć gadał świat nieładnie, Że szachruje un i kradnie — Nu... un tego nie chciał wierzyć! Bo chto na to miał dowodu! Z owszym! powiadali ludzie, Że un w swoji własny budzie Jest co najmniej Rotschild z Brodów Bardzo dobrze to dla niego... Ale co komu do tego? Jan nie widział mu pół roku Jeszczy jak na szwięnty Michał!... Wziął, przycisnął go do boku I do karczmy go popichał.

Żeby przyjmić taki gości Z stary polski gościnności, Jan przymrugnił na kubity, Coby dała okowity... Jakto mówią, że przy wódki Zrobi sze interes krótki! Bo jak troche kręci w głowie, Jednym z drugim wszystko powie... Pij kochany, mów na zdrowie Co sze stało, co sze dzieje? Kto buduje gdzie koleje? Chto pojedzie na jarmarku? Co masz w stancji? co masz w garku? Jak zaczęli na śniadania Zrobić różne powiadanie, Tak zaczęło z dyszczym chłostać — Trzeba było na noc zostać! Tylko z tego była bida, Gdzie tu spać położyć żyda?

Majcher jakby wlazł na gwoździe Kręci si na wszystki strony... Radzi sobi swoji żony — Gdzie żyd będzi położony? Ani wońdzie, — ani wońdzie!... Aż sy myśli: "Poczkaj żydku! Ja nie powim nic o ditku"... I z grzeczności bardzo skory Prosi Icka do komory! Icyk, jak to zwykle żydzi — Nic nie wi i prosto idzi! Majcher nie znał to niboże, Co to dobry żyd nie może... Jak un mądry, jaki sprytny! Jaki czysty, apetytny!

Żadyn nawyt si niboji — Jak policaj przy nim stoji... Tam, gdzie fajny są husyci, Nawyt ditko si ni chwyci, Bo jakby ich wziął za skóry — Powalałby sy pazury!... Ale co tam! to nikogo Nie obchodzi bardzo mało... Ja ztymczasem prosto drogą Powim — co sze dalej stało.

Nu — jak właśnie powiadałem, Kupiec sobi krokim śmiałem Maszyrował spać w komory — Bo nie widział do ty pory O tym jakimś ditku całem?

Maszyrował z prostą drogą... Ale nie sam! Tylko z kogo? Oczywisto że z Majchera!... Majcher ledwo kiwa z nogą I sy myśli: "Aj! cholera "Na te dziabły, na te ditki! "Aż mi zemby kłapi w giemby, "Aż mi włosy staje w demby! "Aż ogromni jezdem chory!"... Poszli oba do komory — A Jan zabrał na przypadek Sobi sztyry syrfuladek, A gościowi masło, syrki, I kminkowe dwa kwatyrki, Przychodzili, zasiadali, Świczki sobi zaszwicali, Kupiec siądził sy na ławy, I zaczynił powiadania: "Słychał ty kochany Janie, "Co mój sklep ma wielki sławy!? "Na gieszeft ja jest zawzięty! "A choć byli drugi żydy — "Wszystki moji konkurenty "Porobili dawno krydy? "Bo to wszyski ludzi czuli; "Że ja lepszy mam cybuli!... "Ja na drogie zawsze sobie "Z te cybuli cymes zrobię... "Dzisiaj mam już apetytu! "Trochu masła dawaj ty tu. "Ja dam rzodkiew i czosnyku — "To ci będzie smakołyku! "Jak skosztujesz to jedzenie, "Zrób mi zaraz powiedzenie... "Cy po takim cymes warte "Zafundować piwa kwartę? "Choć ja żyd — wim co brakuje. "Do koszerne przyrządzanie — "No — kosztujcie mój wy Janie, "I gadajcie, cy smakuje?"

Nic go na to Jan nie gadał; Bo cybuli un ni jadał — A sy myślał, że tu zaraz Z ditkiem będzie miał ambaras... I już tylko z uchym stuli, Ani w głowie mu cybuli! A pan kupiec sy z tymczasem, Wyjmił z torby po pod pasem, Zrobił z ni interes krótki: Wziął cybuli ze z czosnykiem, I kieliszek klapnął wódki — I klaśnił z językiem! Żre, żre z wielgi żarłoczności, Nawyt sobi ni przerywa... Tylko czasym z głową kiwa: "Aj waj! co to za smaczności!" Jeszczy pół ni napchał brzucha, Drzwi si rypi — oknym rucha, Wiatyr świszczy na dwa strony, I cosz w biały pantalony, Obwinięty w prześciradło, Prosto do komory wpadło! Przychodziło na dwa kroki, I jak dragun tak wysoki Sobi stanił koli pieca! Paczy si Jan i si częsi Strachu dostał skórki gięsi: "Aj to będzie zaraz checa!..."

A pan kupiec ji zażarty, Brąfen wypił już pół kwarty, I obracał si z plecami, Nic ni słucha — tnie z zembami! Bo jak głuchman nic nie czuje, Cy chto jemu zawołuje, Choć do niemu szczeli kuli — Tak żyd kiedy zji cybuli, Jemu nic nie obchodzuje! To tyż siedział sy na stoli, I napychał si powoli, Nic a nic nie słychał z tego, Co si zrobi po za niego! A choć widział, że u Jana Oko świci jak w barana, Ta i giemba roztwirana — Myślał sobi: chłop zazdrości!... I si z tego nic nie orazie — No pakuje co si wlizie!

A z tymczasem biała ducha, Z nosym kiwa, z giembą rucha, Jak cybuli powąchała..., To spluniła — to kichniła... To znów z nosym wykręciła! I choć kiedyindzi czeka, Aż zapiała w stajni kurka, Dziś z zapachu już ucieka. Jak do wody dała nurka! — I czymała si z daleka, Bo Jan kupca do pomocy Wziął sy jeszczy drugi nocy:... I cybuli kużdyn bucha, Aż mu si kiwają ucha! Ducha przyszła, powąchała, Kichła, z nosym zakręcała Jak ten, co na katar chory — Wykrzywiła si żałośnie I uciekła het z komory — Aż tam, gdzie już sól nie rośnie!

To jest państwo moej drogi, Wszystko prawda co do nogi! A jak was napadnie bida, I chtóremu straszy ducha — Niechże zaraz mnie posłucha, I mu da... powąchać żyda! </poem>|=Treść=

Straszenie

Powiadanie od pana Odyńca po naszemu

<poem> Na gościńcy koli drogi Stojał sobi dum ubogi; Dach ze słomy podszywany, Mały szybki brudny szciany; Ponad ganyk si zwiszała Znak od karczmy mietła mała... A na szyldu napisana: "Karczma od Majchera Jana — Po nad tańcującym krowem". Co tu gadać? z jednym słowem Wszystko jakby gdzie u żyda... No za jedno była bida — Co pod chajrem na sichera — Kiepsko było dla Majchera! Ja — choćby chto prosił o to, Choćby tam leżała tora, Choćby tam leżało złoto — Nie poszedłbym tam z wieczora, Bo w komory słychać było: Jakieś ditko tam straszyło! Nie powiadał nicht na szmiało Co za kolki tam sidziało? — Jaka jemu buł przyczyna? Cy przeklętość od rabina!? Cy sam diabuł? cy dziablica? Albo może jaka ducha? Wajs ech? No jak gaszni świca, Drzwi sy rypi — z oknem rucha... Wiater świszczy na dwa strony — I coś w biały pantalony, Jak krankfoter jaki chory Idzi sobi do komory, I nim kura si przybudzi — Bardzo straszy wszystkich ludzi!...

To jest całkiem rzecz nimiła! Majcher bardzo si z tym kręcił: Nawet baba już kadziła (Guldyn na to ji poświęcił!) Ducha śmiała si z oboje! Baba swoje — ditko swoje!... Przelęknięty Jan z Janowy Zamyknili drzwi na klucze: "Taki rok na jego głowy! Niech si tam w komore tłuczy!" A jak mieli klucz w kiszeni Oba razym — mąż do żony Po za tamtyn bok ze sieni Gnietli sobi z drugi strony... Mieli recht! bez awantury Lepiej cicho siedzieć w dżiury. A z tym czasem ditko z rogiem Hulał sobi z Panym Bogim Jak no go si spodobało.

No i co szi dalej stało? Razym z wozym zaraz z rana Raz zajiżdżał sy do Jana Z miasteczka znajomy dawny, Żydek — kupiec bardzo sławny! A żytelny — jakto żydzi!... Nie trza chwalić! Kużdyn widzi, Że jak dają, trzeba bierzyć! A choć gadał świat nieładnie, Że szachruje un i kradnie — Nu... un tego nie chciał wierzyć! Bo chto na to miał dowodu! Z owszym! powiadali ludzie, Że un w swoji własny budzie Jest co najmniej Rotschild z Brodów Bardzo dobrze to dla niego... Ale co komu do tego? Jan nie widział mu pół roku Jeszczy jak na szwięnty Michał!... Wziął, przycisnął go do boku I do karczmy go popichał.

Żeby przyjmić taki gości Z stary polski gościnności, Jan przymrugnił na kubity, Coby dała okowity... Jakto mówią, że przy wódki Zrobi sze interes krótki! Bo jak troche kręci w głowie, Jednym z drugim wszystko powie... Pij kochany, mów na zdrowie Co sze stało, co sze dzieje? Kto buduje gdzie koleje? Chto pojedzie na jarmarku? Co masz w stancji? co masz w garku? Jak zaczęli na śniadania Zrobić różne powiadanie, Tak zaczęło z dyszczym chłostać — Trzeba było na noc zostać! Tylko z tego była bida, Gdzie tu spać położyć żyda?

Majcher jakby wlazł na gwoździe Kręci si na wszystki strony... Radzi sobi swoji żony — Gdzie żyd będzi położony? Ani wońdzie, — ani wońdzie!... Aż sy myśli: "Poczkaj żydku! Ja nie powim nic o ditku"... I z grzeczności bardzo skory Prosi Icka do komory! Icyk, jak to zwykle żydzi — Nic nie wi i prosto idzi! Majcher nie znał to niboże, Co to dobry żyd nie może... Jak un mądry, jaki sprytny! Jaki czysty, apetytny!

Żadyn nawyt si niboji — Jak policaj przy nim stoji... Tam, gdzie fajny są husyci, Nawyt ditko si ni chwyci, Bo jakby ich wziął za skóry — Powalałby sy pazury!... Ale co tam! to nikogo Nie obchodzi bardzo mało... Ja ztymczasem prosto drogą Powim — co sze dalej stało.

Nu — jak właśnie powiadałem, Kupiec sobi krokim śmiałem Maszyrował spać w komory — Bo nie widział do ty pory O tym jakimś ditku całem?

Maszyrował z prostą drogą... Ale nie sam! Tylko z kogo? Oczywisto że z Majchera!... Majcher ledwo kiwa z nogą I sy myśli: "Aj! cholera "Na te dziabły, na te ditki! "Aż mi zemby kłapi w giemby, "Aż mi włosy staje w demby! "Aż ogromni jezdem chory!"... Poszli oba do komory — A Jan zabrał na przypadek Sobi sztyry syrfuladek, A gościowi masło, syrki, I kminkowe dwa kwatyrki, Przychodzili, zasiadali, Świczki sobi zaszwicali, Kupiec siądził sy na ławy, I zaczynił powiadania: "Słychał ty kochany Janie, "Co mój sklep ma wielki sławy!? "Na gieszeft ja jest zawzięty! "A choć byli drugi żydy — "Wszystki moji konkurenty "Porobili dawno krydy? "Bo to wszyski ludzi czuli; "Że ja lepszy mam cybuli!... "Ja na drogie zawsze sobie "Z te cybuli cymes zrobię... "Dzisiaj mam już apetytu! "Trochu masła dawaj ty tu. "Ja dam rzodkiew i czosnyku — "To ci będzie smakołyku! "Jak skosztujesz to jedzenie, "Zrób mi zaraz powiedzenie... "Cy po takim cymes warte "Zafundować piwa kwartę? "Choć ja żyd — wim co brakuje. "Do koszerne przyrządzanie — "No — kosztujcie mój wy Janie, "I gadajcie, cy smakuje?"

Nic go na to Jan nie gadał; Bo cybuli un ni jadał — A sy myślał, że tu zaraz Z ditkiem będzie miał ambaras... I już tylko z uchym stuli, Ani w głowie mu cybuli! A pan kupiec sy z tymczasem, Wyjmił z torby po pod pasem, Zrobił z ni interes krótki: Wziął cybuli ze z czosnykiem, I kieliszek klapnął wódki — I klaśnił z językiem! Żre, żre z wielgi żarłoczności, Nawyt sobi ni przerywa... Tylko czasym z głową kiwa: "Aj waj! co to za smaczności!" Jeszczy pół ni napchał brzucha, Drzwi si rypi — oknym rucha, Wiatyr świszczy na dwa strony, I cosz w biały pantalony, Obwinięty w prześciradło, Prosto do komory wpadło! Przychodziło na dwa kroki, I jak dragun tak wysoki Sobi stanił koli pieca! Paczy si Jan i si częsi Strachu dostał skórki gięsi: "Aj to będzie zaraz checa!..."

A pan kupiec ji zażarty, Brąfen wypił już pół kwarty, I obracał si z plecami, Nic ni słucha — tnie z zembami! Bo jak głuchman nic nie czuje, Cy chto jemu zawołuje, Choć do niemu szczeli kuli — Tak żyd kiedy zji cybuli, Jemu nic nie obchodzuje! To tyż siedział sy na stoli, I napychał si powoli, Nic a nic nie słychał z tego, Co si zrobi po za niego! A choć widział, że u Jana Oko świci jak w barana, Ta i giemba roztwirana — Myślał sobi: chłop zazdrości!... I si z tego nic nie orazie — No pakuje co si wlizie!

A z tymczasem biała ducha, Z nosym kiwa, z giembą rucha, Jak cybuli powąchała..., To spluniła — to kichniła... To znów z nosym wykręciła! I choć kiedyindzi czeka, Aż zapiała w stajni kurka, Dziś z zapachu już ucieka. Jak do wody dała nurka! — I czymała si z daleka, Bo Jan kupca do pomocy Wziął sy jeszczy drugi nocy:... I cybuli kużdyn bucha, Aż mu si kiwają ucha! Ducha przyszła, powąchała, Kichła, z nosym zakręcała Jak ten, co na katar chory — Wykrzywiła si żałośnie I uciekła het z komory — Aż tam, gdzie już sól nie rośnie!

To jest państwo moej drogi, Wszystko prawda co do nogi! A jak was napadnie bida, I chtóremu straszy ducha — Niechże zaraz mnie posłucha, I mu da... powąchać żyda! </poem>|}}

Dane bibliograficzne

{{#if:Adolf Kitschman|Autor: Adolf Kitschman|}}

Tytuł: Straszenie

Pierwodruk w: , {{#if: | nr , | }} {{#ifeq: 1923 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1923}} | 4 | data::1923 | {{#time: Y|1923}} }}}}{{#ifeq: | brak ||, str. strony::}}; {{#if: |Przedruk: | }}

{{#ifexpr: {{#ask: Przedruk::kitschman-straszenie-1923|format=count}} > 0 | Przedruk w tomach: {{#ask: Przedruk::kitschman-straszenie-1923|format=list|outro=.}} | }} {{#if: | Uwagi: |}}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923|format=count}} > 0 | Recenzje: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923|format=count}} > 0 | patrz też: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#if: {{#ifeq: Book | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Book | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }} }}|Źródło tekstu: {{#ifeq: Book | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Book | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }}

}}|}}
klucz: kitschman-straszenie-1923

{{#if: Adolf Kitschman | Straszenie | }}{{#if: Adolf Kitschman | | }} {{#ifeq: | brak | | }}{{#ifeq: 1923 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1923}} | 4 | | [[rok publikacji::{{#time: Y|1923}}| ]] }} }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}


<headertabs/> |{{#if:==Straszenie==

Powiadanie od pana Odyńca po naszemu

<poem> Na gościńcy koli drogi Stojał sobi dum ubogi; Dach ze słomy podszywany, Mały szybki brudny szciany; Ponad ganyk si zwiszała Znak od karczmy mietła mała... A na szyldu napisana: "Karczma od Majchera Jana — Po nad tańcującym krowem". Co tu gadać? z jednym słowem Wszystko jakby gdzie u żyda... No za jedno była bida — Co pod chajrem na sichera — Kiepsko było dla Majchera! Ja — choćby chto prosił o to, Choćby tam leżała tora, Choćby tam leżało złoto — Nie poszedłbym tam z wieczora, Bo w komory słychać było: Jakieś ditko tam straszyło! Nie powiadał nicht na szmiało Co za kolki tam sidziało? — Jaka jemu buł przyczyna? Cy przeklętość od rabina!? Cy sam diabuł? cy dziablica? Albo może jaka ducha? Wajs ech? No jak gaszni świca, Drzwi sy rypi — z oknem rucha... Wiater świszczy na dwa strony — I coś w biały pantalony, Jak krankfoter jaki chory Idzi sobi do komory, I nim kura si przybudzi — Bardzo straszy wszystkich ludzi!...

To jest całkiem rzecz nimiła! Majcher bardzo si z tym kręcił: Nawet baba już kadziła (Guldyn na to ji poświęcił!) Ducha śmiała si z oboje! Baba swoje — ditko swoje!... Przelęknięty Jan z Janowy Zamyknili drzwi na klucze: "Taki rok na jego głowy! Niech si tam w komore tłuczy!" A jak mieli klucz w kiszeni Oba razym — mąż do żony Po za tamtyn bok ze sieni Gnietli sobi z drugi strony... Mieli recht! bez awantury Lepiej cicho siedzieć w dżiury. A z tym czasem ditko z rogiem Hulał sobi z Panym Bogim Jak no go si spodobało.

No i co szi dalej stało? Razym z wozym zaraz z rana Raz zajiżdżał sy do Jana Z miasteczka znajomy dawny, Żydek — kupiec bardzo sławny! A żytelny — jakto żydzi!... Nie trza chwalić! Kużdyn widzi, Że jak dają, trzeba bierzyć! A choć gadał świat nieładnie, Że szachruje un i kradnie — Nu... un tego nie chciał wierzyć! Bo chto na to miał dowodu! Z owszym! powiadali ludzie, Że un w swoji własny budzie Jest co najmniej Rotschild z Brodów Bardzo dobrze to dla niego... Ale co komu do tego? Jan nie widział mu pół roku Jeszczy jak na szwięnty Michał!... Wziął, przycisnął go do boku I do karczmy go popichał.

Żeby przyjmić taki gości Z stary polski gościnności, Jan przymrugnił na kubity, Coby dała okowity... Jakto mówią, że przy wódki Zrobi sze interes krótki! Bo jak troche kręci w głowie, Jednym z drugim wszystko powie... Pij kochany, mów na zdrowie Co sze stało, co sze dzieje? Kto buduje gdzie koleje? Chto pojedzie na jarmarku? Co masz w stancji? co masz w garku? Jak zaczęli na śniadania Zrobić różne powiadanie, Tak zaczęło z dyszczym chłostać — Trzeba było na noc zostać! Tylko z tego była bida, Gdzie tu spać położyć żyda?

Majcher jakby wlazł na gwoździe Kręci si na wszystki strony... Radzi sobi swoji żony — Gdzie żyd będzi położony? Ani wońdzie, — ani wońdzie!... Aż sy myśli: "Poczkaj żydku! Ja nie powim nic o ditku"... I z grzeczności bardzo skory Prosi Icka do komory! Icyk, jak to zwykle żydzi — Nic nie wi i prosto idzi! Majcher nie znał to niboże, Co to dobry żyd nie może... Jak un mądry, jaki sprytny! Jaki czysty, apetytny!

Żadyn nawyt si niboji — Jak policaj przy nim stoji... Tam, gdzie fajny są husyci, Nawyt ditko si ni chwyci, Bo jakby ich wziął za skóry — Powalałby sy pazury!... Ale co tam! to nikogo Nie obchodzi bardzo mało... Ja ztymczasem prosto drogą Powim — co sze dalej stało.

Nu — jak właśnie powiadałem, Kupiec sobi krokim śmiałem Maszyrował spać w komory — Bo nie widział do ty pory O tym jakimś ditku całem?

Maszyrował z prostą drogą... Ale nie sam! Tylko z kogo? Oczywisto że z Majchera!... Majcher ledwo kiwa z nogą I sy myśli: "Aj! cholera "Na te dziabły, na te ditki! "Aż mi zemby kłapi w giemby, "Aż mi włosy staje w demby! "Aż ogromni jezdem chory!"... Poszli oba do komory — A Jan zabrał na przypadek Sobi sztyry syrfuladek, A gościowi masło, syrki, I kminkowe dwa kwatyrki, Przychodzili, zasiadali, Świczki sobi zaszwicali, Kupiec siądził sy na ławy, I zaczynił powiadania: "Słychał ty kochany Janie, "Co mój sklep ma wielki sławy!? "Na gieszeft ja jest zawzięty! "A choć byli drugi żydy — "Wszystki moji konkurenty "Porobili dawno krydy? "Bo to wszyski ludzi czuli; "Że ja lepszy mam cybuli!... "Ja na drogie zawsze sobie "Z te cybuli cymes zrobię... "Dzisiaj mam już apetytu! "Trochu masła dawaj ty tu. "Ja dam rzodkiew i czosnyku — "To ci będzie smakołyku! "Jak skosztujesz to jedzenie, "Zrób mi zaraz powiedzenie... "Cy po takim cymes warte "Zafundować piwa kwartę? "Choć ja żyd — wim co brakuje. "Do koszerne przyrządzanie — "No — kosztujcie mój wy Janie, "I gadajcie, cy smakuje?"

Nic go na to Jan nie gadał; Bo cybuli un ni jadał — A sy myślał, że tu zaraz Z ditkiem będzie miał ambaras... I już tylko z uchym stuli, Ani w głowie mu cybuli! A pan kupiec sy z tymczasem, Wyjmił z torby po pod pasem, Zrobił z ni interes krótki: Wziął cybuli ze z czosnykiem, I kieliszek klapnął wódki — I klaśnił z językiem! Żre, żre z wielgi żarłoczności, Nawyt sobi ni przerywa... Tylko czasym z głową kiwa: "Aj waj! co to za smaczności!" Jeszczy pół ni napchał brzucha, Drzwi si rypi — oknym rucha, Wiatyr świszczy na dwa strony, I cosz w biały pantalony, Obwinięty w prześciradło, Prosto do komory wpadło! Przychodziło na dwa kroki, I jak dragun tak wysoki Sobi stanił koli pieca! Paczy si Jan i si częsi Strachu dostał skórki gięsi: "Aj to będzie zaraz checa!..."

A pan kupiec ji zażarty, Brąfen wypił już pół kwarty, I obracał si z plecami, Nic ni słucha — tnie z zembami! Bo jak głuchman nic nie czuje, Cy chto jemu zawołuje, Choć do niemu szczeli kuli — Tak żyd kiedy zji cybuli, Jemu nic nie obchodzuje! To tyż siedział sy na stoli, I napychał si powoli, Nic a nic nie słychał z tego, Co si zrobi po za niego! A choć widział, że u Jana Oko świci jak w barana, Ta i giemba roztwirana — Myślał sobi: chłop zazdrości!... I si z tego nic nie orazie — No pakuje co si wlizie!

A z tymczasem biała ducha, Z nosym kiwa, z giembą rucha, Jak cybuli powąchała..., To spluniła — to kichniła... To znów z nosym wykręciła! I choć kiedyindzi czeka, Aż zapiała w stajni kurka, Dziś z zapachu już ucieka. Jak do wody dała nurka! — I czymała si z daleka, Bo Jan kupca do pomocy Wziął sy jeszczy drugi nocy:... I cybuli kużdyn bucha, Aż mu si kiwają ucha! Ducha przyszła, powąchała, Kichła, z nosym zakręcała Jak ten, co na katar chory — Wykrzywiła si żałośnie I uciekła het z komory — Aż tam, gdzie już sól nie rośnie!

To jest państwo moej drogi, Wszystko prawda co do nogi! A jak was napadnie bida, I chtóremu straszy ducha — Niechże zaraz mnie posłucha, I mu da... powąchać żyda! </poem>|==Straszenie==

Powiadanie od pana Odyńca po naszemu

<poem> Na gościńcy koli drogi Stojał sobi dum ubogi; Dach ze słomy podszywany, Mały szybki brudny szciany; Ponad ganyk si zwiszała Znak od karczmy mietła mała... A na szyldu napisana: "Karczma od Majchera Jana — Po nad tańcującym krowem". Co tu gadać? z jednym słowem Wszystko jakby gdzie u żyda... No za jedno była bida — Co pod chajrem na sichera — Kiepsko było dla Majchera! Ja — choćby chto prosił o to, Choćby tam leżała tora, Choćby tam leżało złoto — Nie poszedłbym tam z wieczora, Bo w komory słychać było: Jakieś ditko tam straszyło! Nie powiadał nicht na szmiało Co za kolki tam sidziało? — Jaka jemu buł przyczyna? Cy przeklętość od rabina!? Cy sam diabuł? cy dziablica? Albo może jaka ducha? Wajs ech? No jak gaszni świca, Drzwi sy rypi — z oknem rucha... Wiater świszczy na dwa strony — I coś w biały pantalony, Jak krankfoter jaki chory Idzi sobi do komory, I nim kura si przybudzi — Bardzo straszy wszystkich ludzi!...

To jest całkiem rzecz nimiła! Majcher bardzo si z tym kręcił: Nawet baba już kadziła (Guldyn na to ji poświęcił!) Ducha śmiała si z oboje! Baba swoje — ditko swoje!... Przelęknięty Jan z Janowy Zamyknili drzwi na klucze: "Taki rok na jego głowy! Niech si tam w komore tłuczy!" A jak mieli klucz w kiszeni Oba razym — mąż do żony Po za tamtyn bok ze sieni Gnietli sobi z drugi strony... Mieli recht! bez awantury Lepiej cicho siedzieć w dżiury. A z tym czasem ditko z rogiem Hulał sobi z Panym Bogim Jak no go si spodobało.

No i co szi dalej stało? Razym z wozym zaraz z rana Raz zajiżdżał sy do Jana Z miasteczka znajomy dawny, Żydek — kupiec bardzo sławny! A żytelny — jakto żydzi!... Nie trza chwalić! Kużdyn widzi, Że jak dają, trzeba bierzyć! A choć gadał świat nieładnie, Że szachruje un i kradnie — Nu... un tego nie chciał wierzyć! Bo chto na to miał dowodu! Z owszym! powiadali ludzie, Że un w swoji własny budzie Jest co najmniej Rotschild z Brodów Bardzo dobrze to dla niego... Ale co komu do tego? Jan nie widział mu pół roku Jeszczy jak na szwięnty Michał!... Wziął, przycisnął go do boku I do karczmy go popichał.

Żeby przyjmić taki gości Z stary polski gościnności, Jan przymrugnił na kubity, Coby dała okowity... Jakto mówią, że przy wódki Zrobi sze interes krótki! Bo jak troche kręci w głowie, Jednym z drugim wszystko powie... Pij kochany, mów na zdrowie Co sze stało, co sze dzieje? Kto buduje gdzie koleje? Chto pojedzie na jarmarku? Co masz w stancji? co masz w garku? Jak zaczęli na śniadania Zrobić różne powiadanie, Tak zaczęło z dyszczym chłostać — Trzeba było na noc zostać! Tylko z tego była bida, Gdzie tu spać położyć żyda?

Majcher jakby wlazł na gwoździe Kręci si na wszystki strony... Radzi sobi swoji żony — Gdzie żyd będzi położony? Ani wońdzie, — ani wońdzie!... Aż sy myśli: "Poczkaj żydku! Ja nie powim nic o ditku"... I z grzeczności bardzo skory Prosi Icka do komory! Icyk, jak to zwykle żydzi — Nic nie wi i prosto idzi! Majcher nie znał to niboże, Co to dobry żyd nie może... Jak un mądry, jaki sprytny! Jaki czysty, apetytny!

Żadyn nawyt si niboji — Jak policaj przy nim stoji... Tam, gdzie fajny są husyci, Nawyt ditko si ni chwyci, Bo jakby ich wziął za skóry — Powalałby sy pazury!... Ale co tam! to nikogo Nie obchodzi bardzo mało... Ja ztymczasem prosto drogą Powim — co sze dalej stało.

Nu — jak właśnie powiadałem, Kupiec sobi krokim śmiałem Maszyrował spać w komory — Bo nie widział do ty pory O tym jakimś ditku całem?

Maszyrował z prostą drogą... Ale nie sam! Tylko z kogo? Oczywisto że z Majchera!... Majcher ledwo kiwa z nogą I sy myśli: "Aj! cholera "Na te dziabły, na te ditki! "Aż mi zemby kłapi w giemby, "Aż mi włosy staje w demby! "Aż ogromni jezdem chory!"... Poszli oba do komory — A Jan zabrał na przypadek Sobi sztyry syrfuladek, A gościowi masło, syrki, I kminkowe dwa kwatyrki, Przychodzili, zasiadali, Świczki sobi zaszwicali, Kupiec siądził sy na ławy, I zaczynił powiadania: "Słychał ty kochany Janie, "Co mój sklep ma wielki sławy!? "Na gieszeft ja jest zawzięty! "A choć byli drugi żydy — "Wszystki moji konkurenty "Porobili dawno krydy? "Bo to wszyski ludzi czuli; "Że ja lepszy mam cybuli!... "Ja na drogie zawsze sobie "Z te cybuli cymes zrobię... "Dzisiaj mam już apetytu! "Trochu masła dawaj ty tu. "Ja dam rzodkiew i czosnyku — "To ci będzie smakołyku! "Jak skosztujesz to jedzenie, "Zrób mi zaraz powiedzenie... "Cy po takim cymes warte "Zafundować piwa kwartę? "Choć ja żyd — wim co brakuje. "Do koszerne przyrządzanie — "No — kosztujcie mój wy Janie, "I gadajcie, cy smakuje?"

Nic go na to Jan nie gadał; Bo cybuli un ni jadał — A sy myślał, że tu zaraz Z ditkiem będzie miał ambaras... I już tylko z uchym stuli, Ani w głowie mu cybuli! A pan kupiec sy z tymczasem, Wyjmił z torby po pod pasem, Zrobił z ni interes krótki: Wziął cybuli ze z czosnykiem, I kieliszek klapnął wódki — I klaśnił z językiem! Żre, żre z wielgi żarłoczności, Nawyt sobi ni przerywa... Tylko czasym z głową kiwa: "Aj waj! co to za smaczności!" Jeszczy pół ni napchał brzucha, Drzwi si rypi — oknym rucha, Wiatyr świszczy na dwa strony, I cosz w biały pantalony, Obwinięty w prześciradło, Prosto do komory wpadło! Przychodziło na dwa kroki, I jak dragun tak wysoki Sobi stanił koli pieca! Paczy si Jan i si częsi Strachu dostał skórki gięsi: "Aj to będzie zaraz checa!..."

A pan kupiec ji zażarty, Brąfen wypił już pół kwarty, I obracał si z plecami, Nic ni słucha — tnie z zembami! Bo jak głuchman nic nie czuje, Cy chto jemu zawołuje, Choć do niemu szczeli kuli — Tak żyd kiedy zji cybuli, Jemu nic nie obchodzuje! To tyż siedział sy na stoli, I napychał si powoli, Nic a nic nie słychał z tego, Co si zrobi po za niego! A choć widział, że u Jana Oko świci jak w barana, Ta i giemba roztwirana — Myślał sobi: chłop zazdrości!... I si z tego nic nie orazie — No pakuje co si wlizie!

A z tymczasem biała ducha, Z nosym kiwa, z giembą rucha, Jak cybuli powąchała..., To spluniła — to kichniła... To znów z nosym wykręciła! I choć kiedyindzi czeka, Aż zapiała w stajni kurka, Dziś z zapachu już ucieka. Jak do wody dała nurka! — I czymała si z daleka, Bo Jan kupca do pomocy Wziął sy jeszczy drugi nocy:... I cybuli kużdyn bucha, Aż mu si kiwają ucha! Ducha przyszła, powąchała, Kichła, z nosym zakręcała Jak ten, co na katar chory — Wykrzywiła si żałośnie I uciekła het z komory — Aż tam, gdzie już sól nie rośnie!

To jest państwo moej drogi, Wszystko prawda co do nogi! A jak was napadnie bida, I chtóremu straszy ducha — Niechże zaraz mnie posłucha, I mu da... powąchać żyda! </poem>|}}


{{#if:|Pierwodruk w: ,|}} {{#if: | nr , | }}{{#ifeq: 1923 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1923}} | 4 | data::1923 | {{#time: Y|1923}} }}}}{{#ifeq: | brak ||, str. strony::}}; {{#if: |Przedruk: | }} {{#ifexpr: {{#ask: Przedruk::kitschman-straszenie-1923|format=count}} > 0 | Przedruk w tomach: {{#ask: Przedruk::kitschman-straszenie-1923|sort=Data wydania|order=asc|format=list|outro=.}} | }} {{#if: | Uwagi: |}}


{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923|format=count}} > 0 | Recenzje: {{#ask:Rodzaj::RecenzjaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#ifexpr: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923|format=count}} > 0 | patrz też: {{#ask:Rodzaj::PolemikaKlucz rodzaju::kitschman-straszenie-1923 |sort=Data |format=ul}} | }}

{{#if: {{#ifeq: Book | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Book | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }} }}|Źródło tekstu: {{#ifeq: Book | Journal | {{#ask:Journal::+Klucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Tytuł |? Numer |? Data wydania nieformatowana |? Wydawca |format=template |template=Formatuj źródło }} | {{#ifeq: Book | Book | {{#ask:Rodzaj::BookKlucz::kitschman-zadesfakcja-1923 | limit=1 |mainlabel=- |? Autor |? Edytor |? Tytuł |? Miejsce wydania |? Data wydania |? Nazwastrony |format=template |template=Formatuj źródło książkowe }} | inne }}

}}|}}
klucz: kitschman-straszenie-1923

{{#if: Adolf Kitschman | Straszenie | }}{{#if: Adolf Kitschman | | }} {{#ifeq: | brak | | }}{{#ifeq: 1923 | brak | | {{#ifeq: {{#len:1923}} | 4 | | [[rok publikacji::{{#time: Y|1923}}| ]] }} }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }} {{#if:|[[Klucz rodzaju::{{{Klucz}}}| ]]| }}{{#if: |[[Stradecki::{{{Stradecki}}}|]]|}}

}}